piątek, 19 sierpnia 2016

Losy dobrego żołnierza Szwejka czasu wojny światowej, Jaroslav Hašek

Wojak Szwejk (bo tak się jeszcze wtedy nazywał) to jeden z najukochańszych bohaterów literackich mojego taty. Postać ta pojawiała się co rusz w moim dzieciństwie, a książka Haška miała u nas w domu niemal kultowy status.
Gdy więc kilka lat temu w Sopocie trafiłam na sporo przeceniony egzamplarz w nowym, trzecim, tłumaczeniu na język polski, kupiłam go i ... odstawiłam na półkę. Książka spędziła tam trochę czasu, aż w końcu, w ramach zeszłorocznego wyzwania 12 książek na 2015 rok, postanowiłam ją przeczytać.
Lektura szła mi jak krew z nosa, męczyłam to ogromne tomiszcze przez wiele miesięcy i zdecydowanie mam inny gust literacki niż mój własny ojciec :))

Wydaje mi się, że ta powieść zwyczajnie się zdeaktualizowała. Potrafię zrozumieć, że w momencie premiery była to książka łamiąca tabu, rewolucyjna i prowokacyjna ze względu na opisywane postawy żołnierzy, krytykę wojny, rządzących - całej wojennej machiny. Książka Haška ukazywała absurdy systemu i głupotę dowodzących, była świadectwem bezsensu i chaosu wojny, która była tak tragiczna w skutkach dla milionów ludzi na świecie, bo przecież działania wojenne prowadzone były nie tylko w Europie.
Gdyby tę powieść skrócić do powiedzmy 300 stron (moje wydanie ma ich 750), usunąć powtórzenia i co nudniejsze fragmenty, to może nadążyłaby za zmieniającym się światem. A tak Losy dobrego żołnierza Szwejka czasu wojny światowej są wprawdzie ważnym świadectwem swoich czasów, ale dla mnie były niestety nudną lekturą, do której musiałam się zmuszać. Nie bawiły mnie rubaszne żarty Szwejka ani jego kompanów, dziesiątki opowiadanych przez niego bez ładu i składu historyjek nużyły bardzo, a sama akcja książki ciągnęła się jak flaki z olejem...

Bardzo ciekawy za to wydał mi się obszerny wstęp autorstwa tłumacza Antoniego Kroha który przywołuje poprzednie wydania powieści, kontekstualizując je i wskazując na różnice w tłumaczeniu, widoczne już chociażby w tytule.
I tak pierwsze polskie wydanie w tłumaczeniu Pawła Hulki-Laskowskiego z 1931 nosiło tytuł Przygody dobrego wojaka Szwejka podczas wojny światowej, drugie w 1991 autorstwa Józefa Waczkówa miało tytuł Dole i niedole dzielnego żołnierza Szwejka, a w 2009 ukazał się trzeci przekład autorstwa Antoniego Kroha, zatytułowany Losy dobrego żołnierza Szwejka czasu wojny światowej.

Dla wytrwałych!

Ocena: 3+/6

czwartek, 11 sierpnia 2016

Spotkanie z reporterem: Jacek Hugo Bader

Lipiec był we Wrocławiu Miesiącem Spotkań Autorskich. Trwający MIESIĄC międzynarodowy festiwal literacki odbywał się jednocześnie w Brnie, Ostrawie, Koszycach, Lwowie i Wrocławiu.
W tegorocznej Europejskiej Stolicy Kultury zorganizowano 62 spotkania z pisarzami i pisarkami pochodzącymi z krajów organizujących festiwal oraz z kraju - gościa honorowego, którym tym razem była Hiszpania.
15 lipca miałam wspaniałą okazję uczestniczyć w spotkaniu z Jackiem Hugo-Baderem. Spotkaniu bardzo długim, bo prawie dwugodzinnym, które było świetną okazja poznania fascynująego człowieka i doświadczonego reportażysty.


Głównym tematem spotkania była, niestety, najnowsza książka autora Skucha. Już wyjaśniam, dlaczego niestety. Skucha to opowieść w dużej mierze autobiograficzna, to swoisty rozrachunek autora z przeszłością. Opisuje w niej losy grona swoich dawnych przyjaciół, aktywnych opozycjonistów lat osiemdziesiątych. Mnie wystarczyłoby pół godziny takich wspomnień, dużo bardziej ciekawią mnie wspomnienia Hugo-Badera z jego licznych podróży po krajach byłego Związku Radzieckiego. Kilka anegdot autor wprawdzie pod koniec spotkania opowiedział, ale to zdecydowanie za mało :)
Bardzo podobało mi się jego ciepłe, osobiste podejście do publiczności. Hugo-Bader rozmawiał z osobami zadającymi pytania, bardzo żywo reagował na uwagi zebranych. Także podczas podpisywania książek każdemu poświęcał kilka słów, pozował do zdjęć i z energią ściskał dłonie czytelników.

Skorzystałam z okazji i na miejscu kupiłam książkę pt. W rajskiej dolinie wśród zielska, którą autor podpisuje na zdjęciu poniżej. Myślę, że zaspokoi ona moją ciekawość w kwestii podróży na wschód.


A tak się prezentuje ex libris autora i jego podpis - zaproszenie do raju :)

 

wtorek, 9 sierpnia 2016

Pięćdziesiątka, Inga Iwasiów

Po dwóch spotkaniach autorskich z prof. Ingą Iwasiów przyszła pora, by zapoznać się z jej twórczością. Dotychczas czytałam jedynie Blogotony i miałam ochotę na powieść.
Doskonale się więc złożyło, bo w naszym klubie czytelniczym zdecydowałyśmy, że skoro marcowe spotkanie z Iwasiów zainspirowało nas do comiesięcznych rozmów o książkach, to musimy koniecznie sięgnąć po coś jej autorstwa. Padło na Pięćdziesiątkę.

Dwuznaczny tytuł: kobieta w kwiecie wieku, czy kieliszek wódki? A co, jeśli oba te znaczenia połączyć? Otrzymamy kobietę dojrzałą z problemem alkoholowym, czyli główną bohaterkę powieści. Kobietę z nieustabilizowanym życiem uczuciowym, balansującą między związkami z kobietami i z mężczyznami, uprawiającą wolny zawód i w gruncie rzeczy dość nieszczęśliwą. Wspomnieć należy jeszcze o jej wybujałym życiu seksualnym, które jest swoistym laboratorium eksperymentalnym. I to w sumie chyba wszystkie główne elementy tej książki. Pięćdziesiąte urodziny są dla bohaterki okazją do podsumowań i wspomnień - w ten sposób poznajemy jej życie.

Moje wrażenia?
No cóż, tym razem Iwasiów nie przekonała mnie, niestety. Jej tekst jest czystą kreacją, sztucznym konstruktem. Tym wyznaniom alkoholiczki zdecydowanie brakuje autentyczności, nie wiadomo do końca, co tak naprawdę ją w życiu boli, dlaczego żyje, tak jak żyje krzywdząc siebie i innych. Podczas spotkania autorka wspominała wprawdzie o tym, że jej zamiarem było łamanie tabu, czyli pisanie o kobiecym alkoholizmie bez patologii. O alkoholizmie, który nie wyrządza szkód społecznych, a uprzyjemnia bohaterce codzienność, o nałogu, który nie wymaga konkretnej przyczyny. Mimo to podczas lektury szukałam odpowiedzi na pytanie: dlaczego, a fakt, iż jej nie uzyskałam, wpłynął na jej odbiór.
Generalnie Pięćdziesiątka zbytnio przypominała mi rozprawę naukową. I nie chodzi tu wcale o język, który stanowi bardzo mocna stronę powieści: jej czytanie to prawdziwa przyjemność obcowania z piękną polszczyzną. Problemem jest nieodparte wrażenie, że autorka wzięła na warsztat konkretny temat, który postanowiła przeanalizować na przykładzie swojej bohaterki. Zrobiła to w sposób niemalże naukowy i dlatego brakuje w książce prawdziwych, wiarygodnych emocji.

Ocena: 4/6

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

7 +7 +7 Książki na lato!

Zdaję sobie sprawę, że obiektywnie rzecz biorąc wakacje są na półmetku. Jednak ze względu na charakter mojej pracy zawodowej, to właśnie dziś rozpoczyna się dwumiesięczny okres urlopowy. Z tej okazji postanowiłam przedstawić Wam moje książki na lato w trzech kategoriach.

7 które przeczytałam i BARDZO polecam
Między nami, Chris Cleave 
Powieść ma dwie główne bohaterki. Młodziutką Pszczółkę z Nigerii poznajemy dniu, w którym po ponad dwóch latach zostaje zwolniona z ośrodka dla azylantów. Trzydziestokilkuletnią Brytyjkę o imieniu Sara, redaktorkę poczytnego magazynu dla pań, matkę i żonę, poznajemy w momencie, kiedy jej życie legnie w gruzach. Światy tych dwóch kobiet zetkną się ze sobą z niespotykaną siłą i konsekwencjami.

Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta, David Mitchell 
Dla miłośników historii powieść ta to ogromna gratka: przepełniona jest informacjami o kulturze i obyczajach panujących na Dejimie i w Japonii, wciąga od pierwszej strony i na długo pozostaje w pamięci. Jest to powieść soczysta i głęboka, czytanie jej to czysta przyjemność.

Zając o bursztynowych oczach, Edmund de Waal  
To piękna i niezwykle wartościowa książka o Mitteleuropie, której już nie ma. Nie ma bowiem bohemy dziewiętnastowiecznego Paryża, nie ma przedwojennej elegancji arystokratycznego Wiednia. Zostały okruchy wspomnień, kilka zdjęć i kolekcja netsuke.
Mnóstwo w książce cennych informacji o historii, sztuce, literaturze i kulturze oraz oczywiście o Europie na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Opis zmian społecznych i politycznych, dramat drugiej wojny i jej konsekwencje jest wyjątkowo wnikliwy i pozwala wiele zrozumieć.

Dom tęsknot, Piotr Adamczyk 
Jest to powieść magiczna, niezwykle osobista i niemalże idealna. Głównym bohaterem książki jest Wrocław. Polski od 1945, przepełniony był w okresie powojennym historiami i przedmiotami wcześniejszych mieszkańców. Ci nowi przybyli z daleka, niejednokrotnie dźwigając bagaż wojennych traum, czuli się tu obco, niepewnie i nie u siebie. Administracyjny chaos i samowolka, pionierski duch spolszczania miasta i wszechobecne ślady niedawnej obecności wroga oraz niemalże namacalna niepewność jutra – ówczesna atmosfera musiała być z jednej strony straszna, ale z drugiej absolutnie fascynująca. W tym mieście duchów i socjalistycznych planów dorasta Piotr, jeden z mieszkańców starej kamienicy, która sama w sobie jest kolejną ważną bohaterką powieści. Ten przepełniony tajemnicami poprzednich lokatorów i dziwactwami obecnych mikrokosmos jest sceną dla rozgrywających się dramatów i nudnawej codzienności....

Amerykaana, Chimamanda Ngozi Adichie 
Wielowątkowa powieść o życiu między krajami, o tolerancji i różnorodnosci. Główną bohaterkę, Ifemelu, poznajemy w momencie wizyty u fryzjera. Przed ostatecznym powrotem z USA do Nigerii kobieta postanawia zapleść sobie warkoczyki w afrykańskim salonie. Czytelnik stopniowo poznaje historię młodej kobiety: jej dzieciństwo spędzone w Nigerii, pierwszą miłość, studia, wyjazd na stypendium do USA i próbę odnalezienia się w tamtejszej, zupełnie obcej, rzczywistości. Obok głównej bohaterki mamy też dziesiątki innych postaci, wyrazistych, z charakterem: chłopak Ifemelu Obinze, jego matka, jej ciotka, liczne przyjaciółki, amerykańskie pracodawczynie i szefowa Ifemelu w redakcji w Lagos. To tylko niektóre z nich. Wspaniała, mocna, soczysta.

