niedziela, 21 września 2014

Lawendowy pokój, Nina George

Czasem i mnie się to zdarza: pozwalam się uwieść pięknej okładce i wszechobecnej reklamie oraz (a może przede wszystkim) motywem księgarni/książki obecnym w treści. Tak było i tym razem. Dałam się skusić, książkę przeczytałam, ale zapowiadanych uniesień i odkryć nie doświadczyłam. Lawendowy pokój jest po prostu przeciętny. I tyle.


Główny bohater, czterdziestoletni Jean Perdu jest właścicielem barki zacumowanej w sercu Paryża, na której pokładzie przez lata zgromadził tysiące książek. Księgarnia nosi nazwę Apteka Literacka, a jej wyjątkowość polega na tym, że Jean analizując stan duszy swoich klientów dobiera im odpowiednie tytuły.
Sam jest absolutnie nieszczęśliwy, po tym jak dwadzieścia lat wcześniej bez słowa porzuciła go ukochana. W wyniku mniej lub bardziej prawdopodobnego splotu dziwnych okoliczności ów samotny księgarz odnajduje list, w którym znajduje tragiczne wyjaśnienie odejścia Manon. Poczynione odkrycie zmusza go do działania i tak Jean Perdu, dwa koty i młody pisarz wyruszają w podróż barką na południe Francji. Po drodze poznają kilka interesujących osób, z których każda cierpi na swój sposób. U kresy podróży czekają ich istotne zmiany. Ale samego zakończenia zdradzać nie będę.

Opisy na okładce i czytane przeze mnie recenzje sugerowały, że jest to powieść wyjątkowa. Tymczasem, jak wspomniałam we wstępie, Lawendowy pokój to średniej klasy czytadło, któremu można poświęcić kilka chwil, ale nie wpisywałabym go na listę "must read". Odniosłam wrażenie, że pod przykrywką historii głównego bohatera autorka starała się stworzyć powieść psychologiczną o stracie i złożoności ludzkich uczuć. Niestety kompletnie jej to nie wyszło. Świadczyć może o tym chociażby wyjątkowa skłonność autorki do tworzenia nadętych, skomplikowanych metafor w stylu: "Wszyscy umarli. Wszyscy, z którymi zetknęliśmy się w życiu. Oni są jak rzeki wpadające do oceanu naszej duszy. Jeśli nie będziemy o nich pamiętać ocean wyschnie." (str. 203). Ten kwiecisty styl wywoływał we mnie irytację lub rozbawienie. Zamiłowanie autorki do przesady i uderzania w sentymentalne tony skutecznie zakłócało tok narracji i rozpraszało główny wątek.
Myślę, że tak się dzieje, gdy ambicje pisarza przewyższają jego talent i możliwości.

Ocena: -4/6

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz