piątek, 25 lipca 2014

Opowieści z miasta wdów i kroniki z ziemi mężczyzn, James Cañón

Mam lekki kłopot z pisaniem o tej książce. Z jednej strony bez oporu dałam się wciągnąć autorowi w stworzony przez niego świat. Przekonały mnie wyraziste kobiece postacie i zainteresowały ich niewiarygodne historie. Z drugiej strony koniec powieści wszystko zepsuł. Pokazał, że Cañón myśli bardzo po męsku i nie wierzy, że kobiety dadzą sobie radę...
Ale po kolei.

Powieść zabiera nas do niewielkiej wioski, położonej na głębokiej prowincji, gdzieś w Kolumbii. Tłem opisywanych historii jest wojna domowa, która wybuchła w tym kraju w 1964 roku i trwa tak naprawdę do dzisiaj.
Pewnego dnia z Marquity znikają wszyscy "prawdziwi" mężczyźni, uprowadzeni lub zamordowani przez partyzantów. Na miejscu zostaje ksiądz, homoseksualista, transwestyta i trzech nieletnich. Oraz kobiety. Pozostawione same sobie popadają najpierw w apatię i otępienie, a potem powoli i nie bez konfliktów budują nową rzeczywistość. Kompletnie odcięte od świata (drogi wyjazdowe z Marquity dawno już zarosły), bez prądu i kanalizacji kobiety tworzą swoją wspólnotę od podstaw, z szeregiem osobliwych reguł i rytuałów. W ich życiu dokonuje się istotna zmiana: przestają obowiązywać dawne zasady i podziały ról. Na stereotypy i uprzedzenia nie ma miejsca w nowej Marquicie - kobiety wreszcie mogą być sobą, stanowić o własnym losie i decydować, co dla nich jest najlepsze.
Każdy kolejny rozdział opowiada losy innej mieszkanki wioski. Historie te zebrane w całość stanowią barwny i różnorodny obraz tej oryginalnej społeczności. Pomiędzy nimi czytelnik znajdzie krótkie, zaledwie dwustronnicowe, raporty mężczyzn z frontu. Kto je napisał i jaki jest związek autora z Marquitą wyjaśni się w ostatnim rozdziale.

Cañón poruszył w swojej powieści szereg naprawdę ważnych społecznych kwestii, które od dziesięcioleci nękają jego kraj i skłaniają poszczególne jednostki do podejmowania dramatycznych decyzji. Ksiądz-lubieżnik, który nadużywa pokładanego w nim zaufania i wykorzystuje parafianki, miłość dwóch mężczyzn, prostytucja, alkoholizm, starość, bieda, ostracyzm, a przede wszystkim wojna, która rujnuje wszelką normalność i zmusza ludzi do niewyobrażalnych czynów. Kobiety, których bezpośrednio nie dotyczy, cierpią podwójnie: nie tylko zamartwiają się o walczących na froncie mężów, synów i ojców, ale i same podejmują codzienną walkę o przeżycie w świecie, gdzie nic nie jest takie, jak przed.
I tym jest właśnie Marquita. Uosobieniem chaosu, stanu wyjątkowego, jakie w życie ludzi wprowadza konflikt zbrojny. Obojętnie, co mu przyświeca i jakim celom ma służyć: cierpią zawsze prości ludzie.

Opowieści z miasta wdów to udany debiut Cañóna. Autor ze swadą snuje opowieści, które pełne są magii i symboli. Nic tu nie jest dosłowne, na każdej stronie czyha niespodzianka. Jedynie koniec tej historii wydał mi się sztampowy i mało oryginalny. I, niestety, bardzo męski. Niestety, bo po tej do bólu kobiecej książce, pełnej prowokacji i łamania zasad, oczekiwałam równie zaskakującego finału.

Ale zdecydowanie warto po Opowieści z miasta wdów sięgnąć i na przyszłość zapamiętać nazwisko autora.

Ocena: 5/6


2 komentarze:

  1. Czytałam i bardzo mi się podobało. Niebanalna książka, do której na pewno kiedyś wrócę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niebanalna to dobre określenie, pasuje do tej książki.
      A co myślisz o zakończeniu? Podobało Ci się?
      Pozdrawiam

      Usuń