niedziela, 30 sierpnia 2015

Trzeci brzeg Styksu, Krzysztof Beśka

Mam słabość do kryminałów retro i co kilka miesięcy sięgam po kolejny, by rozkoszować się atmosferą lat minionych i próbować rozwikłać kryminalna zagadkę.

Powieść Beśki, pierwszy z trzech tomów cyklu: Stanisław Berg, to ostatnia z moich wakacyjnych lektur, którą przeczytałam na Bornholmie. Powieść zabrała mnie w podróż do XIX-wiecznej Łodzi, której niepowtarzalną atmosferę autor niezwykle sprawnie w swojej książce uchwycił.

Z willi łódzkiego fabrykanta Naumanna zostaje porwany jego sześcioletni syn. Kilka dni później bez śladu znika również syn polskiego inżyniera, w podobnym wieku. Miasto huczy od plotek, w kulturowym tyglu łatwo o konflikty i posądzenia oparte na uprzedzeniach i stereotypach. Dwaj detektywi Riepin i Raczyński podejmują się trudnego zadania wytropienia porywacza, mając nadzieję odnaleźć chłopców całych i zdrowych.

Mnóstwo wątków pobocznych, sporo interesujących i różnorodnych bohaterów, szybko postępująca akcja, świetnie zarysowane tło historyczne to niewątpliwe zalety powieści. Jednak po pierwszych rozdziałach, które napisane zostały naprawdę dobrze, akcja trochę się rozłazi, kolejne wątki nie pasują do siebie, a zakończenie nie podobało mi się wcale, gdyż zabrakło przekonującego uzasadnienia działań sprawcy. Finałowe wydarzenia powieści przypominają swoją dramatyką i ilością następujących po sobie w ekspresowym tempie nieprawdopodobnych sytuacji filmowe sceny z Jamesa Bonda albo Indiany Jonesa. A to raczj nijak nie pasuje do XIX-wiecznej Łodzi i rozsadza formułę kryminału retro...

Koniec końców książka średnia, choć potencjał był. Mimo to, dam Bergowi jeszcze jedną szansę i gdy się nadarzy okazja, sęgnę po tom drugi.

Ocena: -4/6

1 komentarz:

  1. Mimo wszystko chętnie bym przeczytała, bo jeszcze nie miałam styczności z tym autorem.

    OdpowiedzUsuń