środa, 8 kwietnia 2015

Stracony poranek, Gabriela Adameşteanu

Dlaczego sięgnęłam po tę książkę?

Najpierw moją uwagę przyciągnęła okładka, a zaraz potem egzotycznie brzmiące nazwisko autorki. Zaintrygowała mnie informacja, że Gabriela Adameşteanu jest jedną z najwybitniejszych, współczesnych, rumuńskich autorek i została uhonorowana wieloma nagrodami literackimi. Opis treści umieszczony na okładce pozwolił mi sądzić, że oto trzymam w ręku powieść dla mnie idealną. Książkę kupiłam, po czym powędrowała ona na półkę, gdzie spędziła ponad dwa lata...

Komponując stos lektur do wyzwania 12 książek na 2015 rok, postanowiłam, że ten tytuł koniecznie musi się w nim znaleźć. Koniec końców „Stracony poranek” został książką marca i towarzyszył mi przez cały miesiąc.

Powieść zaczyna się obiecująco.
Bukareszt, lata osiemdziesiąte XX wieku. Siedemdziesięcioletnia Vica Delca okutana w kilka warstw ubrań wyrusza tramwajem na drugi koniec miasta. Jej wyprawie towarzyszą dwa cele: po pierwsze odwiedzić szwagierkę i dostać od niej coś do jedzenia, po drugie wpaść do córki byłej pracodawczyni -  Ivony i wyciągnąć od niej obiecane 50 lei (tydzień przed umówionym terminem wypłaty), które stanowią ważny dla domowego budżetu dodatek do emerytury męża. Podróż przepełniona jest wspomnieniami Delci oraz jej rozważaniami na temat życia i codziennych problemów. Narracja w tym rozdziale po mistrzowsku odwzorowuje prosty język niewykształconej kobiety.
Vica zgodnie z planem najpierw odwiedza mieszkanie bratowej, gdzie zastaje jedynie małomównego bratanka. Nieco rozczarowana wyrusza w dalszą drogę do domu, którego właścicielka, pani Ioaniu, była przed laty pracodawczynią Vici. To tu spędzała godziny przy maszynie do szycia słuchając wspomnień i plotek, za każdym razem na kilka godzin wkraczając do innego, lepszego świata. Pani Ioaniu nie żyje od kilku lat. Vica odwiedza jej córkę Ivonę, o której nie ma zbyt dobrego mniemania, co nie przeszkadza jej jednak przyjmować co miesiąc niewielkiej sumy pieniędzy i nadużywać gościnności gospodyni.

Druga część książki to podróż w czasie do lat pierwszej wojny światowej. W domu profesora Stefana Mironescu i jego młodej żony - rodziców Ivony - spędziłam leniwe popołudnie przy herbacie i plotkach. Inna epoka, inny czas, inna warstwa społeczna, inne problemy. Narracja zwalnia i zmienia charakter. W rozmowach bohaterów i w przemyśleniach profesora pojawia się mnóstwo nazwisk wojskowych i polityków oraz szczegółów dotyczących działań wojennych i sytuacji politycznej Rumunii. Akcja toczy się niezwykle powoli. Atmosfera przepełniona jest niepokojem, niedomówieniami i napięciem między głównymi bohaterami. Ciekawym zabiegiem zastosowanym przez autorkę było opisanie jednego letniego popołudnia z perspektywy trzech różnych osób.
W przedostatnim rozdziale autorka powraca do sytuacji z pierwszego rozdziału: wspólnego popołudnia Ivony i Vici. Z rozmowy obu kobiet, bogato przetykanej wspomnieniami, czytelnik dowiaduje się wielu nowych szczegółów, której uzupełniają obraz rodziny Ivony.

Stracony poranek to powieść, po którą warto sięgnąć, by dowiedzieć się więcej o Rumunii i rumuńskiej duszy. Poznać fragmenty historii tego kraju i jej mieszkańców. Gabriela Adameşteanu pisze o skomplikowanych ludzkich charakterach, o ciężarze wydarzeń z przeszłości oraz o potędze złudzeń i pozorów. Nie jest to lektura bez reszty wciągająca i porywająca. Wręcz przeciwnie: książka wymaga uwagi i skupienia, nie oferując w zamian ani wartkiej akcji, ani błyskotliwych dialogów. Mimo to uważam, że warto poświęcić jej czas.

Ocena: 4/6

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz