wtorek, 28 kwietnia 2015

Tajemnica szkoły dla panien, Joanna Szwechłowicz

1922 rok. Niewielką miejscowością Mańkowice, położoną na terenie byłego zaboru pruskiego, wstrząsają morderstwa młodych kobiet. Newet jeśli pierwsze z nich upozorowane zostało na samobójstwo, dla wszystkich szybko staje się jasne, że po Mańkowicach krąży brutalny szaleniec, który czyha na młode kobiety.

Podkomisarz Hieronim Ratajczak prowadzi śledztwo, ale raczej daleko mu do odniesienia spektakularnego sukcesu i złapania złoczyńcy. Dotychczas w swojej policyjnej karierze stykał się mianowicie z przypadkami kradzieży cukru, nielegalną produkcją psiego smalcu czy drobnymi bójkami. Wielokrotne morderstwo znacznie nadwyręża kompetencje policjanta, jego podwładnych i przełożonego.
W tej sytuacji z kolegialną pomocą z samego Poznania przybywają dwaj doświadczeni w sprawach kryminalnych policjanci, ale nic nie wskazuje na to, by morderca został szybko odnaleziony. W miasteczku na każdym kroku czuć rosnące napięcie i niezadowolenie przestraszonych mieszkańców. Każdy snuje własne domysły, wyraża na głos przypuszczenia, prezentuje komisarzowi Ratajczakowi najdziwniejsze teorie, ale przełomu w śledztwie nadal brak...

Ale to w sumie jest nieistotne, bo tak naprawdę, to wcale nie o zagadkę kryminalną w tej powieści chodzi. O jej uroku świadczy bowiem wspaniale nakreślony prowincjalny koloryt niewielkiej społeczności, jej wady i zalety. Joanna Szwechłowicz ciekawie i z polotem opisała życie mieszkańców prowincjonalnego miasteczka leżącego na krańcach niedawno utworzonej Polski. Sekrety, intrygi, małe międzysąsiedzkie wojenki - to prawdziwa treść Tajemnicy szkoły dla panien. Autorka stworzyła kilka interesujących postaci kobiecych oraz cały szereg zabawnych sytuacji. W tej książce sporo jest niespodzianek, nic nie jest takie, na jakie pozornie wygląda. A to przecież dla każdego mola rzecz oczywista: im więcej tajemnic, tym większa frajda podczas lektury.

Powieść czyta się szybko i z przyjemnością. Niestety na ostatnich stronach tekst nieco się "rozłazi" - brak konsekwentnie do końca pociągniętego wątku kryminalnego. Do tego stopnia straciłam go z oczu, że niemalże przegapiłam moment, w którym padło nazwisko mordercy. Co w przypadku książki zaklasyfikowanej jako kryminał retro niektórym czytelnikom może jednak przeszkadzać.
Tym niemniej mamy do czynienia z interesującym debiutem. Z ciekawością sięgnę po kolejną książkę autorki.

Ocena: 3+/6

czwartek, 23 kwietnia 2015

Książki na Dzień Książki :)

Dzisiejsze święto to wspaniała okazja, by pochwalić się najnowszymi (no dobrze, prawie* najnowszymi) nabytkami, które kilkanaście dni temu trafiły na moje półki.

Na pierwszym zdjęciu książki przywiezione z Wrocławia:

Z ulubionej wrocławskiej księgarnio-kawiarni Tajne komplety:
Paryże innej Europy, Błażej Brzostek
Detroit. Sekcja zwłok Ameryki, Charlie LeDuff

Z Taniej Książki przy placu Solnym:
Księga ksiąg utraconych, Stuart Kelly
Madame Hemingway, Paula McLain











Nie tak dawno spore przeceny miało na swojej stronie internetowej wydawnictwo Muza. Można było poszaleć i to bez wielkiej szkody dla portfela:

Kolekcjonerka perfum, Kathleen Tessaro
Anglicy, George Orwell
Grace. Księżna Monako, Joanna Spencer
Niezwykłe kobiety Romanowów, Julia P. Gelardi
Tajemnica Caravaggia, Tilman Rohrig
Kobiety, które zawładnęły Europą, Jean des Cars
Kuchnia Neli, Aniela Rubinstein
Maria Skłodowska-Curie i jej córki, Shelley Emling










*Dzisiaj wiele księgarni internetowych i wydawnictw znacznie obniżyło ceny książek. Np. Świat Książki oferuje dziesiątki tytułów w cenie 10 zł... Złamałam się i złożyłam zamówienia w dwóch miejscach.
Co? W końcu okazja jest wyjątkowa :) Jak przesyłki dotrą, też się pochwalę.

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Utonięcie Rose, Marika Cobbold

Główna bohaterka powieści Mariki Cobbold, czterdziestojednoletnia Eliza, pracuje jako konserwatorka ceramiki w jednym z londyńskich muzeów. Mieszka samotnie w niewielkim mieszkanku w nie najlepszej części miasta i od dwudziestu pięciu lat nieustannie rozpamiętuje dramatyczne wydarzenie, które zmieniło jej życie. W wieku szesnastu lat utonęła Rose - kuzynka i najbliższa przyjaciółka Elizy. Kobieta obwinia się za jej śmierć i nie potrafi uporać się z przeszłością. Poczucie winy obciąża jej stosunki z rodziną, niszczy małżeństwo i nie pozwala być szczęśliwą.

Pewnego dnia Eliza odbiera telefon od ojca Rose i swojego chrzestnego ojca, z którym nie miała kontaktu od wypadku nad jeziorem. Wuj zaprasza ją do siebie w odwiedziny, do pokrytej śniegiem Szwecji, a następnie oświadcza, że chciałby jej kupić dom...
Ten gest oraz długie rozmowy sprawiają, że Eliza podejmuje próbę ostatecznego uporania się z przeszłością. Przyjmuje ofertę wuja i ten sposób realizuje własne marzenie, co działa na nią jak terapia. Kobieta zostawia za sobą okres pokuty i otwiera się na nowe życie. Oprócz domu pomagają jej w tym pośmiertnie wydana biografia pewnej aktorki oraz intrygujący sąsiad z naprzeciwka, który pojawia się w jej życiu w niezwykle dogodnym momencie...

Równolegle z opowieścią o dorosłej Elizie poznajemy historię Sandry/Cassandry - nastolatki, która była uczennicą tej samej szkoły, co Rose i Eliza. Z jej relacji dowiadujemy się, co naprawdę się wydarzyło owego feralnego wieczora oraz w tygodniach poprzedzających tragedię.
Ta podwójna narracja z jednej strony wzbogaca powieść o szczegóły wydarzeń z przeszłości, z drugiej jednak odbiera nieco radość z czytania, gdyż szybko można się domyślić, kto kryje się za śmiercią Rose.

Ale to nie jest takie istotne, bo książkę i tak czyta się błyskawicznie i z przyjemnością, jaką daje dobre czytadło. Jest to świetna lektura do autobusu czy pociągu.

Ocena: 3+/6

środa, 8 kwietnia 2015

Stracony poranek, Gabriela Adameşteanu

Dlaczego sięgnęłam po tę książkę?

Najpierw moją uwagę przyciągnęła okładka, a zaraz potem egzotycznie brzmiące nazwisko autorki. Zaintrygowała mnie informacja, że Gabriela Adameşteanu jest jedną z najwybitniejszych, współczesnych, rumuńskich autorek i została uhonorowana wieloma nagrodami literackimi. Opis treści umieszczony na okładce pozwolił mi sądzić, że oto trzymam w ręku powieść dla mnie idealną. Książkę kupiłam, po czym powędrowała ona na półkę, gdzie spędziła ponad dwa lata...

Komponując stos lektur do wyzwania 12 książek na 2015 rok, postanowiłam, że ten tytuł koniecznie musi się w nim znaleźć. Koniec końców „Stracony poranek” został książką marca i towarzyszył mi przez cały miesiąc.

Powieść zaczyna się obiecująco.
Bukareszt, lata osiemdziesiąte XX wieku. Siedemdziesięcioletnia Vica Delca okutana w kilka warstw ubrań wyrusza tramwajem na drugi koniec miasta. Jej wyprawie towarzyszą dwa cele: po pierwsze odwiedzić szwagierkę i dostać od niej coś do jedzenia, po drugie wpaść do córki byłej pracodawczyni -  Ivony i wyciągnąć od niej obiecane 50 lei (tydzień przed umówionym terminem wypłaty), które stanowią ważny dla domowego budżetu dodatek do emerytury męża. Podróż przepełniona jest wspomnieniami Delci oraz jej rozważaniami na temat życia i codziennych problemów. Narracja w tym rozdziale po mistrzowsku odwzorowuje prosty język niewykształconej kobiety.
Vica zgodnie z planem najpierw odwiedza mieszkanie bratowej, gdzie zastaje jedynie małomównego bratanka. Nieco rozczarowana wyrusza w dalszą drogę do domu, którego właścicielka, pani Ioaniu, była przed laty pracodawczynią Vici. To tu spędzała godziny przy maszynie do szycia słuchając wspomnień i plotek, za każdym razem na kilka godzin wkraczając do innego, lepszego świata. Pani Ioaniu nie żyje od kilku lat. Vica odwiedza jej córkę Ivonę, o której nie ma zbyt dobrego mniemania, co nie przeszkadza jej jednak przyjmować co miesiąc niewielkiej sumy pieniędzy i nadużywać gościnności gospodyni.

Druga część książki to podróż w czasie do lat pierwszej wojny światowej. W domu profesora Stefana Mironescu i jego młodej żony - rodziców Ivony - spędziłam leniwe popołudnie przy herbacie i plotkach. Inna epoka, inny czas, inna warstwa społeczna, inne problemy. Narracja zwalnia i zmienia charakter. W rozmowach bohaterów i w przemyśleniach profesora pojawia się mnóstwo nazwisk wojskowych i polityków oraz szczegółów dotyczących działań wojennych i sytuacji politycznej Rumunii. Akcja toczy się niezwykle powoli. Atmosfera przepełniona jest niepokojem, niedomówieniami i napięciem między głównymi bohaterami. Ciekawym zabiegiem zastosowanym przez autorkę było opisanie jednego letniego popołudnia z perspektywy trzech różnych osób.
W przedostatnim rozdziale autorka powraca do sytuacji z pierwszego rozdziału: wspólnego popołudnia Ivony i Vici. Z rozmowy obu kobiet, bogato przetykanej wspomnieniami, czytelnik dowiaduje się wielu nowych szczegółów, której uzupełniają obraz rodziny Ivony.

Stracony poranek to powieść, po którą warto sięgnąć, by dowiedzieć się więcej o Rumunii i rumuńskiej duszy. Poznać fragmenty historii tego kraju i jej mieszkańców. Gabriela Adameşteanu pisze o skomplikowanych ludzkich charakterach, o ciężarze wydarzeń z przeszłości oraz o potędze złudzeń i pozorów. Nie jest to lektura bez reszty wciągająca i porywająca. Wręcz przeciwnie: książka wymaga uwagi i skupienia, nie oferując w zamian ani wartkiej akcji, ani błyskotliwych dialogów. Mimo to uważam, że warto poświęcić jej czas.

Ocena: 4/6