poniedziałek, 21 marca 2016

Najgorszy człowiek na świecie, Małgorzata Halber

Główna bohaterka książki, Krystyna, to młoda, wykształcona, niezależna kobieta pracująca w telewizji. Alkoholiczka.
Czytelnik towarzyszy jej w długim i niezwykle bolesnym procesie walki z nałogiem. Krystyna najpierw musi zrozumieć, że ma problem z alkoholem, uzupełniając w swojej głowie stereotyp zapijaczonego, brudnego alkoholika wizerunkiem alkoholika eleganckiego, z kasą i masą przyjaciół. Następnie bohaterka podejmuje próby zerwania z nałogiem. Bierze udział w terapiach grupowych i odwiedza kolejnych psychologów. Jej zwierzenia są przepełnione samotnością, tęsknotą za akceptacją i miłością oraz olbrzymim brakiem wiary w siebie.

Potrafię sobie wyobrazić, że dla wielu czytelników, zwłaszcza dwudziestoparoletnich, ta książka jest się niezwykle ważna. Być może otworzyła komuś oczy, być może nakłoniła do przeanalizowania własnej konsumpcji alkoholu, a może nawet była motywacją do podjęcia konkretnych środków w walce z nałogiem. I to już wystarczy, by uznać, że autorka dokonała rzeczy ważnej i trudnej zarazem: napisała książkę, która z dużym prawdopodobieństwem może wpływać na życie czytelników.
Halber złamała tabu, opisała zjawiska dotychczas spoczywające za grubą zasłoną milczenia. Miała odwagę przyznać się do własnej słabości i skrytykować środowisko "wybranych". Już za to należą jej się brawa.

Jednak literacko Najgorszy człowiek na świecie jest pozycją dość mizerną. Stylistycznie to jedna wielka katastrofa. A całkowity brak elementów charakterystycznych dla powieści: rozbudowanych wątków, licznych dialogów oraz ciekawych bohaterów, nie pozwala mi postawić wyższej oceny niż szkolny dostateczny.
Nie potrafię zrozumieć, dlaczego w głosowaniu czytelników na portalu lubimy czytać to właśnie ten tytuł został najlepszą książką 2015 w kategorii literatura piękna (choć głosować można było m.in. na Dygot!!!).

Myślę, że Małgorzta Halber popełniła błąd strategiczny. Ze zrozumiałych powodów postanowiła własne doświadczenia przekuć w powieść i opowiedzieć o niech słowami wymyślonej bohaterki. Jednak już po wydaniu książki, m.in. w wywiadzie dla Wysokich Obsasów, wielokrotnie przyznawała, że Krystyna jest Małgosią. Jestem przekonana, że gdyby autorka zrezygnowała z tej wyimaginowanej literackiej pośredniczki i napisała szczerą autobiografię (z funkcją terapeutyczną), to otrzymalibyśmy o wiele lepszą książkę.

Ocena: 3/6 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz