poniedziałek, 29 lutego 2016

Nowe na regale...

Bardzo mi zależało, by właśnie dzisiaj opublikować kolejny post. Taki dzień nie zdarza się w końcu co roku :)
Niestety nie wyrobiłam się z recenzją Dygotu i dlatego postanowiłam się pochwalić nowymi nabytkami. W sumie aaaż takie nowe nie są, bo to efekt styczniowej promocji na arosie, ale to najmłodsze książki na mojej półce, którymi się jeszcze nie chwaliłam.
Wszystkie świetnie widać na zdjęciu, więc nie będę ich wymieniać. Znacie, polecacie?
A co u Was nowego na półce?


niedziela, 28 lutego 2016

Listy niezapomniane, Shaun Usher

Niniejszy zbiór towarzyszył mi przez wiele tygodni. Zajął miejsce na nocnej szafce i podczytywałam po kilka stron przed snem. Biorąc pod uwagę niezwykłą różnorodność zebranych w tomie listów, jest to całkiem dobry sposób na lekturę.

Książka zawiera w sumie 126 listów. Wśród ich autorów są osoby powszechnie znane, jak Maria Stuart, Charles Dickens, Ludwig van Beethoven, Ernest Hemingway, John Steinbeck, Mark Twain czy Albert Einstein. Są tu listy bardzo osobiste, przepełnione miłością do partnera lub partnerki, są pisma urzędowe i bardzo formalne listy z zapytaniem lub wyjaśnieniem konkretnej sprawy. Ich lektura daje wgląd w wiele historycznych wydarzeń i pozwala poznać je "od kuchni". Jest to bardzo ciekawy, mimo iż wybiórczy, sposób na poszerzanie wiedzy ogólnej.

Podczas czytania nieco przeszkadzał mi fakt, że siłą rzeczy, ów wybór listów skierowany jest przede wszystkim do angielskojęzycznego czytelnika. Z tego właśnie powodu niektóre teksty są dla nas trudne do przyporządkowania, gdyż ich kontekst historyczny, oczywisty dla angielskiego lub amerykańskiego czytelnika, dla nas pozostaje obcy. Bardzo chętnie sięgnęłabym po zbiór listów wielkich Polaków oraz Europejczyków - ich perspektywa byłaby mi z pewnością bliższa.
Nie do końca jestem też zadowolona z tłumaczenia poszczególnych tekstów. Bardzo mnie to zdziwiło, gdyż teksty tłumaczył Jakub Małecki, który jako pisarz zachwycił mnie swoim Dygotem (recenzja za moment). Nie do końca potrafię opisać na czym polega problem, ale listom zabrakło tego czegoś, co sprawia, że lektura staje się czystą przyjemnością.

Książka została przepięknie wydana, na dobrej jakości papierze, zawiera mnóstwo zdjęć samych listów, jak i ich autorów. Myślę, że jest to świetny pomysł na prezent dla starszych osób, które chętnie poszerzą swoją wiedzę lekturą listów.

Ocena: 4/6


środa, 24 lutego 2016

Madame Hemingway, Paula McLain

Madame Hemingway to, jak sugeruje nam tytuł, zbeletryzowana historia związku słynnego noblisty i jego pierwszej żony Hadley Richardson. Para poznała się w 1920 roku w Chicago, ale większość wspólnego życia Ernest i Hadley spędzili w Paryżu, żyjąc dość skromnie, ale za to w otoczeniu najznamienitszych artystów tego okresu. Do bliskiego grona ich przyjaciół należeli m.in. Gertruda Stein, Ezra Pound oraz Scott i Zelda Fitzgerald. Kawiarniane życie Paryża, liczne podróże, ale i samotne, monotonne dnie spędzane na wiecznym czekaniu na męża - tak w skrócie możnaby opisać życie małżonki noblisty.

Narratorką powieści jest Hadley. Dzięki temu czytelnik otrzymuje wgląd w intymne życie pary, poznaje szczegóły ich związku i niełatwą codzienność u boku artysty. Bo co tu dużo ukrywać: mimo iż łączące ich uczucie, przynajmnej na początku, było niezwykle silne i chroniło oboje przez miłosnymi aferami, z biegiem czasu stało się dla Hadley jasne, że bycie żoną pisarza to bardzo trudne zadanie.

Całe życie Ernesta, wszystkie podejmowane przez niego decyzje podporządkowane były pisaniu. Hemingway nie miał łatwego charakteru, a trauma wojenna i lęk przed porażką jako artysta miały spory wpływ na jego zachowanie, także, a może przede wszytkim, w stosunku do najbliższych.
Hadley była mężowi głęboko oddana, poświęciła siebie dla jego kariery i ich związku. Cierpiała ubóstwo i znosiła niewygody paryskiego mieszkania w poczuciu, że przyczynia się w ten sposób do rozwoju kariery pisarskiej męża.
Niestety po kilku latach okazało się, że głębokiej miłości nie starczyło na długo. Hadley była pierwszą z czterech żon Ernesta Hemingwaya.

Bardzo polecam tę świetnie napisaną powieść, której lektura jest czystą przyjemnością. I nawet jeśli trudno polubić Ernesta Hemingwaya jako mężczyznę, to z pewnością warto poznać początki jego pisarskiej kariery.

Ocena: 5/6
Hadley i Ernest w 1922 roku w Szwajcarii (źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/Hadley_Richardson)

wtorek, 23 lutego 2016

Dokręcanie śruby, Henry James

Nigdy nie ukrywałam, że jestem fanką twórczości Jacka Dehnela. Oprócz książek, które wyszły spod jego pióra, postanowiłam więc  siegnąć także po tytuł, który został przez niego przetłumaczony z języka angielskiego. Mój wybór padł na niwielkich rozmiarów książeczkę autorstwa Henry'ego Jamesa, Dokręcanie śruby, którą wydawnictwo W.A.B. opublikowało w ubiegłym roku.
Do lektury zachęciła mnie nie tylko osoba tłumacza, ale i fakt, że chodzi o klasyczną gotycką powieść grozy, której akcja rozgrywa się w oddalonej od cywilizacji posiadłości w XIX-wiecznym hrabstwie Essex.

Główna bohaterka, młoda guwernantka, podejmuje się opieki nad dwójką sierot: ośmioletnią Florą i dwa lata starszym Milesem. W codziennych obowiązkach guwernantce pomaga pani Grose, gospodyni domu. Poza tym młoda kobieta skazana jest sama na siebie - pod żadnym pozorem nie wolno jej kontaktować się z pracodawcą, wujem dzieci, który jest wielkim nieobecnym powieści.
Szybko okazuje się, że z pozoru proste zadanie opieki nad małą dziewczynką wymaga od niej więcej zaangażowania i sprytu niż początkowo sądziła. Ponadto Miles zostaje usunięty ze szkoły, a we dworze bez zapowiedzi pojawiają się byli jego mieszkańcy, guwernantka i ogrodnik. A raczej ich duchy, które ukazują się w różnych miejscach domu, o różnych porach dnia. Niewytłumaczalne zjawiska i dziwne zachowanie dzieci skłaniają guwernantkę do snucia podejrzeń i podejmowania prób uwolnienia domu i jej mieszkańców od gości z zaświatów.

Powieść ta bardzo mnie rozczarowała. Jest nudna jak flaki z olejem i zupełnie do mnie nie trafiła. Nie pomogło ani tłumaczenie Dehnela, ani moje uwielnienie dla powieści wiktoriańskiej. Dokręcanie śruby to zdecydowanie nie moja bajka.
Mimo to zamierzam kontynuować odkrywanie twórczości Jamesa i sięgnąć po kolejne jego książki: Opowiadania nowojorskie, Europejczycy oraz Bostończycy.

Ocena: 3/6

poniedziałek, 22 lutego 2016

Życie w micie, Wojciech Eichelberger i Beata Pawłowicz

Bardzo ważna książka, która z pewnością zainspiruje wiele osób  do zmian w sposobie myślenia i stylu życia, a tych, którzy decyzję o zmianie podjęli, umocni w tym postanowieniu.

Żyjemy w czasach zdominowanych przez konsumpcjonizm. Pogoń za sukcesem i chęć zarabiania coraz większych pieniędzy kształtują życie wielu współczesnych ludzi. Aby wytrwać w tej gonitwie i nie zwariować, ludzie tworzą mity, kategoryzujące tę konsumpcyjną rzeczywistość.
W czternastu rozmowach prowadzonych przez Beatę Pawłowicz, Wojciech Eichelberger wyjaśnia istotę danego mitu oraz związane z nim konsumpcyjne zachowania. Każdy kolejny rozdział coraz wyraźniej pokazuje, że sensu w życiu i szczęścia należy szukać z dala od galerii handlowej i sklepów internetowych. Na tapetę psychologa trafiają następujące przekonania: niezależność za pieniądze, zajmowanie się sobą, emancypacja kobiet, modna pasja, wieczna młodość i zdrowie, mężczyźni, którzy są do niczego, wszystko, co ważne, można kupić, stawianie na Wewnętrzne Dziecko, seksualne wyzwolenie kobiet, można być kim się chce, bycie singlem jako droga do spełnionego życia, polityczna poprawność, szczęście na wyciągnięcie ręki, zaklinanie rzeczywistości. Po każdej rozmowie umieszczono historię konkretnej osoby, w której życiu dany mit stanowił bardzo istotny element codzienności. Niektórym udało się go rozpoznać i zmienić swoje życie, inni trwają nadal w złudnym przekonanium, że oto osiągnęli pełnię szczęścia.

I choć Eichelberger zbyt konsekwentnie pielęgnuje pogląd, że przeciętny Polak to warszawski korpoludek mieszkający na strzeżonym osiedlu, jeżdżący super drogim autem i pracujacy minimum dwanaście godzin na dobę, to bardzo wiele jego spostrzeżeń i argumentów wartych jest przemyślenia i głębszej dyskusji. Myślę, że książka ta dla wielu czytelników może okazać się bardzo istotnym drogowskazem w ich rozwoju.

O polskim społeczeństwie Eichelberger mówi tak: "Nie chce nam się pisać petycji, zbierać podpisów, protestować, demonstrować, tworzyć społecznych ruchów i organizacji. Wolimy zaklinać rzeczywistość wierzyć, że "Jakoś to będzie", że "Oni" to załatwią. Tymczasem "Onych" już dawno nie ma. Ani "Oni", ani Bóg niczego za nas nie załatwią. Jesteśmy tylko My - w pełni odpowiedzialni jednocześnie za los własny i za los całości. Tymczasem zachowujemy się tak, jakbyśmy ciągle nie obudzili się z chocholego postkomunistycznego transu bezwolności i bezradności. Wykorzystujemy zaledwie nikły procent możliwości wpływania na bieg spraw i na decyzje rządzących, choć takie możliwości daje nam ustrój naszego państwa i globalna medialno-inernetowa wioska." (str. 271 - 272) Jakie to, niestety, prawdziwe!

Polecam poszukującym.

Ocena: 5/6

sobota, 13 lutego 2016

Pomysł na niedzielę

Szukacie pomysłu na udane niedzielne popołudnie?
A co powiecie na wycieczkę do stolicy, by tam rozkoszować się pyszną kawą i herbatą oraz obcowaniem z setkami książek?

Tak, polecam Wam miejsce, które z pewnością większość z Was zna, czyli Wrzenie świata. To aktualnie moje najulubieńsze książkowe miejsce w stolicy (po przeprowadzce do nowej siedziby tarabuk utracił swój klimat i wraz z nim ten status).

Przy zimowych kreacjach herbacianych (czarna herbata z kolorowym pieprzem, jabłkiem i co tam jeszcze pływało...) podczytywaliśmy przez sporą część popołudnia m.in. tytuły ze zdjęcia. Oraz wiele innych. A przez okno sąsiedniej kamienicy bacznie obserwował nas rudy kot.
 




Można do woli i bezkarnie ściągać książki z półek, macać, wąchać, przewracać strony, głaskać okładki, podczytywać, a nawet wybrane tytuły układać w stosy:


A w końcu, po nieudanych pertraktacjach obniżkowych i wewnętrznej walce z nimi związanej, zdecydowanie kupić jedynie dwie (!!!) książki*, te z samej góry, w Matrasie na Centralnym dorzucić Dygot z 30% zniżką i spędzić upojne cztery godziny w pędzącym przez ciemność intercity....



* Bez obawy. Pozostałe zamówię na arosie...


czwartek, 11 lutego 2016

Szlaki człowieka. Podróże drogami świata, Ted Conover

"Każda droga to opowieść o dążeniu do celu: do bogactwa, zwycięstwa w bitwie, odkryć i przygód, przetrwania i rozwoju albo po prostu do życia w godnych warunkach. Każda ścieżka to odbicie naszego pragnienia ruchu i budowania połączeń." (str. 9)
Tymi słowy Ted Conover rozpoczyna swoją książkę o jednym z "najbardziej pożytecznych i zdumiewających dzieł ludzkości", o drodze. Ale o drodze w praktycznym, dosłownym wymiarze, przedstawionej z perspektywy jej użytkowników i zmian, jakie ze sobą niesie.
 
Conover opisał sześć dróg, które, jego zdaniem, zmieniają świat. Każdy szlak przemierzył osobiście, czasami wielokrotnie, poznając jego specyfikę. Przemieszczał się piechotą, w ciężarówce, autobusie lub pojeździe wojskowym, w towarzystwie ludzi, dla których dana droga jest domem lub miejscem pracy. W ten sposób pokonał tysiące kilometrów na różnych kontynentach, opisując zmiany wynikające z faktu istnienia drogi, jej rozbudowy i użytkowania. Kolejność reportaży nie jest chronologiczna, tylko wynika ze stopnia skomplikowania danej drogi. "Z każdą związany jest temat: rozwój kontra środowisko, izolacja kontra postęp, okupacja wojskowa, przenoszenie chorób, przemiany społeczne i przyszłość miasta." (str. 10)

Mnie najbardziej poruszyły reportaże z Lagos w Nigerii oraz z Izraela. Ten pierwszy opisuje miasto monstrum, niebezpieczne, w ciągłym ruchu, nieokiełznane. Miasto, w którym perspektywa tzw. człowieka zachodu zostaje całkowicie przeprogramowana: w tym miejscu Afryki działają inne kody kulturowe, inne wartości mają znaczenie. Fascynujące.
Z kolei reportaż, którego tematem jest okupacja Zachodniego Brzegu i codzienne życie na tym terenie, mocno mnie przeraził. Posterunki wojskowe, militarne blokady dróg, ataki, wybuchy, ciągłe kontrole, notoryczny strach i wszechobecna paranoja. Stosunki między Palestyńczykami i Izraelczykami to bardzo mocno zapętlona spirala nienawiści, którą od małego chłoną tamtejsze dzieci. Brak zrozumienia, akceptacji i woli porozumienia u każdej ze stron. Opis prób normalnego życia w miejscu pogrążonym w sytuacji patowej. Bardzo poruszający.

Niestety spory minus należy się polskiemu wydawcy za dość kiepskie tłumaczenie, które minimalizuje radość z czytania. Mimo, iż nie jest to literatura piękna, oczekiwałam zgrabnych, sensownych zdań i przyjemności z obcowaniem z tekstem. A z tym momentami bywało kiepsko.
Mimo to książka ma niewątpliwą wartość poznawczą, otwiera przed czytelnikiem nowe terytoria i poszerza horyzonty. Polecam!

"Dlaczego jest w języku tyle wyrażeń związanych z drogami? Może dlatego, że drogi są najlepszą metaforą, za pomocą której możemy opisywać życie. Kiedy się o tym pomyśli, to trochę dziwne - coś, co mierzy się w kilometrach, jest porównywane do czegoś, co się mierzy w dniach lub latach. Ale w drogach chodzi o mijanie, odległość przebytą w czasie - kilometry na godzinę - a poruszanie się drogą wiąże się z dokonywaniem wyborów." (str. 428).

Ocena: 5/6