niedziela, 4 października 2015

Miłość w czasach zarazy, Gabriel García Márquez

Co mądrego można napisać o książce, którą przeczytało kilka milionów czytelników, która na stałe weszła do kanonu literatury światowej i której autor został laureatem literackiego Nobla?
To pytanie czysto retoryczne.
Napiszę więc może niezbyt odkrywczo, ale za to szczerze: jak ja odebrałam historię wielkiej platonicznej miłości Florentina Arizy do Ferminy Dazy?

Jako bajkę dla dorosłych. Bajkę, którą przyjemnie czytać, zwłaszcza, że Márquez jest wirtuozem miłosnego języka. Bajkę, którą cudownie czytać przed snem, bo wprawiała mnie w dobry nastrój. Wreszcie bajkę, która niczym pękata szkatułka, za każdym razem, gdy po nią sięgnąć, ukazuje kolejną błyskotkę: nową, interesującą postać i jej opowieść.

Bo jak inaczej określić historię uczucia mężczyzny do kobiety, które zrodzone z nastoletniego marzenia, oparte na ulotnych wspomnieniach chwil i na niezłomnej wierze w jego siłę, przetrwało całe życie?

Florentino rozmawiał z Ferminą zaledwie kilka razy, zanim jej ojciec, chcąc zapobiec mezaliansowi, wysłał ją do krewnych. Potem były dziesiątki namiętnie pisanych listów, pełnych uczucia i obietnic. A w końcu: czekanie. Wieloletnie, beznadziejne czekanie.
Choć Florentino czasu nie marnował: z wieloma kobetami kształcił swoje umiejętności kochanka i używał cielesnych przyjemności co niemiara. Jednak serce i rozum oddał jej: Ferminie.
Nic więc dziwnego, że stanął przed drzwiami jej domu jeszcze zanim ciało tragicznie zmarłego męża zdążyło ostygnąć. Stanął przed nimi, by w końcu, po pięćdziesięciu latach, dostać to, na co tak długo czekał: swoją Ferminę. Gdy ta więc palcem wskazała mu drzwi i kazała nigdy nie wracać, nie uwierzył...

Miłość w czasach zarazy jest egzotyczną opowieścią, pełną namiętności i gorących uczuć. Jej strony wypełniają dziesiątki barwnych postaci i wielka, trwająca całe życie miłosć. Czy prawdziwa? A czy to ważne? W bajkach nic nie musi być prawdziwe....

Ocena: 4+/6   

1 komentarz: