wtorek, 31 grudnia 2013

Książkowe podsumowanie 2013

Ostatni dzień grudnia to wspaniała okazja do podsumowań, także tych czytelniczych.
Mijający rok był dla mnie czasem odkryć na rodzimym literackim podwórku i zachwytów nad twórczością polskich pisarek i pisarzy. Dlatego w najlepszej dziesiątce znalazło się ich aż pięcioro, w tym troje na samym szczycie listy.
W 2013 moja biblioteczka powiększyła się o kilkadziesiąt nowych tytułów, z których większość kupiłam pod wpływem Waszych rekomendacji, za co dziękuję.
W maju odwiedziłam Warszawskie Targi Książki i odkryłam kilka nowych wydawnictw, które kuszą niebanalnymi książkami z całego świata (Lambook, Wiatr od Morza, czeskie, greckie i słowackie klimaty).

Przeczytałam w sumie 39 książek, w tym 15 polskich autorów. To mniej więcej ten sam poziom, co rok temu! Muszę się poprawić...

A tak wygląda moja lista osobista, czyli subiektywny TOP-10 za 2013:

1. Poczet królowych polskich, Marcin Szczygielski
  2. Piaskowa góra, Joanna Bator
3. Senność, Wojciech Kuczok

4. Sens nocy. Spowiedź, Michael Cox

5. Kiedy ulegnę, Chang-Rae Lee


6. Wypalone cienie, Kamila Shamsie

7. Grecy umierają w domu, Hubert Klimko-Dobrzaniecki

8. Mambo Kings śpiewają o miłości, Oscar Hijuelos

9. Ludzie księgi, Geraldine Brooks

10. Bezcenny, Zygmunt Miłoszewski


I na koniec jeszcze jeden aspekt blogosfery: książkowe wyzwania. Nie udaje mi się im sprostać i nie lubię czuć przymusu do czytania danego tytułu. Chcę być wolna w swoich literackich wyborach i dlatego w 2014 dam sobie spokój z tego typu zabawami.
To tyle.

Życzę nam wszystkim w nadchodzącym roku dużo zdrowia, czasu na lekturę, pieniędzy na nowe książki i mnóstwo fantastycznych literackich nowości!



Pamiętne lato, Lesley Lokko

Tegoroczne Święta i Sylwestra spędzamy u mojego szwagra, który obecnie mieszka na Majorce. O samej wyspie napiszę kilka słów po powrocie (zdjęcia też będą :), a póki co recenzja ostatniej przeczytanej w tym roku książki.
Na wyjazd na tę, nawet pod koniec grudnia, słoneczną wyspę zabrałam m.in. powieść z okładką niewiele różniącą się od tła, na którym została sfotografowana :) w nadziei na ciekawą lekturę.

Pamiętne lato jest sagą rodzinną, w której roi się od tajemnic. Główni bohaterowie książki to dobrze sytuowana londyńska rodzina Keelerów, a zwłaszcza matka Diana i jej trzej synowie: Aaron, Rafe i Josh. Wszyscy są silnie ze sobą związani, jednak łączące ich emocje nie zawsze są pozytywne. Bracia rywalizują między sobą, przy czym najmłodszy Josh jest w tej walce zawsze sam przeciwko starszym braciom.
Pierwsze rozdziały książki pozwalają czytelnikowi poznać trzy młode kobiety: Julię, Niele i Mady, które w przyszłości zostaną żonami synów Diany. Ten dość oryginalny pomysł autorki pozwala skupić się na różnych historiach i odmiennych charakterach tych młodych kobiet, z których każda stara się rozgryźć rodzinną tajemnicę Keelerów. Najbardziej polubiłam Somalijkę Niele, której niezłomny charakter i wiara we własne siły pozwoliły na ucieczkę z zaaranżowanego przez rodzinę małżeństwa.
Powieść opisuje codzienne problemy członków rodziny i konsekwentnie, po części w dający się przewidzieć sposób, prowadzi do finału, czyli rozwiania tajemnicy z przeszłości.

Książkę czyta się szybko i równie szybko można o niej zapomnieć. Jest dobrym czytadłem zarówno na zimowe wieczory, jak i na plażę. Można po nią sięgnąć, ale niekoniecznie trzeba.

Ocena: -4/6

Kobieta z Piątej Dzielnicy, Douglas Kennedy

Sporo czasu minęło odkąd przeczytałam tę książkę, ale z kronikarsko-blogowego obowiązku chciałabym napisać o niej parę zdań. A to głównie dlatego, że jest to powieść, która na 100% zaskoczy każdego czytelnika niespodziewanym rozwojem akcji. Poniżej zdradzę o co dokładnie chodzi, więc jeśli ktoś nie czytał a zamierza, to nich uwierzy mi na słowo, że po powieść Kennedy'ego sięgnąć warto, zwłaszcza dla pięknego stylu, niepowtarzalnej atmosfery Paryża i mrocznej historii, która przydarza się głównemu bohaterowi.

A jest nim Harry Ricks. Amerykanin, którego poznajemy w dniu przyjazdu do Paryża. Mężczyzna posiada niewiele jak na przybysza zza oceanu, raptem jedną walizkę i laptopa. Harry w pośpiechu opuścił swoje dotychczasowe życie: pracę wykładowcy filmoznawstwa w collegu, żonę i córkę. Wszystko to stało się w oparach skandalu obyczajowego, w którym główna rolę odegrało samobójstwo byłej studentki i kochanki Ricks'a.
Pierwszym jego celem w Paryżu jest niewielki tani hotel w szemranej dzielnicy. Po dotarciu na miejsce Harry dostaje wysokiej gorączki i jest zmuszony do pozostania w hotelu przez kilka dni. Podczas choroby opiekuje się nim pochodzący z Turcji nocny portier. Między mężczyznami rodzi się nić sympatii i Harry zostaje wprowadzony do ponurego świata nielegalnych imigrantów we francuskiej stolicy. W krótkim czasie znajduje tani pokój i pracę jako nocny stróż w magazynie, o którym nic nie wie. Jego noce wypełnione są pisaniem powieści i stróżowaniem, natomiast dnie spędza na odsypianiu nocnej zmiany, chodzeniu do kina i próbach nawiązania kontaktu z nastoletnią córką. Sytuacja ulega zmianie, gdy pewnego wieczoru Harry poznaje pięćdziesięciokilkuletnią Margit. Kobieta jest Węgierką od lat mieszkającą w Paryżu i pracującą jako tłumaczka. Para spotyka się regularnie w jej mieszkaniu, a wspólnie spędzony czas wypełniony jest namiętnością i rozmowami. Dzięki nim Harry poznaje dramatyczną przeszłość kochanki: jej ucieczkę z matką z komunistycznych Węgier oraz historię jej męża i córki.
Gdy mężczyźnie wydaje się, że jego życie powoli wraca do równowagi, w jego otoczeniu zaczynają ginąć ludzie. I to nie przypadkowi, ale ci, z którymi miał mniejsze lub większe problemy. Policja prosi go o wyjaśnienia i w trakcie kolejnego przesłuchania Harry dowiaduje się, że jego kochanka od dwudziestu lat nie żyje....

Kobieta z Piątej Dzielnicy to powieść o samotności i stracie. Oraz o tym, ile w naszym życiu przypadku, a ile świadomych wyborów. Książka skłania do refleksji i porusza wiele istotnych sfer życia. Nie jestem fanką powieści fantastycznych (tzn. w ogóle ich nie czytam), ale w tym przypadku zaproponowane przez autora rozwiązanie wcale mi nie przeszkadzało, skłoniło raczej do dalszych refleksji nad powieścią. Jak wspomniałam na początku, największym atutem powieści jest jej niezwykły klimat i piękny język. Warto.

Ocena: 5/6



czwartek, 19 grudnia 2013

Dzidek, Stefan Wroński

Powieść zabiera nas w podróż do nieistniejącego już niestety świata: do Warszawy lat trzydziestych.
Główny bohater, tytułowy Dzidek, jest synem poważanego stołecznego lekarza i bohaterem swojego podwórka. Jego sława wzrasta po narodzinach siostry Joli, która jest prawdziwą czarownicą, o czym za odpowiednią opłatą każdy nieletni mieszkaniec kamienicy może się na własne oczy przekonać....
Urwisy z bandy Dzidka całe dnie beztroskiego dzieciństwa spędzają na nauce, zabawie i planowaniu podstępnych żartów i psikusów, przed którymi nikt z dorosłych się nie obroni. Co Wrońskiemu udało się bez dwóch zdań, to wykreowanie niezwykle autentycznego i klimatycznego obrazu przedwojennej Warszawy, jej ulic i mieszkańców z ich mniejszymi i większymi codziennymi radościami i problemami. Uliczni handlarze, antykwariusze, oszuści i złodzieje - cała plejada kolorowych postaci przewija się przez karty powieści. Ten różnorodny kalejdoskop urozmaicają między innymi nauczyciele i uczniowie warszawskiej szkoły złodziei...
Temat dzieciństwa spędzanego w otoczeniu rówieśników na robieniu głupot oraz postacie ojca i matki, których trzeba było przede wszystkim szanować, bo od wychowywania i kochania była wszystkowiedząca służąca, to bezsprzecznie mocne atuty powieści. Umieszczone w książce
zdjęcia z lat trzydziestych pochodzące z albumu rodzinnego autora pomagają wyobraźni w wizualizowaniu opisywanych wydarzeń.

Jednak urocze dzieciństwo dobiega końca. Wybucha wojna. Warszawa trafia pod niemiecką okupację. Dzidek i jego szkolni koledzy wstępują do Szarych Szeregów, mała Jola zostaje łączniczką w Powstaniu, a matka i służąca za wszelką cenę starają się uratować dom i rodzinę. Niestety ta wojenna część powieści wydała mi się - zwłaszcza w porównaniu z pierwszą połową - bardzo powierzchowna. Nagromadzenie dramatycznych wydarzeń spotykających Dzidka i jego otoczenie sprawia wrażenie, jakby autor podczas pisania po kolei odhaczał listę wojennych krzywd, z których każdą należało umieścić w powieści, nie poświęcając im należnej uwagi i głębi.

Kolejne moje zastrzeżenie dotyczy wstępu i zakończenia, które przenoszą nas w lata sześćdziesiąte. Pomijając szczegóły przyznam tylko, że wybrane przez autora rozwiązania tudzież powiązania między bohaterami pozostały dla mnie nierozwiązaną tajemnicą. A bardzo nie lubię, gdy powieść pozostaje niedomknięta...
Ostatni zarzut, jaki stawiam Dzidkowi to ogromna ilość zbiegów okoliczności, która towarzyszy bohaterom powieści niemal od samego początku. W wyniku tego zabiegu opisywane historie tracą na autentyczności, a kolejne wydarzenia łatwo dają się przewidzieć.
Fakt, że wszyscy przedstawieni w książce żydowscy mieszkańcy przedwojennej Warszawy są złodziejami lub oszustami uznam za przypadek.

Podsumowując: świetny początek, przeciętny środek i rozczarowujące zakończenie. Moim zdaniem powieść miała zadatki na bardzo dobrą, ale ostatecznie oceniam ją na czwórkę z małym minusem. Mimo to jestem pewna, że wielu czytelnikom się spodoba.

Ocena: -4/6

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Wypalone cienie, Kamila Shamsie

Uwielbiam powieści, które poszerzają moje horyzonty. Książki, które przybliżają kulturę dalekich krajów, ich skomplikowaną historię i pogmatwaną współczesność. Jeśli do tego są dobrze napisane, mają wyrazistych bohaterów i liczne interesujące wątki, to jestem w czytelniczym niebie.
Tak właśnie było, i to od samego początku, w przypadku Wypalonych cieni Kamili Shamsie. To druga, po Kartografii, powieść tej autorki którą udało mi się przeczytać. I powoli staję się fanką Shamsie, niecierpliwie oczekującą jej kolejnych książek.

Powieść podzielona jest na trzy części, które odpowiadają ważnym etapom w życiu głównej bohaterki Japonki Hiroko. Kobieta urodziła się i dorastała w Nagasaki, gdzie 9 sierpnia 1945 roku skończył się znany jej świat. W wyniku wybuchu bomby Hiroko straciła najbliższych członków rodziny, swój dom i całą codzienność oraz doznała rozległych poparzeń na plecach. Blizny w kształcie ptaków do końca życia będą namacalnym znakiem przeżytej tragedii. W wyniku tych traumatycznych wydarzeń Hiroko postanawiła opuścić Japonię i wyjechała do Indii. W Delhi znalazła nowy dom u siostry zmarłego przyjaciela, Elisabeth Burton. Te dwie kobiety, daleko od ojczyzny, połączyła trwająca całe życie głęboka przyjaźń. W domu Burtonów Hiroko poznała miłość swojego życia Sajjada i przeprowadziła się z nim do Pakistanu, gdzie wspólnie przeżyli wiele szczęśliwych lat i doczekali się syna. Reza Konrad dorastał w poczuciu braku przynależności. Będąc synem Japonki i Hindusa o tureckich korzeniach nie potrafił odnaleźć w Pakistanie spokoju, a swoim wyglądem niejednokrotnie wzbudzał zainteresowanie i prowokował szereg pytań o swoje pochodzenie. Te okoliczności popchnęły go do pochopnego podjęcia decyzji o wyjeździe do obozu szkoleniowego, który w konsekwencji zmienił całe jego życie.
Ostatni etap życia Hiroko to wspólne mieszkanie z Elisabeth w Nowym Jorku, gdzie obie kobiety u schyłku życia martwiły się o swoich synów i wnuczkę Elisabeth. Cała trójka wybrała pełne niebezpieczeństw zawody, które wykonywali w różnych miejscach na świecie, także w ogarniętym wojną Afganistanie.

Wypalone cienie to wyjątkowo mądra powieść o skomplikowanych ludzkich losach i poplątanych związkach. Opowieść o międzykulturowych różnicach i porozumieniu, jakie potrafi połączyć ludzi pomimo państwowych granic, o odpowiedzialności za drugiego człowieka i walce w słusznej sprawie. To także zbiór historii miłosnych na różnych płaszczyznach: między mężczyzną i kobietą, między matką i synem, ojcem i córką, to tylko niektóre z nich. Polecam gorąco!

Ocena: 5/6

niedziela, 8 grudnia 2013

Drugi przekręt Natalii, Olga Rudnicka

Kolejne spotkanie z piątką nadzwyczajnie głośnych i chaotycznych sióstr Sucharskich zaliczam do średnio udanych. Muszę przyznać, że za pierwszym razem bardziej mi się podobało.
Wynika to prawdopodobnie z faktu, że w drugiej części zabrakło świeżości i elementu zaskoczenia, jakie wiążą się z reguły z pierwszym razem. Chwilami męczyły mnie niekończące się dialogi, a i sama akcja nie wydała mi się tak wciągająca jak w Natalii 5.

Wszystkie siostry mieszkają razem w odziedziczonym po ojcu domu. Po początkowych trudnościach udało im się, po zawarciu szeregu kompromisów, osiągnąć pewną domową harmonię i zgodę potrzebną do wspólnego mieszkania. Pewnego dnia otrzymują wiadomość o śmierci przyjaciela ich ojca, pana Janusza, z którym całą piątkę łączyły ciepłe, niemalże rodzinne stosunki. W wyjaśnienia policji odnośnie okoliczności śmierci kobiety nie wierzą ani za grosz i postanawiają na własną rękę poznać prawdę. Tak naprawdę nie wierzą także w samą śmierć pana Janusza, co nie przeszkadza im w przyjęciu spadku po nim. Nie przeczuwają oczywiście, że wpadną tym samym w kolejne kłopoty.
W rozwiązaniu kryminalnej zagadki pomagają Nataliom licznie obecni w ich życiu mężczyźni. Życiowi partnerzy w znacznej części pracują w policji, co z jednej strony utrudnia, a z drugiej znacznie ułatwia ich prywatne śledztwo.

W sumie powieść ma zadatki na przyjemną wieczorną rozrywkę, ale u mnie trafiła zdecydowanie na niewłaściwy czas. Albo po prostu wyrosłam z tego typu książek.
Mam nadzieję, że Olga Rudnicka nie pokusi się za pisanie trzeciej części tej rodzinnej historii kryminalnej, a zamiast tego stworzy nowych bohaterów z zupełnie nową, zaskakującą historią.

Ocena: 3+/6

wtorek, 3 grudnia 2013

Palestyński romans, Jonathan Wilson

Palestyński romans jest książką, na którą zwróciłam uwagę dzięki zdjęciu na okładce, intrygującemu tytułowi i zapowiedzi opowieści o czasie i miejscu, które wydają mi się niezwykle fascynujące i o których niewiele wiem. Ta mieszanka sprawiła, że z zainteresowaniem zagłębiłam się w lekturę.
Z przykrością muszę jednak przyznać, że łatwo nie było. Odbiór powieści w dużym stopniu utrudniło wyjątkowo niedbałe tłumaczenie oraz niestaranna korekta. Mam wrażenie, że wskutek tych zabiegów polska wersja książki utraciła wiele z oryginalnego klimatu i treści. A wnioskuję tak choćby na podstawie niemożliwych po prostu połączeń między zdaniami, zawieszonych w próżni wątków i niedokończonych myśli. Szkoda.

Jest rok 1924. Do Jerozolimy pod brytyjskim protektoratem przyjeżdża małżeństwo Marka i Joyce Bloombergów. On jest londyńskim malarzem, którego artystyczna kariera przeżywa kryzys, a ona zaangażowaną zwolenniczką syjonizmu, żywiącą głęboką nadzieję, że uda jej się na miejscu znaleźć pracę, która pomoże w tworzeniu lepszej przyszłości. Wkrótce po przybyciu Bloombergów do miasta, w okolicy ich domu zamordowany zostaje wpływowy ortodoksyjny Żyd. Do zbadania sprawy z ramienia brytyjskiej policji oddelegowano młodego komisarza Roberta Kirscha, który nawiązuje romans z Joyce. Niebawem jej mąż zostaje wysłany w daleką podróż, a ona sama, początkowo bezwolnie, angażuje się w niebezpieczną działalność rewolucyjną.

Kirsch prowadzi swoje śledztwo z zachowaniem wyjątkowej dyskrecji, gdyż nawet cień podejrzeń co do narodowości potencjalnego sprawcy, mógłby doprowadzić do nieprzewidywalnych w skutkach zamieszek na ulicach Jerozolimy. Stosunki, jakie łączyły wówczas Arabów, Żydów i Brytyjczyków były bardzo napięte, wszyscy patrzyli sobie nawzajem na ręce i wystarczył najmniejszy nawet pretekst, by doszło do konfliktu.
Sama Jerozolima w tym niespokojnym, ale i interesującym okresie, nie została niestety zbyt przez autora wyeksponowana. Chętnie dowiedziałabym się więcej na temat ówczesnego życia i codzienności w protektoracie. Prywatne rozterki bohaterów odnośnie ich tożsamości i miejsca na świecie oraz emocje, które nimi targają to jedna strona powieści. Głębiej można odnaleźć wielowątkowy splot wydarzeń, których finału nie sposób wcześniej przewidzieć.
Nie jest to książka dla każdego. Wymaga czasu, skupienia i cierpliwości. Ale miłośnikom historii polecam.

Ocena: 4/6

piątek, 29 listopada 2013

Stos jesieny

Tygodniowy, tym razem, pobyt we Wrocławiu zaowocował dwoma wspaniałymi stosami. Teraz zima mi nie straszna, a zwłaszcza długie zimowe wieczory...
Na pierwszym zdjęciu efekt zakupów w empiku i w Tajnych kompletach. Książka na samym szczycie to autobiografia, którą przywiozłam z Morawy.

Od dołu:
- Marina Stepnova, Kobiety Łazarza
- Elżbieta Cherezińska, Saga Sigrun
- Gilles Rozier, Z kraju bez miłości
- Wojciech Kuczok, Spiski
- Joanna Bator, Chmurdalia
- Melita Sallai, Z Muhrau do Morawy. Niezwykłe życie w Europie i Afryce
- Magdalena Rittenhouse, Nowy Jork. Od Mannahattanu do Ground Zero
- Inga Iwasiów, Blogotony



Stos drugi pochodzi w całości z taniej książki na Ruskiej:

Od dołu:
- Janina Wieczerska, Zawsze jakieś jutro
- Alan Hollinghurst, Obce dziecko
- Jacek Dehnel, Fotoplastikon
- Marika Cobbold, Utonięcie Rose
- Manuela Gretkowska, Europejka
- Chris Harrison, Miłość w Apulii
- Krystyna Kaplan, Zdarzyło się w Marienbadzie
- Eshkol Nevo, Do następnych mistrzostw
- Umberto Eco, O bibliotece

sobota, 16 listopada 2013

Tancerka z Kairu, Deanna Cameron

Niby nie powinno się oceniać książki po okładce, ale czasami nie da się inaczej. Zwłaszcza, jeśli różowo-kiczowata fotografia odzwierciedla przeciętnie opowiedzianą historię wyblakłych postaci, jak w tym wypadku.

A szkoda, bo zadatków na naprawdę dobrą powieść było sporo. Po pierwsze czas i miejsce akcji. Czyli Chicago w roku 1893, czas otwarcia Wystawy Światowej. Wyjątkowy okres dla miasta, jego mieszkańców, tysięcy gości oraz przybyszów z całego świata, którzy swoją obecnością uświetnili Wystawę. Wśród nich były m.in. egipskie tancerki brzucha, których występy i skąpe stroje w ówczesnej epoce budziły zgorszenie i protest "prawych obywateli". Inspiracją dla autorki była żyjąca wtedy tancerka Little Egypt, o której do dziś krąży wiele legend i niesamowitych opowieści. Dodatkowym plusem wydawał mi się także motyw orientalnego tańca i historie wykonujących go kobiet.
Niestety mimo tak obiecujących motywów, Tancerka z Kairu okazała się rozczarowaniem.

Główną bohaterką powieści jest młodziutka i niezwykle naiwna Dora Chambers, która po poślubieniu sporo starszego od siebie bankiera porzuciła rodzinne strony by wieść życie statecznej damy z tzw. wyższych sfer. Aby przypodobać się mężowi i zyskać stosowną pozycję w "towarzystwie" Dora staje się członkinią "Pań Zarządzających". Jej pierwszym zadaniem jest nadzór nad występami egipskich tancerek i dopilnowanie, by dostosowały się one do stawianych im wymagań odnośnie stroju i erotycznych ruchów na scenie. W trakcie spełniania swych obowiązków młoda Amerykanka odkrywa w sobie miłość do tańca i namiętność do egzotyki. Jednocześnie pozna głęboko ukrywaną tajemnicę swojego pochodzenia.

Powieść ma niezwykle banalny przebieg i ani przez moment nie zaskakuje. Akcja toczy się miarowo, brak w niej prawdziwych emocji, zaangażowania bohaterów. Rozterki głównej bohaterki swoją naiwnością budzą irytację, a dodatkowo, podobnie jak zachowanie jej męża i dam z towarzystwa, są przewidywalne. Stworzone przez autorkę postacie są białe albo czarne, nie ma nic pomiędzy. Zmarnowany potencjał. Można sobie darować.

Ocena: 3-/6

niedziela, 10 listopada 2013

Judasz całował wspaniale, Maira Papathanasopoulou

Dotychczas moja znajomość literatury greckiej ograniczała się do przeczytanego w czasach liceum "Greka Zorby". Ubolewam z tego powodu, bo chętnie poczytałabym literaturę z kraju, do którego niezwykle chętnie jeżdżę na wypoczynek.
Gdy więc zobaczyłam w księgarni powieść Papathanasopoulou, na której okładce czytamy "Najbardziej poczytna grecka powieść ostatnich lat", nie zastanawiałam się długo i postanowiłam ją kupić. Rozczarowanie okazało się ogromne. Banalne rozterki głównej bohaterki (czterdziestolatki o umyśle piętnastolatki) oraz niezwykle chaotyczny i często sprzeczny tok jej rozumowania i postępowania sprawiają, że książkę oceniam jako mizerną.

Wspomniana główna bohaterka Eleni jest matką swego nastoletniego syna i żoną męża. Więcej życiowych ról nie posiada. Do momentu aż zostaje kochanką. I to nie z wyrachowania, ale w rozpaczy gdy mąż po kilkunastu latach małżeństwa tak po prostu się wyprowadza. Oczywiście sprytna Eleni szybko odkrywa, że to nie żadne tam po prostu, a inna kobieta tudzież kobiety sprawiły, że mąż postanowił sobie poużywać i opuścić rodzinne gniazdko. W momencie największej rozpaczy główna bohaterka poznaje Nikitę przystojnego i wyrozumiałego stomatologa, który wspaniale odgrywa rolę pocieszyciela.
Do czasu powrotu męża. A tak. Skończyły mu się czyste gacie i zatęsknił do domowych obiadów. Biedna Eleni spędza więc noce całe myśleniu i popijaniu dietetycznej coli, bo kochanek czeka i wymaga podjęcia decyzji. Oprócz tych trojga w powieści ważną rolę odgrywa syn Eleni (zdecydowanie rozsądniejszy od stukniętej matki) i jej przyjaciółka o typowo greckim imieniu Krystyna....
Takich niedorzecznych spolszczeń jest w książce więcej (zwróciłam uwagę m.in. na te dotyczące potraw i napojów). Mam wrażenie, że tłumaczka uznała za stosowne oczyszczenie tekstu z wszelkich greckich elementów, tak aby się polski czytelnik przypadkiem nie pogubił. Szkoda.
I tak się jeszcze zastanawiam, że może w oryginale powieść punktuje ciętą ripostą, inteligencją i ironią bohaterów i ich przemyśleń oraz rozmów. Bo inaczej doprawdy nie mogę sobie wytłumaczyć komercyjnego sukcesu, jaki odniosła. I może ten błyskotliwy styl gdzieś się w tłumaczeniu zagubił? A może jest to po prostu mizerna powieść, której wydawnictwo zrobiło reklamę na wyrost. Szkoda. Zdecydowanie nie polecam.

Czy ktoś z Was poleca greckiego autora, albo lepiej konkretną powieść z tego kraju, która nie rozczarowuje?

Ocena: 2/6

sobota, 9 listopada 2013

Uwikłanie, Zygmunt Miłoszewski

Kryminał Miłoszewskiego przeczytałam już jakiś czas temu, ale jakoś nie mogłam się zabrać za recenzję. Jenak w związku z faktem, że pod tym względem mam naturę perfekcjonistki i każda przeczytana książka musi zostać na blogu odnotowana, piszę szybciutko kilka zdań o Uwikłaniu
Na wstępie muszę jeszcze oddać, że omawiany przed miesiącem Bezcenny tego samego autora podobał mi się bardziej, co jest nieco zaskakujące, bo jednak większość blogerów właśnie Uwikłanie stawia na pierwszym miejscu. Cóż, u mnie jest inaczej.
[Zdradzam w treści posta kilka wątków z ksiażki.]

Główny bohater powieści, prokurator Teodor Szacki, pracuje nad rozwikłaniem zagadki śmierci Henryka Telaka. Ten kilkudziesięcioletni mężczyzna zginął w dość oryginalny sposób: zabójca wbił mu w oko rożen, a stało się to podczas prywatnej sesji terapeutycznej znanego warszawskiego psychiatry, która odbywała się w zamkniętych budynkach przyklasztornych. Przy zastosowaniu tzw. terapii ustawień czworo pacjentów (dwie kobiety i dwóch mężczyzn) miało ostatecznie pozbyć się dręczących ich problemów psychicznych.
Dla Szackiego od początku jest jasne, że mordercą jest jeden z pozostałych przy życiu pacjentów lub sam lekarz. Pytanie tylko kto zabił. I dlaczego.
Oprócz postępów w śledztwie czytelnik poznaje także codzienne frustracje prokuratora - rodzinne, finansowe, egzystencjalne. I zastanawia się (a przynajmniej ja się zastanawiałam) dlaczego trzydziestoparoletni facet mający u boku atrakcyjną żonę, którą ponoć kocha, wikła się w romans z przypadkowo poznaną dziennikarką. Ale na to pytanie dopowiedzieć (logicznie) pewnie i tak się nie da. Albo przynajmniej j,a jako kobieta, nie jestem w stanie pojąć męskiego sposobu rozumowania...

Ale wracając do głównego wątku: Szacki odkrywa kolejne tajemnice z przeszłości, na jaw wychodzą powiązania ofiary z wydarzeniami sprzed lat. Prokurator nie stroni od niekonwencjonalnych metod śledczych i w końcu udaje mu się wskazać mordercę i motywy jego działań.
Przyznam, że zastosowana kilkakrotnie terapia ustawień i jej skuteczność nie do końca mnie przekonały, podobnie jak niektóre elementy śledztwa, a zwłaszcza motywy mordercy i powiązania miedzy bohaterami wydały się zagmatwane i mało wiarygodne. Mimo to powieść uważam za dobrą i niebawem sięgnę po kontynuację perypetii Szackiego.
Na koniec pragnę po raz kolejny podkreślić, że osobiście wolę Miłoszewskiego jako autora przygodówek o poszukiwaczach dzieł sztuki. Zwłaszcza, że kryminałów na rynku księgarskim jest multum, a o naprawdę wciągającą powieść przygodowo-sensacyjną trudno.

Ocena: 4/6

wtorek, 5 listopada 2013

Grecy umierają w domu, Hubert Klimko-Dobrzaniecki

Pierwszy raz o tej książce usłyszałam w trójkowej audycji Z najwyższej półki podczas spotkania autora z gospodarzem programu Michałem Nogasiem. Już w trakcie rozmowy doszłam do wniosku, że ta powieść to coś dla mnie. I nie pomyliłam się.

Inspiracją dla Klimko-Dobrzanieckiego była historia Greków, którzy pod koniec lat czterdziestych, w wyniku wojny domowej w Grecji, zmuszeni zostali do opuszczenia swojej ojczyzny. Kilkanaście tysięcy z nich trafiło na Dolny Śląsk, skąd w latach siedemdziesiątych, po przełomie politycznym i nastaniu demokracji w Grecji, zdecydowana większość wróciła do domu.

Głównym bohaterem swej książki autor uczynił pięćdziesięcioletniego pisarza, syna Greckich emigrantów, który dorastał w dolnośląskiej Bielawie. Mężczyzna po zdaniu matury opuścił Polskę i zamieszkał w Atenach, by już nigdy do naszego kraju nie powrócić. Skończył studia, pracował jako dziennikarz. Pewnego dnia wyruszył na jedną z niewielkich greckich wysepek, do domu literata, by tam w spokoju i twórczej atmosferze spisać swoje wspomnienia. Wspomnienia lat dziecięcych, ojca tęskniącego za cykadami i matki próbującej wyczarować w siermiężnych czasach komunistycznych braków dania kuchni greckiej. Głęboka męska przyjaźń między ojcem i synem i wiele odcieni niełatwego życia w obcym kraju to jedynie niektóre motywy, które odnajdziemy w książce.

Powieść tę czyta się wspaniale. Nieśpiesznie. Z uśmiechem na ustach. I z ciekawością, co przyniesie kolejna strona. Jest jedno ale. Mianowicie zakończenie. Niespodziewanie odkryta rodzinna tajemnica. Niewyjaśniona do końca. Rzucona czytelnikowi w ochłapie. Stawiająca wiele pytań. Moim zdaniem kompletnie niepasująca do całości. Ale skłonna jestem na ostatnią stronę spuścić zasłonę milczenia...

Swoją drogą to ciekawa literacka kontynuacja wątków. Nie dość, że to kolejna przeczytana książka, której bohaterowie mieszkają na Dolnym Śląsku, ale i motyw Greków mieszkających w Polsce powraca. Z lektury Piaskowej góry zapamiętałam między innymi szkolnego kolegę Dominiki Chmury, którego rodzice pochodzili z Grecji. Omawiana dziś powieść pozwoliła mi głębiej poznać historię tej grupy mieszkańców Dolnego Śląska. Polecam.

Ocena: 5+/6

czwartek, 31 października 2013

Zdobywam zamek, Dodie Smith

Mniej więcej dwa miesiące temu książka ta z hukiem przetoczyła się po kilku blogach, na które regularnie zaglądam. Skuszona wizją "jednego z najbardziej zachwycających zjawisk w literaturze angielskiej" oraz licznymi pozytywnymi opiniami postanowiłam zdobyć własny egzemplarz, by nie musieć znosić bólów rozstania podczas oddawania jej do biblioteki.

Już sam sposób wydania, aksamitna w dotyku okładka i wytłoczone litery tytułu, sprawi, że serce niejednego mola zabije szybciej...
A w środku? Cóż, rewelacji nie było, choć nie powiem: historia opisana przez siedemnastoletnią Cassandrę wciągnęła mnie i zapewniła kilka przyjemnych chwil. Nie jest to żaden zarzut, nie spodziewałam się w końcu arcydzieła, tylko napisanej prawie sto lat temu powieści dla nastolatek, która jednak jest na tyle dobra, że nie rozczaruje dorosłego czytelnika. Zdobywam zamek była moją lekturą plażową i w tej roli spisała się znakomicie!

Powieść ma formę pamiętnika podzielonego na trzy części, w którym główna bohaterka, wspomniana wcześniej Cassandra, opisuje kilka miesięcy z życia swojej i rodziny, w skład której wchodzi ojciec, macocha, starsza siostra, młodszy brat oraz Stephen. Wszyscy mieszkają w wynajmowanym zamku. Starym, tajemniczym, i niedogrzanym. Ich codzienność zdominowana jest przez absolutny brak pieniędzy. Głowa rodziny, czyli ojciec Cassandry jest pisarzem. Teoretycznie. Napisał przed laty książkę, która odniosła wielki sukces przynosząc sławę autorowi i stabilizację finansową jego rodzinie. Niestety wbrew oczekiwaniom najbliższych pisarza dopadła niemoc twórcza uniemożliwiająca jakiekolwiek postępy w pracy nad kolejną książką.
W tej sytuacji Cassandra wraz z siostrą i macochą próbują wspólnymi siłami utrzymać zamek i zapewnić domownikom regularne posiłki. Wszystko zmienia się, gdy umiera właściciel zamku, a do odziedziczonej po nim posiadłości wprowadzają się spadkobiercy: przystojni i (jakżeby inaczej) bogaci bracia Neil i Simon.

Powieść napisana jest w lekkim, bardzo angielskim stylu, który rzeczywiście przywodzi na myśl powieści L.M. Montgomery czy Jane Austin. Główną bohaterkę łatwo polubić już od pierwszej strony chociażby za jej zdrowy dystans do rzeczywistości i poczucie humoru. O miłości do książek nie wspominając. Wydarzenia następują po sobie lawinowo, małe lub większe dramaty zmieniają samych bohaterów i ich szarą egzystencję. Plejada interesujących bohaterów i zaskakujące zakończenie dopełniają obrazu dobrej powieści w starym stylu, po którą warto sięgnąć.

Ocena: 5/6

niedziela, 27 października 2013

Długa droga do domu, Kim Yong & Kim Suk-Young

Długa droga do domu należy do tych ważnych społecznie książek, o wartości której nie decyduje warstwa literacka, ale świadectwo, które niesie. Jest to historia Kima Yonga, północnokoreańskiego, dość wysoko postawionego działacza, który przez lata należał do niewielkiej uprzywilejowanej grupy społecznej żyjącej w luksusie i korzystającej z wszelakich przywilejów. Z dnia na dzień stracił wszystko: rodzinę, pracę, dom i wolność. Bez obiektywnego śledztwa i procesu sądowego trafił do obozu pracy. Udało mu się nie tylko przeżyć w piekle kilka lat, ale i z niego uciec. Przez Chiny i Mongolię Yong trafił do Korei Południowej, a później do Stanów, gdzie jeszcze w 2011 roku czekał na przyznanie obywatelstwa. W momencie powstawania książki mężczyzna nie miał kontaktu z rodziną i nie wiedział, czy jego żona i dwójka dzieci jeszcze żyją.

Książka ta jest wstrząsającym świadectwem chorego reżimu, w którym życie jednostki nie ma absolutnie żadnej wartości, a wszyscy obywatele tresowani są do absolutnego posłuszeństwa partii. Szczególny tragizm polega jednak na tym, że nawet najbardziej poprawne i zgodne z oficjalną linią zachowanie nie jest gwarancją stabilizacji i bezpiecznego życia.
Yong dorastał w sierocińcu i został zaadoptowany przez działacza partii i jego małżonkę. W ten sposób stał się członkiem społecznej elity, zdobył doskonałe wykształcenie i świetną pracę. Paradoksalnie perspektywa zdobycia kolejnego szczebla kariery pozbawiła go wszystkiego, co posiadał. Podczas szczegółowego sprawdzania jego pochodzenia wyszło na jaw, że biologiczny ojciec Yonga był rzekomym szpiegiem Amerykanów podczas koreańskiej wojny. Fakt ten  wystarczył, by trafił do najcięższego obozu pracy w Korei Północnej, gdzie przetrwał kilka lat katorżniczej pracy i ogromnego głodu. Opisy obozowej codzienności są wstrząsające, tym bardziej, że nie odnoszą się do odległej przeszłości, ale dotyczą tysięcy ludzi, którzy przebywają w nich w chwili obecnej. Również opis ucieczki Yonga jest niezwykle poruszający. Mężczyzna spotkał na swojej drodze wielu ludzi, którzy pomogli mu w pokonaniu północnokoreańskiej granicy, często ryzykując własne życie i bezpieczeństwo.

Relacja Yonga początkowo jest pełna komunistycznych paroli i propagandowych poglądów. W trakcie opowieści styl narracji zmienia się na krytyczny. Dzięki temu czytelnik może zaobserwować, jakie zmiany zachodzą w światopoglądzie uciekiniera. Warto sięgnąć po to świadectwo niezwykłego człowieka i dowiedzieć się więcej o chorej rzeczywistości Korei Północnej i dramacie jej obywateli.


Nie oceniam.

sobota, 26 października 2013

Wyniki losowania

Maszyna losująca poszła w ruch i w ten oto sposób cztery książki znalazły nowych właścicieli:

Rosemary: PIES Z TERAKOTY i KSZTAŁT WODY, Andrea Camilleri

Sardegna: CIENIE W RAJU, Erich Maria Remarque

Katarzyna: MANIUSIA, MARYNIA, MARIA, Maria Stępkowska-Szwed

Proszę wymienione osoby o kontakt mailowy z danymi do wysyłki książek. Gratuluję i jeszcze raz dziękuję za miłe słowa i urodzinowe życzenia.

Po EKSPEDYCJĘ KOLITZ Katarzyny Rygiel nikt się nie zgłosił. Więc jeśli ktoś chciałby tę książkę przygarnąć to proszę o zostawienie komentarza. Kto pierwszy ten lepszy :)

 

poniedziałek, 21 października 2013

4 urodziny + książki dla Was

Stało się to już piękną świecką tradycją, że 21 października, z okazji urodzin bloga rozdaję książki zaglądającym tu czytelnikom.
Jako że bloguję od 4 lat mam dla Was ... 5 tytułów :)
W jednym przypadku książki są na tyle niepozorne, że postanowiłam dwa tomy połączyć w jeden zestaw.

Nowych właścicieli szukają:


- PIES Z TERAKOTY i KSZTAŁT WODY, Andrea Camilleri

- CIENIE W RAJU, Erich Maria Remarque

- EKSPEDYCJA KOLITZ, Katarzyna Rygiel

- MANIUSIA, MARYNIA, MARIA, Maria Stępkowska-Szwed

Wszystkie są w dobrym stanie, raz czytane (poza Remarque'm, ale ten tom ma wartość historyczną) :)














Do książek dodam jedną z czterech zakładek:

Chętnych proszę o zostawienie komentarza - proszę podać preferowany tytuł.
Na zgłoszenia czekam do piątku wieczór. W sobotę 26 października wylosuję obdarowanych.

niedziela, 6 października 2013

Sprawa Einsteina, Philipp Sington


W Philipie Singtonie zakochałam się na zabój już jakiś czas temu, w trakcie lektury jego debiutanckiej powieści pt. Złoto Zoi. Doskonale pamiętam szczególną atmosferę mrocznej tajemniczości, która tak mnie wtedy zachwyciła. Jak tylko usłyszałam o polskim wydaniu kolejnej powieści autora nie czekałam długo, zamówiłam i ... odstawiłam na półkę, gdzie spędziła kilka miesięcy. Aż w końcu przyszła jej pora: zdecydowałam się zabrać ją w wakacyjną podróż, przekonana, że sięgam po literacki pewniak. I co? Singtonowi niestety nie udało się oczarować mnie z taką mocą jak za pierwszym razem (może na tym polega urok pierwszych razów...), ale jego książka z pewnością zasługuje na miano dobrze opowiedzianej, oryginalnej historii, po którą warto sięgnąć. Już samo miejsce i czas akcji, które wybrał autor, są gwarancją interesującej literackiej przygody.

Sington zabiera nas bowiem do Berlina, roku 1933. Głównym bohaterem powieści jest lekarz psychiatra Martin Kirsch. Młody, zaangażowany doktor ma ustabilizowaną sytuację życiową: satysfakcjonującą pracę, piękną narzeczoną z tzw. dobrej rodziny oraz widoki na równie świetlaną przyszłość. Z pozoru więc wszystko gra. Jednak w głębi duszy ten młody mężczyzna nosi smutek po śmierci młodszego brata, który poległ w pierwszej wojnie światowej oraz własne, traumatyczne wspomnienia z frontu.

Pewnego dnia w lesie, między Poczdamem, a Berlinem, odnaleziona zostaje nieprzytomna, naga, młoda kobieta niezwykłej urody. Nie ma przy sobie dokumentów, a jedyną rzeczą mogącą dopomóc w identyfikacji jest znaleziona przy niej ulotka informująca o wykładzie Alberta Einsteina. To właśnie przez ten skrawek papieru żądni sensacji dziennikarze nadają odnalezionej kobiecie pseudonim Dziewczyna Einsteina. Po odzyskaniu przez nią przytomności okazuje się, że pacjentka, która trafiła do szpitala dr Kirscha, cierpi na amnezję. Nie pamięta ani swojego nazwiska, ani okoliczności w których znalazła się w lesie.
Podczas odwiedzin u chorej Matin Kirsch stwierdza, że kilka dni wcześniej miał okazję tańczyć z nieznajomą.... Zauroczony jej osobą i zaintrygowany całą sprawą lekarz rozpoczyna prywatne śledztwo.

Obok sprawnie poprowadzonego wątku głównych bohaterów w książce warto zwrócić uwagę na liczne wątki poboczne. Informacje, postaci czy wydarzenia, które fantastycznie oddają atmosferę życia w mieście, w którym już za chwilę władzę nad Niemcami obejmie Hitler i jego poplecznicy. To właśnie ta "obudowa" podobała mi się najbardziej. Jednym z poruszonych przez autora tematów jest kwestia losów pacjentów szpitali psychiatrycznych, którzy począwszy od roku 1933 najpierw byli przymusowo sterylizowani, a potem systematycznie mordowani, by zachować czystość krwi..
W pełen zachwyt nad książką nie popadłam głównie ze względu na nieco dziwne i niezbyt przekonywujące zakończenie. Ponadto automatyczne porównywanie Sprawy Einsteina ze wspomnianym na początku posta fantastycznym Złotem Zoi wypadło zdecydowanie na korzyść tej drugiej powieści.

Na stronie internetowej autora wyczytałam, że w kwietniu 2012 w Wielkiej Brytanii ukazała się jego najnowsza książka pt. The Valley of Unknowing, która, mam nadzieję, niebawem zostanie wydana także  Polsce. Tak to już jest, że zaliczam Singtona do moich prywatnych literackich odkryć i zwyczajnie mam do niego sentyment :)

Ocena: 5/6

WYZWANIE 2013
Książki z mojej półki

Przeczytanych: 11
Zostało: 14
 

sobota, 5 października 2013

Bezcenny, Zygmunt Miłoszewski

Uwaga robię reklamę:
Bezcenny to fantastyczna powieść przygodowo-sensacyjna z elementami polityczno-szpiegowskimi, historią i romansem!

Książkę czyta się błyskawicznie, jej treść wciąga i trzyma w napięciu, momentami wywołuje uśmiech.
Nie mam nic do zarzucenia, bawiłam się wyśmienicie. Powieść spełniła oczekiwania, jakie pokładam w literaturze tego gatunku. Łatwo się domyślić, że Miłoszewski warsztatu uczył się podczytując Nienackiego i Browna. Dzięki temu czytelnik nie nudzi się ani przez minutę, a lawina następujących po sobie mniej lub bardziej dramatycznych wydarzeń zdaje się nie mieć końca. Jasne, że można doszukiwać się braku głębi, zbyt pogmatwanych wątków szpiegowskich i lekkiej politycznej paranoi. Ale PO CO?

Tak jak z radochą oglądałam brudnego Bruce'a Willisa w kolejnych częściach Szklanej pułapki, czy trzymałam kciuki za bohaterów Kodu Leonarda, tak i w tym wypadku chciałam po prostu dobrze się bawić. Jest czas na literaturę ambitną, ale jest i czas - przynajmniej ja go chętnie znajduję - na książki rozrywkowe. Co nie znaczy złe. Po prostu lekkie. Zresztą sam autor w rozmowie opublikowanej w czerwcowym Newsweeku w przyjemnie autoironiczny sposób wyznaje: "Cały mój program literacki sprowadza się do wymyślania historii na tyle ciekawych, by czytelnik nie mógł się doczekać, kiedy przewróci kartkę, by zobaczyć, co dalej. Nie przesadzajmy, to są tylko czarne znaczki na białym tle. Pisarze strasznie poważnie traktują swoją pracę. Jakby byli neurochirurgami i od każdego drgnienia ich ręki zależało ludzkie życie. A to tylko rozrywka, szoł biznes."

Dla porządku, choć pewnie większość z Was już to wie, kilka zdań o samej akcji. Czworo głównych bohaterów: urzędniczka z MSZ, marszand, złodziejka obrazów oraz emerytowany agent dostaje zadanie specjalne od samego premiera. Mają w supertajnej akcji odzyskać zaginiony obraz Rafaela Młodzieniec (już za samą rekonstrukcję historii obrazu należą się Miłoszewskiemu brawa ). Niestety, jak można się było spodziewać, nic nie dzieje się zgodnie z planem i po brawurowych działaniach w USA, nasza czwórka ląduje w Szwecji, a potem w Chorwacji i na Ukrainie. Kolejne, zebrane z narażeniem życia informacje, powoli składają się w całość i prowadzą do finału.

Na blogach można znaleźć wiele porównań Bezcennego do Uwikłania, w których ten drugi tytuł oceniany jest lepiej. Ja właśnie czytam Uwikłanie i muszę przyznać, że nie powala mnie na kolana (a dochodzę już do setnej strony...). Jest poprawnie, ale bez rewelacji.
A Bezcenny wciągał mnie w swój świat za każdym razem, gdy kontynuowałam lekturę. I dlatego oceniam go na piątkę i polecam miłośnikom gatunku!

Ocena: 5/6

piątek, 27 września 2013

Dzień otwartego zabytku

Przyznaję, że dosłowne tłumaczenie nazwy tego wyjątkowego dnia Tag des offenen Denkmals z niemieckiego na polski brzmi nieco nieporadnie, ale nie na słowotwórstwie chcę się skupić, a na wyjątkowej akcji, która od 1993 roku organizowana jest w każdą drugą niedzielę września przez Niemiecką Fundację Ochrony Zabytków. To właśnie wtedy na terenie całych Niemiec otwierają się drzwi niezwykłych miejsc o historycznym znaczeniu, które w większości na co dzień pozostają dla zwiedzających zamknięte. Można zwiedzać nie tylko dwory i pałace, ale także młyny, bunkry, wieże, kościoły, klasztory i tysiące innych zabytków.
Od czterech lat bierzemy z M. udział w organizowanych tego dnia wydarzeniach. Z wielką radością i kilkutygodniowym wyprzedzeniem planujemy trasę wyprawy na dany rok. Za każdym razem ta wrześniowa niedziela obdarowuje nas fantastyczną, słoneczną, jesienną pogodą.
Tak było i tym razem, gdy pełni ciekawości wyruszyliśmy odkrywać historyczne tajemnice Brandenburgii. Na liście mieliśmy kilka miejsc do zwiedzenia, które wybraliśmy po przejrzeniu strony internetowej całej akcji. Niektóre okazały się bardziej, inne mniej interesujące. Ale to jest właśnie w tym dniu tak pociągające: często drzwi swoich zabytków otwierają osoby prywatne lub małe stowarzyszenia. Ludzie ci pełni pasji i zaangażowania opowiadają niezwykłe historie, zapraszają do zwiedzania, a nawet częstują kawą i ciastem. A czasami na miejscu zastajemy nie to, czego się spodziewaliśmy. Ale to nic straconego. W takiej sytuacji po prostu trzeba jechać dalej, do kolejnej tajemnicy.

Zapraszam na wycieczkę:

Pałacyk myśliwski Hubertushöhe został zbudowany około roku 1900 przez pochodzącego z Berlina przemysłowca. Po generalnym remoncie mieści się tu pięciogwiazdkowy hotel, a planowany jest park sztuki i literatury. Pałacyk położony jest w lesie nad jeziorem,  niedaleko miejscowości Storkow.
Budynek główny, widok od bramy wjazdowej

Wnętrze na parterze
Widok od strony jeziora


























































Średniowieczny Zamek w Storkow. Pierwsze wzmianki o twierdzy w tym miejscu pochodzą z roku 1209. Obecny wygląd budowli to efekt remontu, który został zakończony w 2009 roku.
Widok budowli od strony ulicy



Wejście do biblioteki miejskiej, mieści się na dziedzińcu





































Historyczne podwórze historycznego browaru w Fürstenwalde.
Dom nadzorcy (Amtshaus) w miejscowości Steinhöfel wybudowany w 1790 roku.



Dom ten, olbrzymi - ponad 300 metrów na trzech poziomach, kupiła kilka lat temu trzypokoleniowa rodzina i od tego czasu z wielkim zaangażowaniem go remontuje. W planach gospodarzy jest stworzenie tu małej galerii miejscowej sztuki oraz prywatnej biblioteki dla mieszkańców wioski. 
Dom nadzorcy był pierwotnie częścią kompleksu pałacowego Steinhöfel.
Sam pałac i przede wszystkim piękny park też oczywiście zwiedziliśmy:
 
 

Ostatnie miejsce, które odwiedziliśmy tego dnia, okazało się najciekawsze i najbardziej tajemnicze. Mowa o dworze w Heinersdorf, którego obecny kształt pochodzi z początków siedemnastego wieku. Początkowo wybudowany jako siedziba rycerzy budynek może poszczycić się ciekawą historią. Bezpośrednio po wojnie mieszkali tu przesiedleńcy, za czasów NRD było tu przedszkole, sierociniec, przychodnie lekarskie. Po upadku muru budynek stał pusty i niszczał. Od kilku lat miejscowa społeczność stara się pozyskać od różnych instytucji środki na renowację, przynajmniej częściową, dworu, który ma stać się miejscem kultury i aktywności społecznej, dostępnym dla wszystkich. Dzięki wyjątkowo cennym freskom na klatce schodowej Fundacja Ochrony Zabytków zapłaciła już za nowy dach całego dworu, ale jak widać, wiele jest jeszcze do zrobienia.
Spacer z przewodniczką  po tych zrujnowanych pomieszczeniach był niezwykle ekscytujący, zwłaszcza, ze opowiedziała nam kilka ciekawych historii...
 
 
 


środa, 18 września 2013

Miłość po polsku, Manuela Gretkowska

Rok 2013 to w moim przypadku rok literackich odkryć na rodzimym podwórku. Szereg polskich autorów, z których twórczością miałam okazję się w ostatnich miesiącach zapoznać, powiększył się o kolejną w tym gronie kobietę.
Manuelę Gretkowską znam oczywiście z jej działalności polityczno-społecznej, publikowanych w prasie esejów oraz przede wszystkim z jej feministycznych poglądów i zaangażowania na rzecz praw kobiet.
Z tą wiedzą w głowie sięgnęłam po Miłość po polsku i już na wstępie przeżyłam pierwszą niespodziankę: głównym bohaterem powieści jest mężczyzna. Doprawdy, nie tego się po Gretkowskiej spodziewałam :)

Miłosz Kencki wyemigrował w latach osiemdziesiątych do Szwecji, tam się ożenił i spłodził dwójkę dzieci. A potem się rozwiódł. Okazało się bowiem, że chłodne szwedzkie podejście do życia jego żony nijak nie dało się zgrać z jego rozchwianą emocjonalnie polską duszą. Po rozwodzie Miłosz mógł za to w najlepsze użalać się nad sobą, upijać i romansować z mniej lub bardziej przypadkowo spotkanymi kobietami. Szczyt umartwiania przeżył w momencie, gdy była żona ułożyła sobie życie u boku, jakżeby inaczej, bogatego Szweda. Także dzieci odwróciły się nie tylko od ojczystego języka ojca, ale o niego samego też.
Sytuacja ulega gwałtownej zmianie, kiedy Miłosz poznaje Alicję i postanawia na stałe wrócić do Polski. Jego dojrzała miłość w średnim wieku jest ratunkiem i odskocznią od codzienności. Po latach spędzonych za granicą Kencki niezwykle krytycznie odbiera ojczyznę i rodaków, niełatwo mu się w warszawskiej małomiasteczkowości odnaleźć. Ale jakoś trzeba znaleźć pracę, zaplanować kolejne lata, żyć...

Miłość po polsku ukazuje wiele różnych aspektów i rodzajów miłości. Mamy więc do czynienia nie tylko z tą damsko-męską, namiętną i burzliwą, ale także z miłością rodziców do dzieci, którą na przykładzie Alicji i Miłosza poznajemy w dwóch zupełnie odmiennych wydaniach. Sporo w tej powieści gorzkich rozczarowań, bezradności i smutku. A mimo to podobało mi się.
W necie znalazłam wiele pochwał dla wcześniejszych książek Gretkowskiej. Przy kolejnej wizycie w bibliotece z pewnością coś wybiorę.  

Ocena: 4+/6

sobota, 14 września 2013

Wrocław dla moli + nowe książki

Wrocław jest moim ukochanym miastem. Mimo, iż nigdy dłużej tu nie mieszkałam, widnieje ono w moim dowodzie jako miejsce urodzenia.
Ostatnie lata to niesamowity rozwój miasta. Mam tu na myśli nie tylko powstające wokół Wrocławia osiedla domków, ale przede wszystkim liczne remontowane przedwojenne kamienice oraz ogromne inwestycje w infrastrukturę i budowane nowoczesne budynki w centrum. Można mieć wrażenie, że po dekadach PRL-owskiej stagnacji, miasto nadrabia stracone lata. Powstaje sporo ciekawych, wartych odkrycia miejsc. Inne istnieją już od dawna, ale spóźnialscy odnajdują je dopiero teraz... Chciałam Wam przedstawić kilka wyjątkowych miejsc dla miłośników książek (i nie tylko), które warto odwiedzić będąc w stolicy Dolnego Śląska...

Nalanda. To tu skierowałyśmy nasze kroki po wyjściu z przepięknie odrestaurowanego budynku dworca głównego. Skuszona wizją zapełnionych książkami regałów i zdrowej wegetariańskiej kuchni od razu wiedziałam, że muszę tu trafić. Jedzenie było pyszne. Jeśli zaś chodzi o książki, to ich wybór zachwyci z pewnością wielbicieli wszystkiego, co niekonwencjonalne i transcendentne. Sporo jest książek o duszy i psyche, zdrowej kuchni, ale także wybrane reportaże i literatura piękna. Oraz cały regał z fantastycznym wyborem książeczek dla dzieci. Warto zajrzeć!

Szczególnym miejscem na nowo odkrytym i wartym uwagi jest wrocławska Synagoga pod Białym Bocianem i działające przy niej Centrum Kultury i Edukacji Żydowskiej. Z resztą nie tylko sama Synagoga, ale i mieszczące się wokół niej restauracje z koszernym, i nie tylko, jedzeniem oraz inne miejsca jak Centrum Informacji czy księgarnia, o której piszę poniżej, są wartym odwiedzenia celem.
Synagoga znajduje się w dzielnicy czterech wyznań, niezwykłym miejscu na mapie miasta, gdzie tolerancja i współpraca owocują szeregiem ciekawych inicjatyw. W 2005 roku powstała Fundacja o nazwie Dzielnica Wzajemnego Szacunku Czterech Wyznań, która promuje kulturę czterech wyznań oraz mniejszości narodowych (m.in. białoruskiej, żydowskiej, ukraińskiej i łemkowskiej) a także ważniejsze wydarzenia religijne, edukacyjne i kulturalne w Dzielnicy. Zachęca społeczności czterech świątyń i mieszkańców Wrocławia do wspólnych spotkań, modlitw oraz obchodów świąt i rocznic wydarzeń historycznych. (cytat pochodzi ze strony fundacji)

Obok Synagogi, na ulicy Włodkowica swoją siedzibę ma wrocławskie Wydawnictwo Via Nova, króre specjalizuje się w publikowaniu książek i albumów z zakresu historii i architektury nie tylko Wrocławia, ale i Dolnego Śląska. Zainteresowanym tematem księgarnia stacjonarna oferuje spory wybór tytułów oraz możliwość negocjacji cen.
Ja wybrałam:



Jak ja mogłam tak długo żyć w niewiedzy?
Doprawdy nie mam pojęcia...
Z biciem serca odkryłam najpierw stronę internetową Tajnych kompletów, a potem jak na skrzydłach popędziłam do wrocławskich sukiennic, a konkretnie do Przejścia Gancarskiego, by tam z filiżanką mocnego cappuccino zapaść się w fotelu przeglądając wyszperane znaleziska, czyli trzy ogromne stosy książek odnalezionych na tutejszych regałach. Decyzja była niełatwa, bo oprócz fantastycznego wyboru powieści polskich i zagranicznych autorów, mnóstwo na półkach także literatury popularnonaukowej, m.in. z takich dziedzin jak kino, socjologia czy historia...

Po dłuższej chwili udało mi się wybrać tytuły, które zainteresowały mnie najbardziej i stałam się szczęśliwą posiadaczką poniższych książek:


- Judasz całował wspaniale, Maira Papathanasopulu: współczesna powieść prosto z Grecji o perypetiach trzydziestoparoletniej rozwódki w tamtejszej rzeczywistości.
- Gierki, Ignacio Martinez de Pisón: trzy siostry María, Paloma i Carlota opowiadają historię swojego życia. Jedną historię, która zostaje przedstawiona przez każdą z nich w inny sposób.
- Chemia łez, Peter Carey: po pierwsze okładka, po drugie pierwsze zdanie powieści, po trzecie fakt, że autor pochodzi z Austalii.
- Palestyński romans, Jonathan Wilson: tytuł wyjaśnia wszystko. Już zaczęłam czytać.
- Zniknąć, Petra Soukupová: trzy nowele, trzy współczesne historie rodzinne. Trudno się od nich oderwać. Opowiedziane wartko i beznamiętnie, wywołują jednak w czytelniku burzę emocji (z okładki)



I jeszcze gratka dla miłośników kryminału. Lokal o pełnej ukrytych treści nazwie Speakeasy jest (o ile się nie mylę) dość nowy i mieści się na wrocławskim Rynku. Świetna i niezwykle zachęcająca jest już sama strona internetowa lokalu. W środku nie ma setek książek, a tylko kilka półek z wybranymi tytułami, co sprzyja rozsądnym zakupom. Do lektury zachęcają dwa ogromne, czerwone wyściełane pluszem fotele...
Jako, że trafiłam tu na pogaduchy z przyjaciółkami bezpośrednio po szaleństwie w Tajnych Kompletach, skupiłam się na konsumpcji dla ciała... I napiszę tylko tyle, że wybór win w Speakeasy jest po prostu fantastyczny!



A to już ostatni zakup udrapowany niezwykle wiosennie, jak na obecną porę roku, na balkonie. Książka jest efektem wizyty w ulubionej wrocławskiej Taniej Książce przy Placu Solnym. Autora i tytuł widać wyraźnie, więc nie będę się powtarzać.
Ktoś czytał? Polecacie na jesienne wieczory?












 

Jednym z ciekawszych miejsc na mapie Wrocławia jest Nadodrze. Dzielnica miasta położona na po drugiej stronie Odry, mniej więcej na wysokości Uniwersytetu. Długo uznawana za biedną i niebezpieczną, powoli odżywa i nabiera nowego kształtu. Celem władz miasta jest rewitalizacja dzielnicy przy udziale mieszkańców: renowacja starych budynków, ale i przyciągnięcie m.in., artystów i rzemieślników, którzy otworzą małe sklepiki i warsztaty. Więcej o planowanych działaniach można poczytać tu.
Jako przykład kreatywności przywiozłam zdjęcie biblioteki mieszczącej się na jednej z ulic Nadodrza.