sobota, 25 czerwca 2016

Samotność Portugalczyka, Iza Klementowska + wspomnienia z Portugalii

Samotność Portugalczyka Izy Klemenowskiej to lektura obowiązkowa dla wszystkich osób wybierających się w podróż do tego położonego na zachodnim krańcu Europy kraju. Kraju, w którym odkryłam zaskakująco wiele podobieństw do Polski, który ujął mnie bogactwem bujnej roślinności, pięknymi krajobrazami, uroczą architekturą, uprzejmością i luzem mieszkańców oraz wyśmienitą kuchnią i wspaniałymi winami :)

Ale wracając do zbioru reportaży Klementowskiej. Autorka przedstawia w nich historie kikudziesięciu kobiet i mężczyzn, znanych z historii, jak np. dyktator António de Oliveira Salazar, konsul Mendes, czy trzy Marii, pisarki i pierwsze portugalskie feministki, oraz zwykłych Portugalczyków, jak Anna czy Eryk, Antonio czy Karim. Każdy z nich ma do opowiedzenia historię, która stanowi kolejny element składowy portugalskiej tożsamości. Tłem reportaży są zatem podboje kolonialne, czasy dyktatury Salazara, powolny rozwój Portugalii jako członka Unii Europejskiej. Różnorodność bohaterów gwarantuje różnorodność tematów, które ilustrują złożoność i bogactwo portugalskiej historii i czasów współczesnych.
Smutek i tęsknota w dźwiękach fado, mała bica wypijana na raz w lizbońskich kawiarniach, czy ciemnoczerwone wino z doliny Douro - to przyjemności, na które może liczyć każdy turysta wybierający się do Portugalii. Ci, którzy zdecydują się zabrać w podróż książkę Klementowskiej dowiedzą się więcej o duszy tego kraju i będą mieli szansę choć odrobinę go zrozumieć.

"Dlaczego my, Portugalczycy, wiecznie za czymś musimy tęsknić? Za światem innym niż Portugalia. Bo kimże my jesteśmy - wejściem do Europy czy jej ujściem? Czy stoimy plecami do Europy, a twarzą do reszty świata, czy odwrotnie?" (str. 14)

Ocena: 5+/6

Książkę podczytywałam szczególnie często podczas przerw na kawę:




















A gdyby jeszcze ktoś z Was się zastanawiał, czy warto wybrać się w podróż do Portugalii, wrzucę kilka zdjęć z naszej majowej, niestety bardzo deszczowej, podróży po tym kraju.

Północ
Północ
Północ, Viana do Castelo
Północ. Kalia etiopska rośnie tam WSZĘDZIE. Przepiękna!
Północ
Północ, Guimarães
Północ, na jednym drzewie kwiaty i owoce pomarańczy. Te niepozorne białe kwiaty pachną obłędnie. Uwielbiam!
Południe, Lagos
Południe, Lagos
Południe, Tavira
Południe, Faro
Południe, w oknie wystawowym antykwariatu w Lagos Kapuściński po angielsku :)
Południe
Porto, słynna księgarnia Lello. Wypełniona turystami i rusztowaniami. Rozczarowanie :(
Porto, idealna ilustracja towarzyszącej nam pogody.
Porto
Porto
Porto
Porto. Majowe święto tutejszych studentów. Zgadnijcie, którą pisarkę zainspirowało :)

sobota, 18 czerwca 2016

Weekend wypełniony literaturą, czyli Big Book Festival 2016

Dzisiaj mija dokładnie tydzień od fantastycznego książkowego wydarzenia, w jakim miałam przyjemność uczestniczyć w Warszawie. Myślę oczywiście o Big Book Festival 2016.
Wielką ochotę na udział w festiwalu miałam już rok temu, ale wtedy niestety nic z tych planów nie wyszło.

Wyszło za to teraz i to jak!

Dwa dni pełne spotkań z niezwykłymi ludźmi: pisarzami, pasjonatami i czytelnikami, ludźmi myślącymi podobnie jak ja i wielbiącymi książki i czytanie. Fenomenalna, niewymuszona atmosfera, piękna pogoda, świetna lokalizacja w stylowym pałacu Szustra, otoczenie zieleni i śpiew ptaków - to czynniki gwarantujące wspaniałe duchowe uniesienia :) A do tego TŁUMY czytające, duskutujące, kupujace książki i zadające mądre i przemyślane pytania gościom.
Szkoda jedynie, że bicie rekordu świata w czytaniu pod chmurką odbywało się jednocześnie ze spotkaniami autorskimi. Gdyby było godzinkę wcześniej, albo w przerwie, z pewnością bym dołączyła.

Zapraszam na subiektywne podsumowanie festiwalu.

SOBOTA, 11 czerwca
Sobota, 11 czerwca, samo południe. Docieramy do Pałacu, który pięknie się prezentuje wśród zieleni.
Na tyłach Pałacu Szustra organizatorzy urządzili czytelnię na wolnym powietrzu. Kolorowe leżaki zapraszały do leniuchowania, a wypełnione po brzegi regały z książkami gwarantowały odpowiednią lekturę każdemu. Ja dopiero w niedzielę wieczorem znalazłam chwilę (sic!), by przejrzeć owe półki. Wcześniej nie pozwolił mi na to napięty program festiwalu :)



Obok czytelni swoje przenośne studio mieli dziennikarze radiowej Trójki: Agnieszka Obszańska, Agnieszka Szydłowska i Michał Nogaś. Jaką oni mają świetną pracę...
Gośćmi pierwszej rozmowy, w której brałam udział, byli Zośka Papużanka i Jacek Dehnel. Poniższe zdjęcie, nieco przewrotnie, doskonale podsumowuje tę rozmowę: Papużanka była rozedrgana i rozmyta, niestety niewiele wnosiła do rozmowy. Choć uznanie jej się należy za podjęcie wyzwania i zajęcie miejsca obok Dehnela, który, nie ma się co oszukiwać, skupiał na sobie całą uwagę publiczności i był gwiazdą spotkania. I ja wiem, że jest on nieco zmanierowany i odgrywa pewną rolę, ale i tak mogłabym go słuchać godzinami. Opowiadał głównie o swojej miłości do sztuki oraz o najnowszej książce "Krivoklat". Jako bezkrytyczna fanka byłam niezwykle ukontentowana :)
 
 

Magdalenia Mołek poprowadziła BARDZO interesującą rozmowę z litewską autorką o polskich korzeniach, historyczką sztuki, doktor Kristiną Sabaliauskaitė. Była to rozmowa pełna pasji, profesjonalnego podejścia do czytelnika i własnej twórczości. Dużo miejsca poświęcono metodyce pracy, roli badań naukowych i faktów historycznych - powieść "Silva rerum" powstawała 15 lat, co w dzisiejszych czasach, jak podkreśla autorka, jest luksusem. Kristina Sabaliauskaitė pięknie mówi po polsku, a jej charyzma i erudycja sprawiają, że można jej słuchać godzinami. Niestety (albo i stety) w big bookowej księgarni zabrakło książki "Silva rerum", która była głównym tematem rozmowy. Ale zdobędę ją przy najbliższej okazji i przeczytam z radością wiedząc, że to dopiero pierwsza część trylogii.


Kolejny gość festiwalu zabrał mnie, i pozostałych słuchaczy, w pasjonującą, choć stawiającą wiele trudnych pytań o kondycję współczesnego świata, podróż do Dehli. Rana Dasgupta jest synem indyjskiego ojca i brytyjskiej matki. Dorastał w Cambridge, studiował m.in. w Oksfordzie, a od 2001 roku mieszka w Dehli. I właśnie temu miastu poświęcił swoją najnowszą reporterską książkę, w której opisuje miasto i społeczeństwo pogrążone w wirze transformacji. Jest to jednocześnie błyskotliwa analiza rozwoju i przyszłości globalnego kapitalizmu.







Na kwadrans uciekłam z Indii, by posłuchać plotek ze średniowiecza serwowanych w oszłamiającej formie przez Elżbietę Cherezińską. Autorka z ogromnym zaangażowaniem i energią opowiadała o bohaterach swoich powieści, a zasłuchani czytelnicy uśmiechali się pod nosem i kiwali głowami. JAK ta kobieta portafi opowiadać! Niestety na tło swoich książek wybrała epokę historyczną, która absolutnie mnie nie kręci. Także po wysłuchaniu ploteczek o Świętosławie, wróciłam do Indii :)


Pod koniec tak pełnego wrażeń dnia organizatorzy zaplanowali prawdziwą reporterską ucztę. Tomasz Sekielski rozmawiał z Łukaszem Orbitowskim, Justyną Kopińską i Przemysławem Semczukiem na temat zła w Polsce. Pytał ich m.in. o doświadczenia i odpowiedzialność dziennikarzy, o to, jak radzą sobie z własnymi emocjami, zwłaszcza po szczególnie trudnych rozmowach. Spotkania ze zbrodniarzami, liczne przykłady popełnianych na przestrzeni lat przestępstw, to tylko dwa z poruszanych w dwugodzinnej rozmowie tematów. Dla mnie gwiazdami tego spotkania byli niewątpliwie Justyna Kopińska oraz prowadzący rozmowę Tomasz Sekielski, który jest bardzo sympatycznym człowiekiem :)
 

Książkowe podsumowanie pierwszego dnia festiwalu. Wszystkie świeżo nabyte, z autografami
autorów :)


NIEDZIELA 12 czerwca

Drugi dzień Big Booka rozpoczął się dla mnie spotkaniem z jednym z najważniejszych współczesnych północnoafrykańskich pisarzy i intelektualistów. Yasmina Khadra (to pseudonim literacki, na który składają się imiona jego żony, prawdziwe nazwisko to: Mohammed Moulessehoul). Khadra to pisarz i polityk algierski, mieszkający obecnie we Francji. Opowiadał wiele o sytuacji politycznej w Algierii i w innych krajach muzułmańskich, starał się przybliżyć słuchaczom arabską kulturę - tak, jak to robi w swoich książkach. Niezwykle przyjemnie się go słuchało.
Brawa należą się także tłumaczce, której nazwiska niestety nie zanotowałam. W sobotę fenomenalnie tłumaczyła z języka angielskiego rozmowę z  Ranem Dasguptą, natomiast w niedzielę mistrzowsko tłumaczyła z francuskiego. Należą się jej ogromne brawa i szacunek za tak świetną pracę! 





















Yasmina Khadra podpisuje mój egzemplarz swojej książki.













Z argentyńskim pisarzem, autorem monumentalnego reportażu "Głód", Martínem Caparrósem rozmawiał, jak równy z równym, świetnie do spotkania przygotowany Dariusz Rosiak. Panowie poruszali wiele globalnych problemów, które przyczyniają się do tego, że codzienne na świecie tysiące ludzi umiera wskutek wieloletniego niedożywienia. Caparrós fascynująco opowiadał o swojej pracy i podróżach, o spotkaniach z ludźmi, bohaterami swojej książki. Spotkanie przyciągnęło tłumy gości, wszyscy z uwagą i w skupieniu słuchali gościa.




Na podpis autora trzeba było czekać ponad godzinę (taka była kolejka). Ale udało się!


Druga połowa dnia, to już nieco lżejszy kaliber :) Pełna  śmiechu i żartów rozmowa Sylwii Chutnik z Magdaleną Parys, o najnowżej książce tej drugiej "Biała Rika". Niestety nie mogłam przysłuchiwać się pogawędce pań w pełnym skupieniu, gdyż pilnowałam, by nie uciekł mi Caparrós. O samej książce czytałam różne opinie, ciekawa jestem, czy mi się spodoba.




Inaczej niż na zdjęciu, w realu obie panie się przyjaźnią i stanowią bardzo zgrany duet. Tylko pozowanie do wspólnej fotografii jakoś im nie szło... :)




Ostatnim festiwalowym spotkaniem, w kórym wzięłam udział, była rozmowa z Katią Petrowską i Matthiasem Nawratem oraz tłumaczką Alicją Rosenau. Tematem spotkania miała być literatura, którą w Niemczech piszą przybyli do tego kraju imigranci. Niestety prowadzący nie potrafił zdyscyplinować gości: rozmowa rozłaziła się, a wątki uciekały. Nie dopisała też publiczność, co związane było pewnie w dużym stopniu z odbywającym się w czasie spotkania meczu ME Polska-Irlandia. W dodatku tłumaczka Katii Pietrowskiej nie bardzo rozumiała swoją rolę i bardzo chciała grać pierwsze skrzypce. Niestety było to najsłabsze spotkanie minionych dwóch dni. Choć książkę Matthiasa Nawrata kupiłam i już się cieszę na lekturę.




Na koniec stos podsumowujący drugi dzień festiwalu. Generalnie nie jestem łowczynią autografów, ale wszystkie spotkania były tak inspirujące i ciekawe, że koniecznie chciałam zabrać do domu książki i wspomnienia w postaci podpisu danego autora.

Co jeszcze mogę dodać? Było wspaniale, i jeśli nic nie stanie na przeszkodzie, to w przyszłym roku po raz drugi wybiorę się do Warszawy na big Book Festiwal!!! A i Wam serdecznie polecam. To prawdziwe święto literatury, jej twórców i czytelników!

czwartek, 9 czerwca 2016

Big Book Festival 2016


Uciekam.
Pełna radości, oczekiwań i ciekawości jadę jutro skoro świt do Warszawy.
Zdam raport :)

niedziela, 5 czerwca 2016

Ostatnie fado, Iwona Słabuszewska-Krauze

Główna bohaterka powieści Alicja, młoda Polka mieszkająca na stałe w Dublinie, spontanicznie decyduje się na wyjazd do Lizbony. Głównym celem podróży jest chęć odszukania Rosy, śpiewaczki fado, autorki pięknych miłosnych listów i dawnej miłości wujka Alicji, Dominika, z którym bohaterka jest mocno związana.
W portugalskiej stolicy przeprowadza prywatne śledztwo, poznając strzępki historii Rosy i składając je w całość. Alicja wędruje godzinami po mieście, słucha fado, pije kawę i zagląda do niezliczonych lizbońskich lokali. Zwiedza najbardziej znane atrakcje turystyczne i poznaje różne dzielnice Lizbony. Jednocześnie snuje rozliczne refleksje na temat własnego życia uczuciowego i swojego stosunku do mężczyzn, a zwłaszcza jednego: dobrego przyjaciela Kostka.

Na przemian z lizbońskimi przeżyciami Alicji poznajemy codzienność portugalskiego pisarza Fernanda Pessoa na początku dwudziestego wielku oraz kilka postaci mieszkających w sąsiedztwie hostelu, w kórym zatrzymała się Alicja. Ten zabieg miał zapewne na celu ukazanie wielopłaszczyznowego obrazu miasta i jego mieszkańców: na przestrzeni lat i z perspektywy jej mieszkańców. I o ile w przypadku wędrówek z Pessoą od kawiarni do kawiarni był to zabieg udany, o tyle chaotycznie opowiadane historie właścicielki piekarni czy kioskarza nie przypadły mi do gustu.

Ostatnie fado to typowe czytadło, którego autorka ewidentnie miała ambicje na napisanie porządnej powieści z przesłaniem, co się jej niestety kompletnie nie udało. Mądrości życiowe wygłaszane przez główną bohaterkę i egzaltowana narracja, nie wyszły książce na dobre. Podział całości na 70 bardzo krótkch rozdziałów oraz zmieniający się w każdym z nich narratorzy nie ułatwia czytania, rozpraszając uwagę czytelnika.
Pomysł na samą historię był ciekawy, choć nie orginalny, lecz autorka nie podołała zadaniu. Zamiast pogłębiać portrety swoich postaci oraz konsekwentnie rozbudowywać wątki wokół nich, wprowadzała coraz to nowych bohaterów i nowe historie. Koniec końców główny wątek kończy się mało spektakularnym finałem, a całość szybko pójdzie w zapomnienie. Ostatnie fado to dobra towarzyszka podróży do Lizbony. I tyle.

Ocena: 4/6
















W powieści Słabuszewskiej-Krauze to Lizbona gra pierwsze skrzypce i właśnie ze względu na miasto przeczytałam tę książkę do końca. Była lekturą towarzyszącą mi w kawiarniach i lizbońskim metrze. Lekką i niezobowiązującą.
Poniżej kilka wspomnień majowego wyjazdu do Porugalii: Lizbona moimi oczami.