sobota, 15 lutego 2014

Strażnik skarbu, Aneta Ponomarenko

Popularny ostatnio w naszym kraju kryminał retro należy do gatunków literackich, po które od czasu do czasu z przyjemnością sięgam.
Tym razem autorka przeniosła mnie do Kalisza roku 1888, a wyprawie tej towarzyszyły dramatyczne okoliczności. W mieście w zastraszającym tempie giną ludzie, pozornie ze sobą niepowiązani. Morderca początkowo pozoruje samobójstwo czy chorobę ofiary, ale z czasem i kolejnymi trupami przestaje zadawać sobie ten trud i postępuje coraz brutalniej, np. jedną z zamordowanych osób pozbawia głowy.

Dochodzenie prowadzi Walery Jezierski, agent do specjalnych poruczeń, bezpośrednio podlegający gubernatorowi. Pomaga mu młody, świetnie wykształcony lekarz żydowskiego pochodzenia
dr Jakub Zaif. Panów szybko połączyła chęć jak najszybszego odnalezienia zbrodniarza, a z biegiem czasu także i głęboka przyjaźń wynikająca m.in. z podobieństw światopoglądowych. Obaj zgodnie sięgają po najnowsze nowinki techniczne, jak telefon czy odciski palców, dzięki którym obiecują sobie szybsze postępy w śledztwie. Z czasem na jaw wychodzi fakt, że wszystkie ofiary miały bezpośrednie związki z kaliskim środowiskiem wolnomularskim. A sami rozumiecie, że stąd do skarbu już krok niewielki...

Książka Anety Ponomarenko zachwyci miłośników retro. Mnóstwo tu świetnie udokumentowanych faktów z dziejów miasta, oraz innych historycznych ciekawostek. Klimat drugiej połowy dziewiętnastego wieku, jego uroki i obyczajowość zostały przez autorkę doskonale oddane. Natomiast fani kryminału mogą być odrobinę zawiedzeni. Natłok historycznych szczegółów, kulinarnych dykteryjek i naukowych wywodów sprawia mianowicie, że to nie morderca i jego ofiary są w powieści najważniejsze. Wątek kryminalny jest nieco pobieżny, brak w nim dokładnego opisu postępów w śledztwie czy też wspólnego z bohaterami interpretowania kolejnych poszlak.
Mnie to nie przeszkadzało - w pełni usatysfakcjonowało mnie retro, ale wielbicieli kryminalnych zagadek uprzedzam: możecie się ponudzić...

Ocena: 4/6

6 komentarzy:

  1. hm, sama nie wiem, nie jestem do niej przekonana
    zapraszam na http://dhampirka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Agussiek, czaję się na nią, sama nie wiem, czy lubię kryminały retro, chyba niefortunnie zaczęłam Gdańskim depozytem, która to powieść była tak słaba, że mi mało zęby nie wypadły z rozpaczy. No, ale chwalą Wrońskiego, PRL Ćwirleja, to moze i ta dobra?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nie próbowałaś kryminałów retro, ale lubisz powieści historyczne, to w sumie sukces gwarantowany :) Nie poddawaj się po jednym gniocie.
      Jeśli "Strażnik skarbu" wpadnie Ci w ręce, to warto poświęcić tej powieści czas. Ale niekoniecznie trzeba ją kupować.
      "Gdańskiego depozytu" nie czytałam i nawet nie słyszałam dotychczas, podobnie jak o Ćwirleju. Za to Wrońskiego mam na półce "Kino Venus", ale nie czytanie jeszcze. I kilka innych z tego gatunku, więc będę recenzować :))

      Usuń
  3. Przypomniałaś mi że ta książka od jakiegoś czasu znajduje się w mojej biblioteczce. Dawno nie czytałam czegoś w tym stylu, może nadszedł właściwy czas? :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro masz ją na półce, to znaczy, że lubisz historię.
      Więc powinno Ci się spodobać.
      A jak nie, to przynajmniej będzie jeden tytuł mniej na liście pt. własne do przeczytania.
      Pozdrawiam i witam u siebie :)

      Usuń