Poczet królowych polskich, Marcin Szczygielski 
Autor stworzył wyjątkową sagę rodzinną, której bohaterkami są kobiety. Ciąży nad nimi swoiste fatum uniemożliwiające zbudowanie trwałego i szczęśliwego związku z mężczyzną. Perypetie bohaterek, galeria wielu barwnych postaci oraz historia Polski w tle to kolejne walory powieści. Szczygielski nie boi się prowokować i naruszać narodowo-katolickich tabu (np. przemyślenia małej Iny na temat związku Maryii i Józefa, czy tożsamość wileńskich gwałcicieli), ale robi to ze smakiem i umiarem. Jego powieść ma wiele smaczków i kolorów, jest inteligentna i błyskotliwa.
Książkę tę można czytać na wiele sposobów: jako przewodnik po Japonii, jako pamiętnik intelektualistki zanurzającej się w obcą kulturę, którą próbuje poznać i zrozumieć, albo jak podręcznik wiedzy o historii, kulturze i obyczajach Kraju Kwitnącej Wiśni.


7 ułożonych w stos z planem: przeczytam do końca września
Stosik w tonacji letniej: jasne kolory z domieszką żółci, pomarańczy i czerwieni ;)

Morelowy sad, Amanda Coplin 
Wzruszająca opowieść o bezinteresownej miłości, osadzona w niezwykłej scenerii amerykańskiego Zachodu. Mieszkający na odludziu, u stóp Gór Kaskadowych samotny mężczyzna Talmadge pielęgnuje swój owocowy sad. Jego monotonne, proste życie zmieni się, gdy do jego posiadłości trafią Della i Jane, nastoletnie dziewczyny, które uciekły od stręczyciela. Obie są w ciąży, obie nieufne, przestraszone, głodne. Talmadge postanawia otoczyć je opieką, odkrywa w sobie wielkie pokłady uczuć i empatii, a dziewczęta stopniowo nabierają do niego zaufania – czują, że odnalazły swoje miejsce na ziemi. Wkrótce jednak ktoś brutalnie zakłóci ich szczęście.

Miraże, Sylwia Zientek 
Dwudziestolecie międzywojenne. Lili i Julian spotykają się w music-hallu „Rex” i zawiązują znajomość, która z niewinnego flirtu przeradza się we wzajemną fascynację. Lili jest znudzona spokojnym rodzinnym życiem. Szuka dojścia do bohemy artystycznej, próbuje być zawsze au courant z modą, literaturą, lokalami, w których bywać wypada. Julian to początkujący pracownik działu reklamy pisma „Bluszcz”, zmagający się z problemami finansowymi i aspirujący do sławy poeta, który wciąż mieszka z ciotką i wszędobylską służącą Andzią. Kochankowie planują wspólny wyjazd do Paryża. Pragnienia bohaterów okazują się jednak mrzonkami w obliczu nadciągającej wojny…
 
Chrapiący ptak. Rodzinna podróż przez stulecie biologii, Bernd Heinrich 
Książka Bernda Heinricha to niezwykłe wspomnienia, w których autor opisuje, jak kształtowały się jego relacje z ojcem i życie rodziny na farmie w Maine, która stała się domem dla emigrantów z Europy. I jak doszło do tego, że poszedł w ślady swego ojca, stał się uznanym przyrodnikiem, autorem wielu książek, w których z wielkim znawstwem i pasją przybliża swoim czytelnikom fascynujący świat przyrody. 

Dziennik roku chrystusowego, Jacek Dehnel 
Obrosły religijną symboliką, trzydziesty trzeci rok życia upływa Dehnelowi z jednej strony prozaicznie – remontuje kuchnię, gotuje, chodzi na zakupy, na pocztę, spotyka się ze znajomymi, z przyjaciółmi, chadza na koncerty, czyta książki – ale i w sposób charakterystyczny dla pisarza: opisuje swą pracę nad felietonami, opowiadaniami i nad nową powieścią, Matką Makryną. Poza tym spotkania autorskie, odczyty, wywiady, rozdania nagród, ploteczki z literackiego świata, barwne podróże. Autor nie stroni też od komentowania otaczającej go rzeczywistości, dając upust swojemu publicystycznemu temperamentowi. Czyli po prostu Jacek Dehnel zaprasza do swojej codzienności. Nie mogłam odmówić :)

Biała Rika, Magdalena Parys 
Oparta na prawdziwych wydarzeniach opowieść o namiętności, grzechu, rozłące i pamięci.
I o ludziach, którzy nigdzie nie przynależą, bo zbyt często wyjeżdżali na zawsze – i zbyt wiele musieli zapomnieć. Mająca wielu zwolenników, jak i zagorzałych przeciwników powieść, która swoim tematem zaintrygowała mnie od początku. 

To nie są moje wielbłądy. O modzie w PRL, Aleksandra Boćkowska 
to próba zrozumienia, dlaczego w PRL moda miała tak wielkie znaczenie: dla państwa, które traktowało ją propagandowo, i dla ludzi, którzy po wojnie chcieli za pomocą ubrań zachować coś z lepszej przeszłości albo wyróżnić się z szarego tłumu.

Usypać góry. Historie z Polesia, Małgorzata Szejnert  
to fenomen polskich Kresów w pigułce. Wciągająca opowieść o krainie, w której żyli obok siebie Polacy, Litwini, Białorusini i Żydzi. Ale też „tutejsi” – Poleszucy, dla których ojczyzna to nie historia czy polityka, ale miejsce człowieka w kosmosie. To zatrzymany w czasie świat królewiąt, panów i chłopów, przemysłowców, kupców i cadyków oraz jego dramatyczny koniec.

7 nowości, które mam na liście "do kupienia"

Kobiety w kąpieli, Tie Ning 
Częściowo oparte na motywach autobiograficznych Kobiety w kąpieli to uderzający, wielopłaszczyznowy obraz życia kobiet we współczesnych Chinach – kraju, w którym nikt nie jest czystą kartą, a historia na każdym mocno odciska swoje piętno. 

Pani Furia, Grażyna Plebanek 
Pierwsza polska powieść o samotności we współczesnej Europie, napisana z perspektywy jej wielokulturowego centrum. Zaskakująca i odważna. Nazwisko autorki stanowi dl amnie znak jakości. 

Historia pszczół, Maja Lunde 
Historia pszczół to do bólu prawdziwa powieść doskonale ukazująca meandry ludzkiej psychiki, napięcia między rodzicami i dziećmi, dojmującą szarość dnia codziennego i pasję, która daje siłę do walki o lepsze jutro. Maja Lunde porusza te wszystkie tematy snując równoległą i porywającą opowieść o niezwykłych owadach, ich miejscu w przyrodzie i ludzkiej cywilizacji. 

Euforia, Lily King 
Lata 30. XX wieku. Fascynująca historia trójki młodych, ale już znanych antropologów - Margaret Mead oraz dwóch mężczyzn jej życia - osadzona w egzotycznym i parnym świecie Nowej Gwinei. Wartka narracja, prowadzona z punktu widzenia kilku bohaterów, pełna jest poezji, dowcipu i intrygujących faktów z życia głównych postaci oraz otaczającej ich trudnej do zrozumienia kultury. Portretując osobowość słynnej antropolożki, ujawnia, jak badając i analizując Innego, człowiek odkrywa w pierwszej kolejności - siebie.

Droga do domu, Yaa Gyasi 
Epicka opowieść rozpisana na siedem pokoleń i rozpięta pomiędzy dwa kontynenty. Autorka z ogromnym wyczuciem i talentem opowiada losy bohaterek i ich potomków. Efektem jest niezwykła powieść, rozciągnięta w czasie na niemal 300 lat. Mroczne czasy niewolnictwa w Stanach Zjednoczonych, europejska kolonizacja Afryki, walka czarnych Afroamerykanów o równouprawnienie, marzenie o awansie społecznym, rodzinne tragedie, zawiść, zazdrość, chwile szczęścia i w końcu miłość - Droga do domu to wciągająca saga i prawdziwa eksplozja emocji. Powieść bardzo amerykańska, a jednocześnie pełna afrykańskiej magii.

Książka o czytaniu, Justyna Sobolewska 
Wszyscy jesteśmy czytelnikami. Mamy swoje ulubione książki, miejsca do czytania, sposoby układania na półkach i wspomnienia związane z czytaniem. Ale samą „anatomią czytania” nie zaprzątamy sobie głowy zbyt często. Bardziej zajmuje nas treść książek. Tymczasem nasze zwyczaje czytelnicze, sposoby ustawiania książek, zakładania stron, ulubione miejsca do czytania - wszystko to mówi o nas wiele. A książki, które czytaliśmy przez całe życie, w naszej pamięci układają się w rodzaj autobiografii. Pamiętamy o pewnych wydarzeniach, uczuciach, przełomach właśnie w związku z lekturami, które wtedy czytaliśmy. Wędrowanie śladem książek czasem otwiera kolejne szufladki w pamięci.

Miejsce na ziemi, Umi Sinha 
Pełna emocji i imponująca rozmachem opowieść o miłości i stracie, tożsamości i przynależności. Od najmroczniejszych dni brytyjskiego panowania w Indiach po następstwa pierwszej wojny światowej, powieść ta opowiada o misternie splecionych losach trzech pokoleń i ich walce o wyzwolenie się spod ciężaru historii naznaczonej kolonialną przemocą. To dojrzała, wyważona i rozwijająca się w niepowstrzymany sposób powieść o tajemnicach – przemilczanych zdarzeniach, które decydują o naszym życiu. 

A jak mijają wakacje z książkami u Was?
Co czytaliście latem, co czytacie, a co zamierzacie zakupić / wypożyczyć?

piątek, 29 lipca 2016

Amerykaana, Chimamanda Ngozi Adichie

Chimamanda Ngozi Adichie jest feministką i autorką książek. Pochodzi z Nigerii, mieszka na zmianę w swoim ojczystym kraju i w USA. Swoje książki pisze w języku angielskim. Urodziła się w rodzinie akademickiej, dorastała w mieście uniwersyteckim, ukończyła kilka kierunków studiów (źródło: niemiecka wikipedia). Czytając Amerykaanę łatwo wywnioskować, że losy głównej bohaterki książki, Ifemelu, mają bardzo wiele wspólnego z przeszłością autorki.

Ifemelu poznajemy w momencie wizyty u fryzjera. Przed ostatecznym powrotem z USA do Nigerii kobieta postanawia zapleść sobie warkoczyki w afrykańskim salonie. Tak banalny, wydawałoby się, temat jak włosy pojawia się w książce kilka razy i jest bardzo istotnym sybolem walki o wolność i niezależność czarnoskórych kobiet.
Ale wracając do Ifemelu: czytelnik stopniowo poznaje historię młodej kobiety: jej dzieciństwo spędzone w Nigerii, pierwszą miłość, studia, wyjazd na stypendium do USA i próbę odnalezienia się w tamtejszej, zupełnie obcej, rzczywistości. Obok głównej bohaterki mamy też dziesiątki innych postaci, wyrazistych, z charakterem: chłopak Ifemelu Obinze, jego matka, jej ciotka, liczne przyjaciółki, amerykańskie pracodawczynie i szefowa Ifemelu w redakcji w Lagos. To tylko niektóre z nich.
Obserwacje życia codziennego w USA, niewypowiedziane konflikty między białymi i czarnymi, między Afroamerykanami, a Afrykańczykami, niezwykłe migawki życia codziennego nigeryjskich elit, to tylko niektóre aspekty książki. W obu krajach Adichie opisuje głównie środowisko ludzi wykształconych, jej bohaterka ma ukończone studia i płynnie, bez akcentu, mówi po angielsku (choć i ten akcent to temat rzeka...), a mimo to czuje się obco, doświadcza przejawów rasizmu, który jest tym bardziej bolesny, że popełniany bywa nieświadomie.

Powieść składa się z dwóch płaszczyzn: narracji, która płynie wartko i lekko. Ot historia młodej dziewczyny na imigracji, niezbyt łatwa, ale to przecież żadna nowość. Ale pojawia się druga warstwa: pojedyncze, krótkie zdania, wnioski, komentarze, które walą czytelnika między oczy i o których myśli on później tygodniami. Taka jest właśnie, moim zdaniem, powieść idealna.

Mam wrażenie, że Amerykaana przeszła u nas bez wielkiego echa, a szkoda. Jest to bardzo istotna książka, która umożliwa wejście w skórę drugiego człowieka (tę czarną skórę) i poznanie rzeczywistości z tej odmiennej perspektywy. To jest powieść łamiąca stereotypy i uprzedzenia - jeśli tylko się na to otworzymy. 

Ale uwaga! Po przeczytaniu tej książki zmieni się Wasz sposób postrzegania świata. Przestaniecie widzieć go tylko i wyłącznie z perspektywy białego człowieka. Poszerzy się Wasz horyzont i będziecie w stanie dostrzegać i rozumieć więcej, niż przed lekturą.

Coż mogę dodać... KONIECZNIE!

Ocena: 6/6

środa, 27 lipca 2016

Niedziela nad Sekwaną, Susan Vreeland

Czy zastanawialiście się kiedyś, jaki powstawały wielkie dzieła malarskie? Ile pracy i wysiłku, ile przygotowań tkwi w każdym kolorowym płótnie?

W swojej powieści Susan Vreeland postanowiła przeanalizować proces powstawania obrazu, a przedstawionym na nim postaciom nadać ludzki wymiar, opisując ich historię. Na warsztat wzięła dzieło Auguste'a Renoira "Śniadanie wioślarzy" namalowane w latach 1880-81.
Sam malarz impresjonista jest oczywiście głównym bohaterem powieści, który przemierza brukowane uliczki Paryża w poszukiwaniu natchnienia, towarzystwa lub pieniędzy. Poznajemy  targające nim rozterki, problemy finansowe i kłopoty miłosne. Renoir jest naszym przewodnikiem w świecie paryskiej bohemy, wprowadza nas w skomplikowane stosunki panujące między członkami grupy impresjonistów. Zabiera nas na salony i do paryskich kawiarni, pozwala towarzyszyć sobie poczas kupowania farb i rozmów z klientami.
Na stronach powieści pojawiają się nazwiska znanych malarzy, pisarzy, polityków czy słynnych mecenasów sztuki. Jednym z nich jest stojący na tylnym planie mężczyzna w cylindrze, czyli Charles Ephrussi (nazwisko znane mi z lektury fenomenalnego Zająca o bursztynowych oczach).

Obraz powstaje w malowniczo położonej nad Sekwaną gospodzie Chatou's Maison Fournaise, dokąd liczni paryżanie udawali się w letnie dni, by uciec z dusznego miasta i przyjemnie spędzić dzień na łonie natury, przy dobrym jedzeniu i w doborowym towarzystwie. To właśnie takie beztroskie popołudnie w gronie przyjaciół zainspirowało Renoira do namalowania tego obrazu. Podczas kilku kolejnych letnich niedziel grono jego bliższych i dalszych znajomych pojawia się w gospodzie, by pozować artyście. Skomplikowane relacje pomiędzy nimi stanowią jeden z motywów powieści.

Która z kobiet na obrazie była kochanką malarza, a która jego powiernicą? Z którą Renoir się ożenił, a która tylko wyjątkowo go irytowała?
Odpowiedzi na te i szereg innych pytań można odnaleźć w książce, która stanowi doskonałą lekturę na letnie wieczory.

Ocena: 4/6


Oto obraz w całości. Obecnie znajduje się w kolekcji Duncana Phillipsa w Waszyngtonie. 
(źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%9Aniadanie_wio%C5%9Blarzy)

niedziela, 24 lipca 2016

Terra nullius, Sven Lindqvist

Z czym kojarzy Wam się Australia?
Kangury, słodkie misie koala i przystojni surferzy na bezkresnych plażach?
Cóż, po lekturze książki Lindqvista obraz ten zostanie uzupełniony przez kilka niezbyt przyjemnych faktów dotyczących historii tego kontynentu.

"Terra nullius. Z łaciny terra, ziemia, teren, kraina, i nullius, niczyj. A więc: ziemia niczyja, terytorium które nie należy do nikogo. W każdym razie do nikogo, z kim trzeba by się liczyć." (str. 7) Takimi słowami Lindqvist rozpoczyna swój tekst, dzięki któremu krok po kroku czytelnik poznaje haniebne czyny leżące u podstaw australijskiej państwowości i kształtujące je aż do początków XX wieku (!). Repotaż ten jest w zasadzie aktem oskarżenia skierowanym przeciwko białym kolonizatorom, którzy na przestrzeni kilku wieków, zadali śmierć i cierpienie setkom tysięcy rdzennych mieszkańców Australii.
Autor opisuje wiele aspektów historii kontynentu oraz rozliczne przestępstwa i nadużycia popełniane na Aborygenach, jak na przykład ludobójstwo, pozbawienie ziemi, odbieranie aborygeńskim kobietom dzieci zrodzonych w wyniku gwałtów popełnianych przez białych. Dzieci, które w "ośrodkach wychowawczych" były "cywilizowane" i przyuczane do ciężkiej, fizycznej, najczęściej nieodpłatnej, pracy dla białych. Zmuszanie młodych, 6-7 letnich chłopców do wyławiania perełna sporych głębokościach i w nieludzkich warunkach, co prawie zawsze kończyło się ich upośledzeniem lub śmiercią. To tylko niektóre aspekty pojawiające się w książce.
Stojący za tymi czynami absolutny brak poszanowania dla religii, tradycji i kultury Aborygenów potęgowało przekonanie o wyższości białej rasy nad "dzikimi" i usprawiedliwiało przemoc i wykorzystywanie innych.

