środa, 23 listopada 2016

Atlas: Doppelganger, Dominika Słowik

Tak to już jest, że wkroczyłam w wiek, w którym z zaskoczeniem co rusz stwierdzam, że książki piszą i wydają sporo ode mnie młodsze osoby...
Należy do nich również Dominika Słowik, rocznik 1988, która w marcu ubiegłego roku zadebiutowała powieścią Atlas: Doppelganger. Powieścią specyficzną, napisaną bez użycia wielkich liter i bez wątpienia wartą przeczytania.

Książkę Słowik cechuje modna w osatnich czasach nielinearność narracji. Generalnie czas u Słowik jest rzeczą umowną, a i przestrzeń definiowana jest na nowo. Mamy więc w Atlasie trzy opowieści, trzy światy, które cechuje różny stopień absurdu. Światy, z których wyłaniają się osobne historie, a połączenie ich w całość stwarza nieograniczone wprost pole do popisu dla wyobraźni czytelnika i do snucia własnych interpretacji.

Na pierwszym planie jest ten najbardziej oczywisty: śląskie blokowisko, lata dziewięćdziesiąte i dwie małe dziewczynki, które bacznie obserwują transformującą się rzeczywistość. Niezwykle trafne, pełne ironii i dystansu opisy polskiej prowincji z jednej strony wywołują wybuchy śmiechu, z drugiej skłaniają do refleksji nad kondycją opisywanego w książce społeczeństwa. Celność obserwacji, trafność spostrzeżeń i wspaniała umiejętność utrwalenia na papierze, wydawałoby się, bezpowrotnie utraconych klimatów tamtych lat stanowią niepodważalne atuty powieści. Słowik stworzyła nietuzinkowy opis naszych narodowych przywar i kompleksów, umieszczony w leciutkim, na pozór, kontekście wspomnień z dzieciństwa.
Świat drugi, to wyłaniająca się z opowieści dziadka jednej z dziewczynek kraina marzynarzy, rejsów po odległych morzach i wizyt w egzotycznych portach. Tu już absurdów jest więcej, więcej też miejsca na własne interpretacje i dowolne łączenie faktów. Autorka puściła wodze fantazji tworząc nonsensowne sytuacje (np. łowienie ryb na koty-przynęty), zmuszające czytelnka do opuszczenia utartej ścieżki i wyruszenia w nieprzewidywalną podróż.
Świat trzeci to historia zawieszonego w czasoprzestrzeni niewielkiego osiedla bloków, na które trafia szukający pewnych dokumentów Sadowski. Osiedle leży na skraju miasteczka, tuż obok lasu i mieszka w nim pięć osób: dziadek i jego służąca, Karolek i jego ciotka oraz sąsiad. Pozostałe mieszkania, dziesiątki mieszkań, zostały opuszczone przez mieszkańców, o których nic nie wiemy. Nie wiemy też niż o tych obecnych. Dnie mijają Sadowskiemu na nasiadówkach przed blokiem oraz przeszukiwaniu kolejnych mieszkań w poszkiwaniu dokumentów.

Atlas: Doppelganger każdy zrozumie inaczej. Ale dyskutować o tej książce i jej bohaterach oraz symbolice w niej zawartej można w nieskończoność. Autorka ma fantastyczne poczucie humoru, wspaniale posługuje się językiem polskim i portafi kreować światy, do których chce sę wracać. Wspomniany brak użycia wielkich liter, pojawiający się w recenzjach jako punkt krytyki, mnie akurat nie przeszkadzał, chociaż nie poznałam jego celowości. Mnie raziły dość licznie w tekście występujące przekleństwa. W wielu miejscach ich użycie było jak najbardziej zasadne, ale momentami jednak było ich za dużo. Drugim minusem jest zakończenie. Autorka sama sobie wysoko ustawiła poprzeczkę wykazując się niebywałą fantazją - tak napisana powieść wymaga odpowiedniego zakończenia. To, które przeczytałam było rozczarowujące, gdyż nie dało odpowiedzi na żadne z kłębiących się w mojej głowie pytań.

Generalnie jestem bardzo pozytywnie zaskoczona i tak, jak debiut Weroniki Murek do mnie nie przemówił (a obie autorki są bardzo często porównywane), tak Dominika Słowik zyskała moje uznanie. Jestem BARDZO ciekawa, co teraz napisze.

Polecam osobom otwartym na literackie eksperymenty :)

Ocena: 5/6

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz