poniedziałek, 19 czerwca 2017

Prawdziwe wspomnienia Mali K., Adrienne Sharp

Matylda Krzesińska urodziła się w 1872 r. w Petersburgu. Miała polskie korzenie i została primabaleriną Teatru Carskiego. Jako siedemnastolatka poznała przyszłego cara Mikołaja II, z którym podobno łączył ją namiętny romans. Była związana z dworem Romanowów aż do rewolucji, w wyniku której przeprowadziła się do Paryża, gdzie mieszkała do śmierci. Zmarła w wieku 99 lat. Takie informacje możemy znaleźć na stronie wikipedii.

Adrienne Sharp postanowiła uczynić z Krzesińskiej bohaterkę swojej książki, a jej biografię uzupełnić porządnie rozbudowaną fikcją literacką. Całość napisana została w formie wspomnień autorki, dzięki czemu jej relacja nabiera intymnego charakteru i pozwala czytelnikowi poznać najskrytsze marzenia i plany Krzesińskiej. A te były od samego początku bardzo ambitne, zważywszy na jej skromne pochodzenie.

W swojej książce Sharp prezentuje kolejną wersję upadku rodziny Romanowów napisaną z perspektywy dumnej i zakochanej w sobie kobiety. Autorce udało się stworzyć postać bardzo wyrazistą: przekonaną o swojej wyjątkowości bezczelną egoistkę, która za wszelką cenę walczy o przyszłość swoją, a później syna. W tle miłosnych przygód, dworskich intryg i teatralnych dramatów rodzą się niepokoje wsród ludu, a widmo rewolucji staje się coraz wyraźniejsze. Autorce dobrze udało się uchwycić dworską dekadencję i arogancję, zupełny brak zainteresowania cara poddanymi oraz jego bezsilność wobec spisków ze strony wojskowych i dalszych członków rodziny.

Jeśli lubicie literackie fantazjowanie wokół historycznych postaci i związanych z nimi wydarzeń, to wspomnienia Mali K. powinny przypaść Wam do gustu. Także dla wielbicieli carskiej Rosji i baletu będzie to z pewnością udana lektura, choć specyficzny styl narratorki może momentami irytować.

Matylda Krzesińska (źródło: https://pl.wikiquote.org)


Ocena: 4/6

Książkowe porządki

niedziela, 18 czerwca 2017

Śladami drzewa sandałowego, Asha Miro i Anna Soler-Pont

Czy zastanawialiście się kiedyś, jaki jest los sierot w krajach, w których spora część społeczeństwa żyje na granicy nędzy? W krajach, w kórych nawet praca kilku członków rodziny strarcza zaledwie na miskę ryżu i dach nad głową? 
Niewielkich rozmiarów książka pt. Śladami drzewa sandałowego, Ashy Miro i Anny Soler-Pont, może stanowić częściową odpowiedź na te pytania. Autorki opowiadają w niej historie trojga sierot, które bardzo wcześnie straciły rodziców, a mimo to, dzięki splotowi szczęśliwych okoliczności, ich życie potoczyło się pomyślnie.

W pierwszej części, która rozgrywa sie w połowie lat siedemdziesiątych, poznajemy losy trojga osieroconych dzieci: indyjskich dziewczynek Sity i Miny oraz Somalijczyka Solomona. Sita po śmierci rodziców najpierw mieszka u krewnych, a potem zostaje rozdzielona z młodszą siostrą i sprzedana do niewolniczej pracy w fabryce dywanów. Po kilku tygodniach udręki ostatecznie trafia jako pomoc domowa do bogatej indyjskiej rodziny. Mina, odkąd pamięta, mieszka w sierocińcu prowadzonym przez zakonnice i marzy o posiadaniu własnych rodziców. Los się do niej uśmiecha i pewnego dnia dziewczynka wsiada na pokład samolotu lecącego do Europy. Najbardziej egzotyczne wydały mi się losy Solomona, który po śmierci rodziców mieszkał ze starszą siostrą. Dzięki programowi pomocowemu wyjechał na stypendium na Kubę, gdzie razem z tysiącem innych somalijskich dzieci chodził do szkoły i pracował.

Część druga opisuje losy tej trójki trzydzieści lat później. Nie będę Wam zbyt wiele zdradzać, ale ich historie są bardzo barwne i niebanalne. Na przykładzie trojga dzieci autorki poruszają wiele istotnych problemów współczesnego świata. Zadają pytania m.in. o słuszność przekazywania dzieci np. z Indii do adopcji w zupełnie inne rejony świata. Z jednej strony to dla tych dzieci często jedyna szansa na tzw. normalne życie, z drugiej strony zostają one oderwane od swoich korzeni, tradycji, kultury i języka.

Niestety główną cechą powieści Śladami drzewa sandałowego jest naiwność w podejściu do poruszanych tematów oraz brak głębszego omówienia tych złożonych kwestii. Dodatkowo irytowało mnie kiepskie, momentami niemalże szkolne, tłumaczenie i niestaranna korekta - co niestety w przypadku starszych książek (ta została wydana w 2009 r.) z wydawnictwa Sonia Draga nie spotkało mnie po raz pierwszy.
Mimo tych braków jest to pozycja, którą błyskawicznie się czyta i która jest wartościowa właśnie ze względu na tematy, jakie porusza. Myślę, że książka może trafić do młodszych czytelników. Zwłaszcza tych, którzy interesują się kwestią migracji we współczesnym świecie, a płonący londyński wieżowiec nie stanowi dla nich powodu do radości...

Ocena: -4/6

środa, 31 maja 2017

Miejsca dla moli i książkowe zakupy

Ubiegły tydzień spędziłam podróżując z mężem po południowej Polsce. Odwiedziliśmy m.in. Katowice, Cieszyn i Kraków, a w każdym z tych miast cudowne miejsca dla każdego, kto kocha książki. Mam na myśli księgarnio-kawiarnie, czyli idealne połączenie dobrych książek i pysznej kawy. Moje ulubione miejsca na książkowe zakupy.
Z podróży, oczywiście, przywiozłam książkowe pamiątki :)

KATOWICE, Muzeum Śląskie
www.muzeumslaskie.pl

Jest to bez wątpienia jedno z najciekawszych muzeów w Polsce. Interaktywna wystawa stała przybliża zwiedzającym skomplikowaną historię Górnego Śląska. Spędziliśmy tam ponad cztery godziny...
Po zwiedzaniu warto zajrzeć do sklepu muzealnego, który oferuje niewielki, ale bardzo ciekawy, wybór książek o Śląsku. Zakupy można dokładniej obejrzeć przy kawie w muzealnej kawiarni :) Moje wyglądają tak:



CIESZYN, Kornel i przyjaciele 
www.korneliprzyjaciele.pl

Przepiękne miasteczko na polsko-czeskiej granicy, a w nim magiczne miejsce z pyszną kawą, ciastem i ciekawą ofertą książek, w którym się zakochałam. I w mieście i w kawiarni. Wybraliśmy się tam z Wisły, w kórej mieszkaliśmy, dwa razy :) Na czerwonym fotelu widocznym poniżej spędziłam bardzo przyjemne chwile. Zapraszam do Kornela:






















Do kawy uzbierałam ogromny stos książek do przejrzenia:

Ostatecznie zdecydowałam się na cztery tytuły:

KRAKÓW, BOOK BOOK

Na klimatycznym Kazimierzu powstało w ubiegłym roku BARDZO przestronne i kolorowe miejsce dla wszystkich, którzy kochają książki. Na gości kawiarni czekają świetnie zaopatrzone regały, na których książki są ustawione tematycznie, w ofercie m.in. spory wybór książek o sztuce, historii i z zakresu szeroko pojętej humanistyki oraz wydawnictwa regionalne. 

 






Także i tu wyszukałam na regałach interesujące tytuły i przy mrożonej kawie zapadłam w widniejący na powyższym zdjęciu zielony fotel...


W Book booku kupiłam dwie książki:



KRAKÓW, De Revolutionibus
www.derevolutionibus.com.pl

W centrum Krakowa, na Brackiej, tuż obok Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego mieści się nowocześnie wyposażona księgarnio-kawiarnia zaopatrzona w bardzo duży wybór tytułów.



Tym razem na moim stoliku wylądowały aż dwa stosy książek do przejrzenia:


Ostatecznie jednak kupiłam tu dwie książki:


Bilans tygodniowego pobytu w Polsce to dwanaście nowych tytułów na mojej półce:


Od dołu:
z Katowic:
Czarny ogród, Małgorzata Szejnert
Pierony. Górny Śląsk po polsku i niemiecku. Antologia, Dariusz Kortko, Lidia Ostałowska
Piąta strona świata, Kazimierz Kutz
Pożegnanie z Afryką, Karen Blixen (kupiona na straganie z używanymi książkami w centrum
miasta, bo od dawna chciałam ją mieć)

z  Cieszyna:
Tu Byłem. Tony Halik, Mirosław Wlekły
Człowiek, który zrozumiał naturę, Andrea Wulf
Rozmowy o Śląsku Cieszyńskim, Andrzej Drobik
Dobrze się myśli literaturą, Ryszard Koziołek

z Krakowa:
Międzymorze, Ziemowit Szczerek 
Oszpicyn, Krzysztof A. Zajas
Złoty notes, Doris Lessing
Wygnani do raju. Szwedzki azyl, Krystyna Naszkowska

piątek, 26 maja 2017

Matka feministka, Agnieszka Graff

Tak mi jakoś wyszło, że opinię o tej pozycji publikuję właśnie dziś, w Dniu Matki. I bardzo dobrze, bo chyba nie ma lepszej okazji, by napisać parę zdań o książce, która w tak zdecydowany sposób porusza kwestię macierzyństwa w Polsce. Matkę feministkę powinni czytać wszyscy bez wyjątku. I to nie tylko 26 maja!

Agnieszka Graff, czołowa polska feministka, w 2009 r. została matką. To wydarzenie zmieniło w jej życiu wszystko, łącznie ze spojrzeniem na polski feminizm. Zauważyła wtedy, że brakuje "...osadzonej w polskich realiach feministycznej książki, która kompleksowo podjęłaby analizę emocjonalnego, ekonomicznego i społecznego wymiaru macierzyństwa, a jednocześnie zarysowała projekt społecznej i politycznej zmiany." (str. 7-8)
Matka feministka
nie jest wprawdzie taką kompleksowa analizą ani gotowym politycznym postulatem, ale stanowi pierwszy krok w podjęciu publicznej dyskusji na temat zmian, które muszą w naszym państwie nastąpić, zwłaszcza w obliczu malejącej liczby urodzeń. To nie zakazy i tabuizacja sfery seksualnej nakłonią Polki do rodzenia więcej niż jednego dziecka, ale prawdziwa polityka prorodzinna i zmiany w myśleniu społeczeństwa.

Książka Graff składa się z dwóch części. W pierwszej znajdziemy rozważania autorki na temat wspomnianej już nieobecności tematu macierzyństwa w polskim dyskursie feministycznym, tekst o pożegnaniu mitu Matki Polki, esej o byciu matką w Polsce oraz teksty trzech wystąpień na Kongresach Kobiet. Część druga to zbiór felietonów publikowanych wcześniej w "Wysokich obcasach" i magazynie "Dziecko", które opisują codzienne zmagania matek z rzeczywistością.

Graff ma świetne pióro i jej przemyślenia dotyczące poważnej kwestii pozycji matek w polskim społeczeństwie czyta się niezwykle szybko i z dużą przyjemnością. Autorka porusza wiele istotnych tematów. Patriarchat, rola kościoła katolickiego, pozostawienie tematu macierzyństwa kręgom konserwatywno-katolickim i jego nieobecność w narracji środowisk nowoczesnej lewicy (choć to zmienia się trochę dzięki partii Razem), pokutujący do dziś mit cierpiącej Matki Polki, to tylko niektóre z nich. Obracając się na płaszczyźnie naukowej, społecznej, jak i politycznej, Graff postuluje konkretne zmiany w przepisach. Zwraca przy tym uwagę, że politycy nie nadążają za zmianami w światopoglądzie Polaków, z czego wynika m.in. brak przełożenia rosnącej liczby ojców, którzy aktywnie opiekują się swoimi dziećmi, na przepisy prawne. Graff zwraca również uwagę na wiele polskich paradoksów wynikających z faktu, iż "Macierzyństwo jest w Polsce "świętością", a o świętościach rozmawia się ogólnikowo i z namaszczeniem, bez wdawania się w takie szczegóły, jak ściągalność alimentów czy podjazdy dla wózków. Każdy i każda, kto usiłuje ten temat wprowadzać do debaty publicznej, oskarżany jest o "roszczeniowość"." (str. 12)

Pamietając, że Matka feministka została wydana w 2014 r. można stwierdzić, że społeczeństwo się zmienia o czym świadczy chociażby rosnąca liczba mężczyzn samotnie pchających przed sobą wózki (z czego wnioskuję, że nie boją się zostać sam na sam z dzieckiem). Z drugiej strony rządzą obecnie w Polsce ludzie, którzy mentalnie tkwią w minionym stuleciu i zakazami chcą wkraczać w prywatne życie Polek. A zatem: walka trwa! Czytajcie Graff!

Ocena: 6/6

niedziela, 21 maja 2017

Siostra, Rosamund Lupton

Ten thriller został wydany w Polsce w 2012 roku i był wtedy obecny na bardzo wielu blogach. Większość czytelników zachwycała się tą książką gorąco ją polecając. Dopisałam ją wtedy na listę "do przeczytania", a niedawno nadarzyła się w końcu okazja, by sprawdzić, o co ten cały szum.

Główną bohaterką jest trzydziestoparoletnia Angielka o imieniu Beatrice, która na wiadomość o zagninięciu siostry przylatuje do Londynu z USA, gdzie robi karierę zawodową i planuje zamążpójście. Kilka dni później zostaje odnalezione ciało siostry, a policja jest przekonana, że Tess popełniła samobójstwo. Jednak Beatrice ani przez moment w to nie wierzy i podejmuje własne śledztwo.
Krok po kroku poznaje tajemnice młodszej siostry, jej znajomych i codzienne życie. Beatrice wprowadza się do mieszkania Tess, podejmuje pracę w pubie, w którym pracowała siostra i zaprzyjaźnia się z Kasią, bliską koleżanką zmarłej. Choć jej działania momentami są chaotyczne i impulsywne, to dzięki żelaznej konsekwencji stopniowo zbliża się do rozwiązania zagadki. Jej zachowanie nosi znamiona obsesji: życie prywatne Beatrice staje na głowie, a jej jedynym celem staje się wykrycie mordercy Tess.

Cała historia jest opowiedziana w formie zeznań Beatrice, które kobieta musiała złożyć na policji tuż po dramatycznym finale całej historii, co od początku pozwala nam założyć, że wyjdzie cało ze wszystkich opresji. Jej relacja jest bardzo osobista, obfituje w emocjonalne wątki rodzinne i zdradza przemyślenia kobiety, które towarzyszyły jej podczas miesięcy, które upłynęły od śmierci siostry.

Książkę czyta się dość szybko, napisana jest sprawnie, choć niektóre fragmenty nieco się dłużyły. Autorka starała się pogłębić sylwetki postaci i podjęła próby psychoanalizy ich zachowań, tym niemniej są to dość powierzchowne próby, dopasowane do oczekiwań masowego czytelnika thrillerów.
Książka dobra na wieczór lub do zabrania w podróż, ale żadna rewelacja.

Ocena: 4/6

niedziela, 14 maja 2017

Wysepka, Andrea Levy

Zanim Karim z powieści Budda z przedmieścia zaczął podbijać Londyn lat siedemdziesiątych, a chwilę później bohaterowie Białych zębów podejmowali mniej lub bardziej udane próby odnalezienia swojego miejsca w angielskim społeczeństwie, do Wielkiej Brytanii, krótko po wojnie, przybyła pierwsza fala emigrantów z Jamajki.

Mieszkańcy wyspy, która od 1655 roku była brytyjską kolonią, w trakcie drugiej wojny światowej ochotniczo wstępowali do armii, by walczyć za ojczyznę. Po szkoleniu w kraju macierzystym, wysyłani byli na różne fronty, m.in. do Indii. I choć w Armii oficjalnie walczono z rasizmem, a ciemnoskórzy żołnierze mieli takie same prawa, jak biali Anglicy (w odróżnieniu od żołnierzy amerykańskich, wśród których panowała silna segregacja rasowa), ich służba naznaczona była niechęcią i szykanami ze strony białych. Chwilę po wojnie, w wyniku zmian politycznych, do walczącej nadal ze skutkami wojny Anglii wyruszają mieszkańcy brytyjskich kolonii.

Ten szczególny moment w historii Wielkiej Brytanii Andrea Levy wybrała na tło swojej powieści, w której poznajemy pogmatwane losy czworga bohaterów. Mamy rok 1948, wśród tysięcy Jamajczyków wsiadających na statki płynące do Londynu jest Gilbert Joseph, były żołnierz RAFu, który w Anglii chce rozpocząć nowe, lepsze życie. Parę miesięcy później jego śladem wyrusza świeżo poślubiona małżonka Gilberta, Hortense, która zamierza podjąć pracę jako nauczycielka. Ich wyobrażenia o życiu w nowej ojczyźnie zostaną boleśnie skonfrontowane z rzeczywistością, a otaczająca ich niechęć i wrogość londyńczyków niejednokrotnie zaskoczy i wywoła szczere zdumienie.
Oboje zamieszkują w małym, obskórnym pokoju na poddaszu domu, który należy do Angielki, pochodzącej z prownicji córki rzeźnika, Quennie Blight, a dokładniej rzecz ujmując do męża Quennie, Bernarda. Ten jednak kilka lat wcześniej wyruszył na front i słuch po nim zaginął. Kobieta przekonana o śmierci męża sama musi sobie radzić w ograniętym powojennym kryzysem kraju, otwiera więc swój dom dla ciemnoskórych imigrantów i samotnych kobiet. Dla konserwatywnych sąsiadów takie zachowanie jest jawną prowokacją.

Dzięki dość szczegółowej retrospekcji poznajemy historię każdego z czworga bohaterów, ich przemyślenia, motywacje, lęki i plany. Cztery życiorysy splatają się ze sobą i udowadniają, jak często ludzie przypisują innym własne cechy i jak trudno im się między sobą dogadać, nawet jeśli mówią tym samym językiem. W małżeństwie, w przyjaźni, w rodzinie, w wojsku - wszędzie pojawiają się problemy wynikające z braku otwartości i z wrodzonej skłonności do oceniania innych. W swej historii autorka poruszyła wiele istotnych kwestii związanych z migracją, które od późnych lat czterdziestych ubiegłego wieku do dzisiaj niewiele się zmieniły.
Z tych czterech opowieści wyłania się niezwykle interesujący i barwny opis niełatwych początków wielokulturowego angielskiego społeczeństwa, jakie znamy obecnie. Dzięki swoim bohaterom, stojącym po dwóch stronach barykady, Andrea Levy tworzy pełny obraz bardzo interesującej epoki. Jednocześnie udowadnia, że każda nasza decyzja, każde działanie niesie ze sobą konsekwencje - zarówno dla jednostek, jak i w skali całego kraju, czy narodu. A rozpędzonej lawiny nie da się powstrzymać.

Powieść czyta się bardzo szybko i przyjemnie, a stworzone przez autorkę obrazy na długo pozostają w pamięci czytelnika. Opowieść zawiera mnóstwo detali i smaczków, które dodatkowo podkreślają brytyjski klimat książki. Stworzeni przez Levy bohaterowie są autentyczni i pełnowymiarowi, niektórzy dają się polubić mniej, inni bardziej, a już na pewno nie wszystkich uda nam się zrozumieć.
Autorka urodziła się w Londynie, ale jej rodzice pochodzą z Jamajki i przybyli do Anglii w 1948 r. Można więc założyć, że stworzona przez nią powieść zawiera wątki zaczerpnięte z biografii jej rodziców.

Książka została wydana w Polsce w 2006 roku i obecnie dość trudno jest znaleźć egzemplarze na sprzedaż. Mnie udało się wypożyczyć książkę ze swojej biblioteki. Warto się wysilić i poszukać Wysepki, bo to bardzo wartościowa lektura.

Ocena: 5+/6

czwartek, 11 maja 2017

Co wy wiecie o Rosji?!, Jacek Matecki

We wstępie Jacek Matecki otwarcie przyznaje, że nie jest ekspertem od Rosji i nic nie wie o tym kraju, a jego książka jest relacją z kilku lat włóczęgi, podczas której poznał Rosję jak mało kto (!?!).
Jednocześnie krytykuje dziennikarzy, intelektualistów (sądzę, że ma na myśli naukowców) oraz innych podróżników, którzy Rosję przemierzyli koleją transsyberyjską lub samochodem terenowym, twierdząc, że w ich tekstach brakuje prawdy.
Jest to dość odważne stanowisko, zwłaszcza gdy weźmieny pod uwagę, że jego książce brakuje naukowych podstaw i umiejętności kontekstualizowania opisywanych zjawisk, dziennikarskiej wnikliwości, zdolności do analizowania oraz umiejętności pisania, aż wreszcie adrenaliny i odrobiny szaleństwa, w które z pewnością obfitują relacje kierowców dżipów.

No dobrze, ale w takim razie, czym jest książka Mateckiego?

Chaotyczną gawędą o rosyjskiej prowincji, opisem odwiedzonych miejsc i relacją z odbytych rozmów przetykaną wieloma osobistymi przemyśleniami autora. Nie dostarcza ona rzetelnej wiedzy o Rosji, jest zaledwie zbiorem uwiecznionych przez podróżnika momentów, z kórych wyłania się obraz smutnego kraju, w kórym mieszkają nieszczęśliwi ludzie. Skończyłam lekturę kilka dni temu i nie bardzo mogę sobie przypomnieć, o czym konkretnie czytałam. Matecki odwiedził m.in. kilka klasztorów, mieszkające na odludziu małżeństwo hodujące psy zaprzęgowe, dziesiątki wyludnionych wiosek, kilka miejsc pamięci oraz podejrzancyh spelunek. Swoimi wrażeniami postanowił podzielić się z czytelnikiem.

Matecki ma lekkie pióro i dzięki temu książkę czyta się błyskawicznie. Jej lektura przypomina słuchanie opowieści wujka snutych przy ognisku: dostarcza rozrywki i szybko popada w zapomnienie.

Ocena: 3/6

czwartek, 4 maja 2017

Jest takie miejsce..., Wojciech Zawioła

Dzisiejszy wpis będzie krótki. Dla kronikarskiego porządku (na blogu piszę o każdej przeczytanej książce) muszę wspomnieć o niewielkich rozmiarów książce Wojciecha Zawioły.

Dziennikarz Wojtek poznaje podczas spaceru starsze małżeństwo. Po krótkiej rozmowie kobieta rozpoczyna opowieść o swoim życiu, która rozpoczyna się w okupowanej Warszawie, gdzie Basia i Henryk przeżywają swoją pierwszą miłość. Sielanka zostaje przerwana, gdy Henryk rusza do walki i ślad po nim ginie. Po wojnie Basia wraz z matką powoli odbudowują swoją egzystencję, nie ustając w poszukiwaniach chłopaka. Ze skrawków informacji, które do niej dotarły wynika, że Henryk walczył w podziemiu, a potem uciekł z Polski. Pewnego dnia Basia otrzymuje wiadomość o jego śmierci. Z czasem wychodzi za mąż i rodzi dzieci. Przeszłość zapuka do jej drzwi w najbardziej niespodziewanym momencie.

Jest to jedna z powieści, które kupiłam pod wpływem BARDZO entuzjastycznych recenzji na blogach. Powieść, która na portalu lubimyczytac.pl ma stosunkowo wysoką ocenę 7,47 na 10, a która absolutnie nie przypadła mi do gustu.
Najbardziej przeszkadzał mi styl narracji, który we fragmentach pisanych z perspektywy Wojtka, przypominał pisane w podstawówce sprawozdania. Wspomnienia pani Basi są napisanie nieco lepiej, ale trudno tu mówić o literaturze pięknej. Zawioła posługuje się bardzo prostym, oczywistym językiem i wielokrotnie ociera się o banał. Podejrzewam, że autor spisał zasłyszaną gdzieś opowieść o trwającej całe życie miłości - i tak należy tę książkę czytać: jako wspomnienia starszej osoby.

Ocena: 3/6

Książkowe porządki

sobota, 29 kwietnia 2017

Stosy kwietniowe

W mijającym miesiącu dwa razy skusiłam się na internetowe zakupy książkowe.
Pierwsza paczka przyszła z księgarni nieprzeczytane.pl i zawierała głównie nowości kilku ostatnich miesięcy. Miałam je na liście od dłuższego czasu i postanowiłam w końcu ustawić je na półce.

Stos z lewej:
My, marzyciele, Imbolo Mbue
Dziewięć twarzy Nowego Orleanu,
Dan Daum
Pasja narodzin, 
Sheila Kitzinger
Świat w płomieniach,
Siri Hustvedt
Dom którego nie było,
Łukasz Krzyżanowski
Odessa,
Charles King
Wiolonczelista z Sarajewa,
Steven Galloway

Stos prawy:
Zmiłuj się nad nami,
Andrzej Nowak-Arczewski
Rosyjski romans,
Meir Shalev
Stryjeńska. Diabli nadali,
Angelika Kuźniak
Wróżba,
Agneta Pleijel
Książka najpotężniejszy przedmiot naszych czasów zbadany od deski do deski,
Keith Houston
Bardzo martwy sezon reportaże naoczne,
Marcin Kołodziejczyk

Jakieś dwa dni po złożeniu powyższego zamówienia trafiłam na stronę wydawnictwa Prószyński i S-ka, na której bardzo niskie ceny ponownie skłoniły mnie do zakupów. Tym razem była to klasyka oraz książki nieco starsze:



Wszystko czego wam nie powiedziałam,
Celeste Ng  
Subtelny urok samobójstwa, Judith Claire Mitchell  
Europejczycy, Henry James
Amerykanin,
Henry James
Wojna kobiet,
Sally Armstrong
1914. Rok końca świata,
Paul Ham
W ślady Kolumba. W pępku Ameryki,
Melchior Wańkowicz
W ślady Kolumba. Królik i oceany,
Melchior Wańkowicz

A Wy, poszaleliście w kwietniu? W końcu to wyjątkowy miesiąc, którego jeden dzień poświęcony jest książkom :)

środa, 26 kwietnia 2017

Fioletowy hibiskus, Chimamanda Ngozi Adichie

Fioletowy hibiskus to debiut Chimamandy Ngozi Adichie wydany w Polsce po raz pierwszy w 2004. Odkąd w ubiegłym roku przeczytałam Amerykaanę jasne było dla mnie, że sięgnę po wszystkie książki tej autorki, które zostały lub zostaną wydane w języku polskim.
Chociaż akurat w tym przypadku sprawdziła się zasada, że po książki danego pisarza warto sięgać chronologicznie. Nie ma co ukrywać, że świetnie napisana i wielowątkowa Amerykaana bardzo wysoko ustawiła poprzeczkę.

Fioletowy hibiskus opowiada historię piętnastoletniej Kambili i jej rodziny: brata i rodziców. Należą oni do nigeryjskiej elity i żyją zupełnie inaczej, niż ponad 95 % pozostałych mieszkańców kraju. Rodzina mieszka w ogromnym domu przypomninającym pałac, otoczona wszelkim luksusem. Mimo to w życiu Kambili i jej brata brak jest radości i beztroski. Ich dnie, zaplanowane do ostatniej minuty, wypełnione są nauką, modlitwą i czasem dla rodziny. Zamknięci w złotej klatce nie mają kontaktu z rówieśnikami, nie wolno im oglądać telewizji, wygłupiać się i zwyczajnie nudzić. Nie spotykają się z dalszą rodziną, co sprawia, że nie znają nigeryjskich tradycji i obrzędów, tak istotnych w codziennym życiu mieszkańców tego kraju.
Dzieje się tak, gdyż wszelkie domowe zasady ustala ojciec - religijny fanatyk i sadysta. Najważniejsza
jest dla niego wiara katolicka i jego pozycja w kościelnej wspólnocie, a życie najbliższych musi toczyć się według surowych reguł, za których złamanie grożą ciężkie fizyczne kary. Mimo to Kambila uwielbia swojego ojca, a jego zdanie jest dla niej świętością. Tak została wychowana i nie zna innego życia.
Wszystko zaczyna się zmieniać, gdy Kambila i jej brat wyjeżdżają do swojej ciotki, siostry ojca, która jest profesorką na uniwersytecie. Atmosfera panująca w jej domu, pełna swobody, wzajemnego szacunku i swobodnych dyskusji na wszelkie tematy, sprawia, że dziewczynka po raz pierwszy w życiu zaczyna się zastanawiać nad sytuacją panującą w jej rodzinnym domu. Ten wyjazd okaże się kamykiem wywołującym lawinę, której nie sposób będzie zatrzymać...

Niekwestionowaną zaletą pisarstwa Adichie jest, widoczna już w tym debiucie, umiejętność opisywania świata w przeróżnych odcieniach szarości. Autorka powstrzymuje się od jednoznacznego oceniania swoich bohaterów, pokazując ich w sytuacjach dowodzących złożoności ich charakteru. Dodatkowym atutem jest lekkość stylu pisarki. Tę powieść czyta się bardzo szybko i mimo, iż porusza ciężkie tematy, jest to lektura przyjemna. Tekst Adiche nie epatuje rozwlekłymi opisami scen przemocy, wręcz przeciwnie: zło jest obecne i wyczuwalne w tekście, ale nie dominuje.
Przeszkadzały mi w powieści dwie kwestie: wątek księdza, który jest przerysowany, banalny i nie do końca dopracowany. Łatwo się domyślić, że jest to postać, której przypadła rola osoby mającej wpłynąć na zmiany w zachowaniu Kambili i wzmocnić jej wiarę w siebie. Nie przekonał mnie jednak sposób, w jaki autorka tę postać przedstawiła.
Jednak najbardziej zabrakło mi w powieści wyjaśnienia, dlaczego ojciec rodziny postępuje w taki, a nie inny sposób. Autorka wprawdzie dość dobrze pokazała złożoność jego postaci, która z jednej strony psychicznie terroryzuje i fizycznie rani najbliższych i jednocześnie hojnie wspiera dziesiątki potrzebujących, a z drugiej niejednokrotnie daje upust emocjom świadczącym o miłości do rodziny. Nic nie wiemy o tym, co napędza go do działania i skąd się bierze jego agresja.

Nie zmienia to jednak mojego głębokiego przekonania, że warto czytać Adichie!

Ocena: 4+/6