czwartek, 20 kwietnia 2017

Sekretne życie pszczół, Sue Monk Kidd

Bohaterką powieści Sue Monk Kidd jest czternastoletnia Lily, półsierota, która mieszka z gburowatym i brutalnym ojcem na farmie pośród plantacji brzoskwiń. Najbliższą jej osobą jest czarnoskóra opiekunka Rosaleen, którą ojciec zatrudnił po śmierci matki Lily, gdy dziewczynka miała zaledwie cztery lata.
Jest połowa lat sześćdziesiątych, w społeczeństwie amerykańskim kwitną rasizm i segregacja rasowa, a w Białym Domu prezydent podpisuje ustawę o prawach obywatelskich, która umożliwi ciemnoskórym m.in. uczestnictwo w wyborach.

I to właśnie podczas drogi do kościoła, w którym rejestrowano nowych wyborców, dochodzi do incydentu, w wyniku którego Lily w towarzystwie Rosaleen ucieka z domu. Po niedługiej podróży autostopem i nocy spędzonej w lesie obie trafiają do różowego domu zamieszkanego przez trzy siostry: August, May i June. Kobiety udzielają schronienia uciekinierkom w zamian za pracę: Lily pomaga przy pszczołach, a Rosaleen w obowiązkach domowych. Mijają tygodnie, podczas których zacieśniają się więzy przyjaźni, a Lily coraz bardziej zbliża się do rozwiązania tajemnicy śmierci matki. W tle rozgrywa się jeszcze kilka dramatycznych i miłosnych wątków, a całość wieńczy szczęśliwe zakończenie.

Gdybym przeczytała tę powieść jakieś piętnaście lat temu, byłabym zachwycona. Zwłaszcza, że jej klimat i poruszona tematyka przypominają mi uwielbianą wtedy książkę Harper Lee pt. "Zabić drozda".
Ale czytałam ją teraz, głównie dla rozluźnienia przed snem, i muszę stwierdzić, że to po prostu sprawnie napisana historia o dorastaniu i szukaniu akceptacji oraz własnego miejsca na świecie.
Brzmi banalnie? No właśnie taka jest ta powieść: prosta, ciepła jak sierpniowe powietrze nad miasteczkiem w Tiburon i przesłodzona, niczym ociekająca miodem kanapka. Sue Monk Kidd sięgnęła po chwytliwy temat, z którego, trzeba jej przyznać, rozwinęła optymistyczną, lekką historię z przesłanie.
Jest to książka dobra na poprawę humoru. I niewiele więcej.

Ocena: 4/6

czwartek, 13 kwietnia 2017

Cesarz Ameryki. Wielka ucieczka z Galicji, Martin Pollack

Pod koniec XIX i na początku XX wieku dziesiątki tysięcy kobiet i mężczyzn z Galicji opuściło rodzinne strony i wyruszyło do Ameryki Północnej lub Brazylii w poszukiwaniu lepszego życia. Dla niektórych była to podróż w jedną stronę, inni pokonywali ocean wielokrotnie, regularnie i z rutyną przemieszczając się między kontynentami.
Wśród odważnych, którzy opuszczali rodzinne wioski i miasteczka Galicji byli Żydzi, Rusini, Słowacy i Polacy. Wszyscy uciekali przed ogromną biedą, sprzedawali wszystko, co tylko dawało się spieniężyć i często w jednej koszuli, bez bagażu, wsiadali na statek. Miganci byli narażeni na wiele niebezpieczeństw: napady, oszustwa i kradzieże były na porządku dziennym. Zawsze istniało także ryzyko, że po długiej podróży urzędnicy zabronią im zejścia na ląd i odeślą z powrotem do Europy. 

Wielka ucieczka, to główny temat książki, ale ten historyczny reportaż porusza dziesiątki aspektów, które z tą masową migracją były związane. Wiele miejsca zajmuje opis katastrofalnej sytuacji materialnej, w jakiej żyły tysiące chłopów galicyjskich. Brak zainteresowania nimi ze strony władz oraz absolutny brak perspektyw na najmniejszą choćby poprawę sytuacji kończył się wyludnianiem całych wiosek i miasteczek.
Tematem są także kulisy całego przemysłu migracyjnego, który powstał i rozwijał się nie tylko w miastach portowych Bremie i Hamburgu, z których to mieszkańcy Galicji wyruszali w podróż, ale na całej trasie łączącej najodleglejsze wioski z wybrzeżem. Masa biednych, niewykształconych i naiwnych imigrantów natrafiała na nieuczciwych pośredników, brutalnych oszustów i skorumpowanych urzędników. Dochodziło do wielu przestępstw: od drobnych kradzieży i sprzedaży fałszywych biletów na statki, aż po handel ludźmi, z którymi władze nie potrafiły sobie poradzić.

Mam do tej książki kilka zastrzeżeń. Po pierwsze autor nie uznał za stosowne używania w tekście cudzysłowu do oznaczenia informacji zapożyczonych z innych tekstów. Mało tego, w książce zabrakło także bibliografii. A szkoda. Bardzo chętnie dowiedziałabym się, gdzie mogę szukać informacji by pogłębić swoją wiedzę na poszczególne tematy reportażu. Ponadto oczywiste jest, że autor wiele informacji czerpał ze źródeł. Brak ich wyraźniego oznaczenia przeszkadzał mi w odbiorze tekstu. Podobnie jak brak podpisów pod zdjęciami.
Drugim zastrzeżeniem jest ewidentna dominacja jednego z tematów, obecna właściwie we wszystkich rozdziałach, a mianowicie kwestia przestępstw emigracyjnych. Opisy procesów, kar, czy prób działań prewencyjnych są momentami bardzo szczegółowe, a kilkakrotnie zdarzają się Pollackowi powtórzenia. W podziękowaniu pod koniec książki autor wspomina pracę Grzegorza Marii Kowalskiego z UJ, którego praca o przestępstwach emigracyjnych w Galicji była dziełem, do którego często sięgał. No właśnie.
Myślę, że gdyby bibliograficzne poszukiwania autora były bardziej staranne i owocne, Cesarz Ameryki stałby się pełniejszym obrazem i zyskał status lektury bardzo dobrej. Brakowało mi np. informacji o losach osób, które do Ameryki docierały, o ich pierwszych krokach w nowym kraju, bez znajomości jego języka i obyczajów. Pollack opisuje jedynie jedną miejscowość, w której w kopalnich pracowało szczególnie dużo Słowaków.
Poza tym lekko chaotyczna struktura i brak wyraźnych tematycznych różnic między rozdziałami utrudniały mi lekturę. Pozostało po niej uczucie niedosytu: poznałam wiele interesujących faktów, ale w mojej głowie powstały nowe pytania i chęć pogłębienia wielu kwestii.

Mimo tych niedociągnięć dostajemy to rąk dobrą, wielowątkową książkę, z której wiele można się dowiedziać na wszelkie tematy związane z falą migracji z Galicji przed pierwszą wojną światową. Tekst napisany jest przystępnie, jego lektura jest interesująca i wciąga.

Małgorzata Szejnert napisała o niej, wydanej w 2011 roku: Książka o piorunującej aktualności, jeśli słuchamy wieści ze świata. Dziś, sześć lat później, ta aktualność jest jeszcze bardziej piorunująca, a Pollack podsuwa odpowiedzi i pomaga zrozumieć, że migracje nie są niczym nowym w historii.
Niedługo zamierzam sięgnąć po reportaż Szejnert Wyspa klucz.

A może ktoś z Was czytał coś na temat wielkiej emigracji i może polecić mi konkretne pozycje?

Ocena: 5/6 

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Kolor herbaty, Hannah Tunnicliffe

Przesłodzona, ociekająca różem okładka powinna była mnie odstraszyć, ale tak się nie stało. Z powodów, których nie jestem już w stanie sobie przypomnieć, kiedyś tę książkę kupiłam i postawiłam na półce... W końcu, po kilku latach, przeczytałam ją w ramach wiosennych porządków.

Główną bohaterką Koloru herbaty jest młoda kobieta o imieniu Grace, która ma całą górę osobistych problemów (toksyczna relacja z matką, brak ojca, niemożność zajścia w ciążę, kłopoty w małżeństwie), a mimo to decyduje się na otworzenie własnej kawiarni. W końcu nie od dawna wiadomo, że pieczenie ciastek i parzenie kawy to, obok otwierania pensjonatu, remedium na wszelkie możliwe życiowe trudności. Produktem flagowym kawiarni są autorskie makaroniki w przeróżnych kolorach i smakach, które Grace wypieka z ogromnym zaangażowaniem.

Aby czytelnikowi się nie nudziło, autorka postarała się o szczyptę egzotyki i na miejsce akcji wybrała Makau. Ta chińska wyspa jest specjalnym regionem administracyjnym i słynie z prężnie działającej gospodarki i kwitnącego hazardu, jest to od lat jeden z najbogatszych regionów na świecie. Związane jest to z pewnością z faktem, że Makau było pierwszą i najdłużej istniejącą europejską kolonią na terenie Chin, ma zatem bogate tradycje w handlu międzynarodowym. (źródło: wikipedia)

Taki stan rzeczy znajduje swoje odzwierciedlenie także w powieści: głównymi klientkami kawiarni  są białe żony bogatych biznesmenów, niepracujące, zmanierowane i głośne. Do pomocy w lokalu Grace zatrudnia dwie młode miejscowe kobiety, z którymi szybko połączy ją wielka przyjaźń, a z czasem i coś więcej... Jest więc w powieści kilka regionalnych smaczków i ciekawostek, ale zdecydowanie zbyt mało, by w pełni poczuć atmosferę tej wyjątkowej wyspy. Tak naprawdę kawiarnia Grace mogłaby równie dobrze istnieć na Majorce albo gdziekolwiek indziej.

Powieść do jednorazowego czytania, która szybko zapada w niepamięć. Autorka miała kilka ciekawych pomysłów, ale poległa na ich realizacji. Zamiast pogłębionych psychologicznie postaci oraz interesująco poprowadzonych wątków dostajemy do rąk czytadło, jakich na rynku księgarskim mnóstwo. Jest przyzwoicie, ale bez fajerwerków.

Ocena: -4/6

Wiosenne porządki

sobota, 8 kwietnia 2017

Neuland, Eshkol Nevo

Od ubiegłorocznego spotkania w Krakowie mam słabość do Eshkola Nevo, tego przystojnego mężczyzny o uroczym uśmiechu, który w rozmowie o swojej twórczości z miłością w głosie kilkakrotnie wspominał o żonie. Z okazji tego spotkania przeczytałam pierwszą powieść jego autorstwa, która została wydana w Polsce w 2012 roku i nosi tytuł Do następnych mistrzostw.

Po najsłynniejszą powieść Nevo pt. Neuland sięgnęłam w ramach marcowego spotkania naszego Klubu Miłośniczek Książek, a jej lektura sprawiła mi sporą przyjemność.

Powieść rozpoczyna się od tekstów maili, które wymieniają między sobą główni bohaterowie Inbar i Dori. Następnie przenosimy się o kilka tygodni wstecz, by poznać historię ich niezwykłej wędrówki po Ameryce Południowej najpierw z jego, a później z jej perspektywy.
On wybiera się w podróż, by odnaleźć zaginionego ojca. Ona wsiada do samolotu spontanicznie, bez konkretnego planu. Spotykają się przypadkiem i razem wyruszają na poszukiwania, które zaprowadzą ich do Argentyny, gdzie odnajdą tytułowy Neuland.
Po drodze czytelnik pozna ich głeboko skrywane tajemnice i pragnienia oraz skomplikowane rodzinne powiązania. Każde z nich dźwiga na ramionach ogromny ciężar związany ze śmiercią bliskiej osoby, każde z nich zostaje zmuszone do stawienia czoła własnym, dotychczas głęboko skrywanym emocjom i przeanalizowania niełatwych relacji z najbliższymi.

Neuland to wielopłaszczyznowa powieść o sensie podróżowania, o szukaniu własnego miejsca - zarówno w kontekście jednostki, jak i całego narodu. Dori i Inbar wyruszając w drogę nie przewidują, że tych kilka tygodni spędzonych z dala od Izraela całkowicie zmieni ich życie. Że podróż przez dzikie tereny Ameryki Południowej będzie dla nich podróżą w głąb siebie, okazją do poznania własnych uczuć i nabrania dystansu do wielu spraw.
Narracja prowadzona jest nie tylko z punktu widzenia dwojga głównych bohaterów, ale i innych postaci. Ta wielorakość perspektyw z jednej strony wzbogaca samą opowieść, z drugiej strony udowadnia, jak łatwo w codziennych relacjach z innymi ludźmi o błędy i nieporozumienia wynikające z nieprzejrzystej komunikacji i problemów na linii nadawca-odbiorca.

Autor jest wnukiem byłego premiera Izraela i szefa Światowej Organizacji Syjonistycznej Lewiego Eszkola, a jego babcia, podobnie jak jedna z bohaterek książki, opuściła Polskę tuż przed wybuchem II wojny światowej. To dlatego w książce pojawiają się zarówno echa holokaustu, motyw rejsu przez Morze Czarne w sierpniu 1939 r. oraz elementy syjonizmu.
Szczególnie interesujący i charakterystyczny dla powieści wydał mi się poniższy fragment rozmowy Inbar ze swoją babcią, Lili (tą, która statkiem przybyła do Izraela):
"Co ty myślisz, cypke fojer, ze jesteś wyjątkowa? Popatrz wokoło, każdy, kto siedzi w tej kawiarni, w wyobraźni siedzi także gdzieś indziej, z kimś innym. Obok każdej pary, którą widzisz przy tych świeczkach, siedzi ktoś jeszcze, ktoś trzeci, kogo jedno z nich ma w głowie. Kogo jedno z nich musi mieć w głowie, żeby móc siedzieć tutaj. Cały ten Tel Awiw – jak moglibyście go znieść, gdybyście nie wyobrażali sobie przez cały czas innego, piękniejszego miasta? A nasze państwo? Wszędzie jest pełno Żydów, którzy żyją w jednym miejscu, w głowie zaś mają inne, z którego tu przyjechali, i jeszcze inne, do którego chcieliby uciec choćby jutro. To wielkie szczęście, że mają to w głowie, cypke fojer, bo tylko w ten sposób, dzięki myślom i wyobrażeniom o wędrówce, można zrezygnować z wędrówki prawdziwej i zostać." (str. 602)

Nuevo nie boi się poruszać trudnych tematów, takich jak traumy spowodowane wojnami prowadzonymi przez Izrael, wszechobecnym konfliktem izraelsko-palestyńskim oraz obowiązkiem trzyletniej służby wojskowej. Jest uważnym, krytycznym obserwatorem izrealskiego społeczeństwa i w swojej książce porusza bardzo wiele bolesnych kwestii, które mają wpływ na obywateli tego kraju. Jednocześnie jego powieść czyta się szybko i z przyjemnością. Jest to jedna z tych książek, które można czytać na wiele sposobów, w której każdy czytelnik odnajdzie inne, dla siebie ważne, treści.
Bardzo polecam!

Ocena: 5+/6

piątek, 31 marca 2017

Stos marcowy

W ten cudownie słoneczny ostatni dzień marca pokażę Wam, jakie książki trafiły ostatnio na moją półkę.


Uwielbiam kupować książki. A jeśli mogę upolować wartościowe tytuły w niskich cenach, to już w ogóle jestem szczęśliwa. Mega szczęśliwa :)
Moim ulubionym źródłem tanich książek od lat jest Dedalus. Z księgarni stacjonarnych przy Placu Solnym we Wrocławiu oraz w warszawskim BUWie pochodzi spora część mojej biblioteczki.
Parę dni temu postanowiłam zajrzeć do ich sklepu internetowego...

... i zamówiłam w sumie 20 pozycji, których przeciętna cena wyniosła 14 zł.

Z lewej są książki, które kupiłam wg. listy. Na niektóre z nich czaiłam się już od dłuższego czasu. Stos prawy to pozycje, które mnie, z różnych powodów, zainteresowały, więc spontanicznie wrzuciłam je do wirtualnego koszyka.


Kupione wg. listy:
Od góry:
Kobiety z miasta Salta, Elsa Drucaroff - trzymająca w napięciu powieść historyczna o kobiecej siatce szpiegowskiej, której akcja osadzona jest w XIX wieku w dzisiejszej północno-wschodniej Argentynie.

To coś na twojej szyi, Chimamanda Ngozi Adichie - bo to książka Adichie

Marcel Reich-Ranicki Polskie lata, Gerhard Gnauck - polowałam na tę biografię od lat

Dom i jego głowa, Ivy Compton-Burnett - pełna wisielczego humoru powieść zbudowana z misternie skomponowanych dialogów rojących się od aluzji i półsłówek. Każde zdanie użyte przez bohaterów jest orężem w bezwzględnej walce o pozycję w hierarchii niewielkiej społeczności późnowiktoriańskiej.

Niebiosa są puste. Odkrywanie zapomnianego miasta, Avrom Bendavid-Val - opowieść o miasteczku, w którym przed wojną mieszkali Polacy, Żydzi i Ukraińcy, a które w sierpniu 1943 roku przestało istnieć.

Zając z Patagonii, Claude Lanzmann - bardzo ciekawie zapowiadająca się autobiografia człowieka, kóry uosabia XX-wieczną historię Europy

Pani Poe, Lynn Cullen - pisarz i jego demony. Kobieta i jej pragnienia. Żona i jej zemsta... Dzieje Edgara Allana Poe, spowiedź jego kochanki i przerażająca obsesja jego żony w literackim miłosnym trójkącie wszech czasów.

Pamiętniki, Zofia Tołstoj - żyli obok siebie prawie 50 lat, w samotności, niezrozumieniu, wzajemnych pretensjach. On, oskarżający Zofię o przyziemność i interesowność, ona – rozgoryczona jego oderwaniem od życia, zaniedbywaniem rodziny i żądzą sławy. Bywało, że porozumiewali się tylko podsuwając sobie własne wpisy w pamiętnikach, bo słowa nie przechodziły im już przez usta.

Wardęga. Opowieści z pobocza drogi, Lechosław Herz  - książka jest zapisem krajoznawczych wypraw autora, miłośnika krajobrazu mazowieckiego i beskidzkiego, zbieracza ciekawostek z przeszłości odwiedzanych miasteczek, wsi i zapomnianych szlacheckich zaścianków. 


 Zakupione spontanicznie:
Od góry:
Ponad nasze siły. Czesi, Żydzi i Niemcy, Milena Jesenska - latawica zamknięta przez rodzonego ojca w domu wariatów, naiwna kobietka, zdradzana przez rozpustnego męża, muza Franza Kafki, matka Jany Černej - femme fatale czeskiego undergroundu, wreszcie dziennikarka. Jej reportaże z lat 1937-1939 to niezwykła kronika tragicznych wypadków, które stały się udziałem Czechów, Niemców i Żydów w przededniu II wojny światowej.

Ludzie i miejsca, Szewach Weiss - to podróż w czasie i w przestrzeni w towarzystwie Szewacha Weissa – „ambasadora Izraela w Polsce i Polski w Izraelu”

Afrykańska love story, Daphne Sheldrick - życie autorki jest podróżą przez cały XX wiek, tak rzadko oglądany przez nas z afrykańskiej perspektywy; od ugruntowywania się europejskiego osadnictwa, przez niełatwy okres dwóch wojen światowych, aż po równie burzliwe czasy dekolonizacji.

Żony polarników. Siedem niezwykłych historii, Kari Herbert - Książka Herbert skonstruowana jako zbiór epizodów, wspomnień i listów przybliża czytelnikom życie tych niezwykłych par i rzuca nowe światło na ich relacje i na rolę kobiet-żon polarników. Polarnicy często traktowali swe żony jak wyrocznie i uzależniali od nich powodzenie swych wypraw.

Zakazane wrota, Tiziano Terzani - W 1980 roku pisarz razem z rodziną zamieszkał w Pekinie. Przez ponad cztery lata próbował żyć jak przeciętny Chińczyk, dotarł do miejsc, do których turyści nie mieli wstępu. Rozmawiał z ludźmi, z którymi jako zagraniczny dziennikarz nie powinien był rozmawiać. Zobaczył kraj zwykłych ludzi, rozdarty między bogactwem tradycji a biedą wynikającą z dyktatury, ogłuszony kakofonią propagandy, obarczony balastem maoizmu.

Pieśń Aborygenki. Podróż w głąb duszy Australii, Ros Moriarty - autorka opisuje inicjacyjną podróż, jaką odbyła z rdzennymi Australijkami. Jako jedna z nielicznych białych dopuszczonych do plemiennych tajemnic próbuje w niezwykłym, bardzo osobistym reportażu dociec prawdy o tak zwanych skradzionych pokoleniach i poznać duchowość najstarszej kultury istniejącej dzisiaj na Ziemi.
  
Ach, te Czeszki, Mariusz Surosz - Poprzez jednostkowe kobiece doświadczenia autor ukazuje historię Czechosłowacji – od lat 20. XX w., przez czasy wojenne i tuż powojenne, aż po Praską Wiosnę i aksamitną rewolucję. Interesują go m.in. takie zagadnienia, jak emigracja Czechów na Wołyń, dzieje Zaolzia, historia Czechosłowackiego Kościoła Husyckiego, literatura, muzyka, kino i sport.

Pepiki. Dramatyczne stulecie Czechów, Mariusz Surosz - w szesnastu esejach poświęconych ważnym, choć w większości mało znanym w Polsce postaciom autor opowiada o ludzkich losach, ukazuje dramaty i tragedie, jakich wielka historia nie skąpiła Czechom w XX stuleciu.

Reporterzy bez fikcji. Rozmowy z polskimi reporterami, Agnieszka Wójcińska - fascynujący zbiór siedemnastu wywiadów z najlepszymi polskimi reporterami.

Podróże do Polski, Jarosław Iwaszkiewicz - opisy wypraw zarówno do pięknych miast - Warszawy, Poznania, Krakowa, Sandomierza, Lublina, jak i na prowincje - miejsc nacechowanych przeszłością i wspomnieniami. Całość przeplata się z elementami autobiografii i refleksjami natury historycznej, kulturalnej i estetycznej. Publikacja ta, okraszona wspaniałymi zdjęciami, stanowi wyjątkowy obraz Polski z punktu widzenia jednego z najważniejszych twórców literatury polskiej XX wieku.

Po co ci szczęście, jeśli możesz być normalna?, Jeanette Winterson - podróż w głąb szaleństwa i z powrotem, którą autorka odbyła w poszukiwaniu biologicznej matki. Historia o tym, jak dążyć do szczęścia. O dziewczynie, która nie mogąc dostać się do domu, spędza noc na jego progu. O religijnej fanatyczce oczekującej na Armagedon. O dorastaniu na północy Anglii, w przemysłowym miasteczku podlegającym drastycznym przemianom. Wreszcie o wszechświecie jako kosmicznym koszu na odpadki.

środa, 29 marca 2017

Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak, Anna Kamińska

Książka, która skradła mi cały weekend. Zamiast rozkoszować się piękną pogodą i budzącą się wiosną, wolałam wcisnąć się w fotel i przenieść do świata wyjątkowej Simony Kossak.

Już w liceum zaczytywałam się w książkach autorstwa ciotki Simony, Magdaleny Samozwaniec. Dlatego klimat słynnej Kossakówki oraz niektóre tajemnice poważanej krakowskiej rodziny wielkich malarzy nie były mi obce. Jednak skupiając się na osobie Simony, Anna Kamińska pokazała tę familię od całkiem nowej strony.

Biografia podzielona jest, tak jak życie Simony, na dwie odrębne części: krakowską i białowieską. Poznajemy dzieciństwo Simony, wypełnione miłością do zwierząt i godzinami spędzonymi w ogrodzie, jej dorastanie i wypełnione bujnym życiem towarzyskim czasy studenckie. Ten okres spędzony w domu rodzinnym dominowała praca zarobkowa, trudne relacje z matką-tyranką i poczucie niezrozumienia.

Prawdziwe dorosłe i niezależne życie Simony rozpoczęło się w lutym 1971 roku, gdy podjęła pracę w Zakładzie Badania Ssaków Polskiej Akademii Nauk PAN w Białowieży. Dwa miesiące później przeprowadziła się do Dziedzinki, leśniczówki położonej w puszczy, sześć kilometrów od Białowieży, jej prywatnego raju i miejsca na ziemi. Mieszkała tam do śmierci razem z artystą fotografem Lechem Wilczkiem i niezliczonymi zwierzętami. Jej codzienność wypełniała praca naukowa oraz opieka nad zwierzętami. Przez miejscowych nazywana Cyrkówką była silną, mądrą kobietą, która w szarym PRLu walczyła o prawa zwierząt i ochronę puszczy. Była wielkim autorytetem w świecie naukowym, nagrywała filmy przyrodnicze i audycje radiowe, pisała książki. Zmarła o wiele za wcześnie, w 2007 roku, w wieku 64 lat.

Anna Kamińska bardzo plastycznie opisała życie Simony. Z nieodzowną ciekawością dziennikarki, ale szanując prywatność swojej bohaterki, stworzyła portret kobiety, która pod wieloma względami wyprzedzała epokę, w której żyła. Każdą informację autorka starała się sprawdzać trzykrotnie i w swej pracy wykorzystała liczne dokumenty i materiały prasowe. Swoją książkę zakończyła bardzo osobistym listem do Simony Kossak, w którym m.in wyraża żal, że nie było jej dane poznać tej wyjątkowej postaci. Jej biografię czyta się wspaniale, jest wciągająca niczym najlepsza powieść.
Serdecznie polecam!

Ocena: 6/6

poniedziałek, 27 marca 2017

Niebko, Brygida Helbig

Podwórko. Godzinami bawiła się z dziećmi na dworze; łazili wokół bloków, zbierali szkiełka spod kiosków i śmietników, bo tam leżało najwięcej butelek porozrzucancyh przez pijaków. Zbierali porozrzucane, kolorowe papierki od cukierków, listki. I robili z nich tak zwane niebka. Skąd się wzięła ta zabawa, nie wiadomo. Wykopywali dołki, układali w nich śliczne wzorki ze złotek, sreberek, znalezionych kwiatków i traw, przykrywali szkiełkiem, zasypywali. Trzeba było dokładnie zapamiętać topografię miejsca, wiedzieć, gdzie ukryło się skarb. O sekrecie wiedziało zawsze kilku przyjaciół. (str. 284)

Powieść Brygidy Helbig jest takim literackim niebkiem: składa się z fragmentów, krótkich akapitów, z których powoli wyłania się skomplikowana rodzinna historia. Jej tło stanowi druga wojna światowa i związane z nią geopolityczne przemiany, a jednym z głównych tematów jest tożsamość. Helbig otwarcie stawia pytania o polskość i niemieckość, o punkty ich przecięcia, zacierające się między nimi granice, a wreszcie o ich znaczenie w różnych momentach historii. Jest w Niebku miejsce zarówno na bezmyślnie powielane stereotypy, ale i na głębsze przemyślenia i próbę odpowiedzi na to, kim właściwie jesteśmy...

Główna bohaterka, Marzena, na podstawie własnych wspomnień z dzieciństwa oraz poszarpanych, często niedokończonych opowieści rodziców stara się zrekonstruować historię swojej rodziny. Historię o tyle ciekawą, że nieoczywistą: dziadkowie urodzili się w zupełnie różnych zakątkach Europy, w różnych krajach, a rodzice poznali się na tzw. ziemiach odzyskanych, w powojennym Szczecinie.
Ojciec Marzeny Willie/Waldek urodził się w Galicji, w biednej niemieckiej rodzinie. Wcześnie stacił ojca, na początku wojny z matką i braćmi został przesiedlony nad Wartę, nie udało mu się uciec przed Armią Czerwoną do Niemiec więc został Polakiem. Matka Basia w wieku sześciu lat została wywieziona z rodziną do Kazachstanu, a ojciec wstąpił do armii gen. Andersa. Po jego powrocie z wojny, w 1946 roku, rodzina wyruszyła na zachód Polski, by szukać szczęścia. Wojenna trauma rodziców, ich lęki, problemy z tożsamością i poszukanie własnego miejsca, mają ogromny wpływ na życie Marzeny i jej siostry Ewy.

Wyjątkowość tej powieści polega na przedstawieniu trudnej, ale nie nowej, historii bardzo specyficznym, pięknym językiem. Brygida Helbig posługuje się głównie krótkimi zdaniami, które nadają tekstowi swoisty rytm. Autorka bawi się słowami, wtrąca niemieckie wyrazy, używa licznych kolokwializmów, zdań wykrzyknikowych oraz powszechnie znanych fraz zaczerpniętych z m.in. reklam, literatury - przyciąga to uwagę czytelnika, bawi oraz skłania do głębszych refleksji. Podział tekstu na krótkie akapity, króre nie zawsze są ułożone chronologicznie, zmusza do aktywnego czytania - każdy wyciągnie własne wnioski, każdy tę książkę odczyta inaczej.

Powieść wymaga skupienia i uwagi, ale zdecydowanie warto poświęcić jej czas. Polecam!

Ocena: 5/6

sobota, 18 marca 2017

Białe zęby, Zadie Smith

TĘ powieść Zadie Smith czytałam po raz pierwszy w 2010 roku. Z ogromną przyjemnością sięgnęłam po nią ponownie, gdy została lekturą na styczeń w naszym Klubie Miłośniczek Książek (razem ze wspaniałym Buddą z przedmieścia).

Przygotowując ten tekst sęgnęłam po swoją recenzję sprzed siedmiu lat. Porównywanie własnych wrażeń z lektury wtedy i teraz okazało się bardzo ciekawym zabiegiem.
Lektura pierwszych stu stron szła mi wtedy jak krew z nosa. Nie mogłam się wgryźć w tekst, nadążyć za specyficzną narracją Smith, zrozumieć wielowarstwowości powieści. Ale powoli, jak w układance, wszystko zaczęło do siebie pasować i już nie mogłam się od lektury oderwać. Teraz wsiąknęłam w powieść od pierwszej strony. Nie od razu udało mi się przypomnieć sobie bohaterów i powiązań między nimi. Wspomnienia te powracały powoli, z każdą stroną kolejne, ale do końca nie byłam pewna co wydarzy się na kolejnej stronie. Dzięki temu podczas lektury towarzyszyła mi radość odkrywania oraz brak zachłannej ciekawości, który pozwolił skupić się na języku powieści i jej smakowitych detalach.

Demonstrowała swoją seksualność ze swobodą dojrzalszej od siebie kobiety, a nie (...) jak nieporęczną torebkę, z którą nigdy nie wiadomo co zrobić: gdzie ją powiesić, albo kiedy po prostu odłożyć. (str. 33)

Bohaterami powieści są członkowie trzech rodzin: Jonesów, Iqbalów i Chalfenów mieszkający w Londynie, których bardzo wiele różni, a wspólnym mianownikiem są ich pogmatwane historie rodzinne. Najpierw poznajemy ojców: Anglika Archibalda Jonesa i pochodzącego z Bangladeszu Samada Iqubala, których losy splotły się nierozerwalnie podczas drugiej wojny światowej. Następnie na scenę wkraczają pochodząca z Jamajki żona Archibalda, Clara oraz wybrana mu przez rodzinę małżonka Samada, Arsana. Na końcu pojawiają się dzieci: córka pierwszej pary Irie oraz bliźniaki Samada i Arsany - Millat i Magid, które zawierają znajomość z rodziną typowych przedstawicieli angielskiej klasy średniej: Marcusa i Joyce Chalfenów. Tak złożona lista głównych bohaterów odzwierciedla, mniej więcej, skomplikowaną strukturę książki, której nie sposób streścić, nie spłycając jej przy tym. A tego bym nie chciała.

To n a u k a - Archie wymawia słowo "nauka" w taki sam sposób jak słowo "nowoczesny", zupełnie jakby ktoś mu pożyczył te słowa i kazał przysiąc, że ich nie popsuje. (str. 500)

W swojej wielowątkowej powieści Smith porusza całą masę problemów współczesnych społeczeństw Europy Zachodniej, która jest wymarzonym celem milionów potencjalnych emigrantów z całego świata. Po osiągnięciu tego celu niejednokrotnie muszą stwierdzić, że wyidealizowane wspólne życie w zachodniej kulturze w zderzeniu z rzeczywistością rodzi problemy i konflikty. Tolerancja, tradycja, dorastanie, konflikt pokoleń, patriotyzm, religia, tożsamość, fanatyzm, dojrzałość, uprzedzenia, zrozumienie, rasizm, przemoc - wszystkie te elementy odnajdziemy w powieści Smith śledząc losy bohaterów. Bohaterów świetnie dopracowanych, charakternych i mających własne zdanie, którzy często kłócą się ze sobą, próbując narzucić innym własne poglądy i w ten sposób okiełznać choć niewielki fragment rzeczywistości. Ich relacje stanowią fascynujący temat do wielogodzinnych dyskusji i rozważań.

Jeśli religia jest opium dla ludu, to tradycja bywa jeszcze groźniejszym środkiem uśmierzającym, po prostu dlatego, że rzadko dostrzega się tę jej złowrogość. (...) tradycja jest bardziej swojską miksturą: herbatą z dodatkiem zmielonego maku, słodkim kakao z domieszką kokainy, czymś, co mogłaby przyrządzić poczciwa babcia. (str. 191-192)

Język Zadie Smith jest niezwykle inteligentny, pełen humoru i delikatnej ironii, a Zbigniew Batko wspaniale poradził sobie z tłumaczeniem. Podczas czytania miałam nieustannie pod ręką ołówek. Mam nadzieję, że wybrane cytaty pozwolą Wam poczuć wyjątkowość tej książki. Cóż mogę dodać: jest to wspaniała, wielowątkowa powieść o życiu napisana lekko, ale niejednokrotnie trafiająca w punkt. Po mistrzowsku.
Jeśli ktoś jeszcze nie czytał, to polecam gorąco!

Było to stulecie egzotycznych przybyszów, brązowych, żółtych i białych. Stulecie wielkiego imigracyjnego eksperymentu. Pod koniec tego stulecia na placu zabaw można było natknąć się na Isaaca Leunga nad sadzawką z rybkami, Danny'ego Rahmanna w bramce na boisku piłki nożnej, Quanga O'Rourke grającego w kosza i Irie Jones, nucącą jakąś melodyjkę. Imiona i nazwiska tych dzieci zderzały się czołowo. Kryły w sobie tajemnicę masowego exodusu, zatłoczonych łodzi i samolotów, chłodnego przyjęcia w nowym kraju, badań lekarskich. (str. 318) (...)
Ale imigrantów śmieszą lęki nacjonalistów, bojących się panicznie zarazy, penetracji, wymieszania ras, bo to małe piwo, pestka w porównaniu z lękami imigrantów - przed rozpuszczeniem się, zniknięciem. (str. 319)

Ocena: 6/6

czwartek, 16 marca 2017

Między książkami, Gabrielle Zevin

Głównym bohaterem tej niewielkich rozmiarów książeczki jest Ajay Fikry, smutny wdowiec, właściciel księgarni położonej na wyspie Alice Island. Jego monotonne i pozbawione radości, choć wypełnione po brzegi książkami, życie staje na głowie, gdy pewnego dnia w swojej księgarni znajduje dwuletnią Maję. Bez większych trudności zostaje jej prawnym opiekunem i całkowicie poświęca się wychowaniu dziewczynki...
Aż do momentu, gdy w księgarni i w życiu Ajay'a pojawi się kolejna kobieta. Tym razem jest to Amelia, która pracuje jako przedstawicielka handlowa wydawnictwa i od kilku lat zaopatruje sklep w nowości. Nie jest to jednak miłość od pierwszego wejrzenia, oboje potrzebują czasu, by zaangażować się w związek.

Tak w skrócie przedstawia się fabuła Między nami. Fabuła prosta i pozbawiona niespodzianek. W powieści występuje jeszcze kilkoro przyjaciół i członków rodziny głównych bohaterów, a całość kończy się dość dramatycznie. Generalnie jest to dość naiwna i powierzchowna opowiastka o tym, że każdy ma prawo do szczęścia, tylko sam musi sobie na nie pozwolić. Doprawdy trudno w tym przypadku o jakieś głębsze przemyślenia - mamy do czytnienia z przeciętnym czytadłem.

Książka nadaje się doskonale jako towarzyszka podróży komunikacją miejską, nawet z licznymi przesiadkami. Czyta się ją migiem i nie trzeba zbytnio skupiać się na treści. Za to najdalej po tygodniu trudno sobie przypomnieć, o czym była...

Ocena: 3+/6

Wiosenne porządki

poniedziałek, 13 marca 2017

Chrapiący ptak. Rodzinna podróż przez stulecie biologii, Bernd Heinrich

Książka wydana wiosną ubiegłego roku przez wydawnictwo Czarne w serii Menażeria przykuła moją uwagę od samego początku. Zaintrygował mnie zwłaszcza podtytuł Rodzinna podróż przez stulecie biologii. Skojarzył mi się z Zającem o bursztynowych oczach (tak, wiem, że tam nie ma słowa o biologii, ale ta rodzinna podróż przez stulecie...) i miałam wielką nadzieję, na podobnie udaną czytelniczą przygodę.

Jednak lektura tego sześciuset stronicowego tomiszcza ciągnęła się tygodniami i nie sprawiła mi, niestety, oczekiwanej radości. Heinrich junior szczegółowo opisał swoją historię rodzinną, bardzo skoncentrowaną wokół postaci ojca przyrodnika i podróżnika Gerda Hermanna Heinricha. Był on badaczem starej daty, jednym z ostatnich, którzy wiedzę o owadach i ptakach zdobywali w sposób bardzo tradycyjny: biegając z siatką po lasach, łąkach i stepach zbierając i preparując tysiące obiektów. Jego pierwsza wyprawa miała miejsce już w 1927 roku na Elbrus i do północnej Persji. W ciągu całego swojego życia takich ekspedycji odbył kilkanaście, podróżując m.in. do różnych krajów Afryki i Azji. Gerd Heinrich opublikował kilka znaczących dzieł na temat ptaków, owadów i ssaków, odkrył nowe gatunki ptaków i owadów, współpracował z wieloma uniwersytetami i muzeami w Europie i USA. Mimo to fakt, iż nie posiadał wykształcenia akademickiego, znacznie zahamował jego karierę, zwłaszcza po drugiej wojnie światowej. W środowisku akademickim był traktowany jako zbieracz-amator, a nie jako poważny naukowiec.

Książka autorstwa jego syna jest lekturą niełatwą z wielu względów. Jest to bardzo subiektywne przedstawienie historii ojca, z kórym autora łączyły niełatwe stosunki. Między wierszami można odczytać, że Heinrich senior był ogromnym egoistą, zadufanym w sobie i przekonanym o swojej nieomylności. Miał wielką słabość do kobiet, które traktował jak służące i asystentki, a uczuciom ojcowskim rzadko dawał upust.
Tekst jest bardzo nierówny. Autor ewidentnie skupił się na wydarzeniach, które doskonale pamięta, lub, kóre dzięki rodzinnym opowieściom potrafił dokładnie odtworzyć, inne zaś są ledwie zarysowane, mimo, iż były istotne dla historii rodziny. Bardzo wiele jest w książce szczegółowych opisów owadów, ich poszukiwań i badań nad nimi. Jest to nużące i nie ułatwia lektury. Wprawdzie wiele się z książki dowiedziałam na temat rozwoju biologii i zoologii, na temat prowadzenia i organizacji badań i ekspedycji naukowych, ale i tak chętnie skróciłabym ją o połowę i porządnie zredagowała. Pod względem literackim tekst pozostawia bowiem wiele do życzenia. Autor, który sam jest profesorem biologii na uniwersytecie w Vermont, chętnie zagłębia się w naukowe opisy i definicje, zwłaszcza pod koniec książki, kiedy pisze o własnej karierze naukowej. Nie jest jednak utalentowanym pisarzem, stąd lektura Chrapiącego ptaka, nie dostarcza szczególnych literackich uniesień.

Niestety nie poczułam sympatii ani do ojca ani do syna Heinricha, co niewątpliwie miało wpływ na niezbyt pozytywny odbiór tej pozycji. Sądzę jednak, że dla zainteresowanych historią biologii i ekspedycjami naukowymi Chrapiący ptak będzie z pewnością ciekawą i wartościową lekturą.

(Podczas pisania recenzji korzystałam z obszernego artykułu o Gerdzie Heinrichu z niemieckojęzycznej wikipedii).

Ocena: 4/6