środa, 4 maja 2016

Spotkanie autorskie z Magdaleną Grzebałkowską

Jeszcze w kwietniu uczestniczyłam w spotkaniu ze wspaniałą kobietą i świetną reporterką Magdaleną Grzebałkowską, które poświęcone było jej książce 1945. Wojna i pokój.

Mimo nieznośnego upału panującego w sali i słońca świecącego zgromadzonym prosto w oczy, dwie godziny spędzone w towarzystwie autorki były naprawdę wyjątkowe.
Magdalena Grzebałkowska jest, jak na rasową reporterkę przystało, osobą bardzo otwartą i naturalną, a słuchać jej można godzinami. Jej opowieści o pracy nad książką, o samym pomyśle i genezie jej powstawania, o podróży z rodziną przez Ziemie Odzyskane i relacje z rozmów ze świadkami historii, stanowiły idealne uzupełnienie przeczytanej książki.

Autorka wymieniła kilka tematów, które z różnych względów do książki nie trafiły. Oraz dwa, o których wcześniej nie pomyślała, a które w sumie mogłyby stać się tematami osobnych publikacji, których ona jednak nie zamierza pisać. Chodzi tu o losy tych Polaków, którzy w i po 1945 roku pozostali na Kresach, we Lwowie i Wilnie oraz tych w Niemczech, którzy opuszczali miejsca pracy przymusowej, obozy koncentracyjne i jenieckie i, ze względu na okupację, zniszczenia wojenne i brak środków komunikacji, nie mając możliwości powrotu do kraju, miesiącami mieszkali na "terenie wroga".
Szokujące dla mnie były relacje ze spotkań z mieszkańcami pogranicza polsko-ukraińskiego, które siedemdziesiąt lat po wojnie, bały się rozmawiać o ówczesnych konfliktach z sąsiadami! Inne zaś, których historia, mimo zmienionego nazwiska, została rozpoznana, spotkały się z odrzuceniem przez swoje środowisko. Również teraz, jak o tym piszę, dostaję gęsiej skórki...

Osobny temat stanowił research w archiwach mający na celu zebranie ogłoszeń drobnych, poprzedzających każdy rodział w książce. Grzebałkowska świadomie starała się unikać ogłoszeń politycznych, skupiajac się na tych odzwierciedlających przejmujące ludzkie losy powojenne. Wyznała przy tym ze śmiechem, że jako absolwentka historii ze specjalnością archiwizacja, szczególnym sentymentem darzy pracę z tekstami źródłowymi.

Nie obyło się bez ogólniejszych rozważań o pracy reportera, o koniecznej empatii, wrażliwości na drugiego człowieka i osobistym zaangażowaniu oraz ważnej społecznie roli, którą chcąc nie chcąc, przyjmuje.
Po odpowiedzi na pytania publiczności, autorka podpisała liczne egzemplarze książki. W tym mój :)

Magdalena Grzebałkowska podpisuje mój 1945

3 komentarze:

  1. Na pewno spotkanie było ciekawe :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, to jedna z nielicznych autorek, które intrygują mnie też jako osoby. Poszłabym jeszcze bardzo chętnie na spotkanie z p. Hugo-Baderem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)) Byłam na spotkaniu z nim w połowie lipca we Wrocławiu. Serdecznie polecam :)

      Usuń