piątek, 19 grudnia 2014

Dom tęsknot, Piotr Adamczyk

Dom tęsknot na bank trafi na tegoroczną subiektywną listę top 10. Ma nawet poważne szanse, by dostać się do pierwszej trójki....

Jest to bowiem w moich oczach powieść magiczna, niezwykle osobista i niemalże idealna. I to nie tylko dlatego, że obiektywnie rzecz biorąc jest dobra, ale głównie dlatego, że porusza wątki, które są mi bardzo bliskie.

Pierwszy z nich to główny bohater książki, czyli Wrocław. Polski od 1945, przepełniony był w okresie powojennym historiami i przedmiotami wcześniejszych mieszkańców. Ci nowi przybyli z daleka, niejednokrotnie dźwigając bagaż wojennych traum, czuli się tu obco, niepewnie i nie u siebie. Administracyjny chaos i samowolka, pionierski duch spolszczania miasta i wszechobecne ślady niedawnej obecności wroga oraz niemalże namacalna niepewność jutra – ówczesna atmosfera musiała być z jednej strony straszna, ale z drugiej absolutnie fascynująca.

W tym mieście duchów i socjalistycznych planów dorasta Piotr, jeden z mieszkańców starej kamienicy, która sama w sobie jest kolejną ważną bohaterką powieści. Ten przepełniony tajemnicami poprzednich lokatorów i dziwactwami obecnych mikrokosmos jest sceną dla rozgrywających się dramatów i nudnawej codzienności. Mieszkańcy kamienicy - kolorowa i różnorodna mieszanka charakterów - są dla dorastającego Piotra jak rodzina, w której żadne tajemnice na długo nie pozostaną w ukryciu. I czy chodzi o szczenięcą, ale wielką i zapalczywą miłość Piotrka i Laurki, wynoszone skrycie z piwnicy słoiki ze smalcem, spalonego żywcem sąsiada, czy wreszcie Niemców poszukujących legendarnego kielicha Lutra - każda z tych tajemnic znajdzie w końcu mniej lub bardziej wiarygodne wyjaśnienie.
Ale wróćmy do głównego bohatera i narratora. Jego rodzina jest zaprogramowana na bycie inną: ojciec to były partyzant, prosty rolnik z Wielkopolski, który po wojnie trafił do Wrocławia. Tu poznał swoją przyszłą żonę, Niemkę, która w mieście pozostała i przez wiele lat nie pozwalała ruszać rzeczy pozostawionych w mieszkaniu przez poprzednich właścicieli, rodzinę Freytagów, przekonana, że pewnego dnia Niemcy wrócą do miasta. Tak więc w przestronnym mieszkaniu ze ścian na Piotra zerkał dostojny pan domu, jego małżonka w koronkach i trójka dzieci, na półkach piętrzyły się książki pokryte niezrozumiałymi znakami, a półki i szuflady wypełnione były wszelkiej maści bibelotami. Stopniowo i powoli, tak jak Wrocław stawał się polski, rzeczy po Freytagach trafiały do piwnicy, która przekształcała się w muzeum...
Dzieciństwo Piotra wypełnione polskim patriotyzmem i niemieckimi przysmakami było schizofreniczne: opowieści matki o atlantach nijak się miały do informacji o niemieckich zbrodniach wojennych. Przysyłane przez krewnych z Niemiec, wypełnione słodyczami i płynem do prania, paczki zadawały kłam PRL-owskiej propagandzie głoszącej dobrobyt i wyższość socjalizmu nad zgniłym kapitalistycznym zachodem.

Temat Domu tęsknot jest mi szczególnie bliski, jako, że po wojnie do Wrocławia przyjechała ze swoją mamą i siostrą moja babcia. Część z opisywanych w książce dziecięcych przygód i wnikliwych obserwacji głównego bohatera była z pewnością jej udziałem, gdy jako młoda kobieta próbowała rozpocząć nowe życie w obcym mieście. Ponadto temat polsko-niemieckich relacji przedsatwiony przez autora rzeczowo i obiektywnie, jest "moim" tematem.

Nie sposób przedstawić w kilku zdaniach rozlicznych wątków tej powieści, które powiązane cienkimi nićmi tworzą idealną całość łącząc przeszłość z teraźniejszością. Autor zebrał w książce wiele historycznych informacji, rzetelnie wyjaśniając związki między nimi. Pozwala to czytelnikowi na lepsze zrozumienie tej drugiej strony.

W tej książce podobało mi sie wszystko i dlatego polecam ją z całego serca!

Ocena: 6/6

2 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Bardzo proszę :)
      Miło mi, że Pan do mnie zajrzał.
      Czy możemy liczyć na kolejną powieść?

      Usuń