czwartek, 13 marca 2014

Biała kobieta na zielonym rowerze, Monique Roffey

Co wiecie o Trynidadzie i Tobago?
Ja do tej pory wiedziałam niewiele. Coś mi się kojarzyło, że mała wyspa, że egzotycznie i daleko, ale nic więcej, żadnych szczegółów.
Po lekturze książki Biała kobieta na zielonym rowerze stan ten uległ zmianie.

Autorka urodzona na Trynidadzie, mieszkająca obecnie w Wielkiej Brytanii, pokusiła się o próbę przedstawienia historii swojej ojczyzny, a przede wszystkim skomplikowanej drogi do równości i demokracji. Tłem powieści jest bowiem nie tylko trwająca wiele lat walka ciemnoskórych mieszkańców wyspy o rzeczywistą wolność i niepodległość, ale także zachodzące na przestrzeni wielu lat zmiany społeczne, które nie zawsze przebiegały bezproblemowo. Liczne powiązania polityczne i ekonomiczne z Wielką Brytanią oraz ogromna od niej zależność, miały istotny wpływ na kształtowanie się postaw w społeczeństwie wyspiarskim.
Obok wielkiej polityki o stosunkach między tymi krajami decydowały oczywiście także związki międzyludzkie, często skomplikowane i pełne sprzeczności. Charakteryzowała je m.in. zależność białych „państwa” skazanych na doświadczenie i wiedzę swoich pomocy domowych oraz owe rzesze służących, kucharek, opiekunek do dzieci, których byt zależał od dobrych stosunków z pracodawcami. Wszystkie te tematy pojawiają się w książce i mają znaczący wpływ na codzienność jej bohaterów.

Głównymi postaciami powieści jest brytyjskie małżeństwo Sabine i Georga Harwoodów. Poznajemy ich w 2006 roku jako podstarzałą parę, zmęczoną niełatwym życiem na wyspie i sobą nawzajem. W upalnej, leniwej atmosferze tropików zagłębiamy się w ich toksyczny związek, poznajemy rodzinę i przyjaciół Harwoodów, ich codzienne zajęcia i nieziszczone marzenia.
Pewnego dnia Georg przypadkiem odnajduje kilka zakurzonych kartonów, które wypełnione są listami, jakie przez lata jego żona pisała do obcego mężczyzny, premiera Trynidadu. Zaintrygowany spędza całą noc na lekturze i zdaje sobie sprawę z tego, jak bardzo oddalił się od kochanej przecież żony. Postanawia jej tę miłość udowodnić. Ta część powieści napisana została w narracji trzecioosobowej, przez co czytelnik zyskuje rozległą wiedzę o wszystkich bohaterach i ich postępkach.

Druga połowa książki rozpoczyna się w 1956 roku, w momencie przybycia Harwoodów na wyspę z zamiarem pozostania na niej jedynie przez trzy lata. W osobistej relacji pierwszoosobowej Sabine opisuje swoje pierwsze wrażenia w nowym miejscu, wyraża swoje obawy, lęki, tęsknoty i nieustanną nadzieję na rychły powrót do Anglii.
Georg aklimatyzuje się błyskawicznie, z zaangażowaniem poświęca się pracy, poznawaniu wyspy i jej mieszkańców. Natomiast dni Sabine są monotonne, podobne jeden do drugiego, pozbawiona sensownego zajęcia kobieta chętnie sięga po alkohol w klubie dla białych. Brytyjka czuje się bezradna do momentu zatrudnienia pomocy domowej o imieniu Venus, która szybko stanie się jej powiernicą i przyjaciółką. Jednocześnie Sabine jest wrażliwa na panującą wokół niesprawiedliwość, razi ją powierzchowność i głupota innych białych mieszkańców wyspy. Jej wątpliwości i obawy ilustruje cytat: "Byłam biała. W tym kraju być białym znaczyło być zamieszanym. A to się wiązało z komplikacjami i - niezależnie od wszelkich prób zadośćuczynienia - winą. Ludobójstwo. Niewolnictwo. Praca kontraktowa. Kolonializm. Wielkie słowa, za którymi stały zbrodnie tak ohydne, że żadna kara nie wydawała się odpowiednia. A może jedyna stosowna kara to właśnie owo nieustanne poczucie winy? Przekleństwo i cierpienie. Dzień w dzień usiłowałam się trzymać w obliczu tak przerażającej historii. Chciałam po prostu ruszyć dalej, zignorować to wszystko, żyć tak, jakby te zbrodnie były snem, wydarzeniami z dalekiej przeszłości. Nikt z białych, których spotykałam, nigdy o nim nie wspominał - żaden ekspatriant, żaden dawny urzędnik kolonialny, żaden francuski Kreol, żadna z tych piękności o chłodnych spojrzeniach, jak Christobel, które przybyły z Martyniki, a kiedyś zarządzały plantacjami. Żaden biały o tym nie mówił." (str. 339)

Biała kobieta na zielonym rowerze to bardzo mądra książka o wspólnym życiu dwojga ludzi i łączących ich uczuciach będąca jednocześnie bardzo staranną i interesującą panoramą Trynidadu na przestrzeni ostatnich pięćdziesięciu lat. Napisana przepięknym stylem i świetnie przetłumaczona zasługuje na uwagę i uważną lekturę. Serdecznie polecam!

Ocena: 5+/6

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz