wtorek, 14 stycznia 2014

Miedzianka. Historia znikania, Filip Springer


Co za rozpoczęcie czytelniczego roku!
W sumie to żadna niespodzianka, w końcu sięgałam po literacki pewniak.

Miedzianka to książka, która przeniosła mnie w rodzinne strony. Dzięki lekturze odkryłam kolejną tajemnicę Dolnego Śląska i poznałam nowe fakty z jego fascynującej historii. Mam ogromną nadzieję, że Filip Springer w swoich literackich podróżach jeszcze niejednokrotnie na Dolny Śląsk powróci, by przybliżyć czytelnikowi nieodkryte jeszcze historie...

Miedzianka (niem. Kupferberg) - ta niewielka miejscowość położona była kilkanaście kilometrów od Jeleniej Góry. Czytając jej kronikę można odnieść wrażenie, że miejsce to od początku było przeklęte i skazane na zagładę. Przez stulecia liczne pożary i wojny niemal doszczętnie niszczyły miasto, odbudowywane z mozołem przez mieszkańców.
Pierwsze kopalnie powstały tam już w XVI wieku. Niemieccy górnicy pieczołowicie wydobywali na powierzchnię cenny surowiec, przez stulecia drążąc kilometrowe korytarze niemalże pod całą miejscowością. Po zakończeniu drugiej wojny na Dolny Śląsk przybyli nowi mieszkańcy: przesiedleńcy ze wschodu i z centralnej Polski. Na tzw. dzikim zachodzie starali się zbudować nowe życie. Miedziankę szybko odkryli Rosjanie i rozpoczęli wydobycie uranu. Nie bacząc na jego szkodliwe właściwości, pod surowym nadzorem i za wysokie wynagrodzenie górnicy drążyli nowe tunele, które jeszcze bardziej osłabiły strukturę ziemi. Aż zaczęła się zapadać. Pękały ściany domów, na łąkach powstawały głębokie leje. Zdecydowano, że Miedzianka zniknie z powierzchni ziemi, a jej mieszkańcy po raz kolejny będą musieli odnaleźć nowy dom.

Springer sportretował w swojej książce nie tylko Miedziankę, ale przede wszystkim jej mieszkańców. Historia znikania jest swoistym albumem rodzinnych historii, kolekcją różnorodnych postaci oraz zabawnych wspomnień i dramatycznych przeżyć. Bez dwóch zdań jest to jej najmocniejsza strona. Dzięki starannemu historycznemu researchowi autora czytelnik otrzymuje masę potwierdzonych źródłowo informacji. Ale Springer posunął się o krok dalej. Dopuścił do głosu samych zainteresowanych: żyjących mieszkańców Miedzianki. Ich wspomnienia stały się istotnym elementem tej reporterskiej rekonstrukcji. Ciekawym zabiegiem było w moich oczach umieszczenie w kilku miejscach książki niepodpisanych cytatów, plotek, niepotwierdzonych pogłosek, często o negatywnym przesłaniu. W połączeniu z przedstawionymi w tekście faktami stworzyły one niezwykle ciekawą kombinację.

Oczywiście polecam!

Ocena: 6/6

5 komentarzy:

  1. Lubię takie reportażowe ksiązki. Wprawdzie, to nie są moje rodzinne strony, ale chętnie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto sięgnąć, nawet jeśli się pochodzi z innego regionu Polski.
      Może "Miedzianka" zainspiruje Cię do wizyty na Dolnym Śląsku?
      Zapraszam (do lektury i odwiedzin :)).

      Usuń
  2. Dawno mnie nie było w wirtualnym świecie, a tu już drugi raz trafiam na Springera, inna książka, a znów 6/6. Coś musi być na rzeczy :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. COŚ jest na rzeczy - to świetny autor, rzetelny historyk i dociekliwy reporter :)
      Naprawdę warto przeczytać.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. To teraz sięgnij po "Źle urodzone". Mam, pożyczę Ci. Pozdrowienia z Mazur!

    OdpowiedzUsuń