środa, 19 grudnia 2012

Dziewczyna z Botany Bay, Carolly Erickson

Dziewczyna z Botany Bay to kolejna przeczytana przeze mnie książka, która opisuje losy niezwykłej kobiety. Mary Bryant jako dwudziestolatka i mieszkanka osiemnastowiecznej Anglii została skazana na śmierć za napad i kradzież. Udało jej się uniknąć tej srogiej kary, gdyż przyszło jej żyć w czasach, kiedy Anglicy z zapamiętaniem podbijali obce lądy i zakładali nowe kolonie w odległych zakątkach świata. I tak Mary wyruszyła, razem z setkami innych skazańców, w wielomiesięczną podróż do Australii. Rejs odbywał się w nieludzkich warunkach. Skazańcy stłoczeni byli pod pokładem, cierpieli głód i pragnienie, zapadali na poważne choroby, wielu z nich umierało. Społeczność okrętowa rządziła się własnymi prawami i żeby przeżyć, kobiety były często gwałcone lub zmuszane do prostytucji. W wyniku czego wiele z nich zachodziło w ciążę i jeszcze podczas podróży rodziło dzieci. Tak było i w przypadku Mary, która na pokładzie statku urodziła córeczkę o imieniu Charlotte.

Na miejscu, w osadzie Sydney Cove, którą przybysze wspólnymi siłami zbudowali, szybko się okazało, że życie w nowej kolonii, na nieznanym lądzie jest niezwykle ciężkie i niebezpieczne. Aby poradzić sobie z codziennością i podnieść swój społeczny status Mary wyszła za mąż i wkrótce ponownie została matką.
Po kilku latach spędzonych w australijskiej kolonii, razem z mężem, dziećmi i siedmioma innymi mężczyznami główna bohaterka zdecydowała się na czyn szalony: ucieczkę w malutkiej łodzi napędzanej wiatrem i siłą mięśni. Nie będę zdradzać, co było dalej - choć niestety okładka książki streszcza całą historię bohaterki, odbierając przy tym czytelnikowi radość z poznawania kolejnych faktów.

Przyczepić się można nieco do stylu, jakim książka została napisana. Jej autorka jest z zawodu historykiem i autorką licznych, uznanych biografii. Łatwo można się tego domyślić czytając Dziewczynę z Botany Bay, książka ta nie zawiera bowiem dialogów i jest raczej próbą stworzenia powieści niż prawdziwą powieścią. Autorce zabrakło odwagi, aby opisywaną historię ubarwić rozmowami bohaterów, ich przemyśleniami czy drobnymi codziennymi wydarzeniami. Erickson kurczowo trzymała się źródeł historycznych (sporą ich listę zamieszczono na końcu książki, a tekst opatrzony jest licznymi przypisami) bojąc się popuścić wodze literackiej fantazji. A szkoda. Myślę,  że gdyby za historię Mary zabrała się Isabel Allende dostalibyśmy fantastyczną powieść.
A tak możemy poznać niezwykle interesującą, bo prawdziwą, historię odważnej młodej kobiety.

Ocena: 4 / 6 
 
 
WYZWANIE 2012
Książki z mojej półki

Cel: 20
Przeczytanych: 14

Zostało: 6

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz