czwartek, 31 grudnia 2015

Książkowe podsumowanie 2015

Uwielbiam koniec grudnia, kiedy na blogach pojawiają się wszelkiego rodzaju podsumowania i listy najlepszych książek, jakie przeczytaliście w mijającym roku. To dla mnie zawsze świetna okazja do zanotowania kolejnych tytułów i czynienia planów czytelniczych na nadchodzący rok.

A jak było u mnie w 2015?

W sumie świetnie.
Przeczytałam dokładnie 40 książek, czyli tyle, ile chciałam przeczytać snując plany rok temu. Na 2016 podnoszę więc poprzeczkę na 45 tytułów. 15 książek zostało napisanych przez polskich autorów. Zdecydowana większość z nich była co najmniej dobra lub bardzo dobra. Jedynie dwie okazały się bardzo słabe.

Ponadto wytrzymałam w swoim postanowieniu i ani razu nie odwiedziłam biblioteki. Przez cały rok czytałam tylko i wyłącznie własne książki, oraz 3 pożyczone od rodziny i znajomych. Mimo to pozycji na regale nie ubyło. Liczne nowości w połączeniu z rabatami i odwiedzinami w księgarniach zaowocowały kilkudziesięcioma nowymi pozycjami. W przyszłym roku nadal chcę czytać swoje, więc z ciężkim sercem skazuję się na kontynuację rozstania z biblioteką.
Ponadto w październiku dokonałam inwentaryzacji regału i wiem już, że posiadam ok. 550 książek.

Rok 2015 rozpoczęłam podejmując wyzwanie "12 książek na 2015 rok". Udało mi się przeczytać 8 wybranych książek, dziewiątą czytam. Niestety autorka wyzwania zniknęła z blogosfery jakoś na wiosnę i trudno było mi się zmotywować do udziału w zabawie, której nie ma. Wyzwania nie ukończyłam.
Na 2016 nie zaplanowałam żadnego wyzwania - nie znalazłam dotychczas nic ciekawego. A jak jest u Was? Wyzywacie się ? :)

A oto już moja subiektywna lista TOP 10 za 2015 rok: W 2015 roku miałam okazję przeczytać:

1. Między nami, Chris Cleave
2. Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta, David Mitchell
3. Trafny wybór, J.K. Rowling

4. Lalka, Bolesław Prus
5. Brick Lane, Monica Ali
6. Dotyk, Alexi Zentner
7. Dziewczyny z Portofino, Grażyna Plebanek 
8. Czas czerwonych gór, Petra Hůlová
9. Mr. Pebble i Gruda, Mariusz Ziomecki
10. Tajemnica Domu Helclów, Maryla Szymiczkowa




Życzę nam wszystkim, by rok 2016 był lepszy od poprzedniego, abyśmy byli zdrowi i mieli dużo czasu na czytanie dobrych książek!

środa, 30 grudnia 2015

Tajemnica domu Helclów, Maryla Szymiczkowa

Okazuje się, że ostatnią przeczytaną przeze mnie w 2015 roku książką była Tajemnica domu Helclów autorstwa Jacka Dehnela i Piotra Tarczyńskiego. I przyznaję, że było to zakończenie bardzo przyjemne.

Powieść przenosi czytelnika do Krakowa pod koniec XIX wieku. Główna bohaterka, obdarzona niezwykłymi ambicjami profesorowa Szczupaczyńska, zostaje samozwańczą panią detektyw. Jest to dla niej wyjątkowa szansa urozmaicenia codziennego życia, które dotychczas upływało na nadzorowaniu służącej oraz planowaniu posiłków i kariery męża - profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Tajemnicze zniknięcie jednej z pensjonariuszek domu opieki dla osób starszych, a potem śmierć kolejnej, stanowią dla profesorowej niebywałe wyzwanie. Używając własnej inteligencji i przenikliwości oraz, nie ma co ukrywać, talentu do intryg i manipulacji, Szczupaczyńska doprowadza spawę do szczęśliwego, iście hollywoodzkiego finału. Pozostaje mieć nadzieję, że niebawem w jej otoczeniu pojawią się kolejne zwłoki...

Wątek kryminalny, mimo iż jest głównym motywem powieści, nie jest wcale w książce najważniejszy. O wiele istotniejsze jest opisane w najdrobniejszym szczególe życie w ówczesnym Krakowie. Ze wszystkimi przywarami i specyficznymi przyzwyczajeniami bohaterów Tajemnica domu Helclów to pean na cześć miasta Krakowa. Dzięwiętnastowieczny język, przepełniony ówczesnymi pojęciami, które czasami bywają niezrozumiałe, dodatkowo podkreśla niezwykłość książki.
A jednak czegoś mi w niej zabrakło. Czegoś, co sprawiło, że Lala to było absolutne WOW!, a Tajemnica jest po prostu dobrą lekturą.
Polecam i czekam na kolejne części, bo nie wątpię, że będą :)

Ocena: 5/6

Ostatnia arystokratka, Evžen Boček


Ostatnia arystokratka to zabawnie opowiedziana historia trzyosobowej rodziny Kostków, która w latach dziewięćdziesiątych przeprowadziła się z USA na czeską prowincję. Nastąpiło to po tym, jak ojciec rodziny otrzymał informację o zwrocie rodzinnego zamku przez pańswto czeskie. Nie zwlekając długo, z perspektywą znacznego awansu społecznego, rodzina postanawia objąć we władanie rodzinne włości.

Tytułowa arystokratka to dziewiętnastoletnia Maria Kostka, narratorka powieści. Z olbrzymią ilością autorironii i zdrowego sceptycyzmu opisuje podróż rodziny do Czech oraz pierwsze tygodnie na nowym terytorium. Próby okiełznania trójki pracowników, przekazanych Kostkom razem z zamkiem, oraz plany rozwoju posiadłości to główne zajęcia nowych właścicieli barwnie opisane przez Marię.

Jest to książka, która z pewnością zyska uznanie młodszych czytelników. Ja przy okazji tej powieści poraz kolejny się przekonałam, że czytając pełne zachwytów recenzje na blogach, dokładniej powinnam sprawdzać wiek ich autorów oraz po jakie książki zazwyczaj sięgają. W tym przypadku raczej nie mieszczę się już w grupie wiekowej, do której skierowana jest powieść. Dla mnie Ostatnia arystokratka jest ok, ale daleka jestem od zachwytów.

Ocena: 4/6

piątek, 25 grudnia 2015

Trafny wybór, J. K. Rowling

Należę do osób, które nie przeczytały ani jednej części przygód Harry'ego Pottera i nie obejrzały żadnej ekranizacji tych powieści. Zawsze uważałam, że to nie moja bajka. Mimo to byłam bardzo ciekawa fenomenu J.K. Rowling i jej twórczości. Jak tylko usłyszałam, że autorka napisała powieść skierowaną do dorosłego czytelnika, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. I była to decyzja nad wyraz słuszna. Trafny wybór okazał się bardzo wciągającą, choć momentami bolesną lekturą.

Barry Fairbrother umarł. To wydarzenie wywarło ogromny wpływ na całą społeczność Pagford, której Barry był bardzo poważanym członkiem. Pozostało po nim m.in. czworo dzieci, osierocona dziewczęca drużyna wioślarska oraz wolne miejsce w radzie gminy, o które rozpoczyna się zacięta walka wśród mieszkańców.
Rowling stworzyła całą plejadę barwnych bohaterów. Ich występki i grzeszki, a czasem poważne przestępstwa, których się dopuszczają, nie pozostaną w ukryciu. Na stronie internetowej rady pojawiają się mianowicie krótkie notki zawierające pikantne informacje na temat kandydatów do rady. Posty te umieszczane są pod nickiem Duch_Barry’ego_Fairbrothera, co dodatkowo potęguje nerwowość mieszkańców.

Opisana sytuacja stanowi dla autorki pretekst do przyjrzenia się brytyjskiemu społeczeństwu. A obraz, jaki się z tej analizy wyłania, bynamniej nie jest pozytywny. Można go porównać do kiczowatego pejzażu, na którym na pierwszy rzut oka wszystko jest w idealnym porządku. Gdy spojrzeć nań ponownie, okazuje się, że pod warstewką kolorowej farby kryje się bród i szarość. Typowa prowincjonalna gra pozorów, fałsz i głęboka niechęć do obcych, a wszystko pod przykrywką szerokich uśmiechów i przesadnej serdeczności – oto atmosfera panująca w Pagford, w którym nic nie jest takie, jak się z pozoru wydaje.

Odnalazłam także odrobinę Harry’ego Pottera w powieści: sporą grupę bohaterów stanowią mianowicie nastoletnie dzieci członków rady i ich znajomych. Ich świat, czyli nastoletnie problemy i bunt wobec dorosłych, jest przeciwieństwam świata dorosłych: tu liczy się autentyczność i prawda. Ale tylko do czasu. Kiedy życie okazuje się zbyt prawdziwe, zbuntowani młodzieńcy są zmuszeni do szukania pomocy i wsparcia u rodziców. Obarczona zbyt wielką odpowiedzialnością nastolatka przez swoje zagubienie i potrzebę czułości doprowadza do tragedii. I tak mamy z jednej strony egoistycznych dorosłych, którzy za wszelka cenę chcą być poważani, szanowani i uznawani za wartościowych członków społeczności. Z drugiej strony stoją tak samo samolubne, niedojrzałe i pełne złości nastolatki, które nienawidzą obłudy dorosłych i za wszelką cenę chcą się od niej odciąć. Jedni i drudzy są przy tym bardzo niepewni i pełni kompleksów. Ustawiczny brak wiary we własne siły i orgomna potrzeba akceptacji są dla wielu motorem do działania.

W swojej książce Rowling porusza bardzo wiele problemów społecznych. Przemoc domowa, patologia, uzależnienie od narkotyków, pozbawione opieki dzieci, to tylko niektóre z tematów pojawiających się w powieści. Niejednokrotnie okazuje się, że egoizm jednych prowadzi do tragedii innych, a głoszone przez poważanych mieszkańców morały nie znajdują odzwierciedlenia w ich czynach.

Trafny wybór czyta się błyskawicznie. Sporo tu zabawnych scen, ironicznych komentaczy i czarnego humoru. Jednak przede wszystkim jest to powieść o ludzkich słabościach i dramatach, jakie się z tych słabości rodzą.

Powieść z pewnością jest warta uwagi. I mimo, że nie wbiła mnie w fotel, zaliczam ją do grona najlepszych książek mijającego roku. Polecam!

Ocena: 5+/6

środa, 23 grudnia 2015

Pocałunek fauna, Iwona Banach

Iwona Banach napisała niewielkich rozmiarów powieść, której czytanie niestety nie należy do przyjemności.

Główna bohaterka, Wanda, otrzymuje telefon z przeszłości i decyduje się po dwudziestu latach powrócić do rodzinnego miasta. W długiej podróży z Kanady na Dolny Śląsk towarzyszy jej partner życiowy Bernard.
Na miejscu kobieta spotyka dawnych przyjaciół. Wspólnie wyjaśniają okoliczności dramatycznych wydarzeń, których uczestnikami byli w młodości. Z każdą kolejną stroną dowiadujemy się nowych faktów z życia Wandy, a ilość złych rzeczy, która spotkała ją w życiu jest odwrotnie proporcjonalna do jakości tekstu, jaki zaserwowała nam autorka: im więcej o Wandzie wiemy, tym gorsze wrażenie robi na nas powieść.

Autorka próbowała stworzyć coś, na co niestety zabrakło jej warsztatu i zdolności: ambitną powieść z przesłaniem. Domyślam się, że to właśnie z tego powodu zdecydowała się podzielić swój tekst na krótkie fragmenty, z których każdy opowiada inny wątek – w zamyśle jak puzzle, które pod koniec ułożą się w całość. Pod warunkiem, że czytelnik dobrnie do końca. Narracja prowadzona na wielu płaszczyznach czasowych, przedstawiająca co rusz inne postacie nie ułatwia lektury. Ponadto między strzępami historii o Wandzie i jej przyjaciołach, pojawiają się fragmenty historii wcześniejszych mieszkańców miasta, czyli Niemców. Historie bolesne i tragiczne. Jednak powiązań między nimi oraz, jak się domyślam, a Bernardem, który jest Niemcem, nie potrafiłam rozwikłać.

Tytułowy faun, czyli rozbita na małe kawałki figurka ukradziona z cmentarza, której autorka próbowała nadać symboliczny, wręcz magiczny charakter, wspaniale uosabia mój problem, jaki mam z tą ksiażką. Nic w niej nie jest prawdziwe. Wręcz przeciwnie, każde zdanie zdaje się być wymuszone, wystudiowane i tyle razy poprawiane, że czytanie tekstu niemalże fizycznie czytelnika męczy. Styl autorki jest pompatyczny, w tekście mnóstwo jest niezrozumiałych wtrąceń oraz sztucznie budowanego napięcia.

Jedynym plusem, jaki ja odnalazłam w tej książce był fakt, że miastem rodzinnym bohaterów jest Bolesławiec – moje miasto rodzinne. Iwona Banach wiernie odtworzyła na kartach powieści topografię tego miasta, a mnie sprawiało sporą radość czytanie o nim w książce.

Zdaję sobie sprawę, że napisałam właśnie jedną z najmniej pochlebnych recenzji w historii tego bloga, ale cóż, takie jest życie czytelnika. W przypadku „Pocałunku fauna” moja rada brzmi: nie dotykać!

Ocena: 2+/6

czwartek, 17 grudnia 2015

Mr. Pebble i Gruda, Mariusz Ziomecki

Ta ogromna cegła wymaga od czytelnika sporo czasu i cierpliwości. Siłą rzeczy nie jest to lektura na dwa wieczory. A czy warto po nią sięgać?

Moim zdaniem warto. Zwłaszcza, jeśli ma się ochotę na porządnie opowiedzianą historię życia pewnego poety, który w połowie lat osiemdziesiątych, po tragicznej śmieci żony, z maleńkim synkiem opuszcza swój rodzinny kraj i wyjeżdża do USA. Zostaje wykładowcą na uczelni, kupuje dom i psa, i samodzielnie wychowuje niepełnosprawnego umysłowo syna.
Przełom polityczny w Polsce i nagły telefon od siostry skłaniają go do wyjazdu do Warszawy. W swoim rodzinnym mieście bardzo szybko dogania Jana przeszłość: dawni przyjaciele z opozycji nawiązują z nim kontakt i nalegają na rozwiązanie spraw z przeszłości.

Zarówno wątek głównego bohatera, jego uczuciowe rozterki, wspomnienia, emocje, relacje z rodziną, jak i tło powieści na wielu płaszczyznach historycznych są dla czytelnika interesujące. Ziomecki opisuje koniec lat siedemdziesiątych i początek osiemdziesiątych: działalność opozycji, narodziny Solidarności, a także metody stosowane przez ubecję. Interesujące są opisy stolicy u progu lat dziewięćdziesiątych oraz dramatyczne losy wojenne i powojenne poszczególnych bohaterów.

Ziomecki portafi budować napięcie. Sugestywnie i płynnie kreślić obrazy, w które czytelnik od razu mu wierzy. Nieco gorzej wychodzą mu dialogi: nieporadne, często sztuczne, jakby teatralne. I mimo wszystko nasuwa się pytanie, czy historia Jana Kamyka musiała się rozgrywać aż na 900 stronach? Czy nie wystarczyłoby mu 500, ale za to konkretniejszych i bardziej soczystych?

Ostatnie sto pięćdziesiąt stron powieści udało się autorowi prześwietnie. Niezwykle mocny, skłaniający do rozmyślań opis przeżyć wojennych teścia głównego bohatera, który urodził sie jako Henryk Goldman w małej wiosce na wschodzie Polski, stanowi odważną próbę odmitologizowania historii i pokazania, że nic nigdy nie jest tylko białe lub czarne. Podobnie rzecz ma się z wyjaśnieniem prawdziwych wydarzeń z ostatnich dni życia Marietty.

Podczas lektury myślałam sobie, że ten trudny świat lat osiemdziesiątych, pozornie mi osobiście nieznany (byłam wtedy dzieckiem), wcale nie zniknął po '89 roku. Ludzie, którzy we własnym interesie lub dla perwersyjnej przyjemności niszczyli życie innym, nie zniknęli ot tak sobie z tego kraju. Oni tylko zmienili maski, ale ich charaktery i sposób działania pozostały bez zmian. A wielu z nich za swoją działalność nigdy nie poniosło konsekwencji. Podobnie z resztą, jak powieściowy Osuch, któremu członkowie grupy muszą wypłacić odszkodowanie za naruszenie dóbr osobistych...

Może to jest jedno z wyjaśnień, dlaczego w Polsce aktualnie tak się dzieje, jak się dzieje...


Ocena: -5/6

wtorek, 15 grudnia 2015

Gniew, Zygmunt Miłoszewski

W rozmowie z Miłoszewskim, którą można znaleźć na portalu gazeta.pl, Katarzyna Nowakowska zadała autorowi pytanie, które i mnie kołacze się w głowie po przeczytaniu ostatniej strony jego najnowszej powieści:

"Gniew". Ja czuję, że będzie to właśnie reakcja fanów Szackiego. Co to za zakończenie jest?!
- Zakończenie jak zakończenie. Tak zwane otwarte. Historia literatury zna takie przypadki. Nie zdradzając, co jest w tej książce, ale skoro czytałaś, to wiesz, że niezależnie od zakończenia, niezależnie od ostatniej strony, po tym, co się wydarzyło w tej powieści, nie ma mowy, żeby pojawiła się jakakolwiek inna powieść z prokuratorem Szackim.

Mimo takiego postawienia sprawy, ciągle jeszcze nie tracę nadziei, że autor jednak zmieni zdanie i pozwoli nam, czytelnikom, spędzić kolejne upojne chwile z Szackim - bo on nawet, jeśli gniewny, to fajny facet po prostu jest....
Jestem fanką ksiażek Miłoszewskiego, przeczytałam wszystkie jego powieści dla dorosłych i mam nadzieję, że w przyszłym roku do moich rąk trafi kolejna książka jego autorstwa. Jestem też bezkrytyczna, jeśli chodzi o jego twórczość i dlatego nie bardzo wiem, co o Gniewie mam napisać.
Streszczać go nie ma sensu, wszyscy wiedzą, że to ostatnia część trylogii, której głównym bohaterem jest prokurator Teodor Szacki, który tym razem pracuje w Olsztynie. Temat wybrał sobie autor ciężki, ale w Polsce niestety wciąż jeszcze bardzo obecny, czyli przemoc w rodzinie, a do tego dołożył całkiem skomplikowaną kryminalną łamigłówkę, która prowadzi do zaskakującego (przynajmniej dla mnie) finału. Nowi bohaterowie i miasto jedenastu jezior dopełniają całości.

Bardzo mi się podobało. Pięknie dziękuję i proszę o więcej!

Ocena: 5/6

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Dziewczyny z Portofino, Grażyna Plebanek

Lata siedemdziesiąte, nowo powstałe, zabłocone blogowisko na obrzeżu Warszawy. To tu poznają się cztery siedmiolatki, które głęboka przyjaźń zwiąże na całe życie. Towarzyszymy im od przeprowadzki na nowe osiedle, przez pierwszy dzień w szkole i inne ważne życiowe momenty, aż do wkroczenia w dorosłość. 

Beata, Agnieszka, Mania i Hanka. Cztery bohaterki, cztery różne charaktery. Dziewczyny, które pochodzą z kompletnie różnych środowisk, mają inne życiowe cele i priorytety, inne problemy w codziennym życiu. Mimo tworzą zgrany zespół, wspierają się wzajemnie w trudnych momentach, bawią się i kłócą. Każda z nich ma w grupie swoje miejsce, każda z nich jest dla pozostałych niezbędnym elementem całości.

Ale Dziewczyny z Portofino to dużo więcej niż historia dziewczęcej przyjaźni. To powieść o doświadczeniu pokoleniowym, jakim był przełom polityczny końca lat osiemdziesiątych, który zmienił życie milionów ludzi w Polsce. Historia pokolenia, które dorastało w socjaliźmie, a pracę i studia podejmowało w kapitaliźmie, w szalonej, ekspresowo zmieniającej się rzeczywistości.
W swojej książce Plebanek opowiada najnowszą historię Polski z perspektywy dziewczyn. Ważną rolę odgrywają przy tym siła tradycji i kościoła, wychowywanie dziewczynek w poczuciu winy i obowiązku obecne w tak wielu polskich rodzinach. Ale dziewczyny z tego pokolenia są już inne: one mają siłę i odwagę, by walczyć o siebie, o to by zmieniać swoje życie. Bohaterki łamią tabu, przerywają ciągnącą się przez pokolenia patologię i nie wstydzą się własnego zdrowego egoizmu, który pomaga im osiągnąć szczęście.

Grażyna Plebanek stworzyła ciekawą opowieść o dorastaniu bardzo silnie umiejscowioną w polskich realiach społecznych i historycznych. Ta książka, którą czyta się szybko i z przyjemnością, ma drugie dno i dzięki temu warto po nią sięgnąć. Autorka nie ślizga się po powierzchni, ona zagląda za zamknięte drzwi, porusza drażliwe tematy, zmusza swoje bohaterki do szukania prawdy i walczenia o szczęście. I skłania tym czytelnika do rozmyślań o naturze społeczeństwa, w którym żyjemy.
Bardzo dobre!

Ocena: 5+/6 

sobota, 12 grudnia 2015

Spotkanie autorskie z Grażyną Plebanek

Miesiąc temu z ogromną radością uczestniczyłam w bardzo inspirującym spotkaniu z Grażyną Plebanek. O autorce sporo słyszałam, czytałam też wiele recenzji jej powieści. Jednak dopiero przy okazji tego spotkania zapoznałam się z jej twórczością.

A o czym prowadzące rozmawiały z autorką?
Rzecz jasna głównie o jej książkach: każda z nich została krótko omówiona, fragmenty niektórych autorka przeczytała zgromadzonym. Grażyna Plebanek opowiadała o swojej literackiej pracy, co było szczególnie ciekawe, gdyż jej każda kolejna powieść tematycznie kompletnie się różni od poprzednich. Każda jest zamkniętym światem, w którym autorka obraca się pisząc i który bezpowrotnie opuszcza kończąc ostatnie zdanie. Każda powieść daje jej okazję do rozprawienia się z konkretnym tematem, do przepracowania określonego społecznego problemu lub tabu. Tak było w przypadku Nielegalnych związków, gdy jako jedna z pierwszych kobiet w Polsce tak otwarcie pisała o erotyce. Choć ta powieść przepełniona jest miłością fizyczną, to nie o seks w niej chodzi, ale o role, kóre nadaje nam spłeczeństwo, a których nie jesteśmy w stanie wypełnić. Podobnie jest z Bokserką, która jest powieścią o wolności, o wyrwaniu się z ustalonego wzorca, łamaniu stereotypów. Natomiast Córki rozbójniczki są portretem silnych kobiet, posiadających wewnętrzną siłę i pewną pierwotną zwierzęcość, apelem o powrót to natury i opuszczenie reguł, w których jesteśmy usadzeni.
Grażyna Plebanek tworzy bohaterów, którzy przejmują nad nią kontrolę, a ona jedynie spisuje ich przeżycia, jest ich narzędziem. Dlatego też każda z jej książek ma inną stylistykę i inny język.

 
Grażyna Plebanek podczas spotkania 10 listopada 2015 w Słubicach
Spotkanie dało zgromadzonym nie tylko okazję do rozmowy z autorką o jej twórczości i planach zawodowych, ale także umożliwiło poznanie jej jako nietuzinkowej, odważnej kobiety, która ma sporo do powiedzenia. Grażyna Plebanek opowiadała o swoich doświadczeniach życia poza Polską - najpierw w Szwecji, obecnie w Brukseli. Dla niej nie jest to emgracja, ale podwójne życie, życie w rozkroku, związane z mnóstwem podróży między krajami.
Poruszony został także temat nowych pomysłów na kolejne powieści. Obecnie autorkę fascynuje Afryka, postkolonialne spojrzenie na ten kontynent, zwalczanie traum (jak np. ludobójstwo w Ruandzie), które są tematem bardzo obecnym w tamtejszej literaturze, w której brakuje tzw. zwyczajnego życia. Plebanek niezwykle ceni literaturę pisaną przez migrantów, jako przykład podając książkę pt. Amerykaana autorstwa nigeryjskiej pisarki Chimamanda Ngozi Adichie mieszkającej w Stanach. Jako że w Polsce praktycznie nie ma autorów pochodzących z inych krajów, tę lukę wypełnia literatura migracyjna, której autorka przypisuje ważną rolę zwłaszcza w dzisiejszym świecie.
Sama Grażyna Plebanek jest czytelniczką niecierpliwą. W fazie researchu do kolejnej powieści czyta mnóstwo, często kilka tytułów na raz, nie kończąc jednych sięga po kolejne. Z czasem jest tych lektur coraz mniej, gdyż całe dnie zajmuje autorce pisanie. I tak do kolejnego researchu...

Autorka podpisuje moje Dziewczyny z Portofino



Z okazji spotkania ściągnęłam z półki nieco przykurzone Dziewczyny z Portofino. Mój własny egzemplarz z wpisem autorki czytało mi się szczególnie miło. Recenzja w następnym poście.

Po spotkaniu z Grażyną Plebanek postanowiłam przeczytać wszystkie napisane przez nią do tej pory książki. Zamierzam je czytać w kolejności chronologicznej.

A Wy? Czytaliście coś Plebanek? Coś polecacie szczególnie?


P.S. Serdecznie polecam stronę autorki na facebooku.

środa, 9 grudnia 2015

Apetyt, Philip Kazan

Czytanie Apetytu rozpoczęłam we Florencji. Wspaniale było chodzić ulicami tego miasta, podziwiać kościoły i bogate palazzi, próbować regionalnych potraw, szwędać się po słynnym ponte vecchio, a potem odnajdywać ich ślady w powieści. To mój ulubiony sposób podróżowania: zwiedzanie z książką miejsc, w których toczy się jej akcja. Opisana w powieści XV-wieczna Florencja jest miastem fascynującym, niebezpiecznym i niezwykle interesującym - ta współczesna niebezpieczna raczej nie jest, ale pozostałe przymiotniki pasują do tego miasta doskonale ;)

Główny bohater, młodziutki Nino Latini, jest florentczykiem z urodzenia i głębokiego przekonania. Poznajemy jego dzieciństwo spędzone głównie na psoceniu, jego przyjaźnie i pierwszą miłość Tessinę oraz pasję do gotowania, którą odkrywa w sobie w dość młodym wieku. Obserwujemy spory i zatargi możnych florenckich rodów, z Medyceuszami na czele oraz poznajemy znajomych Nina znanych z podręczników do historii, m.in Leonarda da Vinci czy Botticelliego. Nad tym wszystkim królują zapachy i wizje aromatycznych potraw, które Nino, w międzyczasie rozchwytywany kucharz, przyrządza dniami i nocami. Po stracie ukochanej, która została zmuszona do ślubu z bogatym baronem, nasz bohater zatraca się w pracy i coraz bardziej wierzy we własne siły, co okaże się dla niego zgubne. W wyniku przemyślnej intrygi oraz swojego porywczego charakteru Nino zostaje zmuszony do ucieczki z rodzinnego miasta. Po dramatycznej podróży trafia wreszcie do Rzymu. Tam, dzięki wstawiennictwu swojego kucharskiego mistrza, ma szansę gotować dla samego papieża. Mimo to młodzieniec nie jest szczęśliwy: tęskni za Florencją oraz za swoją ukochaną Tessiną i w końcu podejmuje decyzję o powrocie, który nastąpi w niezwykle dramatycznych okolicznościach.

Powieść generalnie czyta się świetnie. Książka przepełniona jest intensywnymi smakami i aromatami potraw, które Nino tworzy dla swoich pracodawców. Akcja toczy się sprawnie, choć momentami jest nieco nudnawo - zwłaszcza przydługie wynurzenia głównego bohatera mogą nużyć. Całość jest okraszona iście amerykańskim stylem - łatwo wywnioskować, że autor nie pochodzi z Włoch.

Mimo to, a może właśnie dlatego Apetyt to przyjemne czytadło, które z czystym sumieniem polecam. Książka z pewnością spodoba się zarówno miłośnikom kulinariów w literaturze, jak i lekkich powieści historycznych.

Ocena: 4+/6

P.S. Odkąd skończyłam tę powieść do niemalże każdej potrawy dodaję szczyptę cynamonu. I uwierzcie mi, to niesamowicie wzbogaca smak potraw, dodając im głębi :)

niedziela, 6 grudnia 2015

Jestem tu od wieków, Mariolina Venezia

Widniejąca na okładce podobizna małej dziewczynki o szelmowskim spojrzeniu i szerokim uśmiechu przyciąga jak magnes. Siedząca obok niej starsza kobieta stanowi przeciwwagę dla jej młodości i radości. To zdjęcie stanowi idalną kwintesencję powieści Jestem tu od wieków - książki niezwykle kobiecej. W pozytywnym tego słowa znaczeniu ;)

W swojej powieści Mariolina Venezia zabiera czytelnika w podróż na włoską prowincję, a dokładnie na samo południe Włoch, do Apulii. To właśnie tam, w niewielkim miasteczku Grottole, mieszkał Francesco Falcone, protoplasta rodu niezwykłych kobiet, których losy, począwszy od roku 1861 wypełniają strony powieści. A ta snuje się niespiesznie, pełna plotek i pogłosek, wypełniona wrzaskiem dzieci i gadaniem kobiet. A tych jest mnóstwo: plotkarek, zdrajczyń, dziewic, puszczalskich, matek i córek, ciotek i kuzynek. Pod koniec można łatwo stracić rachubę i pomieszać Albę z Albiną albo Candidę z Cleilą.

Książka pozbawiona jest dialogów, swoją strukturą przypomina babskie opowieści toczone w kuchni przy gotowaniu albo pracach ręcznych. Kobiece problemy, troski i kłótnie: o mężczyzn, o dzieci, o pozycję w stadzie. Między nie wpleciona historia Włoch ostatniego stulecia, zmiany społeczne i rozwój państwa. Motyw emigracji do Ameryki, kwestia zacofania i biedy panująca na południu to tylko niektóre tematy poruszone przez autorkę.

Ciekawy wydał mi się fakt, że ograniczony sposób myślenia, wiara w zabobony, silny patriarchat i zacofanie charakterystyczne dla południa Włoch łatwo można porównać z problemami w niektórych regionach Polski. Mimo dystansu mierzącego ponad tysiąc kilometrów i sporych różnic kulturowych, pewne cechy wydają się łączyć Grottole i Pcim.

Książka ta wyśmienicie nadaje się na urlop we Włoszech. Niezbyt absorbująca, a jednocześnie na tyle ciekawa, by wciągnąć czytelnika. Napisana poetyckim językiem i bardzo włoska.

Ocena: 4/6

poniedziałek, 30 listopada 2015

Stos warszawski


Tak się jakoś utarło, ża z każdej wizyty w Warszawie przywożę książki. A, że w ostatnim czasie dość często bywam w stolicy, to i regularnie powiększam swoje zbiory. W ostatnich tygodniach ukazało się kilka tytułów, które zapragnęłam mieć, a książki z lewej to klasyki do kolekcji. Et voilà:


Z lewej stoją zakupy w Dedalusie:
Emancypantki, Bolesław Prus
Ciotka Julia i skryba, Mario Vargas Llosa
Żart, Milan Kundera

W Matrasie w miniony weekend było 30% zniżki na wszystkie tytuły, z prawej leżą od dołu:
Zły, Leopold Tyrmand
Król kebabów i inne zderzenia polsko - obce, Marta Mazuś
Caryca polskiej mody, święci i grzesznicy, Marta Sztokfisz
Uległość Michel Houellebecq
Zaduch. Reportaże o obcości, Marta Szarejko
Dziennik roku chrystusowego, Jacek Dehnel

Ktoś coś szczególnie poleca?

Wybaczcie ten książkowy ekshibicjonizm, ale od czasu do czasu można :)

środa, 25 listopada 2015

Ciernista róża, Charlotte Link

Brutalne morderstwo i mroczne tajemnice sprzed lat pogrzebane na idyllicznej angielskiej wyspie... Taki opis widnieje na okładce powieści Link i wprowadza potencjalnych czytelników w błąd.
Dlaczego?
Już wyjaśniam: pierwsza ofiara morderstwa pojawia się na 436 stronie (książka ma ich w sumie 594), a wszystko, co czytamy wcześniej, nie ma z nim nic wspólnego, ergo powieść Link trudno zaliczyć do kryminałów. Czym więc ta książka jest? Moim zdaniem przeciętną powieścią obyczajową z silnym wątkiem historycznym.

Główna bohaterka książki, siedemdziesięciojednoletnia Beatrice mieszka razem ze starszą od siebie Helene w niewielkim domku odziedziczonym po rodzicach, położonym na angielskiej wyspie Guernsey. Beatrice jest na emeryturze, a jej dnie wypełnia dbanie o dom i ogród, pielęgnowaniem kontaktów z przyjaciółmi oraz jedynym synem Alanem, który ma spore problemy alkoholowe.
Pewnego dnia pod jej dach trafia Karin - wypełnona po czubek głowy kompleksami i problemami psychicznymi trzydziestoletnia Niemka. Kobiety zaprzyjaźniają się i wkrótce okazuje się, że mogą sobie nawzajem pomóc.

Dwutorowa narracja daje nam okazję do jednoczesnego poznania młodości Beatrice podczas drugiej wojny światowej, kiedy Guernsey było okupowane przez Niemców. Rodzice bohaterki zdążyli na czas opuścić wyspę, natomiast ona pozostała w rodzinnym domu, do którego niebawem wprowadził się dowodzący niemieckimi działaniami na wyspie Erich i jego młoda żona Helene. 

Całość ciągnie się jak flaki w oleju. Autorka raczy nas licznymi powtórzeniami i szczegółami, które tak naprawdę niczego nie wnoszą. Ponadto popełnione pod koniec książki morderstwo niewiele ma wspólnego ze stworzonym rzez autorkę głównym wątkiem. W zasadzie jest ono zbędne.
Dlatego poczułam się oszukana: miałam apetyt na dobry kryminał w sielskiej scenerii angelskiej prowincji, a dostałam czytało z pogranicza gatunków, które trudno sklasyfikować. Zdecydowanie nie lubię tego. 

Na mojej półce stoją jeszcze dwie książki autorstwa Link i dlatego mam nadzieję, że przy Ciernistej róży autorka tylko chwilowo wypadła z formy...

Ocena: 3/6

poniedziałek, 23 listopada 2015

Pory roku, Borys Akunin

Borys Akunin jest znany w Polsce jako autor kryminałów. Tymczasem pod pseudonimem Anna Borisowa napisał niebywale ciekawą, nieco melancholijną powieść, która skłania do rozmyślań o tym, co naprawdę dzieje się z ludźmi znajdującymi się w stanie śpiączki. Co czują i przeżywają osoby o zdrowym umyśle uwięzione w martwym ciele?

Na pierwszych stronach powieści poznajemy Wierę. Młoda rosyjska lekarka, specjalistka w dziedzinie geriartii, przyjeżdża na staż do położonego we Francji domu spokojnej starości "Pory roku", którego wszyscy pensjonariusze pochodzą z Rosji. Jej zadaniem jest zapoznanie się z funkcjonowaniem tego nowoczesnego przybytku oraz stosowanymi tu metodami leczenia i opieki nad osobami starszymi. Wyjazd finansuje fundacja, dla której pracuje Wiera. Jej szef zamierza, przy pomocy młodej kobiety, stworzyć w Rosji całą sieć nowoczesnych domów opieki przeznaczonych dla zamożnych klientów.

Na miejscu Wiera spotyka nie tylko mieszkańców domu, z których każdy ma swoje dziwaczne przyzwyczajenia, ale także pracowników i wyjątkową pacjentkę. W pokoju sąsiadującym z apartamentem Wiery leży Aleksandryna, założycielka ośrodka, od lat pogrążona w śpiączce. Narrator sugeruje nam, że umysł kobiety jest całkowicie sprawny, a uwięzienie w martwym ciele sprawia, że rozwija inne zmysły: słuch i węch. Aleksandryna godzinami zagłębia się we wspomnieniach swojego barwnego życia: młodości w ogarniętym rewolucją Piotrogrodzie, lat spędzonych w egzotycznej Mandżurii, wyprawy, podczas której poznaje sekret długowieczności oraz wielkiej miłości do Dawida. Prowadzona w pierwszej osobie narracja jest bardzo osobista: przypomina spowiedź, albo opowieść skierowaną do najbliższej osoby.

Pory roku to powieść piękna, napisana poetyckim językiem, przepełniona ciepłem i skłaniająca do refleksji nad ludzkim losem. Jest to książka, którą świetnie się czyta i dlatego polecam ją nie tylko miłośnikom rosyjskich klimatów, ale wszytkim, którzy kochają dobre powieści.

Ocena: 5/6

W związku z ogromem pracy i niewielką ilością wolnego czasu na pisanie mam spore zaległości w blogowaniu...
ALE powoli będę je nadrabiać :) Kolejne trzy książki, które opiszę, to zaległe lektury urlopowe. Jak już się z nimi uporam, będą relacje z dwóch inspirujących spotkań z wspaniałymi pisarkami G.P. oraz J.B. oraz, na rozgrzewkę w mroźne dnie, wspomnienia z wakacji.

wtorek, 17 listopada 2015

Oczyszczenie, Sofi Oksanen

Przy okazji niedawnych wyborów parlamentarnych często padało zdanie: "Ja nie głosuję. To mnie nie dotyczy.". Takie myślenie, charakterystyczne niestety dla połowy naszych rodaków, to ogromny błąd, stanowiący realne zagrożenie dla demokracji.
Oczyszczenie jest literackim dowodem na to, że system polityczny, w którym żyjemy ma ogromny wpływ na życie i losy jednostki. 

Powieść młodej, fińsko-estońskiej pisarki Sofi Oksanen osnuta jest wokół motywu zdrady: jedna z głównych bohaterek zdradziła, a druga została zdradzona.
Zara i Aliide spotkały się w dramatycznych okolicznościach: młodsza z nich skazana była na litość i pomoc tej drugiej. Ich relacja od początku zdominowana jest przez strach i nieufność, kobiety bacznie obserwują każdy swój ruch i gotowe są do ucieczki. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że dzieli je wszystko: wiek, pochodzenie, sposób życia. Jednak czytelnik z każdą stroną dowiaduje się więcej o młodości Aliide w sowieckiej Estonii oraz o dramatycznych losach młodziutkiej Zary pragnącej lepszego życia. Okazuje się także, że pozornie obce kobiety wiele łączy, a ich spotkanie wcale nie było przypadkowe...

Oksanen posługuje się prostym i dosadnym językiem. Atmosfera jej powieści jest duszna, niemalże klaustrofobiczna, przepełniona nieustannym lękiem bohaterek. Autorka opisuje słabości ludzkiego charakteru, emocje, które powodują irracjonalne działanie i zmuszają bohaterki do podejmowania dramatycznych decyzji.
Nie jest to powieść łatwa ani przyjemna. Ale jest to książka wartościowa, skłaniająca do przemyśleń. Zdecydowanie warto po nią sięgnąć.

Ocena: 5/6

niedziela, 18 października 2015

Londyn NW, Zadie Smith

Londyn NW to dopiero druga, po Białych zębach, książka autorstwa Zadie Smith, którą przeczytałam. Jednak bez wątpienia już teraz zaliczam ją do grona swoich ulubionych autorek. Przemawia do mnie sposób, w jaki opisuje swoje miasto i jego mieszkańców i cenię ją za ogrom wiedzy o życiu w wielu kulturach, który można w jej książkach odnaleźć.

Londyn NW ma w zasadzie troje bohaterów: przyjaciółki Leah i Natalie, które w młodości były sobie bardzo bliskie, ale z wielkiej przyjaźni w dorosłym życiu pozostał jedynie sentyment. Sentyment na tyle duży, że kobiety nadal utrzymują ze sobą kontakt, mimo iż nie mają o sobie nawzajem zbyt dobrego zdania i trudno im się porozumieć.
Oprócz nich jest jeszcze Felix, facet po trzydziestce z mentalnością piętnastolatka: bez stałej pracy, niby zaangażowany uczuciowo, ale też nie do końca, obciążony wspomnieniami toksycznego dzieciństwa. Między tą trójką błądzi Nathan, kloszard i narkoman.

Wszyscy mieszkają w jednej dzielnicy, w północno-zachodnim Londynie. Mają wspólnych znajomych, chodzili do tej samej szkoły i kościoła. Cztery osobowości, cztery różne biografie. Każda z postaci żyje w swoim własnym mikrokosmosie, otoczona własnymi problemami i wątpliwościami. Tematem przewodnim jest u Smith codzienność jednostki w mieście dżungli, jaką bez wątpienia jest Londyn - główny bohater tej powieści.

Podczas lektury niejednokrotnie przypominałam sobie pobyty w tym mieście: klimat londyńskiej ulicy, puby, uliczne targowiska, autobusy i sklepy z szyldami w językach z całego świata. Fakt, że oddychałam londyńskim powietrzem, obserwowałam życie różnych dzielnic, sprawił, że łatwiej było mi dostrzec wiele szczegółów w powieści, które są bardzo charakterystyczne dla tego miasta. Zastanawiałam się jak odbierają tę książkę czytelnicy, którzy jeszcze w Londynie nie byli.

Wielonarodowościowa mieszanka zamieszkująca to miasto jest jego wizytówką, przybysze z innych kultur wzbogacają miasto, ale i sprowadzają problemy, dotychczas Brytyjczykom nieznane. I w tym miejscu Smith udowadnia swoje mistrzostwo: ona nie upiększa rzeczywistości, ale opisuje codzienne problemy, bez względu na to, w jakim kręgu kulturowym mają swoje korzenie.
Uwielbiam jej styl i cieszę się na kolejne książki.

Ocena: 5+/6

poniedziałek, 5 października 2015

Czas Czerwonych Gór, Petra Hůlová

Petra Hůlová studiowała w Pradze kulturoznawstwo i mongolistykę i przez jakiś czas mieszkała w Mongolii. Zapewne tym dwóm faktom zawdzięczamy powstanie Czasu Czerwonych Gór, opowieści o kobietach z mongolskiego stepu napisanej przez czeską autorkę.

Ta książka jest sagą o kobietach. Ale sagą wyjątkową, pozbawioną ckliwości, różowego futerka i tzw. "babskich spraw". Jest to opowieść o cholernie ciężkim życiu na stepie, o codzienności wypełnionej wyczerpującą pracą, troską o bezpieczeństwo i utrzymanie rodziny, codzienności pozbawionej jakichkolwiek przyjemności. Dzięki tej powieści mamy okazję zajrzeć do wnętrza garu, poznać mongolskie zwyczaje i tradycje.
Kontrastem dla stepu jest Miasto: Ułan Bator. Fascynujące, pulsujące, kolorowe i niebezpieczne dla młodej, niedoświadczonej dziewczyny ze stepu. Miasto, w którym każdy człowiek, nawet znajomy, może okazać się oszustem i wyzyskiwaczem.

I tu i tu kobiety mają trudniej: więcej odpowiedzialności, mniej praw niż mężczyźni, panowie i władcy. Patriarchalne struktury trwają w Mongolii od zawsze i nie zanosi się na zmiany. Mimo tego, to właśnie kobiety mają siłę, która pozwala im pokonywać wszelkie trudności. To one komunikują się z duchami i znają odwieczne tajemnice stepu. To wreszcie one są strażniczkami domowego ogniska i przekazywanych z pokolenia na pokolenie rodzinnych sekretów.

Kilka kobiet, kilka punktów widzenia, jedna historia. Mocna, napisana surowym językiem przepiękna powieść, która zapada w pamięć i skłania do przemyśleń. Bardzo dobra książka, po którą zdecydowanie warto sięgnąć!

Ocena: 5+/6

niedziela, 4 października 2015

Miłość w czasach zarazy, Gabriel García Márquez

Co mądrego można napisać o książce, którą przeczytało kilka milionów czytelników, która na stałe weszła do kanonu literatury światowej i której autor został laureatem literackiego Nobla?
To pytanie czysto retoryczne.
Napiszę więc może niezbyt odkrywczo, ale za to szczerze: jak ja odebrałam historię wielkiej platonicznej miłości Florentina Arizy do Ferminy Dazy?

Jako bajkę dla dorosłych. Bajkę, którą przyjemnie czytać, zwłaszcza, że Márquez jest wirtuozem miłosnego języka. Bajkę, którą cudownie czytać przed snem, bo wprawiała mnie w dobry nastrój. Wreszcie bajkę, która niczym pękata szkatułka, za każdym razem, gdy po nią sięgnąć, ukazuje kolejną błyskotkę: nową, interesującą postać i jej opowieść.

Bo jak inaczej określić historię uczucia mężczyzny do kobiety, które zrodzone z nastoletniego marzenia, oparte na ulotnych wspomnieniach chwil i na niezłomnej wierze w jego siłę, przetrwało całe życie?

Florentino rozmawiał z Ferminą zaledwie kilka razy, zanim jej ojciec, chcąc zapobiec mezaliansowi, wysłał ją do krewnych. Potem były dziesiątki namiętnie pisanych listów, pełnych uczucia i obietnic. A w końcu: czekanie. Wieloletnie, beznadziejne czekanie.
Choć Florentino czasu nie marnował: z wieloma kobetami kształcił swoje umiejętności kochanka i używał cielesnych przyjemności co niemiara. Jednak serce i rozum oddał jej: Ferminie.
Nic więc dziwnego, że stanął przed drzwiami jej domu jeszcze zanim ciało tragicznie zmarłego męża zdążyło ostygnąć. Stanął przed nimi, by w końcu, po pięćdziesięciu latach, dostać to, na co tak długo czekał: swoją Ferminę. Gdy ta więc palcem wskazała mu drzwi i kazała nigdy nie wracać, nie uwierzył...

Miłość w czasach zarazy jest egzotyczną opowieścią, pełną namiętności i gorących uczuć. Jej strony wypełniają dziesiątki barwnych postaci i wielka, trwająca całe życie miłosć. Czy prawdziwa? A czy to ważne? W bajkach nic nie musi być prawdziwe....

Ocena: 4+/6   

czwartek, 1 października 2015

Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta, David Mitchell

Od lektury tej powieści minęło już kilka tygodni i wiele szczegółów uleciało mi z pamięci. Mimo to chciałabym napisać choć parę zdań o książce, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie.

David Mitchell zabrał mnie w niezwykłe miejsce. Na sztucznie stworzoną wyspę u wybrzeży Japonii, która w okresie samoizolacji tego kraju stanowiła jego jedyne połączenie ze światem. Wyłączność na handel z Japonią miała na przełomie XVII i XIX wieku Holenderska Kompania Wschodnioindyjska. I to właśnie w środowisku jej pracowników rozgrywa się większa część akcji powieści.

Jest rok 1799. Młody kancelista i świeżo zwerbowany pracownik Kompanii, Jacob de Zoet, przybywa na Dejimę, by w kilka lat zarobić sporą sumę pieniędzy i w ten sposób otworzyć sobie drogę do małżeństwa z ukochaną Anną. Młody i naiwny nie podejrzewa nawet, że wyspa i jej mieszkańcy kompletnie zmienią jego życie i plany.

Codzienna praca urzędnika wymaga niezwykłej dyplomacji i zdolności międzykulturowych: tradycje i obyczaje japońskie różnią się zdecydowanie od europejskich, a do etykiety przywiązuje się tu olbrzymią rolę. Każdy gest, grymas czy niewyraźnie wymamrotane półsłówka mają znaczenie. Na Dejimie mnóstwo jest tłumaczy-szpiegów, każdy europejczyk ma swojego osobistego tłumacza, a ich praca ma olbrzymi wpływ na powodzenie transakcji handlowych i tym samym na funkcjonowanie faktorii. Stosunki między Europejczykami i Japończykami są przepełnione ostrożnością i nieufnością. Niewiele lepiej wyglądają relacje między pracownikami Kompanii, którzy pochodzą z różnych krajów i mają wobec siebie spore uprzedzenia. A uprzedzenia i stereotypy odgrywają w tej powieści znaczącą rolę.
Drugą bohaterką książki jest niezwykła kobieta, akuszerka i lekarka, Abigawa Orito. Jej historia, mimo iż należy do wyjątkowych pod wieloma względami, obrazuje sytuację kobiet w ówczesnej Japonii i niesprawiedliwe struktury, w których muszą sobie radzić.

Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta ma dziesiątki bohaterów, których historie tworzą fascynujące tło powieści. Dla miłośników historii powieść ta to ogromna gratka: przepełniona jest informacjami o kulturze i obyczajach panujących na Dejimie i w Japonii, wciąga od pierwszej strony i na długo pozostaje w pamięci. Jest to powieść soczysta i głęboka, czytanie jej to czysta przyjemność.
Gorąco polecam!

Ocena: 6/6

środa, 30 września 2015

Toskańskie lektury

Właśnie spełnia się jedno z moich podróżniczych marzeń: jestem w Toskanii. I co najlepsze, będę tu jeszcze przez kilka dobrych dni.

Mimo, iż mamy już jesień, krajobrazy wokoło zdominowane są przez zieleń, słońce oświetla doliny i pagórki niezwykłym światłem i wprost napatrzeć się nie można na wszechobecne piękno natury i architektury oddychającej historią. Jest to bez wątpienia rajska kraina :)

Na dwutygodniowy urlop zabrałam następujące lektury:

Pory roku, Boris Akunin
Jestem tu od wieków, Mariolina Venezia
Ciernista róża, Charlotte Link
Apetyt, Philipp Kazan
Morelowy Sad, Amanda Coplin

Nie mogłam się zdecydować, które miejsce najlepsze będzie jako scenografia do zdjęcia, dlatego będą trzy:

Właścicielka pensjonatu, widząc mnie rano ze stosem książek pod pachą (zmierzałam do ogrodu, by zrobić powyższe zdjęcia) z przejęciem stwierdziła: "Och widzę, że lubi Pani czytać. Ja też uwielbiam książki."
I już wiem, że świetnie trafiliśmy.
W tym miejscu powstała ta notka:

Takie mamy widoki z okna i z podwórka:
 

W kolejnych postach opiszę książki, które czytałam jeszcze przed urlopem.
A potem będa już lektury ze zdjęć i kolejne krajobrazy.
C.D.N. :)

sobota, 12 września 2015

VII Kongres Kobiet i książki

Wspaniały dzień za mną!

W Kongresie Kobiet chciałam uczestniczyć od początku jego istnienia. Wizja setek energicznych, zaangażowanych kobiet w jednym miejscu, dyskutujących i wymieniających się doświadczeniami z wielu dziedzin życia oraz możliwość spotkania i posłuchania na żywo kobiet-liderek, wydały mi się bardzo pociągające.

Dzisiaj miałam okazję posłuchać m.in. prof. Magdaleny Środy, Kazimiery Szczuki, Kingi Rusin, Pauliny Młynarskiej, Hanny Samson, Krystyny Kofty, prof. Małgorzaty Fuszary, Katarzyny Miller i Roberta Biedronia - te osoby i ich opinie wydały mi się szczególnie interesujące.

Kongres Kobiet to wspaniałe, inspirujące wydarzenie - zachęcam wszystkie z Was, które choć przez moment rozważały uczestnictwo w nim, do zrealizowania tego zamierzenia w przyszłym roku. Warto!

Ale Kongres, to także książki i ich autorki.
Jutro będzie jest świetna okazja do spotkania kilku z nich, krótkiej rozmowy i zdobycia dedykacji.
Ponadto, w holu głównym kilka wydawnictw ma swoje stoiska z wybranymi tytułami - dotyczącymi kobiet rzecz jasna (specjalnie unikam określenia literatura kobieca).

Nie przeszłam obok nich obojętnie:


Druga płeć, Simone de Beauvoir: prawdziwa biblia feministek - najwyższy czas się z nią zapoznać

Jedyna płeć, Katrine Kielos: autorka udowadnia, że ekonomia to nauka społeczna, zdominowana przez mężczyzn i ich potrzeby oraz sposób postrzegania świata. Pytanie zatem brzmi: jaka jest rola kobiet w ekonomii?

Prześniona rewolucja, Andrzej Leder: opis rewolucji społecznej, która dokonała się w Polsce w latach 1939-1956, i w znaczący sposób wpłynęła na kształt współczesnego społeczeństwa: "odejście od mentalności określanej przez wieś i folwark ku tej zdeterminowanej przez miasto i miejski sposób życia".

Sztuka umiaru, Dominiqe Loreau: refleksje na temat naszego stosunku do jedzenia - "w myśl zasady mniej znaczy więcej".

Sztuka prostoty, Dominiqe Loreau: autorka wypowiada wojnę wszechobecnemu konsumpcjonizmowi i przekonuje, że minimalizm uszczęśliwia i pozwala zachować zdrowie.

Mniam :)

---edit---
Drugiego dnia Kongresu doszły jeszcze dwa tytuły:
Szwecja czyta. Polska czyta, Katarzyna Tubylewicz, Agata Diduszko-Zyglewska
Suki, Krystyna Kofta

niedziela, 30 sierpnia 2015

Trzeci brzeg Styksu, Krzysztof Beśka

Mam słabość do kryminałów retro i co kilka miesięcy sięgam po kolejny, by rozkoszować się atmosferą lat minionych i próbować rozwikłać kryminalna zagadkę.

Powieść Beśki, pierwszy z trzech tomów cyklu: Stanisław Berg, to ostatnia z moich wakacyjnych lektur, którą przeczytałam na Bornholmie. Powieść zabrała mnie w podróż do XIX-wiecznej Łodzi, której niepowtarzalną atmosferę autor niezwykle sprawnie w swojej książce uchwycił.

Z willi łódzkiego fabrykanta Naumanna zostaje porwany jego sześcioletni syn. Kilka dni później bez śladu znika również syn polskiego inżyniera, w podobnym wieku. Miasto huczy od plotek, w kulturowym tyglu łatwo o konflikty i posądzenia oparte na uprzedzeniach i stereotypach. Dwaj detektywi Riepin i Raczyński podejmują się trudnego zadania wytropienia porywacza, mając nadzieję odnaleźć chłopców całych i zdrowych.

Mnóstwo wątków pobocznych, sporo interesujących i różnorodnych bohaterów, szybko postępująca akcja, świetnie zarysowane tło historyczne to niewątpliwe zalety powieści. Jednak po pierwszych rozdziałach, które napisane zostały naprawdę dobrze, akcja trochę się rozłazi, kolejne wątki nie pasują do siebie, a zakończenie nie podobało mi się wcale, gdyż zabrakło przekonującego uzasadnienia działań sprawcy. Finałowe wydarzenia powieści przypominają swoją dramatyką i ilością następujących po sobie w ekspresowym tempie nieprawdopodobnych sytuacji filmowe sceny z Jamesa Bonda albo Indiany Jonesa. A to raczj nijak nie pasuje do XIX-wiecznej Łodzi i rozsadza formułę kryminału retro...

Koniec końców książka średnia, choć potencjał był. Mimo to, dam Bergowi jeszcze jedną szansę i gdy się nadarzy okazja, sęgnę po tom drugi.

Ocena: -4/6

środa, 19 sierpnia 2015

Tunel, Magdalena Parys

O Magdalenie Parys w mediach zrobiło się głośno, gdy w kwietniu bieżącego roku została laureatką Europejskiej Nagrody Literackiej. Nagroda ta została powołana w grudniu 2008 r. przez Parlament Europejski. Biorą w niej udział 34 kraje uczestniczące w programie unijnym "Kultura". Celem nagrody jest zwrócenie uwagi na kreatywność i różnorodność współczesnej literatury europejskiej, promowanie obiegu literatury w Europie oraz zwiększanie zainteresowania dziełami literackimi z innych krajów. (źródło: wikipedia

Jako, że powieść tę miałam na półce już od jakiegoś czasu, postanowiłam wykorzystać urlopową labę i przekonać się, czy twórczość autorki do mnie przemówi. I przemówiła :)

Głównym motywem powieści jest oczywiście tytułowy tunel. Kopany od strony Berlina Zachodniego w 1981 roku ma umożliwić jednemu z bohaterów ucieczkę z NRD.
Ale budowa tunelu jest dla autorki jedynie pretekstem do ukazania wielopoziomowej mozaiki ludzkich losów i charakterów. Jej bohaterowie, ich rodzice i dziadkowie są przedstawicielami społeczeństwa, które z jednego systemu totalitarnego trafiło w drugi. I jak to zawsze bywa: jedni wspierają dyktatorów i partie, a inni starają się jakoś żyć w swoim kraju.

Wydarzenia związane z ucieczką poznajemy z wielu perspektyw - każdy kolejny rodział to historia innej osoby. Narratorami są Klaus, Peter, Magda, Victoria, Jürgen, Franz, Roman i Thorsten. Dopiero ich relacje zebrane w całość, w pełni ukazują kompleksowość wydarzeń, wyjaśniają autentyczną motywację postaci oraz trudną sytuację polityczną Berlina lat osiemdziesiątych.

Książkę przede wszystkim wyróżnia styl narracji: prosty, można by nawet powiedzieć, że surowy, a jednocześnie na tyle dosadny, że trafia prosto do czytelnika.
Uważam, że Tunel jest książką bardzo niemiecką w stylu i sposobie snucia opowieści. Sama mieszkam w Niemczech Wschodnich już od prawie 15 lat, więc tematyka podziału kraju, upadku muru i traum z nim związanych nie jest mi obca. Wszędzie można się natknąć na wystawy, filmy, książki, czy spotkać ludzi, którzy opowiadają dramatyczne historie o ucieczkach lub próbach ucieczek z NRD. Niemalże każdy zna kogoś, kto uciekł lub planował nielegalnie opuszczenie NRD.

A mimo to mam wrażenie, że temat ten w Polsce nie jest dobrze znany. Nie mówię tu o historycznych faktach, bo te są oczywiste, ale o społecznych i psychologicznych pozostałościach po dyktaturze socjalistycznej i podziale kraju, jakie do dzisiaj wpływają na życie tysięcy ludzi. To wspaniale, że istnieją autorzy tacy, jak Magdalena Parys, którzy funkcjonując w dwóch państwach, pełnią rolę tłumaczy w dziedzinie pamięci historycznej i przybliżają nam, Polakom, fragment niełatwej historii naszych zachodnich sąsiadów.

Dałabym szóstkę, gdyby nie zakończenie, które nie do końca jest dla mnie jasne. Niby rozumiem, kto jak i dlaczego, ale ostatnie strony czytałam dwukrotnie i nadal mam uczucie, że coś mi umknęło. Zdecydowanie przeczytam tę książkę ponownie, by skupić się na licznych detalach i wątkach pobocznych.

Po Magika sięgnę niebawem. Koniecznie.

Ocena: 5+/6

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Kolekcjonerka perfum, Kathleen Tessaro

Główną bohaterkę powieści, dwudziestosiedmioletnią Angielkę Grace Munroe, poznajemy, gdy szykuje się do wyjścia z przyjaciółką na wieczorne przyjęcie.
Jest 1955 rok, Grace mieszka z mężem w Londynie i jest nieszczęśliwa. Jej małżeństwo, mimo krótkiego stażu, przeżywa poważny kryzys, a kobieta nie potrafi się odnaleźć w środowisku męża, czyli w tzw. wyższych sferach brytyjskiej stolicy. Jako wzorowa żona przy mężu musi dbać o kontakty towarzyskie i wypełniać nudne obowiązki pani domu. Dla Grace, która wychowała się w środowisku akademickim, u wuja profesora w Oxfordzie, to nowe otoczenie i funkcjonujące w nim od stuleci towarzyskie ceremoniały są uciążliwe i niezrozumiałe, a w życiu brakuje jej głębszego sensu.

Kiedy więc otrzymuje list, z którego treści wynika, że została jedyną spadkobierczynią niejakiej Evy d’Orsey bez wahania kupuje bilet na samolot i wyrusza do Paryża. Celem Grace jest wyjaśnienie nieporozumienia, za które od pierwszej chwili uważa list: nazwisko d’Orsey jest jej zupełnie obce...

Na miejscu, w towarzystwie prawnika, przeprowadza prywatne śledztwo i poznaje uroki francuskiej stolicy - tak swobodnej i niezobowiązującej w porównaniu z Londynem. Udaje jej się odnaleźć ludzi, którzy znali Evę, odwiedzić jej mieszkanie i trafić na należące do niej przedmioty. W ten sposób dowiaduje się więcej, niż kiedykolwiek by podejrzewała. A poznane fakty z przeszłości nieuchronnie wpłyną na przyszłość Grace.

Jako, że narracja prowadzona jest dwutorowo, jednocześnie poznajemy losy młodziutkiej Evy d’Orsey, która w wieku szesnastu lat rozpoczęła pracę pokojówki w jednym z nowojorskich hoteli. Tam dość szybko przeszła szkołę życia, poznając jego ciemne strony i różnorodne ludzkie słabości. Okazała się pojętną uczennicą, która wyrosła na piękną, niezależną kobietę i stała się prawdziwą famme fatale, która inspirowała kreatorów perfum.

Obie historie są oczywiście ze sobą powiązane i mimo, iż dość łatwo się owych powiązań domyślić, lektura Kolekcjonerki perfum do ostatniej strony jest przyjemnością. Dziwi mnie wprawdzie fakt, iż powieść ta trafiła na listę bestsellerów New York Time - nie ma w niej nic odkrywczego, a historie Evy i Grace w gruncie rzeczy są dość banalne.

Jest to zdecydowanie odpowiednia książka na plażę: lekka, wciągająca i z dobrym zakończeniem :)

Ocena: 4/6

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Wakacje na wyspie

Od soboty jestem w raju :)

Otacza mnie morze, mam mnóstwo czasu na czytanie, okno w sypialni wychodzi na jedną z najpiękniejszych bibliotek na świecie, codziennie świeci słońce, ale nie ma upałów, a miejsce, w którym mieszkam jest rajem dla każdego mola książkowego. Spędzam wakacje na Bornholmie :)

A oto dowody:

Biblioteka:



Do własnej dyspozycji mamy sypialnię i pokój dzienny. A w nim idealne warunki do czytania. Oprócz dwóch fioletowych kanap, moja ulubiona otomana...:

... a na niej urlopowy stosik:
Kolekcjonerka perfum, Kathleen Tessaro (już przeczytana)
Tunel, Magdalena Parys
Trzeci brzeg Styksu, Krzysztof Beśka
Cztery pory roku, Borys Akunin











W całym pokoju i w sypialni mnóstwo książek. Niestety wszystkie po duńsku. Pozostało mi więc oglądanie okładek. Sporo tu znajomych nazwisk. Moi gospodarze są wielbicielami skandynawskich kryminałów:


Na tej półce obok siebie stoją Zadie Smith  I.B. Singer. To jak u mnie :)

Chyba nie muszę dodawać, że czuję się tu jak w domu?

Zdjęcia z wyspy i krótką relację zamieszczę na blogu po powrocie...

czwartek, 30 lipca 2015

Nowości na mojej półce

Przyjaciółka przesłała mi kod uprawniający do 40% zniżki w księgarni ZNAKu. Szkoda, by się zmarnowała...
Zwłaszcza, że na wszystkie te książki miałam chrapkę, odkąd się dowiedziałam, że istnieją :)

W krainie kolibrów, Sofia Caspari
Tajemnica domu Helclów, Maryla Szymiczkowa
Epoka hipokryzji, Kamil Janicki  
Pałac. Biografia intymna, Beata Chomątowska
Usypać góry. Historie z Polesia, Małgorzata Szejnert
Antoine Cierplikowski. Król fryzjerów, fryzjer królów, Marta Orzeszyna

A u Was co nowego?

wtorek, 28 lipca 2015

W cieniu pałacu zimowego, John Boyne

Powieść Johna Boyne pt. W cieniu pałacu zimowego w urzekający sposób opisuje historię mężczyzny, któremu dane było żyć w fascynującym miejscu w towarzystwie wyjątkowych ludzi - rodziny ostatniego rosyjskiego cara.

Naprzemiennie poznajemy losy głównego bohatera Georgija Jachmieniewa, który jako szesnastolatek trafił na służbę do Pałacu Zimowego oraz wspomnienia Georgija-staruszka, który niebawem na zawsze pożegna swoją ukochaną Zoję.
Rozdziały, w których śledzimy powojenne losy bohatera, ułożone są w kolejności odwrotnej do chronologii wydarzeń. Przeskakując co kilka lat, poznajemy "od końca" losy coraz młodszych bohaterów: Georgija i Zoi w Londynie i Paryżu. Czytamy o ich wspólnym życiu, córce, pracy Georgija w bibliotece Muzeum Brytyjskiego - zdawałoby się zwyczajne sprawy normalnych ludzi. Jednak na ostatnich stronach powieści odkryjemy głęboko skrywaną przez całe życie tajemnicę tych dwojga.
"Rosyjska" część książki rozpoczyna się w maleńkiej wiosce Kaszyn, gdzie młody Georgij z rodzicami i trzema siostrami mieszka w nędzy ciężko pracując na kawałek chleba. Jego los odmienia się pewnego zimowego dnia, podczas przejazdu wielkiego księcia Mikołaja Mikołajewicza przez Kaszyn. W wyniku dramatycznych wydarzeń Georgij na zawsze opuszcza rodzinną wioskę i zostaje osobistym opiekunem młodego carewicza. W ten sposób rozpoczyna się etap w jego życiu, który zakończy się w rewolucyjnym roku 1918.

Powieść napisana została przepięknym językiem, co sprawia, że czyta się ją szybko i z dużą przyjemnością. Dzięki pierwszoosobowej narracji miałam wrażenie, że poznaję historię bliskiego przyjaciela.

Co w książce może przeszkadzać?
Zdecydowanie naiwność, z jaką autor potraktował temat. Wyidealizowany obraz rodziny carskiej, czy stanowczy podział bohaterów na dobrych (car, jego rodzina i zwolennicy) oraz złych (bolszewicy) odbierają książce wiarygodność i niestety spłycają jej przekaz. Również rozmowy Georgija z członkami carskiej rodziny i ich wzajemne relacje wydają się być dalekie od rzeczywistości. Atmosferę powieści dominuje mitologizacja Romanowów. 

Muszę przyznać, iż Boyne napisał piękną baśń dla dorosłych. Baśń o trwającej całe życie wielkiej miłości. Mimo śniegu na okładce i zimy w tytule jest to świetna lektura na wakacje: wspaniale nada się i do pociągu i na plażę.

Ocena: -4/6

poniedziałek, 20 lipca 2015

Między nami, Chris Cleave

Jak wiele w życiu czterech osób może zmienić jedno popołudnie na plaży?
Wszystko.
Tak stało się w przypadku bohaterów powieści Chris Cleave Między nami. Niezwykłej książki, którą Wam serdecznie polecam!

Między nami ma dwie główne bohaterki. Młodziutką Pszczółkę z Nigerii poznajemy dniu, w którym po ponad dwóch latach zostaje zwolniona z ośrodka dla azylantów. Trzydziestokilkuletnią Brytyjkę o imieniu Sara, redaktorkę poczytnego magazynu dla pań, matkę i żonę, poznajemy w momencie, kiedy jej życie legnie w gruzach. Światy tych dwóch kobiet zetkną się ze sobą z niespotykaną siłą i konsekwencjami.

Informacje o treści umieszczone na okładce polskiego wydania książki są niezwykle skąpe, w zasadzie czytamy jedynie, że jest to książka mądra, świetnie napisana, ambitna, przejmująca, doskonała, urzekająca i przerażająca (to tylko część przymiotników, jakimi raczy nas w tym miejscu wydawca, wszystkie pochodzą z recenzji renomowanych angielskich i amerykańskich magazynów i dzienników).
Ja również nie chciałabym zdradzać za wiele z treści tym z Was, którzy zdecydują się po tę niezwykłą powieść sięgnąć.

Napiszę jedynie, dlaczego jest to jedna z najlepszych książek, jakie kiedykolwiek czytałam. Chris Cleave dokonał rzeczy niezmiernie trudnej, ale i niezwykle ważnej w dzisiejszym, zglobalizowanym świecie. Umożliwił swoim czytelnikom poznanie innego punktu widzenia, tak istotnego w toczącej się aktualnie w całej Europie debacie na temat nielegalnych imigrantów z Afryki, którzy starają się dostać do "twierdzy Europa", mając nadzieję na bezpieczne i stabilne życie. Ta powieść pokazuje nam nasz świat z perspektywy tych właśnie niechcianych przybyszów.
A w zasadzie z jednej konkretnej perspektywy młodej dziewczyny, która w swoim życiu straciła wszystko, co było do stracenia, a mimo to podjęła, zdawałoby się beznadziejną walkę, o swoją przyszłość, którą widziała w Wielkiej Brytanii. Dzięki takiemu indywidualnemu podejściu problem imigracji nabiera ludzkiej twarzy, co być może wpłynie choć odrobinę na wzrost empatii u czytelników. Jest to książka, która momentami boli, momentami rozśmiesza, ale z pewnością zmusza do myślenia.

Zdecydowanie warto przeczytać!

Ocena: 6/6

sobota, 18 lipca 2015

Przewrotność dobra, Jolanta Kwiatkowska

Źródłem nieszczęścia głównej bohaterki powieści Doroty jest fakt, że urodziła się w rodzinie patologicznej. Za fasadą przykładnej i pobożnej rodziny, kryją się wciąż pijani rodzice znęcający się nad córką psychicznie oraz starszy brat, który prześladuje siostrę także przy użyciu przemocy fizycznej.
Nieustanny lęk, upokorzenie i brak jakichkolwiek ciepłych uczuć - w takiej atmosferze dorastała główna bohaterka. Pewnego letniego dnia jej życie zaczęło się zmieniać. Dorota latami znosiła upokorzenia, traktując je jak lekcje i wychodząc z założenia, że kiedyś jej los się odmieni. Kolejne rodziały opisują dorosłe życie bohaterki: pracę zawodową, związki z mężczyznami. Poszczególne wątki nieuchronnie prowadzą do dramatycznego finału.

Przewrotność dobra to powieść, której lektura sprawia czytelnikowi psychiczny ból i wywołuje w nim niepokój. Jest to książka o ludziach, których nie chcielibyście spotkać na swojej drodze. Jej atmosfera jest gęsta i stale trzyma w napięciu, przez skórę czuć, że za chwilę znowu zdarzy się coś okropnego.

Powieść polecana serdecznie przez znajomą blogerkę niestety absolutnie do mnie nie trafiła. Owszem, współczułam głównej bohaterce, ale tylko do pewnego momentu. Potem zwyczajnie nie rozumiałam jej postepowania, a moja sympatia do Doroty malała z każdą kolejną stroną. Zakończenie książki okazało się z jednej strony zaskakujące, ale z drugiej postawiło pod znakiem zapytania sens działań głównej bohaterki. Od samego początku miałam wrażenie, że zło wyzierające niemalże z każdej strony powieści, zdecydowanie nie jest motywem, którego szukam w książkach.
Pomysł na powieść autorka miała dobry, ale uważam, że nie starczyło jej warsztatu, by go do końca wiarygodnie zrealizować. Dlatego całość odebrałam jako mocno przerysowaną i w swojej patologii obrzydliwą. Prosty, przejrzysty styl nie pasował do opisywanych wydarzeń, a główna bohaterka jest w gruncie rzeczy białą kartką - niewiele wiemy o tym, co siedzi w jej głowie i w sercu. Kolejne życiowe sytuacje, kolejni bohaterowie, wszyscy wpasowani w schemat, a przy tym zwyczajnie papierowi i nudni.
Pozostają nam, czytelnikom, interpretacje i dociekania: choroba psychiczna wydaje się być najprostszym wyjaśnieniem zachowania Doroty. Ale to wszystko wydaje mi się zbyt proste, zbyt płytkie....

Ocena: 2+/6

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Brick Lane, Monica Ali

W swojej debiutanckiej powieści, która ukazała się w Wielkiej Brytanii w 2002 roku, Monica Ali zaprasza nas do świata zupełnie nam, Polakom, nieznanego. Główna bohaterka Nazneen urodziła się w biednej bangladeskiej wiosce. I tylko cud, albo i niezwykła wola przeżycia, sprawiły, że jej maleńkie serce zaczęło bić. 

W 1985 roku, w wieku osiemnastu lat, Nazneen została żoną obcego, starszego od siebie ponad dwukrotnie mężczyzny i wyjechała z nim do Londynu. Od tego momentu zmieniło się całe jej życie. Jej codzienność ograniczona została ścianami niewielkiego mieszkania socjalnego z widokiem na pozbawione zieleni podwórko i, taki sam jak jej, blok naprzeciwko. Każdy dzień jest podobny do poprzedniego: wypełniają go obowiązki domowe, polegające na obsługiwaniu wymagającego męża oraz wysłychiwaniu jego niekończących się przemówień. Chanu ma mianowicie niezwykle wysokie mniemanie o sobie i własnych umiejętnościach, co przejawia się w snuciu ambitnych planów na przyszłość. Nazneen nie zna angielskiego, bardzo rzadko wychodzi na ulicę, a jeśli już, to zawsze w towarzystwie męża, nigdy sama. Jedną z niewielu rozrywek stanowią dla niej listy od siostry Hasiny. Po kilku latach małżeństwa Nazneen zachodzi w ciążę i rodzi syna. Macierzyństwo dodaje jej odwagi, pomaga poradzić sobie z ogromną tęsknotą za ojczyzną, za siostrą i wszystkim, co kojarzy jej się ze szczęśliwym dzieciństwem.
Niestety szczęście Nazneen nie trwa długo. Jej synek umiera. A czytelnik przenosi się do Bangladeszu i poznaje losy młodszej siostry Nazneen. Hasina złamała islamskie tradycje, dobrowolnie opuściłą najpierw dom rodzinny, a później męża, przez co skazana została na samotne, pełne niebezpieczeństw życie w Dakce, stolicy Bangladeszu.

Mijają lata. Nazneen rodzi dwie córki. Jej mąż Chanu porzuciwszy marzenia o karierze, snuje plany o powrocie do kraju. Nazneen zmieniła się, dojrzała. Podjęła pracę zarobkową, nauczyła się podstaw angielskiego, poznała Karima. Niepostrzeżenie z młodej, zahukanej, wiejskiej, bangladeskiej dziewczyny wyrosła silna kobieta, która w decydującym momencie zawalczy o przyszłość swoją i swoich córek.  

Brick Lane to wyjątkowa książka o potrzebie zrozumienia, o różnicach kulturowych, o życiu na obczyźnie. Jej akcja toczy się powoli, przepełniona jest egzotycznymi smakami i dźwiękami towarzyszącymi Nazneen na każdym kroku. Czasem zachowanie głównej bohaterki wydawało mi się niezrozumiałe, jej decyzje trudne do wytłumaczenia. Ale zawsze okazywało się, że w jej wyborach kryje się mądrość i pewność, że cierpliwością i uporem można osiągnąć nawet najbardziej odległe cele. Jest to powieść o sile i solidarności kobiet, które z dala od ojczyzny, w obcej kulturze, nie znając języka, potrafią zatroszczyć się o siebie i dzieci, nie tracąc przy tym poczucia humoru i optymizmu. Monica Ali w swojej powieści stworzyła wiele interesujących kobiecych postaci. Nie każda z nich jest sympatyczna, ale każda w swoim uporze i wytrwałości godna podziwu.
Polecam!

Ocena: 5+/6

Powieść Brick Lane zaczęłam czytać podczas majowego pobytu w Londynie. Oczywiście wybraliśmy się do East Endu, by odwiedzić tytułową ulicę i zjeść bangladeski obiad. Tak oto Brick Lane wyglądała w maju 2015: 


Okolica Brick Lane miała do niedawna kiepską renomę wśród londyńczyków. Ale około trzech-czterech lat temu stała się niezwykle modna. Oprócz licznych bangladeskich sklepów i restauracji, na ulicy pojawiają się coraz liczniejsze miejsca hipsterskie: kawiarnie, księgarnia. Widoczny w tle po lewej duży brązowy budynek to hala, w której odwywał się festiwal jedzenia: mogliśmy skosztować potraw z wielu zakątków świata. Nieco dalej mieszczą się kultowe second handy z ciuchami, sklep z ubraniami młodych projektantów, a w weekendy odbywa się Brick Lane market. Załapaliśmy się niestety jedynie na jego końcówkę, a szkoda bo widziałam mnóstwo interesujących stoisk.
Ta okolica ma niezwykle interesującą historię. Już w XVII osiedliło się tu sporo emigrantów, byli to głównie francuscy Hugenoci. W tym czasie okolica zasłynęła z tkactwa, krawiectwa i produkcji ubrań. W XIX wieku przybyli na Brick Lane emigranci z Irlandii oraz Żydzi aszkenazyjscy. W drugiej połowie wieku XX rozpoczęła się fala emigracji z Bangladeszu. Generalnie, od zawsze była to okolica zamieszkiwana przez biedną ludność. Świadczą o tym m.in. uboga architektura, czy też budynek przy 59 Brick Lane: zbudowany w osiemnastym wieku jako kosciół, był w późniejszym czasie synagogą, a obecnie jest meczetem. (Źródło informacji: niemiecka wikipedia).

Brick Lane to ulica, którą z pewnością warto odwiedzić podczas bytności w Londynie! A książkę należy przeczytać, bez względu na to, czy w najbliższym czasie wybieracie się do brytyjskiej stolicy, czy nie.



sobota, 27 czerwca 2015

Bieguni, Olga Tokarczuk

Po spotkaniu z Olgą Tokarczuk, w którym miałam przyjemność uczestniczyć w maju, poczułam konieczność sięgnięcia po jedną z książek autorki. Jako że "Księgi Jakubowe" czyta aktualnie moja babcia, wybór padł na stojących od wieków na półce "Biegunów". Mój egzemplarz jest wyjątkowy, bo został podpisany przez autorkę - co oczywiście zwiększyło przyjemność z lektury :)

Na okładce czytamy, że Bieguni to odłam prawosławnych starowierców, którzy wierzyli, że świat jest przesiąknięty złem. A zło ma największą moc, kiedy człowiek stoi w miejscu. Jedynym sposobem ratunku jest przebywanie w stałym ruchu, czyli podróż. I już wiadomo, że autorka zabierze nas na wyjątkową literacką wędrówkę. Wędrówkę pełną tajemnic, niespodzianek i refleksji o współczesnym świecie.

Książka zawiera dwa rodzaje tekstów: krótkie autobiograficzno-filozoficzne eseje o podróżowaniu, w których autorka dzieli się z czytelnikiem swoimi doświadczeniami i przemyśleniami. Czasami są to wyznania niezwykle osobiste, wręcz intymne. Lotniska, dworce, hotele, muzea, ale i kosmetyki podróżne, wizy i paszporty to współczesne elementy podróżowania, którym Tokarczuk poświęca kilka akapitów, rokładając przy tym samą czynność przemieszczania się w różnych celach na czynniki pierwsze.
Drugi rodzaj tekstów w Biegunach to dłuższe opowiadania, historie różnorodnych bohaterów, których osią jest podróżowanie. Są wśród nich postacie historyczne, osoby zamieszkujące odległe krańce świata, ale i całkiem zwyczajni ludzie jadący na wakacje.
Najbardziej w pamięci utkwiła mi historia Annuszki, młodej matki z Moskwy, która pewnego dnia opuściła mieszkanie i rodzinę, wsiadła w wagonik metra i rozpoczęła trwającą wiele dni odyseję.

Jest to książka do powolnego smakowania. Książka, którą warto zabrać w podróż, czytać z przerwami na kontemplację otoczenia czy współpasażerów. Wspaniała lektura na wakacyjny czas. Serdecznie polecam!

 Ocena: 5+/6

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Piąta aleja, Candace Bushnell

Powieść o codziennym życiu przedstawicieli upper class w mieście miast, czyli w Nowym Jorku. Książka, której główną bohaterką jest kamienica przy Piątej Alei 1. Oraz, rzecz jasna, jej mieszkańcy i ich mniej lub bardziej prozaiczne problemy. Powieść, która miała szansę stać się barwną, wciągającą, wielopoziomową panoramą miasta i nowojorczyków.

W luksusowym apartamentowcu mieszkają m.in.: podstarzały reżyser filmowy Philipp, jego młodziutka kochanka Lola, była partnerka Philippa, aktorka filmowa Schiffer oraz jego ciotka Enid, Annalisa i Paul Rice, Mindy i James Gooch oraz ich syn Sam.
Blichtr, pięniądze i żądza sukcesu - oto czym kierują się w życiu mieszkańcy Piątej Alei. Odgrywanie obranej przez nich roli dominuje każde ich działanie i sprawia, że tracą swoje autentyczne ja, gubią prawdziwe cele i pragnienia. Każde z nich pała miłością do swojego mieszkania w TYM apartamentowcu, czasem ta miłość przeradza się w obłęd - a stąd już blisko do tragedii. Każda z postaci Bushnell jest z czegoś w swoim życiu niezadowolona, każda czegoś pragnie: młodości, pieniędzy, sławy, władzy. I dąży do obranego celu za wszelką cenę, nie bacząc na ofiary.

Powieść Bushnell czyta się błyskawicznie, ale szczerze mówiąc nie zrobiła ona na mnie większego wrażenia. Po autorce książki, na której podstawie nakręcono jeden z moich ulubionych seriali ("Seks w wielkim mieście") spodziewałam się zdecydowanie więcej. Bohaterowie są niezwykle płytcy i przewidywalni, ich relacje powierzchowne - nie da się ich polubić. Światek Manhattanu opisany w powieści okazał się sztuczny i na dłuższą mętę zwyczajnie nudny - z ponad sześciuset stron niewiele wynika.
Jestem pewna, że bardzo szybko zapomnę kamienicę przy Piątej Alei 1 i jej mieszkańców. 

Ocena:  3/6