czwartek, 17 marca 2016

Dygot, Jakub Małecki

Do napisania paru zdań o Dygocie zabieram się od kilkunastu dni i nadal nie jestem pewna, czy już jestem na to gotowa. Jednocześnie nie chcę przedłużać ciszy na blogu  i dlatego postaram opisać moje wrażenia z lektury tej wyjątkowej książki.
A skąd te problemy z recenzencką weną? Niełatwo jest w paru zdaniach napisać o książce, która wciągnęła mnie bez reszty i na dłużej zagościła w mojej głowie. Zaznaczę więc już na wstępie: Dygot to bardzo dobrze napisana powieść niosąca ważne przesłanie.

Książka ma wielu bohaterów, przedstawicieli trzech pokoleń rodzin Geldów i Łabędowiczów. Na przestrzeni dziesiątek lat, począwszy od 1938 roku, śledzimy losy kolejnych postaci na tle zmieniającej się polskiej, prowincjalnej rzeczywistości. Poszczególnych bohaterów, oprócz więzów rodzinnych, łączy krążące nad nimi fatum. Ich świat ogranicza się do niewielkiej wsi i sąsiedniego miasteczka, a zamknięta społeczność jest idealną areną dla rozwoju wszelkich uprzedzeń, plotek, pomówień i kłamstw. Od początku czytelnik przeczuwa wiszące w powietrzu nieszczęście, które przecież musi się wydarzyć. Pytanie tylko kiedy i na kogo trafi?
Autor niezwykle trafnie charakteryzuje polskie społeczeństwo, w którym, mimo upływu lat i zmiany ustroju, liczne przesądy i uproszczenia mają się wspaniale. Wąskie horyzonty i wiara w przesądy stają się niebezpieczną motywacją czynów, które niszczą ludzkie życia.

Obiektywnie rzecz biorąc niewiele się w tej powieści dzieje: ot zwyczajna codzienność prostych ludzi. Jednak w tej pozornej monotonii kryje się potęga tej książki. Małecki okazał sie mistrzem w posługiwaniu się językiem, w wywoływaniu w czytelniku burzy emocjonalnej przy użyciu dość skromnych środków. Stworzył powieść o naprawdę wyjątkowym, dusznym klimacie, której lektura jednocześnie uwiera i uzależnia. Wierzcie mi: trudno się od niej oderwać.
I można by zarzucić autorowi, że niektóre wątki porzuca, a inne traktuje na skróty. Ale po co? Skoro można go po prostu pochwalić i niecierpliwie czekać na kolejną książkę.
Koniecznie!

Ocena: 5+/6


8 komentarzy:

  1. Oooooooooo! Coś dla mnie. I czuję, że nadchodzi czas Tuszyńskiej. Leży u mnie na poddaszu i intuicja mi podpowiada, że to ten moment. Do babci chyba się w koncu wybiorę. Przez kilka lat czułam niemoc, a teraz chyba to zrobię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie musisz przeczytać. To takie wiejskie klimaty są... Pożyczę Ci następnym razem.

      Usuń
  2. A, i jeszcze coś. Byłam u MS i ona mi powiedziała, że uwielbia Twojego bloga. Kiedyś Cię podlinkowałam (do Zająca), ona to zobaczyła, wchodzi i jest zachwycona :-) Muszę częściej linkować. W końcu Wieśniak connecting people.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jak miło! To Twoja kuzynka? Niech się ujawni w komentarzu - będzie mi miło :)
      Pozdrowienia z dworca w Magdeburgu. Niech żyje mobilny internet ;)

      Usuń
  3. Widzę, że zachęcasz :) Może być ciekawie, ale... trochę okładka mnie odrzuca :) Wiem, wiem, liczy się wnętrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poważnie? Przecież ta okładka jest świetna. Oddaje klimat książki. Sięgnij po nią. Warto.

      Usuń
  4. Tak to jest, że nieraz lepiej pisze się o książkach słabych niż o tych dobrych. Mam ogromną ochotę na "Dygot" - czekam na tę książkę w bibliotecznej kolejce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Szczególnie trudno pisać o książkach, które nas mocno poruszyły, albo były wyjątkowo dobre.
      A na "Dygot" warto czekać. Mam nadzieję, że już wkrótce będziesz mogła go przeczytać. Pozdrawiam!

      Usuń