sobota, 31 sierpnia 2013

Zdarzyło sie pierwszego września (albo kiedy indziej), Pavol Rankov

Książka, którą przywiozłam z tegorocznych Targów Książki w Warszawie. A konkretnie ze stoiska wydawnictw Czeskie i Słowackie Klimaty, gdzie niezwykle miła pani polecała ją gorąco i solennie obiecywała, że powieść na pewno mi się spodoba, bo jest po prostu dobra. Jej łagodne perswazje trafiły na podatny grunt i uległam... I dobrze zrobiłam: ta pierwsza w moim życiu powieść słowacka była jak znalazł na pierwszy urlop na Słowacji. Tym większa była radość, gdy podczas lektury okazało się, że bohaterowie także odwiedzają Tatrzańską Łomnicę i Stary Smokowiec.

Głównych bohaterów Rankov stworzył czworo: trzech przyjaciół Węgra Jana, Żyda Gabriela i Czecha Petera oraz kobietę ich życia Słowaczkę Marię. Całą grupę poznajemy upalnego pierwszego września 1938, kiedy jako rozemocjonowani trzynastolatkowie organizują między sobą zawody pływackie o Marię. Nie wiedzą jeszcze, jak symboliczne dla ich całego przyszłego życia będą to zmagania... Niebawem wielka światowa polityka dotrze do ich prowincjonalnej miejscowości, do Levic, a przynależność narodowościowa przyjaciół w ciągu jednej nocy zacznie odgrywać ogromną rolę w ich codziennym życiu. Wybuch drugiej wojny światowej szybko zakończy ich sielskie dzieciństwo. Ucieczka, czy przymusowe przeprowadzki staną się ich udziałem. Polityczne burze przetoczą się nad ich głowami, powstaje Czechosłowacja. Niepostrzeżenie minął okres dorastania, nasi bohaterowie wkroczyli w dorosłość: każdy z nich dźwiga inny bagaż doświadczeń, ma inne przekonania polityczne i poglądy na temat aktualnej władzy. Tym, co niezmiennie ich łączy jest głęboka przyjaźń i miłość do Marii. W siermiężnej socjalistycznej rzeczywistości Jan, Gabriel i Peter próbują ułożyć sobie życie, co udaje im się z mniejszym lub większym sukcesem.

Każdy rozdział powieści to kolejny pierwszy września, który przynosi ze sobą zmiany, często dramatyczne, w życiu bohaterów. Towarzyszyć im będziemy przez trzydzieści kolejnych wrześni.
Podczas lektury nieustannie towarzyszyła mi myśl, że człowiek jest jedynie marionetką targaną przez politykę i od niej zależną. W ciągu godziny z wzorowego obywatela można stać się niebezpiecznym i poszukiwanym zdrajcą. I choć ludzie starają się zwyczajnie żyć, to nie są w stanie uciec od systemów, ustrojów i politycznych podziałów. Dramat jednostki, silnie związany z poszukiwaniem tożsamości, odnajdujemy u Rankova potrójnie: każdy z jego głównych bohaterów stara się żyć po swojemu w zmieniającej się co rusz rzeczywistości.

Głównym atutem powieści jest w moich oczach fakt, że Rankov  jednocześnie stworzył fascynujące historie bohaterów oraz bogate i wielowymiarowe tło historyczne. Bardzo dosadnie udało mu się pokazać uwikłanie jednostki w dziejowe zmiany. Autor posługuje się przy tym oszczędnym językiem. Nie znajdzie się u niego szczegółowych opisów i rozwlekłych dialogów. Jest za to sporo ironii, czarnego humoru i życiowych prawd. Niezwykle autentyczni bohaterowie, których można lubić lub nie, sprawiają, że ma się momentami wrażenie czytania biografii. I choć pod koniec powieści odczuwałam lekkie znużenie stylem autora i przewidywalnością kolejnych nieszczęść, to książkę tę zdecydowanie polecam jako ambitną i jednocześnie lekką w odbiorze lekturę opisującą szaleńcze przemiany ustrojowe u naszych południowych sąsiadów w minionym stuleciu.

Ocena: 5/6

środa, 28 sierpnia 2013

Źródło Odry i Tatry Słowackie

Naszym głównym celem podczas tegorocznego letniego urlopu były Słowackie Tatry, w których spędziliśmy tydzień czasu. Kolejne siedem dni to podróż, głównie koleją, rzadziej autobusami, przez Czechy, Słowację i Węgry. Na początek chciałam pokazać Wam kilka zdjęć z Ołomuńca oraz z Tatr i ich okolic.

Ołomuniec jest miastem uniwersyteckim we wschodniej części Czech, historyczną stolicą Moraw. Tutejsze, przepięknie zachowane Stare Miasto jest drugim, po centrum Pragi, największym zespołem zabytkowym w Czechach. I niestety bardzo niedocenianym turystyczne. A szkoda. Szczerze zachęcam do wycieczki do tego miasta - to idealny cel na weekendowe wypady. Miasto można zwiedzić na piechotę w ciągu kilku godzin. Panuje tu bardzo miła atmosfera, zdominowana przez studentów. Na odkrycie czeka sporo interesujących zakamarków oraz kilka restauracji, 3 minibrowary, kawiarnie i winiarnie z bardzo atrakcyjnymi ofertami.
Widok na stare miasto z wieży ratuszowej.


Jednak głównym powodem dla którego zdecydowaliśmy się na wyprawę do Ołomuńca, była chęć zobaczenia źródła Odry. Jest ono ukryte w lasach, na terenach wojskowych położonych około 30 km od miasta. Należy dojechać autobusem liniowym do miejscowości Kozlov i wysiąść na ostatnim przystanku. Potem utwardzaną szeroką drogą spacerem (ok. 3 km) przez fantastyczny las dotrzemy do wspomnianego źródła...

Taki las, to ja rozumiem. A jak pachniało!

W tym domku ukryte jest źródełko.




















Już wysiadając na stacji w Popradzie, przy dobrej pogodzie, ma się fantastyczny widok na majestatyczne Tatry Wysokie. Stąd już tylko 30 minut kolejką tatrzańską i docieramy do Starego Smokowca, gdzie mieliśmy nocleg. Tatry słowackie nie przyciągają takich tłumów jak polskie i mam wrażenie, że więcej tu ludzi (przeróżnych narodowości), którym zależy na górach i naturze, a nie na jarmarku i wycieczkach busem do Morskiego Oka, jakie oferuje swoim gościom np. Bukowina Tatrzańska. Nie ma tłoku ani hałasu. Jest po prostu fajnie. Poniżej kilka górskich impresji:















Oczywiście nie samymi górami człowiek żyje, dlatego zwiedziliśmy także kilka okolicznych atrakcji. I tak zawitaliśmy m.in. do Koszyc (pociągiem) oraz do Lewoczy i na zamek Spiski (autobusami), który od 1993 roku wpisany jest na listę UNESCO.

Domy na starówce w Koszycach.

Niezwykłe podwójne schody w katedrze koszyckiej.


Zamek Spiski w całej okazałości.
Wędrówka widoczną ścieżką zajmuje ok 40 minut. Ale warto!
Widok z zamku
Stylowo urządzona zamkowa kuchnia
Ratusz w Lewoczy

Na zakończenie zoologiczna ciekawostka. Po górskiej wędrówce i powrocie ze szlaku to Tatrzańskiej Łomnicy na łączce między hotelami spotkaliśmy takiego oto okazałego osobnika. Nic sobie nie robił z powstałego wokół niego zamieszania i w spokoju skubał trawę...

sobota, 24 sierpnia 2013

Erynie, Marek Krajewski

To moje drugie, po Śmierci w Breslau, spotkanie z twórczością Marka Krajewskiego. I muszę przyznać, że zaliczam je do udanych. Przekonał mnie odtworzony przez niego klimat przedwojennego Lwowa, polubiłam komisarza Popielskiego i jego niekonwencjonalne metody śledcze oraz frapujące perypetie rodzinne.

Lwów, maj 1933 roku. Komisarz Edward Popielski składa pisemny wniosek o przeniesienie w stan spoczynku. W tym samym czasie popełniona zostaje okrutna zbrodnia. Ktoś w bestialski sposób zabija małego chłopca. Wszyscy mieszkańcy miasta są zgodni: jedynym, który jest w stanie schwytać takiego zwyrodnialca jest właśnie Popielski. Rozpoczyna się wyścig z czasem, sprawdzanie poszlak i nie zawsze legalna współpraca z przeróżnymi "osobowościami" lwowskiego półświatka.
Akcja nabiera tempa gdy kolejny mały chłopiec staje się ofiarą szaleńca. Tym razem dziecko uszło z życiem, ale połamano mu obie nogi... Komisarz Popielski angażuje całą swoją energię w schwytanie sprawcy, z którym stanął twarzą w twarz, a jego działania dodatkowo dopinguje strach o córkę i wnuczka. 

Erynie to prawdziwa gratka dla miłośników kryminałów w stylu retro. Wartka akcja, galeria fantastycznie wykreowanych postaci oraz rewelacyjnie odtworzony świat przedwojennego Lwowa to główne atuty książki. Podczas lektury dodatkową frajdę sprawiały mi pojawiające się od czasu do czasu dialogi w lwowskiej gwarze.
   
Ocena: 4+/6

piątek, 2 sierpnia 2013

Ekspedycja Kolitz, Katarzyna Rygiel

Powieść Katarzyny Rygiel to całkiem niezła przygodówka, w sam raz na leniwe letnie popołudnia. W tle pobrzmiewa wspomnienie Nienackiego: są stare ruiny, ukryty skarb, historyk-poszukiwacz oraz grupka przyjaciół w rolach głównych bohaterów.
Wątek archeologiczno-przygodowy mocno się tu miesza z romantycznym oraz kryminalnym. Mimo, iż autorce nie udało się zrównać z Mistrzem Nienackim, po jej książkę, jeśli wpadnie Wam w ręce, zdecydowanie można sięgnąć.

Jest upalne lato. Do wsi na pomorzu przyjeżdża grupa studentów archeologii, by pod kierownictwem Piotra zbadać odkryte podczas prac remontowych kościoła stare grobowce oraz ich zawartość. Po kilku dniach do grupy dołącza była partnerka Piotra piękna, rudowłosa antropolożka Ewa, w ślad za Ewą do Kolic trafia jej były mąż...
W trakcie poszukiwań w kościele odnaleziony zostaje dziennik Otto Kleista, który niecałe sto lat wcześniej trafił na ślad tajemnicy i wiedzę tę wkrótce przypłacił życiem. Nasi bohaterowie szukają więc dalej, a w międzyczasie zajmują się romansowaniem, knuciem intryg oraz robieniem na boku nielegalnych interesów.

Autorka stworzyła galerię różnorodnych postaci, które są w stanie zaciekawić czytelnika i dają się lubić. Prosty i dynamiczny język sprawia, że całość szybko się czyta. Wartka akcja wciąga, choć przyznaję, że końcowe sceny i samo rozwiązanie zagadki nieco mnie roczarowały. Ale może zwyczajnie zbyt wysoko ustawiłam poprzeczkę.
W skrócie: Lektura w sam raz na aktualnie nam panujące upały :)

Ocena: 3/6

WYZWANIE 2013
Książki z mojej półki

Przeczytanych: 10
Zostało: 15