sobota, 31 grudnia 2016

Najlepsze książki 2016 - podsumowanie

Uwielbiam koniec grudnia, kiedy na blogach pojawiają się podsumowania i listy najlepszych książek, jakie przeczytaliście w mijającym roku. To zawsze świetna okazja do zanotowania polecanych tytułów i czynienia planów czytelniczych na nadchodzący rok.

A jak było u mnie w 2016?

W sumie świetnie.
Przeczytałam dokładnie 46 książek, czyli o jedną więcej, niż zakładałam rok temu. W 2017 podnoszę więc poprzeczkę na 52 tytuły.
25 książek zostało napisanych przez polskich autorów, a 21 przez zagranicznych. Wśród moich lektur były 32 powieści oraz 14 książek z gatunku reportaż / biografia / psychologia. Zdecydowana większość z nich była co najmniej dobra lub bardzo dobra. Nie było książek bardzo słabych, ale aż 12 pozycji dostało ode mnie tróję. Mimo to uważam, że był to rok dobrych lektur.

Ponadto już drugi rok z rzędu wytrzymałam w swoim postanowieniu i ani razu nie odwiedziłam biblioteki. Przez cały rok czytałam głównie własne książki.... Ale 11 tytułów pożyczyłam od zaprzyjaźnionych moli. W przyszłym roku nadal chcę czytać swoje, więc z ciężkim sercem skazuję się na kontynuację rozstania z biblioteką.

Mimo intensywnego czytania pozycji na regale nie ubyło. Liczne nowości na rynku, rabaty w księgarniach internetowych oraz odwiedziny w księgarniach stacjonarnych zaowocowały nowymi książkami.
Dzięki systematycznemu uzupełnianiu informacji w wirtualnej biblioteczce na lubimyczytac.pl wiem, że na regałach mam ok. 653 pozycji, czyli dokładnie STO więcej niż rok temu... W przyszłym roku muszę koniecznie trochę przeczytanych książek oddać. Może na blogu?

W 2016 po raz pierwszy uczestniczyłam w festiwalach literackich, które były absolutnie wspaniałe i dały mi możliwość spotkania i poznania kilkudziesięciu autorek i autorów z kraju i z zagranicy. W czerwcu byłam w Warszawie na Big Book Festival, a w październiku w Krakowie na Festiwalu Conrada. Oba bardzo polecam wszystkim czytającym i spragnionym wiedzy oraz rozmów o literaturze!
Równie istotne było dla mnie powołanie do życia Klubu Miłośniczek Książek. W gronie znajomych kobiet spotykamy się regularnie od kwietnia, by raz w miesiącu dyskutować o literaturze. Wspólnie wybieramy tytuły do przeczytania, z reguły jeden na miesiąc, a potem zażarcie się o nie spieramy :) Poza tym wymieniamy się przeczytanymi książkami, polecamy sobie tytuły i autorów, rozmawiamy o nowościach oraz o różnych innych okołoliterackich sprawach. Polecam każdemu!
W przyszłym roku bardzo chciałabym kontynuować spotkania naszego Klubu oraz odwiedzić kolejne festiwale litterackie!


A oto już moja subiektywna lista TOP 10 przeczytanych w 2016 roku:


1. Amerykaana Chimamanda Ngozi Adichie

2. Prowadź swój pług przez kości umarłych Olga Tokarczuk

3. Pani furia Grażyna Plebanek






4. Dygot, Jakub Małecki
5. Terra nullius, Sven Lindqvist
6. Do następnych mistrzostw, Eshkol Nevo 
7. Japoński wachlarz. Powroty, Joanna Bator
8. Życie miłosne, Zeruya Shalev
9. Dziewczyna z Bostonu, Anita Diamant
10. Atlas: Doppelganger, Dominika Słowik

Jakie książki podbiły Wasze czytelnicze serca w 2016 roku? Napiszcie w komentarzach, jaki tytuł koniecznie powinnam przeczytać w 2017 roku!

Życzę nam wszystkim wspaniałego, obfitującego w dobre książki, roku 2017!

piątek, 30 grudnia 2016

Ekspozycja, Remigiusz Mróz

Ostatnia książka mijającego roku miała być pewniakiem. Powieść niezwykle płodnego młodego pisarza, wschodzącej gwiazdy polskiego kryminału, czyli Remigiusza Mroza okazała się jednak sporym rozczarowaniem.
Zdaję sobie sprawę, że liczne grono fanów autora uzna moje słowa za obrazoburcze, ale rozczarował mnie niski poziom Ekspozycji i naprawdę trudno mi dopatrzyć się w tej powieści pozytywnych cech...

Zacznijmy od bohaterów: odpychający, przypominający niezniszczalnego MacGyvera, rzucający seksistowskimi komentarzami komisarz Forst i jego towarzyszka dziennikarka, o kórej niewiele wiadomo, poza tym, że ryzykuje życie i karierę dla poznanego przypadkowo faceta. Dawno nie spotkałam w literaturze postaci tak niedopracowanych, płaskich i nieprzekonywujących.
Treść Ekspozycji to w zasadzie jeden wielki dialog. Siłą rzeczy brak więc w książce miejsca na kontekst, na rozbudowane tło przedstawionych wydarzeń. A te są nad wyraz absurdalne. Sama nie wiem, co wydało mi się bardziej niewiarygodne: ucieczka komisarza z więzienia (to nie spoiler, jako, że Forst będzie łapał morderców jeszcze w dwóch tomach, jasne jest, że z Czarnego Delfina zwieje), czy współpraca Szarepskiej z ministrem.
A już najbardziej irytowały mnie komentarze narratora w stylu: Forst zdał sobie sprawę, że jest w sytuacji bez wyjścia, a już dwie strony później radośnie umykał w dal. Brak konsekwencji, urywające się wątki i błyskawiczne zakończenie, któremu brak logicznego uzasadnienia to kolejne wady Ekspozycji. Całość wydaje mi się niestaranna, pisana w pośpiechu i bardzo powierzchownia. Przyznaję, że być może zbyt wiele oczekuję od kryminału, ale zdarzyło mi się już czytać książki z tego gatunku, które były bardzo dobre. Ekspozycja definitywnie do nich nie należy.

O ile nie pomyliłam się w liczeniu, to wg. spisu na wikipedii, Mróz opublikował w 2015 i 2016 roku JEDENAŚCIE tytułów. JEDENAŚCIE! I nikt mnie nie przekona, że taka ilość pozostaje bez wpływu na jakość.
Mnie Mróz swoją książką nie przekonał ani trochę. Moim zdaniem bardzo daleko mu do Miłoszewskiego, a komisarz Forst nie umywa się do Szackiego. Ekspozycja jest świetnie wypromowaną wydmuszką, która bardziej wymagającemu czytelnikowi nie ma nic ciekawego do zaoferowania.
Nie wiem, czy dam autorowi jeszcze jedną szansę. Jest tyle innych, świetnych kryminałów na rynku, któych autorzy poważnie traktują czytelnika i mają mu coś interesujacego do zaoferowania ...

Ocena: 3/6

czwartek, 29 grudnia 2016

Euforia, Lily King

Za oknem szaro, zimno i mokro, więc pozwólcie, że dzięki książce Lily King choć na chwilę zabiorę Was w podróż do Nowej Gwinei lat trzydziestych XX wieku. Tam, w parnej atmosferze tropikalnej dżungli, razem z trójką wybitnych antropologów będziemy obserwować życie członków plemienia Tamów zamieszkujących dzikie i trudno dostępne tereny nad rzeką Sepik.

W oparciu o fakty z biografii trojga badaczy: Margaret Mead, Reo Fortune'a i Gregory'ego Batesona autorka opisała kilkumiesięczny pobyt w dżunglii trójki antropologów: małżeństwa Nell i Fena oraz bezimiennego Banksona.

Główna bohaterka powieści, Amerykanka Nell Stone, koncentruje się na badaniu ról męskich i kobiecych w społeczności tubylców. Mnóstwo czasu spędza z kobietami i dziećmi, uczestniczy w ich codziennych zajęciach, uczy się ich języka, nie stroni od kontaktu fizycznego. Jednocześnie przy pomocy kredek i kart do analizy psychologicznej stara się badanych skataloglizować i przypisać im konkretne cechy, które udowodniłyby słuszność jej tezy. Antropolożka obserwuje zachowania i rytuały członków plemienia, skupiając się na pozycji kobiet, ich roli w społeczności, ich pierwotnej seksualności. Podczas badań kobieta mimowolnie oddala się od swojego partnera i uwalnia swoje ukryte erotyczne pragnienia i tęsknoty.
Jej mąż, Australijczyk, Fenwick Schuyler, skupia się na świecie męskim. Aktywnie uczestniczy w budowaniu łodzi, planując jednocześnie niebezpieczną wyprawę. Mędzy małżonkami bardzo często dochodzi do kłótni na temat badań i ich metodologii. Fen jest sfrustowany i nie potrafi pogodzić się z sukcesem żony oraz z faktem, że to wyniki jej pracy finansują wyprawę. Mężczyzna za wszelką cenę stara się udowodnić swoją wartość jako naukowca i podejmuje ryzykowne działania.
Do tej interesującej pary dołącza Bankson, chudy, blady i wysoki Anglik, który od początku jest zafascynowany Nell. Cała trójka wzajemnie się inspiruje do działania i pobudza intelektualnie, a najciekawsze jest to, co pomiędzy nimi niewypowiedziane. Fascynujący dla czytelnika jest nie tylko opisany w książce proces badania odmiennej kultury i sposób, w jaki badacze formuują swoje tezy, ale także pełne namiętności i niedomówień relacje między trójką głównych bohaterów.

Euforia to niewielkich rozmiarów powieść, którą czyta się błystawicznie i z dużą przyjemnością. Mam zastrzeżenia do tłumaczenia, kórego język jest, moim zdaniem, zbyt uwspółcześniony. Bohaterowie posługują się m.in. wyrażeniami żul czy kurwa, a nie są to słowa, których używali dżentelmeni, badacze w latach trzydziestych.
Muszę również przyznać, że pięć stron cytatów z przeróżnych pozytywnych recenzji (począwszy od Washingon Post i New York Times Book Reviev) umieszczone na początku książki wywołało u mnie dyskomfort: poczułam, jakby wydawca z góry narzucał mi, czytelniczce, uwielbienie dla tej powieści jeszcze przed rozpoczęciem lektury. Także widniejące na okładce zdanie: Czytelnik otrzymuje książkę intensywnie pobudzającą intelektualnie, głęboko poruszającą w uniwersalnym sensie. uważam za  przesadzone i na wyrost.
Mimo tej nadmiernej reklamy książkę polecam zarówno miłośnikom odmiennych kultur, historii, badań antropologicznych jak i fanom dobrych książek.

Ocena: 5+/6

niedziela, 25 grudnia 2016

Dziewczyna z Bostonu, Anita Diamant

"Jak stałam się kobietą, którą jestem dzisiaj?". Początek nastąpił w tej bibliotece, w kółku czytelniczym. Wtedy zaczęłam wieść własne życie. (str. 17) To zdanie oraz widniejące na okładce czarno-białe zdjęcie czytającej młodej kobiety siedzącej na palu pośród spienionych morskich fal w zasadzie wystarczą, by każda miłośniczka dobrych powieści sięgnęła po Dziewczynę z Bostonu. Zdecydowanie warto to uczynić!

Gdy ją poznajemy, główna bohaterka i narratorka książki, Addie Baum, kończy osiemdziesiąt pięć lat i na prośbę wnuczki wpomina swoją młodość:
Jest rok 1915, Addie ma piętnaście lat, mieszka z rodzicami w biednej dzielnicy Bostonu i marzy o lepszym życiu. Jej rodzice i dwie starsze siostry przypłynęli do Ameryki pod koniec XIX wieku, ona urodziła się już w Bostonie. Rodzina opuściła biedny stetl położony gdzieś na terenie obecnej Rosji. Ojciec został oskarżony o kradzież srebrnego kielicha liturgicznego z kościoła i musiał ratować się ucieczką za ocean. Zabrał ze sobą obie córki: dziesięcioletnią Celię i dwunastoletnią Betty. Obie, po zejściu z pokładu statku, rozpoczęły ciężką pracę w różnych fabrykach. Matka dołączyła do rodziny kilka lat później, a w 1900 roku urodziła się Addie.
Opuszczenie rodzinnych stron, emigracja do Ameryki i niezwykle trudne początki w nowej ojczyźnie zostawiają ogromne ślady w psychice bohaterek, zwłaszcza wrażliwa Celia oraz matka Addie nigdy nie pogodziły się z tymi zmianami.
Jednak ona sama należy już do innego świata. Opowieści o starym życiu są dla niej abstrakcyjne. Tęsknota za utraconym domem jest niezrozumiała. Nastolatka najbardziej z całej rodziny pragnie zakorzenić się w nowej ojczyźnie. Dla Addie jest jasne: chce wyrwać się z biedy i stać się prawdziwą dziewczyną z Bostonu. Cel ten zamierza osiągnąć nie dzięki zamążpójściu, ale dzięki własnej pracy, nauce i książkom. Takie nastawienie, jej ambicja i pragnienie niezależności są przyczyną nieustannych kłótni z matką, która jest konserwatystką, obrończynią żydowskich tradycji i zwyczajów oraz zapalczywym wrogiem wszelkich zmian.

Historia Addie to świetnie napisana opowieść o sile kobiecej przyjaźni i solidarności. Dzięki licznym przyjaciółkom i mentorkom, które spotkała na swojej życiowej drodze, Addie mogła zrealizować swoje cele i wieść takie życie, jakiego pragnęła.
Powieść Anity Diamant czyta się błyskawicznie, jest napisana z humorem i polotem. Autorka niejednokrotnie puszcza do czytelnika oko, a jednocześnie porusza wiele społecznych kwiestii i problemów, z którymi zmagały się kobiety w dwudziestoleciu międzywojennym. Jest to również ciekawy opis społeczeństwa bostońskiego, w kórym żyły obok siebie szacowne, amerykańskie rodziny, oraz biedni, ale pełni energii i nadziei i na lepsze życie, imigranci z Polski, Irlandii, Włoch oraz innych krajów starego kontynentu.

Bardzo gorąco polecam!

Ocena: 5+/6

czwartek, 22 grudnia 2016

Dziedzictwo Orchana, Aline Ohanesian

Ludobójstwo Ormian popełnione w Imperium Osmańskim podczas pierwszej wojny światowej, a dokładniej między 1915, a 1917 rokiem, jest tematem raczej mało w Polsce znanym. I to pomimo faktu, iż zabójstwo przez Turków ponad półtora miliona ormiańskich cywilów jest drugim po holokauście najlepiej opisanym i udokumentowanym ludobójstwem w historii świata (wikipedia). Do dnia dzisiejszego rząd Turcji nie przyznał się oficjalnie do popełnienia ludobójstwa, a osoby publicznie o tym mówiące są w tym kraju prześladowane. Pisarzowi-nobliście Orhanowi Pamukowi wytoczono proces „o obrazę tureckości”, po tym jak ośmielił się wspomnieć o tragedii Ormian.

W tym kontekście wydana niedawno powieść Dziedzictwo Orchana nabiera szczególnego znaczenia. Jest to jedna z pierwszych książek na ten temat dostępna w języku polskim. Fakt, iż opublikowało ją Wydawnictwo Kobiece, być może przyczyni się do tego, że o ludobójstwie dowie się szersze grono czytelniczek.

Autorka książki, Aline Ohanesian, urodziła się w Kuwejcie, a wieku trzech lat wyemigrowała z rodziną do USA. Z wykształcenia jest historyczką, a jej prababka, Elizabeth Aslanian, jest jedną z ocalonych z ludobójstwa. Temat międzypokoleniowej traumy i kwestia pamięci o ofiarach są obecne w rodzinie pisarki od dziesięcioleci, co znacząco wpłynęło na autentyczność jej pisarstwa.

Powieść rozpoczyna się w małej wiosce w Anatolii, do której, po śmierci dziadka, przybywa dwudziestodziewięcioletni Orchan, by pożegnać się ze swoim dede i załatwić kwestie spadkowe. Czeka go przy tym niełatwa konftontacja z ojcem Mustafą, z którym od lat łączą go bardzo oschłe stosunki.
Na miejscu okazuje się, że rodzinny dom Orchana, w którym mieszkają ojciec i ciotka Fatima, został przez dziadka zapisany obcej kobiecie, która żyje w USA. Mężczyzna wyrusza więc w podróż, która, jak możemy się domyślać, zmieni całe jego życie. Wyznania starszej kobiety zmienią zarówno jego postrzeganie przeszłości, jak i plany na przyszłość.
Jednocześnie poznajemy historię Lucine/Sedy, która w 1915 roku wraz z rodziną zamieszkiwała solidny, murowany, dwupiętrowy dom w Anatolii...

Dziedzictwo Orchana jest pięknie napisaną powieścią, której lektura stanowi prawdziwą przyjemność i to pomimo ciężkiego tematu, jaki porusza. Jest to książka, która świetnie się nadaje dla każdego, kto pierwszy raz styka się z tematyką ludobójstwa Ormian. Na przykładzie swoich bohaterów autorka opisała okrucieństwo tej zbrodni popełnionej głównie na kobietach i dzieciach, którzy niczym bydło, pędzeni byli setki kilometrów w upale na pustynię syryjską.
W konwencji, na którą zdecydowała się autorka, powieści raczej lekkiej i dla każdego, Dziedzictwo Orchana zasługuje na najwyższą ocenę. Ja życzyłabym sobie pogłębienia tematu, psychologicznie dopracowanych sylwetek bohaterów i dokładniejszego przedstawienia tematu pamięci. Ale to nie ten rodzaj literatury.

Kolejną książką opisującą te dramatyczne wydarzenia, po którą zamierzam sięgnąć, jest Księga szeptów Varujan Vosganian.

Ocena: 5/6

poniedziałek, 19 grudnia 2016

W rodzinie ojca mego, Marcin Wójcik

Odkąd świadomie zaczęłam interesować się polityką, stało się jasne, że bliżej mi do lewej strony sceny, niż do prawej. Od niedawna wiem także, że myślących jak ja, nazywa się w mej ojczyźnie lewakami lub gorszym sortem. No cóż, taka karma.
Przyznam, że różnorakie wspólnoty katolickie nigdy szczególnie mnie nie interesowały. Środowisko skupione wokół radia Maria było mi od zawsze światopoglądowo bardzo obce. ALE sytuacja w kraju jest jaka jest, partia rządząca blisko związana jest z ojcem Rydzykiem, a słuchacze Radia Maryja to niemalże w całości wyborcy PIS.

I już piszę, skąd te osobiste wynurzenia: sięgnęłam po książkę Marcina Wójcika by zrozumieć. Zrozumieć zachowania i poglądy dla mnie absolutnie obce, cechujące tę grupę radykalnych katolików, od których dystansuje się część duchowieństwa i inteligencji katolickiej.
Nie udało mi się to w pełni, bo to chyba niemożliwe. W końcu słoń nigdy do końca nie zrozumie, co czuje mrówka. Odnoszę jednak wrażenie, że po lekturze nieco łatwiej mi pewne zachowania wytłumaczyć i powiązać ze sobą fakty.

Książka W rodzinie ojca mego jest zbiorem reportaży przedstawiających portrety osób mniej lub bardziej aktywnie związanych z Radiem, w tym także sylwetkę Tadeusza Rydzyka. Jest to zbiór tekstów, których część była wcześniej publikowana w prasie, a które mniej lub bardziej pasowały do tytułu. A szkoda, bo np. reportaże o Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu lub o protestach przed siedzibą Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji udowadniają, że gdyby całość książki skomponowna i napisana została w ten sposób, to otrzymalibyśmy naprawdę świetną rzecz.
Ale i tak jest dobrze.
Sam autor, jako były dziennikarz Gościa Niedzielnego, posiadał sporą sieć kontaktów i potrafił nakłonić do rozmów osoby stroniące od mediów. Dzięki temu jego reportaże pozwalają czytelnikom choć na chwilę wniknąć w to hermetyczne środowisko, jakim jest Rodzina Radia Maryja.
I jak tam jest?
Momentami przerażająco, zwłaszcza, gdy Wójcik cytuje słuchaczy radia lub fragmenty listów pasterskich autorstwa popierających go księży i biskupów, o samym Rydzyku nie wspominając. Wyłania się z tych reportaży smutny, czasem absurdalny obraz fanatyków religijnych, którzy nienawidzą wszystkich myślących inaczej. Którzy często zostali mocno skrzywdzeni w dzieciństwie, są samotni i bardzo nieszczęśliwi, a jedynym głosem w ich domu jest ten płynący z radia...

Książka została wydana wiosną 2015 r., większość tekstów powstała pewnie w roku 2014, albo wcześniej. BARDZO ciekawiłoby mnie porównanie z sytuacją obecną, tudzież ciąg dalszy napisany w anno domini 2016...

Krótko mówiąc: świetna rzecz dla osób pragnących poznać i zrozumieć motywy działania i poglądy słuchaczy radia M.

Ocena: 5/6

wtorek, 13 grudnia 2016

Rzymski poranek, Virginia Baily

Pewnego październikowego dnia 1943 roku w jednej sekundzie diametralnie zmieniło się życie Chiary Ravello: została opiekunką małego żydowskiego chłopca Daniele, którego rodzina trafiła do obozu zagłady. Odpowiedzialna za Daniele i swoją młodszą, upośledzoną umysłowo siostrę Chiara decyduje się opuścić Rzym i poszukać schronienia u babci mieszkającej w niewielkiej wiosce. Tak rozpoczyna się powieść angielskiej autorki zakochanej we Włoszech Virginii Baily.

Jednocześnie poznajemy codzienność pięćdziesięcioparoletniej Chiary, do której w odwiedziny przybywa młoda Irlandka, Maria. Dziewczyna chce nie tylko nauczyć się włoskiego i przyjemnie spędzić wakacje, ale przede wszyskim odkryć tajemnicę swojego pochodzenia.

Tajemnic jest zresztą w tej powieści więcej, a wszytkie łączą się z tragiczną postacią Daniele.

Myślę, że książka Virginii Baily podbije serca wielu czytelników. Jej zaletą jest z pewnością ciekawie opowiedziana, niebanalna historia. Także tło historyczne, czyli druga wojna światowa, ukazana z dość egzotycznej dla nas, włoskiej, perspektywy, może dodatkowo stanowić o jej aktrakcyjności.

Niestety między nami nie zaiskrzyło ani trochę. Nużyły mnie przydługie opisy banalnych, codziennych zajęć bohaterów, irytowała mnogość mało istotnych wątków, które rozpływały się wśród innych i prowadziły do nikąd. Momentami miałam wrażenie, że autorka nie panuje nad swoją opowieścią, która rozłazi jej się, opuszczając główny tor. Zakończenie książki wydało mi się niedopracowane. Na ostatnich stronach akcja przyśpiesza ogromnie: wydarzenia następują jedno po drugim, co nie pasuje do reszty tekstu. Miałam wrażenie, jakby autorka usilnie starała się oddać gotowy tekst w wyznaczonym terminie i zamiast szczegółowo opisać istotne dla bohaterów wydarzenia, wpakowała je wszystkei do ostatniego rozdziału.
W skrócie: szału nie ma.

Ocena: 4/6