wtorek, 15 kwietnia 2014

Spotkanie autorskie z Ingą Iwasiów

Kiedy pod koniec marca pisałam o moich przemyśleniach po lekturze Blogotonów, wyraziłam nadzieję na spotkanie autorki podczas tegorocznych Targów Książki. Nie przypuszczałam wtedy, że to życzenie spełni się dużo szybciej.

W miniony piątek miałam okazję uczestniczyć w rozmowie z panią profesor w Collegium Polonicum w Słubicach. Tematem spotkania były dwie najnowsze książki pisarki Umarł mi oraz Blogotony, z czego większość czasu przeznaczono na rozmowę o tej pierwszej, dla mnie mniej interesującej. Książki nie czytałam, więc nie mogłam brać aktywnego udziału w rozmowie, a poza tym sam jej temat siłą rzeczy jest przygnębiający. Umarł mi Iwasiów napisała krótko po śmierci ojca, w okresie żałoby, jako rodzaj terapii i na wyraźne wewnętrzne żądanie. Jest to książka do bólu osobista i intymna, a jednocześnie porusza temat ostatecznej utraty bliskich, która prędzej, czy później dotknie każdego z nas.
Mimo braku znajomości tekstu ciekawie było posłuchać o tym, jak książka powstawała, o jej terapeutycznej roli oraz tym, że stała się swoistą spuścizną ojca autorki. Iwasiów opowiadała o istocie i potrzebie żałoby, o tym, że dzięki tej konkretnej książce niezwykle dojrzała i stała się dla wielu czytelników partnerką do trudnych rozmów. Przez wiele tygodni po ukazaniu się Umarł mi, autorka dostawała wiele listów i maili, a nawet telefonów od osób, które dzieliły się z nią swoim smutkiem po utracie bliskich.

Po dość długiej rozmowie o Umarł mi, pozostało niestety niewiele czasu na omówienie Blogotonów, czy dyskusję na inne tematy. Iwasiów mówiła o swoim podejściu do blogowania, ale i o kontaktach z wydawnictwami, o potrzebie dotarcia do czytelnika i komunikowania z nim. Na moje pytanie o ważną dla niej książkę wśród niedawno wydanych wymieniła Cesarza wszech chorób. Biografię raka Siddhartha Mukherje. Iwasiów nie rozróżnia czytania w pracy i czytania dla przyjemności, choć w ostatnim czasie, po zakończeniu pracy w jury nagrody Nike i przy mniejszej ilości recenzji pisanych na zamówienie, częściej czyta dla przyjemności, a nie dlatego, że musi. Generalnie ma za mało czasu, nie tylko na czytanie, ale przede wszystkim na pisanie. Mimo to na jesieni możemy się spodziewać kolejnej jej książki, która już od pewnego czasu leży w wydawnictwie. Kolejna, w ramach stypendium, zostanie napisana do końca roku. Jest więc na co czekać :)

























To nie było jedyne spotkanie autorskie tego dnia. Wieczorem miałam przyjemność uczestniczyć w kolejnym. Relacja wkrótce...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz