środa, 9 grudnia 2015

Apetyt, Philip Kazan

Czytanie Apetytu rozpoczęłam we Florencji. Wspaniale było chodzić ulicami tego miasta, podziwiać kościoły i bogate palazzi, próbować regionalnych potraw, szwędać się po słynnym ponte vecchio, a potem odnajdywać ich ślady w powieści. To mój ulubiony sposób podróżowania: zwiedzanie z książką miejsc, w których toczy się jej akcja. Opisana w powieści XV-wieczna Florencja jest miastem fascynującym, niebezpiecznym i niezwykle interesującym - ta współczesna niebezpieczna raczej nie jest, ale pozostałe przymiotniki pasują do tego miasta doskonale ;)

Główny bohater, młodziutki Nino Latini, jest florentczykiem z urodzenia i głębokiego przekonania. Poznajemy jego dzieciństwo spędzone głównie na psoceniu, jego przyjaźnie i pierwszą miłość Tessinę oraz pasję do gotowania, którą odkrywa w sobie w dość młodym wieku. Obserwujemy spory i zatargi możnych florenckich rodów, z Medyceuszami na czele oraz poznajemy znajomych Nina znanych z podręczników do historii, m.in Leonarda da Vinci czy Botticelliego. Nad tym wszystkim królują zapachy i wizje aromatycznych potraw, które Nino, w międzyczasie rozchwytywany kucharz, przyrządza dniami i nocami. Po stracie ukochanej, która została zmuszona do ślubu z bogatym baronem, nasz bohater zatraca się w pracy i coraz bardziej wierzy we własne siły, co okaże się dla niego zgubne. W wyniku przemyślnej intrygi oraz swojego porywczego charakteru Nino zostaje zmuszony do ucieczki z rodzinnego miasta. Po dramatycznej podróży trafia wreszcie do Rzymu. Tam, dzięki wstawiennictwu swojego kucharskiego mistrza, ma szansę gotować dla samego papieża. Mimo to młodzieniec nie jest szczęśliwy: tęskni za Florencją oraz za swoją ukochaną Tessiną i w końcu podejmuje decyzję o powrocie, który nastąpi w niezwykle dramatycznych okolicznościach.

Powieść generalnie czyta się świetnie. Książka przepełniona jest intensywnymi smakami i aromatami potraw, które Nino tworzy dla swoich pracodawców. Akcja toczy się sprawnie, choć momentami jest nieco nudnawo - zwłaszcza przydługie wynurzenia głównego bohatera mogą nużyć. Całość jest okraszona iście amerykańskim stylem - łatwo wywnioskować, że autor nie pochodzi z Włoch.

Mimo to, a może właśnie dlatego Apetyt to przyjemne czytadło, które z czystym sumieniem polecam. Książka z pewnością spodoba się zarówno miłośnikom kulinariów w literaturze, jak i lekkich powieści historycznych.

Ocena: 4+/6

P.S. Odkąd skończyłam tę powieść do niemalże każdej potrawy dodaję szczyptę cynamonu. I uwierzcie mi, to niesamowicie wzbogaca smak potraw, dodając im głębi :)

1 komentarz:

  1. Może kiedyś się skuszę :) Lubię apetyczne książki :)

    OdpowiedzUsuń