niedziela, 5 czerwca 2016

Ostatnie fado, Iwona Słabuszewska-Krauze

Główna bohaterka powieści Alicja, młoda Polka mieszkająca na stałe w Dublinie, spontanicznie decyduje się na wyjazd do Lizbony. Głównym celem podróży jest chęć odszukania Rosy, śpiewaczki fado, autorki pięknych miłosnych listów i dawnej miłości wujka Alicji, Dominika, z którym bohaterka jest mocno związana.
W portugalskiej stolicy przeprowadza prywatne śledztwo, poznając strzępki historii Rosy i składając je w całość. Alicja wędruje godzinami po mieście, słucha fado, pije kawę i zagląda do niezliczonych lizbońskich lokali. Zwiedza najbardziej znane atrakcje turystyczne i poznaje różne dzielnice Lizbony. Jednocześnie snuje rozliczne refleksje na temat własnego życia uczuciowego i swojego stosunku do mężczyzn, a zwłaszcza jednego: dobrego przyjaciela Kostka.

Na przemian z lizbońskimi przeżyciami Alicji poznajemy codzienność portugalskiego pisarza Fernanda Pessoa na początku dwudziestego wielku oraz kilka postaci mieszkających w sąsiedztwie hostelu, w kórym zatrzymała się Alicja. Ten zabieg miał zapewne na celu ukazanie wielopłaszczyznowego obrazu miasta i jego mieszkańców: na przestrzeni lat i z perspektywy jej mieszkańców. I o ile w przypadku wędrówek z Pessoą od kawiarni do kawiarni był to zabieg udany, o tyle chaotycznie opowiadane historie właścicielki piekarni czy kioskarza nie przypadły mi do gustu.

Ostatnie fado to typowe czytadło, którego autorka ewidentnie miała ambicje na napisanie porządnej powieści z przesłaniem, co się jej niestety kompletnie nie udało. Mądrości życiowe wygłaszane przez główną bohaterkę i egzaltowana narracja, nie wyszły książce na dobre. Podział całości na 70 bardzo krótkch rozdziałów oraz zmieniający się w każdym z nich narratorzy nie ułatwia czytania, rozpraszając uwagę czytelnika.
Pomysł na samą historię był ciekawy, choć nie orginalny, lecz autorka nie podołała zadaniu. Zamiast pogłębiać portrety swoich postaci oraz konsekwentnie rozbudowywać wątki wokół nich, wprowadzała coraz to nowych bohaterów i nowe historie. Koniec końców główny wątek kończy się mało spektakularnym finałem, a całość szybko pójdzie w zapomnienie. Ostatnie fado to dobra towarzyszka podróży do Lizbony. I tyle.

Ocena: 4/6
















W powieści Słabuszewskiej-Krauze to Lizbona gra pierwsze skrzypce i właśnie ze względu na miasto przeczytałam tę książkę do końca. Była lekturą towarzyszącą mi w kawiarniach i lizbońskim metrze. Lekką i niezobowiązującą.
Poniżej kilka wspomnień majowego wyjazdu do Porugalii: Lizbona moimi oczami.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz