sobota, 24 sierpnia 2013

Erynie, Marek Krajewski

To moje drugie, po Śmierci w Breslau, spotkanie z twórczością Marka Krajewskiego. I muszę przyznać, że zaliczam je do udanych. Przekonał mnie odtworzony przez niego klimat przedwojennego Lwowa, polubiłam komisarza Popielskiego i jego niekonwencjonalne metody śledcze oraz frapujące perypetie rodzinne.

Lwów, maj 1933 roku. Komisarz Edward Popielski składa pisemny wniosek o przeniesienie w stan spoczynku. W tym samym czasie popełniona zostaje okrutna zbrodnia. Ktoś w bestialski sposób zabija małego chłopca. Wszyscy mieszkańcy miasta są zgodni: jedynym, który jest w stanie schwytać takiego zwyrodnialca jest właśnie Popielski. Rozpoczyna się wyścig z czasem, sprawdzanie poszlak i nie zawsze legalna współpraca z przeróżnymi "osobowościami" lwowskiego półświatka.
Akcja nabiera tempa gdy kolejny mały chłopiec staje się ofiarą szaleńca. Tym razem dziecko uszło z życiem, ale połamano mu obie nogi... Komisarz Popielski angażuje całą swoją energię w schwytanie sprawcy, z którym stanął twarzą w twarz, a jego działania dodatkowo dopinguje strach o córkę i wnuczka. 

Erynie to prawdziwa gratka dla miłośników kryminałów w stylu retro. Wartka akcja, galeria fantastycznie wykreowanych postaci oraz rewelacyjnie odtworzony świat przedwojennego Lwowa to główne atuty książki. Podczas lektury dodatkową frajdę sprawiały mi pojawiające się od czasu do czasu dialogi w lwowskiej gwarze.
   
Ocena: 4+/6

1 komentarz: