środa, 26 października 2016

Pani furia, Grażyna Plebanek

Grażyna Plebanek należy do moich ulubionych polskich autorek. I jest tak pomimo, iż przeczytałam dopiero dwie (tak, Pani furia to ta druga, a Dziewczyny z Portofino pierwsza) jej powieści. ALE uczestniczyłam w spotkaniu z Nią i śledzę na bieżąco jej działalność na fejsie. Z tych elementów wyłania się obraz silnej, zaangażowanej kobiety, z której poglądami bardzo mi po drodze. Chciałabym, by więcej takich osób pojawiało się w polskiej przestrzeni publicznej.
Ale nie o autorce chciałam pisać, ale o jej najnowszej książce, przepięknie wydanej, Pani furii. Pierwszej polskiej powieści, której główną bohaterką jest osoba o innym kolorze skóry, niż biały.

Mowa o Ali, pochodzącej z Konga młodej policjantce, która mieszka w Belgii, wygląda jak Afrykanka, a czuje się Europejką. Wyjechała ze swojego ojczystego kraju, Konga, jako siedmiolatka i tak naprawdę niewiele, oprócz kilku mglistych wspomnień, łączy ją z tym krajem. O Afryce często wspominają członkowie rodziny Ali, jej rodzice, ciotka i babcia, dla których wizja powrotu do Kinszasy, nawet po wielu latach spędzonych w Europie, jest realną perspektywą. Natomiast codzienność głównej bohaterki i jej braci, w której skomplikowane rodzinne relacje i problemy dorosłych nieustannie towarzyszą szkolnym i podwórkowym sprawom, nierozerwalnie łączy się z Belgią. Mimo iż nie zawsze jest im dane czuć się jak u siebie. Kwestia tożsamości, poczucie obcości, przywiązanie do korzeni oraz wewnętrzny przymus kontynuowania rodzinych tradycji, to tylko niektóre z motywów obecnych w powieści Plebanek.

Jest to książka wielowątkowa, opowiadająca losy wyrazistych i barwnych bohaterów. Bardzo ważna książka zwłaszcza w dzisiejszych czasach - poszerza horyzonty i pozwala przyjąć perspektywę tych "innych".

Mam jedynie dwa zastrzeżenia: chętnie poczytałabym więcej o dorosłym życiu Ali, jej codziennej pracy w policji, o jej związku z Dorianem i życiu poza pracą. Autorka włożyła mnóstwo czasu w research i przygotowania, spokojnie mogłaby napisać jakieś 200 stron więcej. Głębiej się wgryźć w dusze bohaterów, zdradzić więcej szczegółów z ich codzienności... Przeczytałabym z przyjemnością ;)
Drugie zastrzeżenie odnosi się to uczucia powtarzalności, jakie towarzyszyło mi podczas rozpoczynania lektury. Na spotkaniu autorskim, o którym wspomniałam na początku recenzji, Plebanek wymieniała książki, jakie czytała w ramach przygotowań do napisania Pani furii. Była wśród nich m.in. Amerykaana. I to właśnie wpływ tej książki jest, moim zdaniem, niezwykle widoczny na pierwszych dwudziestu stronach powieści. Na szczęście nabiera ona potem własnego tempa, skręca w swoją właściwą stronę stając się pełnokrwistą, wciągającą i świetnie napisaną powieścią. Bez wątpienia jedną z najlepszych w tym roku.

OGROMNIE POLECAM!

Ocena: 5+/6

2 komentarze:

  1. Próbowałam czytać, nie dałam rady. Nie wiem, może to nie był odpowiedni czas na tę lekturę. Wiem, że za jakiś czas znowu sięgnę po Panią Furię i zobaczymy, może wtedy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to ciekawe. Pamiętasz, co Ci konkretnie przeszkadzało?
      Mnie ta powieść porwała od pierwszej strony, ale ja mam słabość do autorki.
      Może u Ciebie był to akurat nieodpowiedni moment. Daj jej koniecznie drugą szansę. Uważam, że warto :)
      Pozdrawiam!

      Usuń