niedziela, 6 listopada 2016

To nie są moje wielbłądy, Aleksandra Boćkowska

Bardzo ładnie wydana książka Boćkowskiej o intrygującym tytule towarzyszyła mi przez kilkanaście tygodni...
Lektura nie szła mi za dobrze, bo mimo interesującego tematu, autorka nie była w stanie opanować ani wątków, ani postaci i czytelnik dostał do ręki książkę - gąszcz, w którym dość trudno się odnaleźć.

Dowiedziałam się z tej pozycji kilku faktów z historii magazynów, powiedzmy "modowych". Poznałam powiązania polskich projektantów z Paryżem oraz skomplikowaną machinerię produkcji butów w przedsiębiorstwach państwowych. Rozbawiły mnie anegdoty o zdobywaniu i przerabianiu zachodnich ciuchów, o kreatywności rodaczek i rodaków w wytwarzaniu ubrań z przedmiotów codziennego użytku, czy też absurdalny charakter kontaktów między twórcami-artystami, a panami w brzydkich garniturach odpowiadających za dostawy i produkcję.

Niestety, jak już napisałam powyżej, ogromnym minusem książki jest panujący w niej chaos. Mimo, iż całość podzielona jest na rozdziały, tekstowi brakuje struktury i tematycznego uporządkowania. Jako osoba mająca bardzo blade pojęcie o przemyśle odzieżowym w Polsce gubiłam się wśród dziesiątek nazwisk, skoków w czasie i zmiany wątków. Wierzę, że kryje się w tym chaosie jakieś zamierzenie autorki. Jednak dla mnie, niestety, pozostało ono niejasne.
Szkoda, bo sam temat, dziesiątki zdjęć oraz możliwość rozmów z wieloma uczestnikami opisywanych wydarzeń, stanowiły doskonałe podstawy do stworzenia pozycji, która mogłaby stać się solidnym kompedium wiedzy o polskiej modzie powojennej. Tak się jednak nie stało.

Ocena: 3+/6

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz