środa, 17 grudnia 2014

Ziarno prawdy, Zygmunt Miłoszewski

Jest to powieść o niesamowitych właściwościach: skraca odczuwalny czas podróży pociągiem z pięciu godzin, do powiedzmy dwóch. Chwile z nią spędzone mijają błyskawicznie - czy może być lepsza rekomendacja dla kryminału?

Nie będę się za wiele rozpisywać: każdy, kto czytał Miłoszewskiego wie, jaka to przyjemność, a kto jeszcze tego nie uczynił, powinien niebawem to niedopatrzenie nadrobić. Po lekturze Domofonu, Uwikłania i Bezcennego niewątpliwie należę do grona fanek jego soczystego i żywego stylu. Przekonują mnie wymyślane przez niego historie i zdecydowanie podoba mi się sposób, w jaki autor skupia moja uwagę. Oczywiście możnaby wyliczać niedoskonałości i nieścisłości w książce. Ale po co?

Czytelnik dostaje świetnie napisany kryminał z atrakcyjnym bohaterem, ciekawą historią i szybko postępującą akcją.
Jako, że podczas tegorocznych wakacji miałam przyjemność odwiedzić Sandomierz, ba nawet weszłam na stare miasto przez widniejacą na okładce książki bramę, tym przyjemniej przyszło mi zagłębić się zarówno w przeszłość miasta, jak i jego małomiasteczkową teraźniejszość, nawet jeśli jest ona literacką fikcją. Tajemnice z przeszłości, rodzinne powiązania i znajomości od przedszkola, prowincjonalna dwulicowość i obłuda – a wśród tego wszystkiego zmęczony prokurator z Warszawy, który ma niemale problemy z własnym życiem osobistym. No i oczywiście trup. A potem kolejne...
Od lektury trudno się oderwać i po przewróceniu ostatniej strony pojawia się lekki niedosyt i żal, że to już koniec.

Na szczęście przede mną lektura Gniewu. Choć przyznam szczerze, że podobnie jak setki innych czytelników, mam ogromną nadzieję, że autor się złamie i jednak napisze kolejne powieści z prokuratorem Szackim w roli głównej.

Ocena: 5/6
 

2 komentarze:

  1. Jeszcze Miłoszewskiego nie czytałam, ale na pewno to zrobię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli lubisz kryminały, to powinnaś koniecznie!

      Usuń