wtorek, 29 kwietnia 2014

Piękna Maria, Zwierciadło mojej duszy, Oscar Hijuelos

Rok temu przeczytałam pierwszą powieść Hijuelos'a, Mambo Kings śpiewają o miłości i oceniłam ją dość wysoko, bo na piątkę z plusem. Obiecałam sobie wtedy, że gdy tylko natrafi się okazja sięgnę po jej uzupełnienie, jakim jest Piękna Maria, zwierciadło mej duszy. Pomyślałam, że to ciekawy literacki zabieg: w kolejnej książce poznać dokładniej losy postaci tak istotnej dla poprzedniej powieści i dzięki tej nowej perspektywie zyskać pełniejszy obraz opisywanych wydarzeń i lepiej zrozumieć bohaterów.
Kilka dni temu skończyłam lekturę owej książki, która nawiązując do losów braci Castillo przedstawia historię życia Marii, ukochanej młodszego z braci, Nestora. I albo od zeszłego roku zmienił się mój literacki gust, albo ta książka zwyczajnie Hijuelos'owi nie wyszła...

Marię poznajemy jako siedemnastolatkę w momencie, gdy opuszcza rodzinną wioskę i wyrusza do Hawany, aby tam zacząć dorosłe życie. Dziewczyna jest przepiękna i to właśnie jej cudowna twarz i idealne ciało stanowią jej główny i jedyny majątek. Maria nie posiada nic (oprócz kilku monet mających zapewnić jej dach nad głową przez kilka pierwszych dni) i nie nie umie. Wie jednak, że tylko w mieście może znaleźć pracę, która pozwoli jej poprawić swój los. Jako niepiśmienna wieśniaczka bez żadnego doświadczenia nie od razu dostaje pracę i pierwsze tygodnie w stolicy Kuby są dla niej wyjątkowo trudne. Ale potem jakość wszystko zaczyna się układać: Maria dostaje pracę jako tancerka, poznaje mężczyznę, podejmuje naukę czytania.
Pewnego dnia, po kłótni z agresywnym kochankiem kobieta poznaje Nestora. Romantycznego i biednego jak mysz kościelna muzyka, który marzy o lepszym życiu w Ameryce. Młodzi zakochują się w sobie z potężną siłą. Namiętność wypełnia ich dni, szczęście rozsadza od środka. Ale u Marii pojawiają się wątpliwości. Romantyzm Nestora nie jest w stanie wypełnić ciszy, jaka między nimi zapada, gdy nasyceni namiętnością, leżą obok siebie w łóżku lub przechadzają ulicami Hawany. W dodatku pojawia się niepewność: jaką przyszłość może zapewnić jej Castello, bezradny jak mały chłopiec i kompletnie uzależniony od brata? Maria podejmuje decyzję, której będzie żałować przez resztę swojego życia....

Książka została napisana prostym, czasem zbyt prostym językiem. Być może ta prostota miała za zadanie odzwierciedlić zwyczajność życia głównej bohaterki i jej nieskomplikowaną naturę. Jednak dla czytelnika styl ten jest na dłuższą metę nudny i powtarzalny.
Ponadto powieść przepełniona jest seksem i powinno się to wiedzieć sięgając po nią.
Brakowało mi też świeżości i nowych wrażeń, wglądu w nieznany kubański świat, jakie gwarantowała lektura Mambo Kings, mimo iż jej akcja nie toczyła się na samej wyspie, a w środowisku kubańskich emigrantów. Tamta książka tętniła muzyką, wypełniona była nocnym życiem obu braci i niezwykłym klimatem USA lat pięćdziesiątych. Tutaj tego brak. Maria wprawdzie żyje z tańca i dla tańca, ale próżno szukać tej miłości w tekście. Sporo za to obaw, rozterek, tęsknot i przemyśleń głównej bohaterki, z których, niestety, niewiele wynika.
Miałam wrażenie, że to takie odgrzewane kluchy. Kilka nowych faktów i nowa, kobieca, perspektywa rzucona na życie braci Castello, to za mało, by powieść uznać za interesującą. Szkoda, bo potencjał moim zdaniem był spory.

Ocena: -4/6

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Dożywocie, Marta Kisiel

Kto był w Lichotce ten wie i nie trzeba mu powtarzać, a kto nie był niech czym prędzej nadrabia...
Obecnie niełatwo niestety zdobyć za przyzwoitą cenę własny egzemplarz Dożywocia, tym niemniej ci, którym sztuka ta się udała, a książka kurzy się na ich bibliotecznej półce, podpowiadam, by czym prędzej po nią sięgnęli.

Generalnie nie lubię fantastyki i książek tego gatunku unikam. ALE od czego są wyjątki? I to wyjątki gwarantujące poprawę humoru i beztroskie chwile spędzone w towarzystwie Licha, Widma, różowego królika, utopców i ośmiornicy-kucharza. A i jeszcze kota. I człowieka. Chyba tylko dla porządku powołanego przez autorkę do życia.
Konrad, trzydziestoletni niespełniony pisarz z problemami sercowymi, zostaje spadkobiercą starego domu z wieżyczką. Domu położonego na zadupiu, domu nadającego się do natychmiastowego remontu. ALE za to domu z dożywociem. Obładowany bagażami, niczego nieświadomy Konrad pewnego pięknego dnia przekracza próg Lichotki i jego życie zmienia się nie do poznania, a szereg niewytłumaczalnych zdarzeń wywoływanych przez wspomniane wyżej postacie doprowadzi go w niedługim czasie na skraj załamania nerwowego. Oczywiście nie zdradzę, kto z kim, dlaczego i z jakim skutkiem. Czytajcie sami.

Na początku obawiałam się nieco, że specyficzny język, jakim notabene mistrzowsko posługuje się autorka, po jakiś stu stronach zacznie mi działać na nerwy, ale tak się nie stało. Czytałam dalej z nieustającą przyjemnością i rosnącą ciekawością, co też jeszcze się wydarzy. I jedynie pojawienie się pod koniec powieści drzewnej dziewoi wydało mi się lekkim przedobrzeniem. Ale samo zakończenie było zaskakujące i zadowoliło mnie w zupełności. Dożywocie to świetna, lekka i oryginalna (przynajmniej dla mnie, gościa w świecie fantastyki) lektura.
Jak tylko na dworze albo w duszy zrobi się szaro i ponuro sięgnę po Nomen omen.

Ocena: 4+/6

niedziela, 20 kwietnia 2014

Spotkanie autorskie z Agatą Tuszyńską

W TEN wyjątkowy piątek, po spotkaniu z Ingą Iwasiów ruszyliśmy do Berlina na wieczór autorski z Agatą Tuszyńską. Odbył się on w szczególnym miejscu, a mianowicie w polsko-niemieckiej księgarni buch|bund w dzielnicy Neukölln.

Przytłumione światło starych lamp, płomienie świec, stylowe fotele, a przede wszystkim gość wieczoru i jej magnetyczny głos sprawiły, że panująca wokół atmosfera była wyjątkowa. Głównym tematem rozmowy Agaty Tuszyńskiej z prowadzącymi spotkanie właścicielem księgarni Marcinem Piekoszewskim i Lotharem Quinkensteinem tłumaczem literatury polskiej na język niemiecki, była biografia noblisty Isaaca Bashevisa Singera, która ukazała się pod tytułem Singer. Pejzaże pamięci. Rozmowę uzupełniały czytane po niemiecku przez Quinkensteina fragmenty książki oraz osobiste wspomnienia autorki.
W związku z faktem, że biografii (jeszcze) nie czytałam, z dużym zainteresowaniem słuchałam o rodzinie Singera, jego dzieciństwie spędzonym na prowincji na wschodzie Polski, latach młodzieńczych w Warszawie czasu dwudziestolecia, o jego emigracji do Nowego Jorku i życiu w Stanach. Sporą część rozmowy zajmował stosunek pisarza do kobiet i to nie tylko do własnych żon, oraz jego wątpliwa renoma wśród kolegów po piórze. Agata Tuszyńska ma fantastyczny dar opowiadania i to nie tylko gdy posługuje się słowem pisanym. Tembr jej głosu, zaangażowanie i wiedza oraz niewątpliwe poczucie humoru i niezwykła aura działały na słuchaczy jak najprawdziwsza magia. Zasłuchana mogłabym przesiedzieć na niewygodnym plastikowym krzesełku całą noc, chłonąc historie Singera, ale i samej Tuszyńskiej. Jestem niezwykle poruszona i zaszczycona faktem, że miałam okazję posłuchać tak wspaniałej kobiety. Wspomnienia tego wieczoru z pewnością długo będą mi towarzyszyć.

Jeszcze tego samego wieczoru, po powrocie do domu, rozpoczęłam lekturę Rodzinnej historii lęku, której mój własny egzemplarz ozdobiony został wpisem autorki. Obok jej zdjęcie, które niestety wyszło nieostre, ale z wiadomych względów fotografowałam bez lampy.
Na regle, oprócz Historii rodzinnej mam jeszcze dwie książki Tuszyńskiej: Krzywicka. Długie życie gorszycielki oraz Oskarżona: Wiera Gran. Pozostałe zamierzam zdobyć i przeczytać oraz uważnie śledzić dalszą pracę autorki, zwłaszcza, że wiem, kto będzie jej kolejną bohaterką :)
Próbowałam też znaleźć w księgarniach internetowych książki Singera. Ale nadaremnie. Chyba pozostaje mi biblioteka i przeszukiwanie antykwariatów...



wtorek, 15 kwietnia 2014

Spotkanie autorskie z Ingą Iwasiów

Kiedy pod koniec marca pisałam o moich przemyśleniach po lekturze Blogotonów, wyraziłam nadzieję na spotkanie autorki podczas tegorocznych Targów Książki. Nie przypuszczałam wtedy, że to życzenie spełni się dużo szybciej.

W miniony piątek miałam okazję uczestniczyć w rozmowie z panią profesor w Collegium Polonicum w Słubicach. Tematem spotkania były dwie najnowsze książki pisarki Umarł mi oraz Blogotony, z czego większość czasu przeznaczono na rozmowę o tej pierwszej, dla mnie mniej interesującej. Książki nie czytałam, więc nie mogłam brać aktywnego udziału w rozmowie, a poza tym sam jej temat siłą rzeczy jest przygnębiający. Umarł mi Iwasiów napisała krótko po śmierci ojca, w okresie żałoby, jako rodzaj terapii i na wyraźne wewnętrzne żądanie. Jest to książka do bólu osobista i intymna, a jednocześnie porusza temat ostatecznej utraty bliskich, która prędzej, czy później dotknie każdego z nas.
Mimo braku znajomości tekstu ciekawie było posłuchać o tym, jak książka powstawała, o jej terapeutycznej roli oraz tym, że stała się swoistą spuścizną ojca autorki. Iwasiów opowiadała o istocie i potrzebie żałoby, o tym, że dzięki tej konkretnej książce niezwykle dojrzała i stała się dla wielu czytelników partnerką do trudnych rozmów. Przez wiele tygodni po ukazaniu się Umarł mi, autorka dostawała wiele listów i maili, a nawet telefonów od osób, które dzieliły się z nią swoim smutkiem po utracie bliskich.

Po dość długiej rozmowie o Umarł mi, pozostało niestety niewiele czasu na omówienie Blogotonów, czy dyskusję na inne tematy. Iwasiów mówiła o swoim podejściu do blogowania, ale i o kontaktach z wydawnictwami, o potrzebie dotarcia do czytelnika i komunikowania z nim. Na moje pytanie o ważną dla niej książkę wśród niedawno wydanych wymieniła Cesarza wszech chorób. Biografię raka Siddhartha Mukherje. Iwasiów nie rozróżnia czytania w pracy i czytania dla przyjemności, choć w ostatnim czasie, po zakończeniu pracy w jury nagrody Nike i przy mniejszej ilości recenzji pisanych na zamówienie, częściej czyta dla przyjemności, a nie dlatego, że musi. Generalnie ma za mało czasu, nie tylko na czytanie, ale przede wszystkim na pisanie. Mimo to na jesieni możemy się spodziewać kolejnej jej książki, która już od pewnego czasu leży w wydawnictwie. Kolejna, w ramach stypendium, zostanie napisana do końca roku. Jest więc na co czekać :)

























To nie było jedyne spotkanie autorskie tego dnia. Wieczorem miałam przyjemność uczestniczyć w kolejnym. Relacja wkrótce...

sobota, 12 kwietnia 2014

25 książek na 25-lecie – Konkurs Dwójki Polskiego Radia

Natknęłam się w necie na opis ciekawej książkowej akcji zorganizowanej przez Program Drugi Polskiego Radia z okazji 25-lecia wolnej Polski. Wśród zaproponowanych stu tytułów słuchacze w drodze głosowania wybierają do 4 czerwca 25 "kanonicznych dla tego okresu lektur". Na stronie internetowej można znaleźć zasady konkursu, listę książek, a na antenie radia codziennie prezentowany jest kolejny tytuł. Nie doszukałam się niestety informacji kto i wg. jakich zasad poniższą setkę wybrał. 

Jako, że niedawno sama poszukiwałam prawdziwej polskiej powieści
na liście brakuje mi książek: Piaskowa góra, Joanny Bator i Poczet królowych polskich, Marcina Szczygielskiego, nawet jeżeli lista obejmuje tytuły z zakresu literatury pięknej oraz eseistyki literackiej, a nie tylko powieści.

Poniższej na różowo zaznaczyłam tytuły przeczytane, a na zielono czekające na półce. Niewiele tego. Jest co nadrabiać, choć chyba poczekam do rozstrzygnięcia konkursu i skupię się na finałowej 25.

A co Wy czytaliście i szczególnie polecacie? Czego Wam zabrakło?
Zapraszam do dyskusji.


Oto lista książek, na które można głosować:
Jarosław Abramow-Newerly – „Lwy mojego podwórka”
Wojciech Albiński – „Kalahari”
Stanisław Barańczak – „Chirurgiczna precyzja”
Andrzej Bart – „Rien ne va plus”
Marek Bieńczyk – „Melancholia”
Andrzej Bieńkowski – „Ostatni wiejscy muzykanci”
Włodzimierz Bolecki – „Ptasznik z Wilna”
Beata Chomątowska – „Stacja Muranów”
Stefan Chwin – „Hanemann”
Krystyna Czerni – „Nietoperz w świątyni”
Janusz Degler – „Witkacego portret wielokrotny”
Jacek Dehnel – „Lala”
Artur Domosławski – „Kapuściński non-fiction”
Jacek Dukaj – „Lód”
Andrzej Franaszek – „Miłosz”
Jerzy Giedroyc – „Autobiografia na cztery ręce”
Janusz Głowacki – „Z głowy”
Manuela Gretkowska – „My zdies emigranty”
Magdalena Grochowska – „Wytrąceni z milczenia”
Henryk Grynberg – „Uchodźcy ”
Józef Hen – „Mój przyjaciel król”
Zbigniew Herbert – „Elegia na odejście”
Zbigniew Herbert – „Epilog burzy”
Zbigniew Herbert – „Rovigo”
Gustaw Herling-Grudziński – „Dziennik pisany nocą”
Gustaw Herling-Grudziński – „Gorący oddech pustyni”
Paweł Huelle – „Castorp”
Aleksander Jackowski – „Sztuka zwana naiwną”
Wojciech Jagielski – „Modlitwa o deszcz”
Maria Janion – „Do Europy tak, ale z naszymi umarłymi”
Jan Paweł II – „Tryptyk rzymski”
Aleksander Jurewicz – „Lida”
Tymoteusz Karpowicz – „Słoje zadrzewne”
Ryszard Kapuściński – „Imperium”
Ryszard Kapuściński – „Podróże z Herodotem”
Hanna Kirchner – „Nałkowska albo życie pisane”
Leszek Kołakowski – „Moje słuszne poglądy na wszystko”
Tadeusz Konwicki – „Zorze wieczorne”
Joanna Krakowska – „Mikołajska. Teatr i PRL”
Hanna Krall – „Tam już nie ma żadnej rzeki”
Janusz Krasiński – „Na stracenie”
Ryszard Krynicki – „Magnetyczny punkt ”
Wojciech Kuczok – „Gnój”
Antoni Libera – „Madame”
Ewa Lipska – „Ja”
Artur Daniel Liskowacki – „Eine kleine”
Dorota Masłowska – „Paw królowej”
Dorota Masłowska – „Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną”
Piotr Matywiecki – „Twarz Tuwima”
Krzysztof Michalski – „Płomień wieczności”
Krystyna Miłobędzka – „wszystkowiersze”
Czesław Miłosz – „Orfeusz i Eurydyka”
Czesław Miłosz – „To”
Sławomir Mrożek – „Baltazar”
Sławomir Mrożek – „Miłość na Krymie”
Andrzej Mularczyk – „Polskie miłości”
Wiesław Myśliwski – „Traktat o łuskaniu fasoli”
Wiesław Myśliwski – „Widnokrąg”
Marek Nowakowski – „Powidoki”
Włodzimierz Odojewski – „Oksana”
Lidia Ostałowska – „Cygan to Cygan”
Piotr Paziński – „Pensjonat”
Jerzy Pilch – „Drugi dziennik”
Jerzy Pilch – „Pod mocnym aniołem”
Jan Polkowski – „Cień”
Paweł Potoroczyn – „Ludzka rzecz”
Ryszard Przybylski – „Baśń zimowa”
Ryszard Przybylski – „Cień jaskółki”
Marek Radziwon – „Iwaszkiewicz. Pisarz po katastrofie”
Tadeusz Różewicz – „Kartoteka rozrzucona”
Tadeusz Różewicz – „Matka odchodzi”
Tadeusz Różewicz – „Płaskorzeźba”
Tomasz Różycki – „Dwanaście stacji”
Janusz Rudnicki – „Śmierć czeskiego psa”
Eustachy Rylski – „Stankiewicz. Powrót”
Jarosław Marek Rymkiewicz – „Wieszanie”
Joanna Siedlecka – „Czarny ptasior”
Andrzej Sosnowski – „Sezon na Helu”
Filip Springer – „Miedzianka”
Stanisław Srokowski – „Ukraiński kochanek”
Olga Stanisławska – „Rondo de Gaulle’a”
Andrzej Stasiuk – „Dukla”
Joanna Szczęsna, Anna Bikont – „Lawina i kamienie”
Mariusz Szczygieł – „Gottland”
Małgorzata Szejnert – „Czarny ogród”
Janusz Szuber – „Gorzkie prowincje”
Wisława Szymborska – „Chwila”
Wisława Szymborska – „Koniec i początek”
Marcin Świetlicki – „Zimne kraje”
ks. Józef Tischner – „Filozofia po góralsku”
Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki – „Młodzieniec o wzorowych obyczajach”
Wojciech Tochman – „Jakbyś kamień jadła”
Olga Tokarczuk – „Prawiek i inne czasy”
Tomek Tryzna – „Panna Nikt”
Magdalena Tulli – „Sny i kamienie”
Agata Tuszyńska – „Oskarżona: Wiera Gran”
Wojciech Wencel – „Oda na dzień św. Cecylii”
Bronisław Wildstein – „Czas niedokonany”
Michał Witkowski – „Lubiewo”
Krzysztof Varga – „Gulasz z turula”

środa, 9 kwietnia 2014

Kobiety Łazarza, Marina Stepnova

"Lubił poza tym dobre książki, a o ich jakości decydował nie tylko autor i zawartość, lecz także rok wydania. Produkcji poligraficznej powstałej po roku 1917 Lindt z założenia nie uznawał, a moskiewscy bukiniści uwielbiali go i za ten wspaniały snobizm, i za poczucie humoru, i za hojność, i za zdumiewające wyczucie, ale przede wszystkim - za delikatność, z jaką brał do rąk kolejny sfatygowany tom." (str. 67)

Pojawił się w ich życiu bez zapowiedzi, a wraz z jego przybyciem zmieniło się wszystko. Drobny, zabiedzony, głodny, pokryty warstwą brudu, ale z niesamowicie bystrym spojrzeniem. Dla profesora fizyki Czałdanowa był objawieniem: geniuszem i intelektualnym spadkobiercą, partnerem w dyskusjach i najbliższym przyjacielem. Dla jego żony Marusi długo wyczekanym i wymodlonym synem.
Łazarz Lindt.
To wokół jego postaci snują się kobiece figury wykreowane przez Marinę Stepnovą, ich myśli, uczucia, ich całe życie. Na przestrzeni kilku dziesięcioleci, w trudnych warunkach rosyjskiej rzeczywistości czasu międzywojennego, drugiej wojny i lat sojuzu, poznajemy wyjątkowe kobiety, których losy związane są z Moskwą i miastem N. na Syberii. Oraz z mężczyzną, który dla wielu bywał narzędziem, idolem, wyrocznią, a dla związanych z nim kobiet przekleństwem.

Powieść podzielona jest na sześć części. Każda z nich została zatytułowana imieniem osoby, której losy stanowią oś danego rozdziału. Pod koniec powieści te fragmenty układają się w spójną całość i wiele wątków nabiera głębszego sensu. Oprócz stojącego w centrum powieści Łazarza, bohaterkami książki są Jagódka/Lidoczka, Marusia oraz Gałoczka/Galina Pietrowna. Los każdej z nich naznaczony jest bólem i cierpieniem. Ale jest w nich też głęboka nadzieja, radość życia i pragnienie miłości - to prawdziwe uosobienia rosyjskiej duszy.

Nie chcę za dużo pisać, by nie zdradzać nic z treści. Jednocześnie mam wrażenie, że nie jestem w stanie napisać recenzji, na jaką ta powieść zasługuje.
Kobiety Łazarza
zachwyciły mnie absolutnie. Jest to fantastycznie skonstruowana, wielowątkowa powieść napisana pięknym, niemalże poetyckim językiem. Jest mądra życiową mądrością tysięcy rosyjskich kobiet, którym przyszło żyć w nieludzkich warunkach wojny, Syberii, terroru stalinowskiego, a które posiadły właściwą Rosjankom zaradność i umiejętność radzenia sobie w każdej sytuacji. Kobiet, którym Stepnova dała głos. Głos silny, wyrazisty i bardzo ważny. Zdecydowanie warto po tę książkę sięgnąć.

Na koniec cytat, który wspaniale ilustruje talent pisarski i wyjątkowy styl Stepnovej:"Wyrósł w nędzy - nie w uczciwym protestanckim ubóstwie, gdzie urabiają sobie ręce, by zarobić kopiejkę, a przy tym znajdują i odwagę, i czas, by wyszorować do białości podłogę w kuchni i wyczyścić miałem ceglanym tygielek do kawy, lecz właśnie w nędzy - strasznej, brudnej, lepiącej się, beznadziejnej rosyjskiej nędzy, która tak lubi piskliwie utyskiwać na Boga i tak samo piskliwie pokładać w nim nadzieję, wystawiając jakby na pokaz podarte łokcie i tak samo podartą, nikomu nie potrzebną duszę." (str. 227)
Sądzę, że w obliczu aktualnych politycznych wydarzeń za naszą wschodnią granicą, warto pamiętać, że polityka to jedno, a pokrewieństwo słowiańskich dusz i zwykła międzyludzka sympatia to zupełnie co innego....


Ocena: 6/6