Reportaż Lindqvista czyta się błyskawicznie, jest napisany barwnym, żywym językiem. Nie jest on jednak obiektywny: autor jasno określa swoją pozycję i jednoznacznie ocenia postępowanie kolonizatorów. Jest to książka nie tylko o historii Australii, znajdziemy w niej odniesienia do antropologii i psychologii, liczne przykłady z literatury, a całość kończy dość smutna analiza ówczesnej polityki australijskiej dotyczącej przepisów imigracyjnych.

Bardzo dobra i bardzo ważna książka. Polecam!

Ocena: 6/6

sobota, 9 lipca 2016

Fatum i furia, Lauren Groof

Tytuł, na który w minionych tygodniach natknął się chyba każdy mól książkowy regularnie odwiedzający książkowe blogi.
"Ulubiona powieść Baracka Obamy w ubiegłym roku" - to m.in. tym zdaniem umieszczonym na okładce wydawca reklamuje tę pozycję .
Cóż, uległam reklamie. Nie pierwszy zresztą raz.
Książkę kupiłam i przeczytałam. Szału nie było, ale przyznać muszę, że Lauren Groof ciekawie opisała historię pewnego małżeństwa udowadniając, że jeden związek to zawsze DWA punkty widzenia. Ok, Groof uczyniła to w niezwykle dobitny sposób, co tylko podkręca atrakcyjność książki i trzyma czytelnika w napięciu do ostatniej strony.

Pierwsza część powieści to wesja jego. Lancelota. Chronologiczna narracja wprowadza nas, czytelników, w dzieciństwo bohatera, trudny okres dojrzewania w internacie, studia oraz małżeństwo z Mathilde. Lotto najpierw próbuje swoich sił jako aktor, by ostatecznie osiągnąć ogromny sukces jako dramatopisarz. Jest pewnym siebie, przekonanym o swojej wyjątkowości egocentrykiem. Jego opowieść jest monotonna, momentami nawet nudna i przewidywalna. Mimo bujnej przeszłości bohater wielokrotnie podkreśla swoją miłość do żony, najcudowniejszej kobiety na świecie.

Po przeczytaniu historii Lotta pomyślałam sobie: no dobra, Groff, co teraz? Zaskoczysz mnie?
TAK, zaskoczyła i to jak. Już początek opowieści Mathilde jest niezwykle dramatyczny. A potem już tylko niespodzianka goni niespodziankę. Poszarpana, chaotyczna chronologia odzwierciedla złożoność charakteru bohaterki. Tragiczne wydarzenie z dzieciństwa, które zmienia życie dziewczynki, wyjazd do babki, później do wuja i okres studiów. Aż wreszcie w jej życiu pojawia się ON: Lancelot.
Swoją książką Groof udowadnia, że ludzie potrafią spędzić ze sobą całe życie kompletnie siebie nawzajem nie znając i nie rozumiejąc. Myślę, że w tym właśnie tkwi jej sukces.

W jednym z ostatnich wydań Wysokich obsasów zamieszczono krótką rozmowę z autorką, która wprowadziła mnie w głęboką konsternację. Lauren Groof mówiła bowiem o tym, że uczuciem kierującym postępowaniem Mathilde był gniew. Natomiast moim zdaniem jej siłą napędową był strach i ogromne poczucie samotności... Ale to już temat na osobną dyskusję...

Niełatwo pisać o tej powieści, nie zdradzając faktów z życia bohaterów. Dlatego najlepiej sami sięgnijcie po Fatum i furię, by wyrobić sobie opinię o tej dość kontrowersyjnie przyjętej powieści.

Ocena: 4+ / 6 

sobota, 25 czerwca 2016

Samotność Portugalczyka, Iza Klementowska + wspomnienia z Portugalii

Samotność Portugalczyka Izy Klemenowskiej to lektura obowiązkowa dla wszystkich osób wybierających się w podróż do tego położonego na zachodnim krańcu Europy kraju. Kraju, w którym odkryłam zaskakująco wiele podobieństw do Polski, który ujął mnie bogactwem bujnej roślinności, pięknymi krajobrazami, uroczą architekturą, uprzejmością i luzem mieszkańców oraz wyśmienitą kuchnią i wspaniałymi winami :)

Ale wracając do zbioru reportaży Klementowskiej. Autorka przedstawia w nich historie kikudziesięciu kobiet i mężczyzn, znanych z historii, jak np. dyktator António de Oliveira Salazar, konsul Mendes, czy trzy Marii, pisarki i pierwsze portugalskie feministki, oraz zwykłych Portugalczyków, jak Anna czy Eryk, Antonio czy Karim. Każdy z nich ma do opowiedzenia historię, która stanowi kolejny element składowy portugalskiej tożsamości. Tłem reportaży są zatem podboje kolonialne, czasy dyktatury Salazara, powolny rozwój Portugalii jako członka Unii Europejskiej. Różnorodność bohaterów gwarantuje różnorodność tematów, które ilustrują złożoność i bogactwo portugalskiej historii i czasów współczesnych.
Smutek i tęsknota w dźwiękach fado, mała bica wypijana na raz w lizbońskich kawiarniach, czy ciemnoczerwone wino z doliny Douro - to przyjemności, na które może liczyć każdy turysta wybierający się do Portugalii. Ci, którzy zdecydują się zabrać w podróż książkę Klementowskiej dowiedzą się więcej o duszy tego kraju i będą mieli szansę choć odrobinę go zrozumieć.

"Dlaczego my, Portugalczycy, wiecznie za czymś musimy tęsknić? Za światem innym niż Portugalia. Bo kimże my jesteśmy - wejściem do Europy czy jej ujściem? Czy stoimy plecami do Europy, a twarzą do reszty świata, czy odwrotnie?" (str. 14)

Ocena: 5+/6

Książkę podczytywałam szczególnie często podczas przerw na kawę:




















A gdyby jeszcze ktoś z Was się zastanawiał, czy warto wybrać się w podróż do Portugalii, wrzucę kilka zdjęć z naszej majowej, niestety bardzo deszczowej, podróży po tym kraju.

Północ
Północ
Północ, Viana do Castelo
Północ. Kalia etiopska rośnie tam WSZĘDZIE. Przepiękna!
Północ
Północ, Guimarães
Północ, na jednym drzewie kwiaty i owoce pomarańczy. Te niepozorne białe kwiaty pachną obłędnie. Uwielbiam!
Południe, Lagos
Południe, Lagos
Południe, Tavira
Południe, Faro
Południe, w oknie wystawowym antykwariatu w Lagos Kapuściński po angielsku :)
Południe
Porto, słynna księgarnia Lello. Wypełniona turystami i rusztowaniami. Rozczarowanie :(
Porto, idealna ilustracja towarzyszącej nam pogody.
Porto
Porto
Porto
Porto. Majowe święto tutejszych studentów. Zgadnijcie, którą pisarkę zainspirowało :)

sobota, 18 czerwca 2016

Weekend wypełniony literaturą, czyli Big Book Festival 2016

Dzisiaj mija dokładnie tydzień od fantastycznego książkowego wydarzenia, w jakim miałam przyjemność uczestniczyć w Warszawie. Myślę oczywiście o Big Book Festival 2016.
Wielką ochotę na udział w festiwalu miałam już rok temu, ale wtedy niestety nic z tych planów nie wyszło.

Wyszło za to teraz i to jak!

Dwa dni pełne spotkań z niezwykłymi ludźmi: pisarzami, pasjonatami i czytelnikami, ludźmi myślącymi podobnie jak ja i wielbiącymi książki i czytanie. Fenomenalna, niewymuszona atmosfera, piękna pogoda, świetna lokalizacja w stylowym pałacu Szustra, otoczenie zieleni i śpiew ptaków - to czynniki gwarantujące wspaniałe duchowe uniesienia :) A do tego TŁUMY czytające, duskutujące, kupujace książki i zadające mądre i przemyślane pytania gościom.
Szkoda jedynie, że bicie rekordu świata w czytaniu pod chmurką odbywało się jednocześnie ze spotkaniami autorskimi. Gdyby było godzinkę wcześniej, albo w przerwie, z pewnością bym dołączyła.

Zapraszam na subiektywne podsumowanie festiwalu.

SOBOTA, 11 czerwca
Sobota, 11 czerwca, samo południe. Docieramy do Pałacu, który pięknie się prezentuje wśród zieleni.
Na tyłach Pałacu Szustra organizatorzy urządzili czytelnię na wolnym powietrzu. Kolorowe leżaki zapraszały do leniuchowania, a wypełnione po brzegi regały z książkami gwarantowały odpowiednią lekturę każdemu. Ja dopiero w niedzielę wieczorem znalazłam chwilę (sic!), by przejrzeć owe półki. Wcześniej nie pozwolił mi na to napięty program festiwalu :)



Obok czytelni swoje przenośne studio mieli dziennikarze radiowej Trójki: Agnieszka Obszańska, Agnieszka Szydłowska i Michał Nogaś. Jaką oni mają świetną pracę...
Gośćmi pierwszej rozmowy, w której brałam udział, byli Zośka Papużanka i Jacek Dehnel. Poniższe zdjęcie, nieco przewrotnie, doskonale podsumowuje tę rozmowę: Papużanka była rozedrgana i rozmyta, niestety niewiele wnosiła do rozmowy. Choć uznanie jej się należy za podjęcie wyzwania i zajęcie miejsca obok Dehnela, który, nie ma się co oszukiwać, skupiał na sobie całą uwagę publiczności i był gwiazdą spotkania. I ja wiem, że jest on nieco zmanierowany i odgrywa pewną rolę, ale i tak mogłabym go słuchać godzinami. Opowiadał głównie o swojej miłości do sztuki oraz o najnowszej książce "Krivoklat". Jako bezkrytyczna fanka byłam niezwykle ukontentowana :)
 
 

Magdalenia Mołek poprowadziła BARDZO interesującą rozmowę z litewską autorką o polskich korzeniach, historyczką sztuki, doktor Kristiną Sabaliauskaitė. Była to rozmowa pełna pasji, profesjonalnego podejścia do czytelnika i własnej twórczości. Dużo miejsca poświęcono metodyce pracy, roli badań naukowych i faktów historycznych - powieść "Silva rerum" powstawała 15 lat, co w dzisiejszych czasach, jak podkreśla autorka, jest luksusem. Kristina Sabaliauskaitė pięknie mówi po polsku, a jej charyzma i erudycja sprawiają, że można jej słuchać godzinami. Niestety (albo i stety) w big bookowej księgarni zabrakło książki "Silva rerum", która była głównym tematem rozmowy. Ale zdobędę ją przy najbliższej okazji i przeczytam z radością wiedząc, że to dopiero pierwsza część trylogii.


Kolejny gość festiwalu zabrał mnie, i pozostałych słuchaczy, w pasjonującą, choć stawiającą wiele trudnych pytań o kondycję współczesnego świata, podróż do Dehli. Rana Dasgupta jest synem indyjskiego ojca i brytyjskiej matki. Dorastał w Cambridge, studiował m.in. w Oksfordzie, a od 2001 roku mieszka w Dehli. I właśnie temu miastu poświęcił swoją najnowszą reporterską książkę, w której opisuje miasto i społeczeństwo pogrążone w wirze transformacji. Jest to jednocześnie błyskotliwa analiza rozwoju i przyszłości globalnego kapitalizmu.







Na kwadrans uciekłam z Indii, by posłuchać plotek ze średniowiecza serwowanych w oszłamiającej formie przez Elżbietę Cherezińską. Autorka z ogromnym zaangażowaniem i energią opowiadała o bohaterach swoich powieści, a zasłuchani czytelnicy uśmiechali się pod nosem i kiwali głowami. JAK ta kobieta portafi opowiadać! Niestety na tło swoich książek wybrała epokę historyczną, która absolutnie mnie nie kręci. Także po wysłuchaniu ploteczek o Świętosławie, wróciłam do Indii :)


Pod koniec tak pełnego wrażeń dnia organizatorzy zaplanowali prawdziwą reporterską ucztę. Tomasz Sekielski rozmawiał z Łukaszem Orbitowskim, Justyną Kopińską i Przemysławem Semczukiem na temat zła w Polsce. Pytał ich m.in. o doświadczenia i odpowiedzialność dziennikarzy, o to, jak radzą sobie z własnymi emocjami, zwłaszcza po szczególnie trudnych rozmowach. Spotkania ze zbrodniarzami, liczne przykłady popełnianych na przestrzeni lat przestępstw, to tylko dwa z poruszanych w dwugodzinnej rozmowie tematów. Dla mnie gwiazdami tego spotkania byli niewątpliwie Justyna Kopińska oraz prowadzący rozmowę Tomasz Sekielski, który jest bardzo sympatycznym człowiekiem :)
 

Książkowe podsumowanie pierwszego dnia festiwalu. Wszystkie świeżo nabyte, z autografami
autorów :)


NIEDZIELA 12 czerwca

Drugi dzień Big Booka rozpoczął się dla mnie spotkaniem z jednym z najważniejszych współczesnych północnoafrykańskich pisarzy i intelektualistów. Yasmina Khadra (to pseudonim literacki, na który składają się imiona jego żony, prawdziwe nazwisko to: Mohammed Moulessehoul). Khadra to pisarz i polityk algierski, mieszkający obecnie we Francji. Opowiadał wiele o sytuacji politycznej w Algierii i w innych krajach muzułmańskich, starał się przybliżyć słuchaczom arabską kulturę - tak, jak to robi w swoich książkach. Niezwykle przyjemnie się go słuchało.
Brawa należą się także tłumaczce, której nazwiska niestety nie zanotowałam. W sobotę fenomenalnie tłumaczyła z języka angielskiego rozmowę z  Ranem Dasguptą, natomiast w niedzielę mistrzowsko tłumaczyła z francuskiego. Należą się jej ogromne brawa i szacunek za tak świetną pracę! 





















Yasmina Khadra podpisuje mój egzemplarz swojej książki.













Z argentyńskim pisarzem, autorem monumentalnego reportażu "Głód", Martínem Caparrósem rozmawiał, jak równy z równym, świetnie do spotkania przygotowany Dariusz Rosiak. Panowie poruszali wiele globalnych problemów, które przyczyniają się do tego, że codzienne na świecie tysiące ludzi umiera wskutek wieloletniego niedożywienia. Caparrós fascynująco opowiadał o swojej pracy i podróżach, o spotkaniach z ludźmi, bohaterami swojej książki. Spotkanie przyciągnęło tłumy gości, wszyscy z uwagą i w skupieniu słuchali gościa.




Na podpis autora trzeba było czekać ponad godzinę (taka była kolejka). Ale udało się!


Druga połowa dnia, to już nieco lżejszy kaliber :) Pełna  śmiechu i żartów rozmowa Sylwii Chutnik z Magdaleną Parys, o najnowżej książce tej drugiej "Biała Rika". Niestety nie mogłam przysłuchiwać się pogawędce pań w pełnym skupieniu, gdyż pilnowałam, by nie uciekł mi Caparrós. O samej książce czytałam różne opinie, ciekawa jestem, czy mi się spodoba.




Inaczej niż na zdjęciu, w realu obie panie się przyjaźnią i stanowią bardzo zgrany duet. Tylko pozowanie do wspólnej fotografii jakoś im nie szło... :)




Ostatnim festiwalowym spotkaniem, w kórym wzięłam udział, była rozmowa z Katią Petrowską i Matthiasem Nawratem oraz tłumaczką Alicją Rosenau. Tematem spotkania miała być literatura, którą w Niemczech piszą przybyli do tego kraju imigranci. Niestety prowadzący nie potrafił zdyscyplinować gości: rozmowa rozłaziła się, a wątki uciekały. Nie dopisała też publiczność, co związane było pewnie w dużym stopniu z odbywającym się w czasie spotkania meczu ME Polska-Irlandia. W dodatku tłumaczka Katii Pietrowskiej nie bardzo rozumiała swoją rolę i bardzo chciała grać pierwsze skrzypce. Niestety było to najsłabsze spotkanie minionych dwóch dni. Choć książkę Matthiasa Nawrata kupiłam i już się cieszę na lekturę.




Na koniec stos podsumowujący drugi dzień festiwalu. Generalnie nie jestem łowczynią autografów, ale wszystkie spotkania były tak inspirujące i ciekawe, że koniecznie chciałam zabrać do domu książki i wspomnienia w postaci podpisu danego autora.

Co jeszcze mogę dodać? Było wspaniale, i jeśli nic nie stanie na przeszkodzie, to w przyszłym roku po raz drugi wybiorę się do Warszawy na big Book Festiwal!!! A i Wam serdecznie polecam. To prawdziwe święto literatury, jej twórców i czytelników!