wtorek, 5 listopada 2013

Grecy umierają w domu, Hubert Klimko-Dobrzaniecki

Pierwszy raz o tej książce usłyszałam w trójkowej audycji Z najwyższej półki podczas spotkania autora z gospodarzem programu Michałem Nogasiem. Już w trakcie rozmowy doszłam do wniosku, że ta powieść to coś dla mnie. I nie pomyliłam się.

Inspiracją dla Klimko-Dobrzanieckiego była historia Greków, którzy pod koniec lat czterdziestych, w wyniku wojny domowej w Grecji, zmuszeni zostali do opuszczenia swojej ojczyzny. Kilkanaście tysięcy z nich trafiło na Dolny Śląsk, skąd w latach siedemdziesiątych, po przełomie politycznym i nastaniu demokracji w Grecji, zdecydowana większość wróciła do domu.

Głównym bohaterem swej książki autor uczynił pięćdziesięcioletniego pisarza, syna Greckich emigrantów, który dorastał w dolnośląskiej Bielawie. Mężczyzna po zdaniu matury opuścił Polskę i zamieszkał w Atenach, by już nigdy do naszego kraju nie powrócić. Skończył studia, pracował jako dziennikarz. Pewnego dnia wyruszył na jedną z niewielkich greckich wysepek, do domu literata, by tam w spokoju i twórczej atmosferze spisać swoje wspomnienia. Wspomnienia lat dziecięcych, ojca tęskniącego za cykadami i matki próbującej wyczarować w siermiężnych czasach komunistycznych braków dania kuchni greckiej. Głęboka męska przyjaźń między ojcem i synem i wiele odcieni niełatwego życia w obcym kraju to jedynie niektóre motywy, które odnajdziemy w książce.

Powieść tę czyta się wspaniale. Nieśpiesznie. Z uśmiechem na ustach. I z ciekawością, co przyniesie kolejna strona. Jest jedno ale. Mianowicie zakończenie. Niespodziewanie odkryta rodzinna tajemnica. Niewyjaśniona do końca. Rzucona czytelnikowi w ochłapie. Stawiająca wiele pytań. Moim zdaniem kompletnie niepasująca do całości. Ale skłonna jestem na ostatnią stronę spuścić zasłonę milczenia...

Swoją drogą to ciekawa literacka kontynuacja wątków. Nie dość, że to kolejna przeczytana książka, której bohaterowie mieszkają na Dolnym Śląsku, ale i motyw Greków mieszkających w Polsce powraca. Z lektury Piaskowej góry zapamiętałam między innymi szkolnego kolegę Dominiki Chmury, którego rodzice pochodzili z Grecji. Omawiana dziś powieść pozwoliła mi głębiej poznać historię tej grupy mieszkańców Dolnego Śląska. Polecam.

Ocena: 5+/6

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz