wtorek, 23 września 2014

Miejsca dla moli + pamiątki z wakacji

Podczas tegorocznego urlopu celem naszych wojaży był południowy wschód Polski. Począwszy od Bieszczad, przez Rzeszów do wspaniałego Lublina zwiedziliśmy nowe, piękne miejsca. Na trasie podróży nie zabrakło także moich ulubionych instytucji: czyli księgarnio-kawiarni. Tego lata odkryliśmy dwa takie wyjątkowe miejsca.

Pierwsze z nich to Szkoła życia w Zamościu. Fantastyczne cappuccino, piękne wnętrze, miła obsługa oraz wyszukane przez właścicieli tytuły - tak można w skrócie przedstawić ofertę tego szczególnego miejsca mieszczącego się w starej kamienicy w pobliży zamojskiej synagogi. Księgarnia swoją działalność rozpoczęła stosunkowo niedawno, bo w maju bieżącego roku. "Dla Sławomira Bartnika, współtwórcy „Szkoły Życia”, znanego zamojskiego księgarza, miłośnika i znawcy Leśmiana przewodnikiem po tym wnętrzu jest właśnie Leśmian. (...) Sam Leśmian tu i ówdzie – siedzi na parapecie lub, w innym miejscu, stoi przy ścianie obok wejścia. Na półkach i regałach książki i artykuły potrzeb okazjonalnych. Również kawiarniane menu nawiązuje do twórczości poety – „deser znużonego notariusza”, „napój cienisty”, „przysmaki kuszące usta i oczy”, „wostok”, „Fritz cola” i „kawa piła”. Kelner o nienagannym wyglądzie oferuje nam świeżo wyciskane soki oraz inne przysmaki. Wszystko o smaku leśmianowskim." źródło cytatu
Szkoła życia, Zamość


Te dwie książki trafiły ze Szkoły życia prosto na moją półkę:

- Wojna książek. Biblioteka i historia literatury; Jan Tomkowski

- Życie towarzyskie w XIX wieku. Salony, bale, teatry; Agnieszka Lisak









Z kolei odwiedzający Lublin, a konkretnie lubelskie stare miasto, koniecznie powinni zajść na ulicę Rybną i wypić kawę bądź herbatę w Między słowami. Lokal składa się z kilku pokoi zastawionych regałami wypełnionymi po brzegi książkami. Można zapaść się w wygodnym fotelu i przeglądać, czytać i wybierać.

Między słowami, Lublin
























Tym razem wybrałam książki wydawnictwa Krytyka Polityczna.

- Jak odebrałem dzieci Terlikowskiemu; Jaś Kapela

- Matka feministka; Agnieszka Graff

- Imigracje, Kaja Malanowska














Zwiedziliśmy między innymi niezwykle ciekawy skansen w Sanoku. Tam, w muzealnym sklepie zaopatrzyłam się w bieszczadzką literaturę fachową.

- Zaginiony świat bieszczadzkiego kresu, Andrzej Potocki

- Czar Bieszczadów, Wojomir Wojciechowski

- Przystanek Bieszczady, Andrzej Potocki




W podróży natrafiliśmy też na książkowe wyprzedaże, którym nie mogłam się oprzeć.

W rzeszowskim empiku upolowałam:
- Błękitne przestrzenie, Tony Horwitz

- Ocalił mnie kowal, Izabela Czajka Stachowicz

- Dubo..., Dubon..., Dubonnet, Izabela Czajka Stachowicz

Z kolei w Kazimierzu Dolnym znaleźliśmy dwa namioty z tanią książką. Każdy z tych pięknie wydanych tomów kosztował 10 zł....

- Rien ne va plus, Andrzej Bart

- Moja klasyczna paranoja, Steffen Möller

- Nowolipie. Najpiękniejsze lata, Józef Hen

- Krakowska żałoba, Monika Piątkowska











Dwie książki dostałam w prezencie od cioci. Po ożywionej dyskusji o Singerze i jego twórczości przeszukałyśmy ciociny regał i otrzymałam Krótki piątek i Miłość i wygnanie.

niedziela, 21 września 2014

Lawendowy pokój, Nina George

Czasem i mnie się to zdarza: pozwalam się uwieść pięknej okładce i wszechobecnej reklamie oraz (a może przede wszystkim) motywem księgarni/książki obecnym w treści. Tak było i tym razem. Dałam się skusić, książkę przeczytałam, ale zapowiadanych uniesień i odkryć nie doświadczyłam. Lawendowy pokój jest po prostu przeciętny. I tyle.


Główny bohater, czterdziestoletni Jean Perdu jest właścicielem barki zacumowanej w sercu Paryża, na której pokładzie przez lata zgromadził tysiące książek. Księgarnia nosi nazwę Apteka Literacka, a jej wyjątkowość polega na tym, że Jean analizując stan duszy swoich klientów dobiera im odpowiednie tytuły.
Sam jest absolutnie nieszczęśliwy, po tym jak dwadzieścia lat wcześniej bez słowa porzuciła go ukochana. W wyniku mniej lub bardziej prawdopodobnego splotu dziwnych okoliczności ów samotny księgarz odnajduje list, w którym znajduje tragiczne wyjaśnienie odejścia Manon. Poczynione odkrycie zmusza go do działania i tak Jean Perdu, dwa koty i młody pisarz wyruszają w podróż barką na południe Francji. Po drodze poznają kilka interesujących osób, z których każda cierpi na swój sposób. U kresy podróży czekają ich istotne zmiany. Ale samego zakończenia zdradzać nie będę.

Opisy na okładce i czytane przeze mnie recenzje sugerowały, że jest to powieść wyjątkowa. Tymczasem, jak wspomniałam we wstępie, Lawendowy pokój to średniej klasy czytadło, któremu można poświęcić kilka chwil, ale nie wpisywałabym go na listę "must read". Odniosłam wrażenie, że pod przykrywką historii głównego bohatera autorka starała się stworzyć powieść psychologiczną o stracie i złożoności ludzkich uczuć. Niestety kompletnie jej to nie wyszło. Świadczyć może o tym chociażby wyjątkowa skłonność autorki do tworzenia nadętych, skomplikowanych metafor w stylu: "Wszyscy umarli. Wszyscy, z którymi zetknęliśmy się w życiu. Oni są jak rzeki wpadające do oceanu naszej duszy. Jeśli nie będziemy o nich pamiętać ocean wyschnie." (str. 203). Ten kwiecisty styl wywoływał we mnie irytację lub rozbawienie. Zamiłowanie autorki do przesady i uderzania w sentymentalne tony skutecznie zakłócało tok narracji i rozpraszało główny wątek.
Myślę, że tak się dzieje, gdy ambicje pisarza przewyższają jego talent i możliwości.

Ocena: -4/6

piątek, 12 września 2014

Dom w Fezie, Suzanna Clarke

Takich historii jest na naszym rynku wydawniczym sporo: piękny, choć "do remontu" dom na drugim końcu świata stanowi dla nowych właścicieli spełnienie marzeń. Na miejscu okazuje się, że ogrom koniecznych prac budowlanych znacznie przekracza zaplanowany budżet, że znajomość języka i obyczajowości nowej ojczyzny byłaby całkiem przydatna w codziennym życiu, a w ogóle to w obcym kraju wszystko wygląda inaczej, niż on/ona sobie wyobrażali...

W tych barwnych historiach zmieniają się jedynie imiona głównych bohaterów oraz miejsca na mapie świata, które wybrali – czasem po latach przemyśleń, częściej pod wpływem impulsu - na swoje nowe małe ojczyzny. Natomiast schemat zawsze jest podobny, a co za tym idzie, mało w tego typu książkach zaskoczeń i nieoczekiwanych zwrotów akcji, sporo za to informacji o danym kraju, różnicach kulturowych i problemach z przedstawicielami branży budowlanej, które zdają się być podobne na całym świecie.

Opowieść Suzanny Clark świetnie się w ten literacki nurt wpisuje. Miejscem akcji jest tym razem Maroko, a konkretnie tytułowy Fez, do którego mieszkająca w Australii autorka sprowadza się wraz z mężem. Choć w sumie należałoby powiedzieć, że tylko w połowie się sprowadza: zgodnie z pierwotnym planem małżonkowie chcą sześć miesięcy spędzać naprzemiennie w Australii i w Maroku. Poszukiwania, kupno, a następnie ciągnący się miesiącami remont pięknego, kilkusetletniego riadu, położonego w feskiej medinie to główne tematy książki.
Co więc wyróżnia ją od innych tego typu pozycji? Świetny lekki, ale nie za lekki, język, który sprawia, że książkę czyta się niezwykle szybko. Garść porządnie sprawdzonych i starannie wyszukanych informacji o historii i kulturze Maroka oraz o islamie. Oraz piękne zdjęcia wyremontowanych wnętrz riadu oraz marokańskich pracowników i przyjaciół Suzanny.
I nawet jeśli kilka razy zdarzyło mi się fuknąć z poirytowania naiwnością autorki lub jej baaaaardzo zachodnim podejściem to życia, to książkę i tak polecam. Egzotyczny klimat Maroka i jego gorące słońce to wspaniałe elementy jesiennej lektury.

Ocena: 4+/6

czwartek, 11 września 2014

Rodzinna historia lęku, Agata Tuszyńska

Lekturę Rodzinnej historii lęku rozpoczęłam parę miesięcy temu, będąc pod ogromnym wrażeniem osobowości pisarki, którą miałam okazję poznać podczas wieczoru autorskiego.

Brałam książkę do ręki, czytałam parę stron i ... odkładałam na kilkanaście dni. Czekałam na odpowiedni moment, by zagłębić się w niełatwą tematykę i momentami niezwykle bolesne zwierzenia autorki, które trafiają do czytelnika o tyle bezpośrednio, że napisane zostały prostym, pięknym językiem przywodzącym na myśl pamiętnik albo listy do przyjaciółki.
Liczne osobiste komentarze autorki sprawiają, że czytelnik głębiej wnika w tekst, traci dystans. I zaczyna myśleć. Tuszyńska zadaje niewygodne pytania, snuje domysły i rozważania, których pointa nie zawsze jest wygodna dla odbiorcy jej tekstu. Członkowie rodziny autorki przestają być dla czytelnika obcy, a spotykające ich tragedie dotykają go głębiej, niż gdyby miał do czynienia z tradycyjnie napisanym, bezosobowym tekstem biografii. Każdy rozdział opatrzony jest przynajmniej jednym zdjęciem: często widnieje na nim bohaterka lub bohater danego rozdziału. Większość fotografii pochodzi z archiwum autorki.

Agata Tuszyńska w wieku dziewiętnastu lat dowiedziała się od matki, iż ta jest Żydówką. Kompletnie nie wiedziała, co z tym faktem zrobić, więc po prostu ignorowała go przez kilka lat. A potem zaczęła szukać. Własnych korzeni, śladów po nieobecnych oraz swojej tożsamości. Nie było to łatwe w kraju z tak pogmatwaną polsko-żydowską historią, gdzie przykłady bohaterstwa i bezinteresownej pomocy przeplatają się ze zdradą i donosicielstwem. A na końcu napisała książkę. Najważniejszą, w jej dorobku, bo autobiograficzną.
Autorka opisała zarówno żydowską rodzinę matki, jak i robotniczą, pochodzącą z Łodzi polską rodzinę ojca, Bogdana Tuszyńskiego, znanego sprawozdawcy radiowego. Jej własne wspomnienia przeplatają się z opowieściami innych członków rodziny oraz informacjami zdobytymi podczas żmudnych i nie zawsze łatwych poszukiwań w bibliotekach i archiwach.

Jest to książka mądra i ważna. Szczerze polecam.

Ocena: 6/6