piątek, 29 listopada 2013

Stos jesieny

Tygodniowy, tym razem, pobyt we Wrocławiu zaowocował dwoma wspaniałymi stosami. Teraz zima mi nie straszna, a zwłaszcza długie zimowe wieczory...
Na pierwszym zdjęciu efekt zakupów w empiku i w Tajnych kompletach. Książka na samym szczycie to autobiografia, którą przywiozłam z Morawy.

Od dołu:
- Marina Stepnova, Kobiety Łazarza
- Elżbieta Cherezińska, Saga Sigrun
- Gilles Rozier, Z kraju bez miłości
- Wojciech Kuczok, Spiski
- Joanna Bator, Chmurdalia
- Melita Sallai, Z Muhrau do Morawy. Niezwykłe życie w Europie i Afryce
- Magdalena Rittenhouse, Nowy Jork. Od Mannahattanu do Ground Zero
- Inga Iwasiów, Blogotony



Stos drugi pochodzi w całości z taniej książki na Ruskiej:

Od dołu:
- Janina Wieczerska, Zawsze jakieś jutro
- Alan Hollinghurst, Obce dziecko
- Jacek Dehnel, Fotoplastikon
- Marika Cobbold, Utonięcie Rose
- Manuela Gretkowska, Europejka
- Chris Harrison, Miłość w Apulii
- Krystyna Kaplan, Zdarzyło się w Marienbadzie
- Eshkol Nevo, Do następnych mistrzostw
- Umberto Eco, O bibliotece

sobota, 16 listopada 2013

Tancerka z Kairu, Deanna Cameron

Niby nie powinno się oceniać książki po okładce, ale czasami nie da się inaczej. Zwłaszcza, jeśli różowo-kiczowata fotografia odzwierciedla przeciętnie opowiedzianą historię wyblakłych postaci, jak w tym wypadku.

A szkoda, bo zadatków na naprawdę dobrą powieść było sporo. Po pierwsze czas i miejsce akcji. Czyli Chicago w roku 1893, czas otwarcia Wystawy Światowej. Wyjątkowy okres dla miasta, jego mieszkańców, tysięcy gości oraz przybyszów z całego świata, którzy swoją obecnością uświetnili Wystawę. Wśród nich były m.in. egipskie tancerki brzucha, których występy i skąpe stroje w ówczesnej epoce budziły zgorszenie i protest "prawych obywateli". Inspiracją dla autorki była żyjąca wtedy tancerka Little Egypt, o której do dziś krąży wiele legend i niesamowitych opowieści. Dodatkowym plusem wydawał mi się także motyw orientalnego tańca i historie wykonujących go kobiet.
Niestety mimo tak obiecujących motywów, Tancerka z Kairu okazała się rozczarowaniem.

Główną bohaterką powieści jest młodziutka i niezwykle naiwna Dora Chambers, która po poślubieniu sporo starszego od siebie bankiera porzuciła rodzinne strony by wieść życie statecznej damy z tzw. wyższych sfer. Aby przypodobać się mężowi i zyskać stosowną pozycję w "towarzystwie" Dora staje się członkinią "Pań Zarządzających". Jej pierwszym zadaniem jest nadzór nad występami egipskich tancerek i dopilnowanie, by dostosowały się one do stawianych im wymagań odnośnie stroju i erotycznych ruchów na scenie. W trakcie spełniania swych obowiązków młoda Amerykanka odkrywa w sobie miłość do tańca i namiętność do egzotyki. Jednocześnie pozna głęboko ukrywaną tajemnicę swojego pochodzenia.

Powieść ma niezwykle banalny przebieg i ani przez moment nie zaskakuje. Akcja toczy się miarowo, brak w niej prawdziwych emocji, zaangażowania bohaterów. Rozterki głównej bohaterki swoją naiwnością budzą irytację, a dodatkowo, podobnie jak zachowanie jej męża i dam z towarzystwa, są przewidywalne. Stworzone przez autorkę postacie są białe albo czarne, nie ma nic pomiędzy. Zmarnowany potencjał. Można sobie darować.

Ocena: 3-/6

niedziela, 10 listopada 2013

Judasz całował wspaniale, Maira Papathanasopoulou

Dotychczas moja znajomość literatury greckiej ograniczała się do przeczytanego w czasach liceum "Greka Zorby". Ubolewam z tego powodu, bo chętnie poczytałabym literaturę z kraju, do którego niezwykle chętnie jeżdżę na wypoczynek.
Gdy więc zobaczyłam w księgarni powieść Papathanasopoulou, na której okładce czytamy "Najbardziej poczytna grecka powieść ostatnich lat", nie zastanawiałam się długo i postanowiłam ją kupić. Rozczarowanie okazało się ogromne. Banalne rozterki głównej bohaterki (czterdziestolatki o umyśle piętnastolatki) oraz niezwykle chaotyczny i często sprzeczny tok jej rozumowania i postępowania sprawiają, że książkę oceniam jako mizerną.

Wspomniana główna bohaterka Eleni jest matką swego nastoletniego syna i żoną męża. Więcej życiowych ról nie posiada. Do momentu aż zostaje kochanką. I to nie z wyrachowania, ale w rozpaczy gdy mąż po kilkunastu latach małżeństwa tak po prostu się wyprowadza. Oczywiście sprytna Eleni szybko odkrywa, że to nie żadne tam po prostu, a inna kobieta tudzież kobiety sprawiły, że mąż postanowił sobie poużywać i opuścić rodzinne gniazdko. W momencie największej rozpaczy główna bohaterka poznaje Nikitę przystojnego i wyrozumiałego stomatologa, który wspaniale odgrywa rolę pocieszyciela.
Do czasu powrotu męża. A tak. Skończyły mu się czyste gacie i zatęsknił do domowych obiadów. Biedna Eleni spędza więc noce całe myśleniu i popijaniu dietetycznej coli, bo kochanek czeka i wymaga podjęcia decyzji. Oprócz tych trojga w powieści ważną rolę odgrywa syn Eleni (zdecydowanie rozsądniejszy od stukniętej matki) i jej przyjaciółka o typowo greckim imieniu Krystyna....
Takich niedorzecznych spolszczeń jest w książce więcej (zwróciłam uwagę m.in. na te dotyczące potraw i napojów). Mam wrażenie, że tłumaczka uznała za stosowne oczyszczenie tekstu z wszelkich greckich elementów, tak aby się polski czytelnik przypadkiem nie pogubił. Szkoda.
I tak się jeszcze zastanawiam, że może w oryginale powieść punktuje ciętą ripostą, inteligencją i ironią bohaterów i ich przemyśleń oraz rozmów. Bo inaczej doprawdy nie mogę sobie wytłumaczyć komercyjnego sukcesu, jaki odniosła. I może ten błyskotliwy styl gdzieś się w tłumaczeniu zagubił? A może jest to po prostu mizerna powieść, której wydawnictwo zrobiło reklamę na wyrost. Szkoda. Zdecydowanie nie polecam.

Czy ktoś z Was poleca greckiego autora, albo lepiej konkretną powieść z tego kraju, która nie rozczarowuje?

Ocena: 2/6

sobota, 9 listopada 2013

Uwikłanie, Zygmunt Miłoszewski

Kryminał Miłoszewskiego przeczytałam już jakiś czas temu, ale jakoś nie mogłam się zabrać za recenzję. Jenak w związku z faktem, że pod tym względem mam naturę perfekcjonistki i każda przeczytana książka musi zostać na blogu odnotowana, piszę szybciutko kilka zdań o Uwikłaniu
Na wstępie muszę jeszcze oddać, że omawiany przed miesiącem Bezcenny tego samego autora podobał mi się bardziej, co jest nieco zaskakujące, bo jednak większość blogerów właśnie Uwikłanie stawia na pierwszym miejscu. Cóż, u mnie jest inaczej.
[Zdradzam w treści posta kilka wątków z ksiażki.]

Główny bohater powieści, prokurator Teodor Szacki, pracuje nad rozwikłaniem zagadki śmierci Henryka Telaka. Ten kilkudziesięcioletni mężczyzna zginął w dość oryginalny sposób: zabójca wbił mu w oko rożen, a stało się to podczas prywatnej sesji terapeutycznej znanego warszawskiego psychiatry, która odbywała się w zamkniętych budynkach przyklasztornych. Przy zastosowaniu tzw. terapii ustawień czworo pacjentów (dwie kobiety i dwóch mężczyzn) miało ostatecznie pozbyć się dręczących ich problemów psychicznych.
Dla Szackiego od początku jest jasne, że mordercą jest jeden z pozostałych przy życiu pacjentów lub sam lekarz. Pytanie tylko kto zabił. I dlaczego.
Oprócz postępów w śledztwie czytelnik poznaje także codzienne frustracje prokuratora - rodzinne, finansowe, egzystencjalne. I zastanawia się (a przynajmniej ja się zastanawiałam) dlaczego trzydziestoparoletni facet mający u boku atrakcyjną żonę, którą ponoć kocha, wikła się w romans z przypadkowo poznaną dziennikarką. Ale na to pytanie dopowiedzieć (logicznie) pewnie i tak się nie da. Albo przynajmniej j,a jako kobieta, nie jestem w stanie pojąć męskiego sposobu rozumowania...

Ale wracając do głównego wątku: Szacki odkrywa kolejne tajemnice z przeszłości, na jaw wychodzą powiązania ofiary z wydarzeniami sprzed lat. Prokurator nie stroni od niekonwencjonalnych metod śledczych i w końcu udaje mu się wskazać mordercę i motywy jego działań.
Przyznam, że zastosowana kilkakrotnie terapia ustawień i jej skuteczność nie do końca mnie przekonały, podobnie jak niektóre elementy śledztwa, a zwłaszcza motywy mordercy i powiązania miedzy bohaterami wydały się zagmatwane i mało wiarygodne. Mimo to powieść uważam za dobrą i niebawem sięgnę po kontynuację perypetii Szackiego.
Na koniec pragnę po raz kolejny podkreślić, że osobiście wolę Miłoszewskiego jako autora przygodówek o poszukiwaczach dzieł sztuki. Zwłaszcza, że kryminałów na rynku księgarskim jest multum, a o naprawdę wciągającą powieść przygodowo-sensacyjną trudno.

Ocena: 4/6

wtorek, 5 listopada 2013

Grecy umierają w domu, Hubert Klimko-Dobrzaniecki

Pierwszy raz o tej książce usłyszałam w trójkowej audycji Z najwyższej półki podczas spotkania autora z gospodarzem programu Michałem Nogasiem. Już w trakcie rozmowy doszłam do wniosku, że ta powieść to coś dla mnie. I nie pomyliłam się.

Inspiracją dla Klimko-Dobrzanieckiego była historia Greków, którzy pod koniec lat czterdziestych, w wyniku wojny domowej w Grecji, zmuszeni zostali do opuszczenia swojej ojczyzny. Kilkanaście tysięcy z nich trafiło na Dolny Śląsk, skąd w latach siedemdziesiątych, po przełomie politycznym i nastaniu demokracji w Grecji, zdecydowana większość wróciła do domu.

Głównym bohaterem swej książki autor uczynił pięćdziesięcioletniego pisarza, syna Greckich emigrantów, który dorastał w dolnośląskiej Bielawie. Mężczyzna po zdaniu matury opuścił Polskę i zamieszkał w Atenach, by już nigdy do naszego kraju nie powrócić. Skończył studia, pracował jako dziennikarz. Pewnego dnia wyruszył na jedną z niewielkich greckich wysepek, do domu literata, by tam w spokoju i twórczej atmosferze spisać swoje wspomnienia. Wspomnienia lat dziecięcych, ojca tęskniącego za cykadami i matki próbującej wyczarować w siermiężnych czasach komunistycznych braków dania kuchni greckiej. Głęboka męska przyjaźń między ojcem i synem i wiele odcieni niełatwego życia w obcym kraju to jedynie niektóre motywy, które odnajdziemy w książce.

Powieść tę czyta się wspaniale. Nieśpiesznie. Z uśmiechem na ustach. I z ciekawością, co przyniesie kolejna strona. Jest jedno ale. Mianowicie zakończenie. Niespodziewanie odkryta rodzinna tajemnica. Niewyjaśniona do końca. Rzucona czytelnikowi w ochłapie. Stawiająca wiele pytań. Moim zdaniem kompletnie niepasująca do całości. Ale skłonna jestem na ostatnią stronę spuścić zasłonę milczenia...

Swoją drogą to ciekawa literacka kontynuacja wątków. Nie dość, że to kolejna przeczytana książka, której bohaterowie mieszkają na Dolnym Śląsku, ale i motyw Greków mieszkających w Polsce powraca. Z lektury Piaskowej góry zapamiętałam między innymi szkolnego kolegę Dominiki Chmury, którego rodzice pochodzili z Grecji. Omawiana dziś powieść pozwoliła mi głębiej poznać historię tej grupy mieszkańców Dolnego Śląska. Polecam.

Ocena: 5+/6