piątek, 26 lipca 2013

Piaskowa góra, Joanna Bator

Dobra passa trwa!

W przypadku Bator sięgałam raczej po pewniak (czytałam sporo recenzji Piaskowej góry i wszystkie, bez wyjątku, były pozytywne), jednak do końca nie byłam pewna, czy i mnie się spodoba. Bo jak sami dobrze wiecie, czasami to, co wszyscy wszędzie głośno zachwalają, nam nie przypada do czytelniczego gustu...
Na szczęście obawy te były absolutnie bezpodstawnie. Historia Dominiki Chmury i jej rodziny wciągnęła mnie od pierwszej strony. Wciągnęła do specyficznego mikroświata PRL-owskiej rzeczywistości wałbrzyskiego blokowiska i jego mieszkańców.

O Piaskowej górze napisano już wiele recenzji, dlatego nie chciałabym się powtarzać i napiszę tylko kilka swoich przemyśleń. A tych podczas lektury było całkiem sporo. Dokładniej rzecz ujmując, bohaterowie książki na kilkanaście dni zamieszkali w mojej głowie i często wracałam myślami do ich codziennych spraw. Niesamowity talent Bator do snucia historii sprawił, że poruszamy się w stworzonym przez nią labiryncie coraz szybciej, z coraz większą zachłannością odkrywając kolejne zakamarki rodzinnych tajemnic, z których największą poznamy na samym końcu. Wiele rzeczy w książce zaskakuje: jej wielowątkowość, różnorodność postaci, wspaniałe literackie krajobrazy, które nie pozwalaja się oderwać od przewracanych w pośpiechu kolejnych stron. Co rusz pojawiała się myśl: o tak, pamiętam - wspomnienie z własnego dzieciństwa, którego elementy odnajdywałam w dzieciństwie Dominiki. Określenia, zwroty, przesądy, wierzenia, cały ten socjalistycznych szarm z jego odświętnymi kryształami, meblościankami i tęsknotą za kolorowym RFNem. Dzieciństwo spędziłam na Dolnym Śląsku, wakacje zawsze u dziadków w Jeleniej Górze. Wałbrzych odwiedzaliśmy regularnie, bo tam mieszkali przyjaciele dziadków, więc i te geograficzne wspomnienia, gdzieś tam we mnie odżyły.
O fantastycznej polszczyźnie, jaką z olbrzymią finezją posługuje się autorka, wspominam jedynie dla porządku. Z niecierpliwością czekam, aż Chmurdalia zagości w mojej biblioteczce i da mi okazję poznania dalszych losów Dominiki. Dla mnie jest to niewątpliwie jedna z najlepszych książek ever.


Piaskowa Góra ukazała się, miedzy innymi, także w języku niemieckim i od jakiegoś czasu jest, obok Lali Dehnela, ulubinym książkowym prezentem, który wręczam niemieckim przyjaciołom i znajomym (niech wiedzą, że polska literatura, to nie tylko Witkacy i Kapuściński...).
Swoją drogą możemy potem prowadzić niezwykle ciekawe rozmowy na temat książki, jak np. ostatnio z koleżanką pochodzącą z Bawarii, dla której PRL-owski Wałbrzych to niemalże science fiction :)

Ocena: 6/6


WYZWANIE 2013
Książki z mojej półki
Przeczytanych: 8
Zostało: 17

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz