czwartek, 27 listopada 2014

Bieszczady w PRL-u, Krzysztof Potaczała

Książka Krzysztofa Potaczały to gratka nie tylko dla miłośników Bieszczad. Jej wyjątkowa wartość polega przede wszystkim na szczegółowym opisaniu przez autora kilkudziesięciu aspektów historii tego regionu Polski. Pozycja ta dostarcza szeregu interesujących informacji o ludziach, którzy ten dziki, trudny do zdobycia region oswoili ciężką pracą: o góralach z Zakopanego, przesiedleńcach, więźniach, aparatczykach, żołnierzach, myśliwych, kierowcach, kucharkach... Dzięki nim powstały m.in. obwodnica bieszczadzka oraz całe wioski, do których obecnie przez cały rok ściągają turyści. Opisany w książce świat, to świat męski, surowy, zasypany śniegiem, w którym królują wilki i niedźwiedzie :)

Przedstawione przez autora wydarzenia rozgrywały się w okresie od końca lat pięćdziesiątych, kiedy to ostatecznie ustalono przebieg południowo-wschodniej granicy Polski i rozpoczęto zasiedlanie i "cywilizowanie" Bieszczad, aż po lata osiemdziesiąte, kiedy dotarły tu protesty robotników. Książka składa się z dwudziestu jeden rozdziałów, z których każdy skupia się na innym temacie. Sięgając po tę książkę nie należy oczekiwać chronologicznej kroniki regionu. Autor we wstępie wyjaśnia: "To tylko garść spisanych wydarzeń, ale mam głębokie poczucie, że ważnych dla Bieszczadów, ukazujących je z różnych perspektyw; garść opowieści o ludziach pochodzących z odmiennych światów - od chłopów i robotników, po inżynierów i prominentów - lecz połączonych wspólnym losem. Wszyscy oni zapisali się w historii. [...] Jest to opowieść o zdobywaniu gór." 
Zawarte w tekście informacje Potaczała czerpał nie tylko z archiwów, bibliotek i starych dokumentów, ale głównie z rozmów z uczestnikami opisywanych wydarzeń. Ich osobiste, często bardzo subiektywne wspomnienia, nadały całości autentycznego bieszczadzkiego kolorytu i dostarczyły czytelnikowi informacji, których próżno szukać w innych książkach. Liczne czarno-białe fotografie stanowią doskonałe uzupełnienie tekstu, szczególnie istotne dla współczesnego czytelnika.

Najbardziej zaciekawiły mnie rozdziały o przyjaźni polsko-radzieckiej wyrażanej za pomocą organizowanych przez władze wieców i jarmarków, o absurdalnej akcji zmiany nazw tutejszych miejscowości przeprowadzonej w latach siedemdziesiątych oraz o filmowcach, dla których Bieszczady stanowiły wspaniałe filmowe kulisy.
Ponadto książka pozwala uzmysłowić sobie w jak ciężkich warunkach powstawała bieszczadzka infrastruktura, jak funkcjonował peerelowski system, jaką władzę nad człowiekiem ma natura w nieskalanej formie oraz jak pogmatwana historia wiąże się z tym regionem.

Nie mam uwag, jeśli chodzi o merytoryczną stronę tej pozycji. Dowiedziałam się z niej więcej, niż mogłam przypuszczać. Nie podobał mi się za to język autora ocierający się o naukowy. Chwilami tekst stawał się przez to po prostu nudny, a opisywane historie traciły pazur. Sporo w książce powtórzeń i niezwykle szczegółowych danych osobowych poszczególnych postaci, które utrudniają czytelnikowi odbiór tekstu.
Mimo to z zainteresowaniem sięgnę za jakiś czas po drugi tom, a miłośnikom Bieszczad i/lub historii serdecznie polecam.

Ocena: -5 / 6

środa, 26 listopada 2014

Spotkanie autorskie z Ignacym Karpowiczem

Kilkanaście dni temu miałam okazję uczestniczyć w spotkaniu z autorem, którego dwie książki w mijającym roku wzbudziły spore zainteresowanie zarówno wśród czytelników, jak i krytyki. Mam na myśli Ignacego Karpowicza i tytuły „Ości” oraz „Sońka”, przy czym zdecydowanie większa część rozmowy skupiała się właśnie na tej drugiej. Sprawiło to, że nie mogłam niestety wziąć aktywnego udziału w dyskusji, gdyż lektura jeszcze przede mną. Mimo to spotkanie było bardzo udane, jak z resztą każde tego rodzaju wydarzenie. W swobodnej rozmowie autor dał się poznać jako niezwykle ciepły i refleksyjny człowiek, ceniący spokój i naturę.

Pierwsze zdjęcie (robione bez lampy, bo nie miałam odwagi...) przedstawia autora czytającego fragmenty "Sońki". Bardzo lubię te momenty spotkań, kiedy pisarze czytają swoje książki.


Jak już wspomniałam głównym tematem rozmowy była "Sońka", najkrótsza i najbardziej osobista z książek autora. W rozmowie Karpowicz wyznał, że pomysł opowieści zrodził się w jego głowie, gdy usłyszał od wujka jedno zdanie: "U nas we wsi była taka jedna Sonia...". Autor nie miał odwagi poprosić owej kobiety o rozmowę i dopiero po jej śmierci napisał swoją, literacką, wersję wydarzeń. Do spotkania rozpoczynającego książkę nigdy nie doszło.

Siłą rzeczy rozmowa prowadzących z autorem dotyczyła pojmowania i odbierania historii, jej funkcji jako narzędzia mainstreamowego. Pojawiło się pytanie o to, czy w ogóle możliwe jest oddanie czyichś doświadczeń wojennych w sztuce, w tym wypadku w literaturze, jeśli samemu nigdy się tego nie przeżyło.
Na przykładzie wspólnoty, w której mieszkała Sońka, dyskutowano na temat tożsamości oraz identyfikacji jednostki ze wspólnotą, która trafia w wiry okrutnej wojny i nie wie, dlaczego tak się stało i za co przyszło jej cierpieć. Generalnie dla mieszkańców nie miało znaczenia, czy napadają na nich partyzanci, Niemcy czy Rosjanie - każdy atak przynosił cierpienie i strach.

Równie interesujący jest język Sońki, który zawiera elementy białoruskiego i niemieckiego. Jest to prywatny, miłosny język tytułowej bohaterki, którym posługuje się by opisać wspomnienia. To jej sposób na obchodzenie się z wojną. Tym językiem mówili dziadkowie Karpowicza.
Także tzw. "cudowność ludowa", czyli połączenie religii z czarami, właściwa dla wschodniego rejonu Polski, to właściwość, którą poznał dzięki babci, która była tzw. szeptuchą.
Karpowicz wyznał, że "lepiej mu się pracuje na kobietach" ;) Co miało oznaczać, że chętniej tworzy w swoich powieściach postacie kobiece, które wydają mu się ciekawsze od mężczyzn.

Zdaniem autora każda osoba pisząca siłą rzeczy czerpie z otaczającego ją świata i przepuszcza dane treści przez siebie. W związku z tym nawet powieść science fiction zawiera elementy autobiograficzne.
Na zakończenie padło pytanie o adaptację "Soński" na sztukę teatralną, której Karpowicz podjął się osobiście. Przyznał, że było to ciekawe, pouczające doświadczenie, które zmusza autora do myślenia o wielu rzeczach, które podczas pisania powieści są nieistotne. To ogranicza. Ponadto autor traci kontrolę nad efektem swojej pracy, gdyż w przygotowanie sztuki zaangażowanych jest wiele osób.

Na koniec autor podpisuje moje własne "Ości":



wtorek, 11 listopada 2014

Mapa, T.S. Learner

Ta książka nie zadowoli każdego. Ta prawie siedmiuset stronicowa cegła wymaga od czytelnika cierpliwości i zainteresowania historią. Bez tego może być ciężko z rozkoszowaniem się lekturą.

To, co w książce szczególnie mnie zachwyciło, to trafnie uchwycony, niezwykle fascynujący obraz Europy Zachodniej na początku lat pięćdziesiątych: zrujnowane miasta, śmierć Stalina i świat na progu zimnej wojny. Wśród tego główny bohater: pozornie nudnawy profesor historii, naukowiec o osobliwych zainteresowaniach. W rzeczywistości doświadczony żołnierz, wyszkolony zabójca - słowem mężczyzna, który często wpada w kłopoty. August Winthrop, bo o nim mowa, staje się właścicielem starej księgi zawierającej tajemnicę. Aby ją odkryć i spełnić obietnicę daną umierającemu przyjacielowi Winthrop wyrusza w niebezpieczną podróż po ogarniętej powojennym chaosem i szpiegowską paranoją Europie. Jego pierwszy cel, to ukryta pośród gór starożytna wioska w Hiszpanii, w kraju pogrążonym w terrorze frankowskiego reżimu. Tam poznaje niezwykłą kobietę Izarrę, która decyduje się dołączyć do niego w niebezpiecznej misji. Odkrywając kolejne tajemnice księgi podążają do Francji, a potem dalej do Niemiec. Ścigani przez płatnych zabójców i tropieni przez amerykańskiego agenta, który bynajmniej nie dba o bezpieczeństwo kraju, a jednie o realizację własnych planów i zaspokojenie egoistycznych pragnień, toczą walkę z czasem i duchami z przeszłości.

Jednocześnie autor opowiada historię autora księgi Żyda Shimona Mendiluze, spalonego na stosie w londyńskim Tower w 1646 roku oraz jego żony.

Mapa to całkiem przyzwoita powieść przygodowa z elementami historycznych zagadek, thrillera szpiegowskiego i romansu. Czyta się szybko i z przyjemnością. Będzie świetną towarzyszką na długie zimowe wieczory :)

Ocena: 4+/6

niedziela, 2 listopada 2014

5 urodziny bloga = książki dla Was!

Tyle się wokół mnie dzieje w realnym świecie, że zapomniałam o urodzinach bloga, które były 21 października. Ale co się odwlecze....
Stało się to już piękną świecką tradycją, że z okazji blogowych urodzin rozdaję książki zaglądającym tu czytelnikom. W tym roku mam dla Was trzy tytuły.



Do rozdania widoczne na zdjęciu, raz czytane:

- Lawendowy pokój, Nina George

- Sekrety róż, Elizabeth Camden

- Pistacja w krainie Smoków, Małgorzta Błońska i Adrian Chimiak


Chętnych proszę o zostawienie komentarza i podanie preferowanego tytułu. Na zgłoszenia czekam do niedzieli wieczór, 9 listopada. Wtedy wylosuję nowych właścicieli książek ;)








 ------------------------------------------------------------
Edit:
Z lekkim opóźnieniem, ale oto są, nowe właścicielki książek:
- Kaś: "Sekrety róż"
- Iza: "Pistacja w Krainie Smoków"
- Beata Szy: "Lawendowy pokój"
Gratuluję i proszę o adresy do wysyłki na maila.