czwartek, 31 października 2013

Zdobywam zamek, Dodie Smith

Mniej więcej dwa miesiące temu książka ta z hukiem przetoczyła się po kilku blogach, na które regularnie zaglądam. Skuszona wizją "jednego z najbardziej zachwycających zjawisk w literaturze angielskiej" oraz licznymi pozytywnymi opiniami postanowiłam zdobyć własny egzemplarz, by nie musieć znosić bólów rozstania podczas oddawania jej do biblioteki.

Już sam sposób wydania, aksamitna w dotyku okładka i wytłoczone litery tytułu, sprawi, że serce niejednego mola zabije szybciej...
A w środku? Cóż, rewelacji nie było, choć nie powiem: historia opisana przez siedemnastoletnią Cassandrę wciągnęła mnie i zapewniła kilka przyjemnych chwil. Nie jest to żaden zarzut, nie spodziewałam się w końcu arcydzieła, tylko napisanej prawie sto lat temu powieści dla nastolatek, która jednak jest na tyle dobra, że nie rozczaruje dorosłego czytelnika. Zdobywam zamek była moją lekturą plażową i w tej roli spisała się znakomicie!

Powieść ma formę pamiętnika podzielonego na trzy części, w którym główna bohaterka, wspomniana wcześniej Cassandra, opisuje kilka miesięcy z życia swojej i rodziny, w skład której wchodzi ojciec, macocha, starsza siostra, młodszy brat oraz Stephen. Wszyscy mieszkają w wynajmowanym zamku. Starym, tajemniczym, i niedogrzanym. Ich codzienność zdominowana jest przez absolutny brak pieniędzy. Głowa rodziny, czyli ojciec Cassandry jest pisarzem. Teoretycznie. Napisał przed laty książkę, która odniosła wielki sukces przynosząc sławę autorowi i stabilizację finansową jego rodzinie. Niestety wbrew oczekiwaniom najbliższych pisarza dopadła niemoc twórcza uniemożliwiająca jakiekolwiek postępy w pracy nad kolejną książką.
W tej sytuacji Cassandra wraz z siostrą i macochą próbują wspólnymi siłami utrzymać zamek i zapewnić domownikom regularne posiłki. Wszystko zmienia się, gdy umiera właściciel zamku, a do odziedziczonej po nim posiadłości wprowadzają się spadkobiercy: przystojni i (jakżeby inaczej) bogaci bracia Neil i Simon.

Powieść napisana jest w lekkim, bardzo angielskim stylu, który rzeczywiście przywodzi na myśl powieści L.M. Montgomery czy Jane Austin. Główną bohaterkę łatwo polubić już od pierwszej strony chociażby za jej zdrowy dystans do rzeczywistości i poczucie humoru. O miłości do książek nie wspominając. Wydarzenia następują po sobie lawinowo, małe lub większe dramaty zmieniają samych bohaterów i ich szarą egzystencję. Plejada interesujących bohaterów i zaskakujące zakończenie dopełniają obrazu dobrej powieści w starym stylu, po którą warto sięgnąć.

Ocena: 5/6

2 komentarze:

  1. Z tym ostatnim akapitem całkowicie mogę się zgodzić :).

    Mnie się ta powieść całkiem spodobała, chociaż to nie moje klimaty - miłośnikom powieści w stylu "Dumy i Uprzedzenia" na pewno by się ta pozycja bardziej spodobała.

    Żałuję tylko, że nie przeczytałam jej w oryginale. Jak sama napisałaś, to powieść w bardzo angielskim stylu - może język angielski by jeszcze bardziej to podkreślił?

    http://zakamarek2013.blogspot.com/2013/12/zdobywam-zamek-i-corka-tatarskiego-chana.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno czytanie w oryginale ma dodatkowe zalety, choć w tym przypadku tłumaczenie było bardzo dobre i udało mu się w pełni oddać atmosferę powieści. Jednak mój angielski niejst za słaby, by w pełni rozkoszować się lekturą w tym języku. Mieszkam na codzień w Niemczech i dlatego czytam tylko po polsku :)

      Usuń