sobota, 29 kwietnia 2017

Stosy kwietniowe

W mijającym miesiącu dwa razy skusiłam się na internetowe zakupy książkowe.
Pierwsza paczka przyszła z księgarni nieprzeczytane.pl i zawierała głównie nowości kilku ostatnich miesięcy. Miałam je na liście od dłuższego czasu i postanowiłam w końcu ustawić je na półce.

Stos z lewej:
My, marzyciele, Imbolo Mbue
Dziewięć twarzy Nowego Orleanu,
Dan Daum
Pasja narodzin, 
Sheila Kitzinger
Świat w płomieniach,
Siri Hustvedt
Dom którego nie było,
Łukasz Krzyżanowski
Odessa,
Charles King
Wiolonczelista z Sarajewa,
Steven Galloway

Stos prawy:
Zmiłuj się nad nami,
Andrzej Nowak-Arczewski
Rosyjski romans,
Meir Shalev
Stryjeńska. Diabli nadali,
Angelika Kuźniak
Wróżba,
Agneta Pleijel
Książka najpotężniejszy przedmiot naszych czasów zbadany od deski do deski,
Keith Houston
Bardzo martwy sezon reportaże naoczne,
Marcin Kołodziejczyk

Jakieś dwa dni po złożeniu powyższego zamówienia trafiłam na stronę wydawnictwa Prószyński i S-ka, na której bardzo niskie ceny ponownie skłoniły mnie do zakupów. Tym razem była to klasyka oraz książki nieco starsze:



Wszystko czego wam nie powiedziałam,
Celeste Ng  
Subtelny urok samobójstwa, Judith Claire Mitchell  
Europejczycy, Henry James
Amerykanin,
Henry James
Wojna kobiet,
Sally Armstrong
1914. Rok końca świata,
Paul Ham
W ślady Kolumba. W pępku Ameryki,
Melchior Wańkowicz
W ślady Kolumba. Królik i oceany,
Melchior Wańkowicz

A Wy, poszaleliście w kwietniu? W końcu to wyjątkowy miesiąc, którego jeden dzień poświęcony jest książkom :)

środa, 26 kwietnia 2017

Fioletowy hibiskus, Chimamanda Ngozi Adichie

Fioletowy hibiskus to debiut Chimamandy Ngozi Adichie wydany w Polsce po raz pierwszy w 2004. Odkąd w ubiegłym roku przeczytałam Amerykaanę jasne było dla mnie, że sięgnę po wszystkie książki tej autorki, które zostały lub zostaną wydane w języku polskim.
Chociaż akurat w tym przypadku sprawdziła się zasada, że po książki danego pisarza warto sięgać chronologicznie. Nie ma co ukrywać, że świetnie napisana i wielowątkowa Amerykaana bardzo wysoko ustawiła poprzeczkę.

Fioletowy hibiskus opowiada historię piętnastoletniej Kambili i jej rodziny: brata i rodziców. Należą oni do nigeryjskiej elity i żyją zupełnie inaczej, niż ponad 95 % pozostałych mieszkańców kraju. Rodzina mieszka w ogromnym domu przypomninającym pałac, otoczona wszelkim luksusem. Mimo to w życiu Kambili i jej brata brak jest radości i beztroski. Ich dnie, zaplanowane do ostatniej minuty, wypełnione są nauką, modlitwą i czasem dla rodziny. Zamknięci w złotej klatce nie mają kontaktu z rówieśnikami, nie wolno im oglądać telewizji, wygłupiać się i zwyczajnie nudzić. Nie spotykają się z dalszą rodziną, co sprawia, że nie znają nigeryjskich tradycji i obrzędów, tak istotnych w codziennym życiu mieszkańców tego kraju.
Dzieje się tak, gdyż wszelkie domowe zasady ustala ojciec - religijny fanatyk i sadysta. Najważniejsza
jest dla niego wiara katolicka i jego pozycja w kościelnej wspólnocie, a życie najbliższych musi toczyć się według surowych reguł, za których złamanie grożą ciężkie fizyczne kary. Mimo to Kambila uwielbia swojego ojca, a jego zdanie jest dla niej świętością. Tak została wychowana i nie zna innego życia.
Wszystko zaczyna się zmieniać, gdy Kambila i jej brat wyjeżdżają do swojej ciotki, siostry ojca, która jest profesorką na uniwersytecie. Atmosfera panująca w jej domu, pełna swobody, wzajemnego szacunku i swobodnych dyskusji na wszelkie tematy, sprawia, że dziewczynka po raz pierwszy w życiu zaczyna się zastanawiać nad sytuacją panującą w jej rodzinnym domu. Ten wyjazd okaże się kamykiem wywołującym lawinę, której nie sposób będzie zatrzymać...

Niekwestionowaną zaletą pisarstwa Adichie jest, widoczna już w tym debiucie, umiejętność opisywania świata w przeróżnych odcieniach szarości. Autorka powstrzymuje się od jednoznacznego oceniania swoich bohaterów, pokazując ich w sytuacjach dowodzących złożoności ich charakteru. Dodatkowym atutem jest lekkość stylu pisarki. Tę powieść czyta się bardzo szybko i mimo, iż porusza ciężkie tematy, jest to lektura przyjemna. Tekst Adiche nie epatuje rozwlekłymi opisami scen przemocy, wręcz przeciwnie: zło jest obecne i wyczuwalne w tekście, ale nie dominuje.
Przeszkadzały mi w powieści dwie kwestie: wątek księdza, który jest przerysowany, banalny i nie do końca dopracowany. Łatwo się domyślić, że jest to postać, której przypadła rola osoby mającej wpłynąć na zmiany w zachowaniu Kambili i wzmocnić jej wiarę w siebie. Nie przekonał mnie jednak sposób, w jaki autorka tę postać przedstawiła.
Jednak najbardziej zabrakło mi w powieści wyjaśnienia, dlaczego ojciec rodziny postępuje w taki, a nie inny sposób. Autorka wprawdzie dość dobrze pokazała złożoność jego postaci, która z jednej strony psychicznie terroryzuje i fizycznie rani najbliższych i jednocześnie hojnie wspiera dziesiątki potrzebujących, a z drugiej niejednokrotnie daje upust emocjom świadczącym o miłości do rodziny. Nic nie wiemy o tym, co napędza go do działania i skąd się bierze jego agresja.

Nie zmienia to jednak mojego głębokiego przekonania, że warto czytać Adichie!

Ocena: 4+/6 

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Wyspa łza, Joanna Bator

Wielu polskich pisarzy regularnie wyznaje w wywiadach prasowych i w rozmowach z udziałem publiczności, jak ciężką i wyczerpującą pracą jest dla nich pisanie powieści. Joanna Bator postanowiła napisać na ten temat książkę.
W tym celu wybrała się na kilka tygodni na Sri Lankę, by podążając tropem zaginionej przed laty amerykańskiej turystki, Sandry Valentine, odnaleźć zagubione natchnienie: "Jadę więc z czarnym zeszytem tropem Innej kobiety, by napisać reportaż literacki z przygód własnego ja w tropikach. Nie ma co liczyć ani na klasyczną autobiografię, ani na historię detektywistyczną, ale wycisnę z miąższu rzeczywistości samą esencję prawdy i doprawię ją zapachem cynamonu." (str. 30)

W wyniku tej podróży powstała bardzo osobista relacja o trudnościach związanych z pisaniem i o szczególnych wymaganiach procesu twórczego. Czytamy w niej o kobiecości, o kryzysie i próbach wyjścia z niego, o życiu i samotnej podróży, o odkrywaniu nowych miejsc, czy wreszcie o towarzyszącym podróżowaniu poczuciu obcości. Ten tekst stanowi mieszankę gatunków literackich, jest opowieścią z pogranicza fantazji i rzeczywstości, a jego wymowa ma refleksyjny, momentami filozoficzny charakter.
 "... bo z grubsza tak to zwykle wygląda, że wyrusza się w życiu po coś innego niż to, z czym się ostatecznie wraca." (str. 90)

Jest to niezwykle intymna książka Bator, w której pisarka momentami bardzo się obnaża. Uważny czytelnik wypatrzy w niej wiele wątków autobiograficznych, motywów z jej twórczości oraz małych, nieszkodliwych dziwactw. Wyspa łza jest tekstem bardzo zmysłowym, gęstym od emocji, głębokich przemyśleń i analiz. Żar tropików niemalże bucha z niektórych stron, a wyobraźnia czytelnika wyrusza w fascynującą podróż.

"Pierwszy etap emancypacji jest ruchem od, a jego energia przypomina w niektórych przypadkach bycie wyrzuconym z katapulty i pędzi się tak coraz dalej i dalej, by w końcu zmierzyć się z bolesną prawdą, że aby wolność smakowała bez winy, trzeba wrócić i spróbować zrozumieć to, przed czym się uciekało." (str. 250)

Spotkałam się w internecie z opiniami, że jest to książka grafomańska. Absolutnie się z tym nie zgadzam. Bator jest mistrzynią w posługiwaniu się polszczyzną, w uwalnianiu słów, tworzeniu nowych związków frazeologicznych. Autorka ma odwagę bawić się słowami, a błyskotliwe, czasem przewrotne zdania, które w ten sposób powstają są po prostu fantastyczne.
Przyznaję, że nie jest to książka dla każdego, nie jest to książka łatwa w odbiorze, którą można czytać na kolanie, w autobusie, w biegu. Jest to lektura wymagająca zastanowienia, czy może nawet kontemplacji. Trzeba się przy czytaniu Wyspy łzy trochę wysilić: pomyśleć, uruchomić wyobraźnię i własną wrażliwość. Ale to proza bez wątpienia piękna i warta uwagi.
Lekturę dodatkowo uprzyjemnia staranne wydanie książki: druk na dobrej jakości papierze, twarda okładka, szyte strony. Doskonale dobrane do tekstu przepiękne, klimatyczne zdjęcia Adama Golca pomagają wyobraźni wtoczyć się na właściwe tory.

"Po raz kolejny dociera do mnie, jak narcystyczną przyjemnością jest podróż, bo przecież człowiek wtedy zajmuje się głównie sobą - od wiecznego niepokoju, czy ma wszystko, co potrzebne, by utrzymać w formie ciało, po o wiele trudniejszą obsługę duszy." (str. 281)

Dla mnie jest to książka absolutnie wyjątkowa!

Ocena: 6/6

czwartek, 20 kwietnia 2017

Sekretne życie pszczół, Sue Monk Kidd

Bohaterką powieści Sue Monk Kidd jest czternastoletnia Lily, półsierota, która mieszka z gburowatym i brutalnym ojcem na farmie pośród plantacji brzoskwiń. Najbliższą jej osobą jest czarnoskóra opiekunka Rosaleen, którą ojciec zatrudnił po śmierci matki Lily, gdy dziewczynka miała zaledwie cztery lata.
Jest połowa lat sześćdziesiątych, w społeczeństwie amerykańskim kwitną rasizm i segregacja rasowa, a w Białym Domu prezydent podpisuje ustawę o prawach obywatelskich, która umożliwi ciemnoskórym m.in. uczestnictwo w wyborach.

I to właśnie podczas drogi do kościoła, w którym rejestrowano nowych wyborców, dochodzi do incydentu, w wyniku którego Lily w towarzystwie Rosaleen ucieka z domu. Po niedługiej podróży autostopem i nocy spędzonej w lesie obie trafiają do różowego domu zamieszkanego przez trzy siostry: August, May i June. Kobiety udzielają schronienia uciekinierkom w zamian za pracę: Lily pomaga przy pszczołach, a Rosaleen w obowiązkach domowych. Mijają tygodnie, podczas których zacieśniają się więzy przyjaźni, a Lily coraz bardziej zbliża się do rozwiązania tajemnicy śmierci matki. W tle rozgrywa się jeszcze kilka dramatycznych i miłosnych wątków, a całość wieńczy szczęśliwe zakończenie.

Gdybym przeczytała tę powieść jakieś piętnaście lat temu, byłabym zachwycona. Zwłaszcza, że jej klimat i poruszona tematyka przypominają mi uwielbianą wtedy książkę Harper Lee pt. "Zabić drozda".
Ale czytałam ją teraz, głównie dla rozluźnienia przed snem, i muszę stwierdzić, że to po prostu sprawnie napisana historia o dorastaniu i szukaniu akceptacji oraz własnego miejsca na świecie.
Brzmi banalnie? No właśnie taka jest ta powieść: prosta, ciepła jak sierpniowe powietrze nad miasteczkiem w Tiburon i przesłodzona, niczym ociekająca miodem kanapka. Sue Monk Kidd sięgnęła po chwytliwy temat, z którego, trzeba jej przyznać, rozwinęła optymistyczną, lekką historię z przesłanie.
Jest to książka dobra na poprawę humoru. I niewiele więcej.

Ocena: 4/6

czwartek, 13 kwietnia 2017

Cesarz Ameryki. Wielka ucieczka z Galicji, Martin Pollack

Pod koniec XIX i na początku XX wieku dziesiątki tysięcy kobiet i mężczyzn z Galicji opuściło rodzinne strony i wyruszyło do Ameryki Północnej lub Brazylii w poszukiwaniu lepszego życia. Dla niektórych była to podróż w jedną stronę, inni pokonywali ocean wielokrotnie, regularnie i z rutyną przemieszczając się między kontynentami.
Wśród odważnych, którzy opuszczali rodzinne wioski i miasteczka Galicji byli Żydzi, Rusini, Słowacy i Polacy. Wszyscy uciekali przed ogromną biedą, sprzedawali wszystko, co tylko dawało się spieniężyć i często w jednej koszuli, bez bagażu, wsiadali na statek. Miganci byli narażeni na wiele niebezpieczeństw: napady, oszustwa i kradzieże były na porządku dziennym. Zawsze istniało także ryzyko, że po długiej podróży urzędnicy zabronią im zejścia na ląd i odeślą z powrotem do Europy. 

Wielka ucieczka, to główny temat książki, ale ten historyczny reportaż porusza dziesiątki aspektów, które z tą masową migracją były związane. Wiele miejsca zajmuje opis katastrofalnej sytuacji materialnej, w jakiej żyły tysiące chłopów galicyjskich. Brak zainteresowania nimi ze strony władz oraz absolutny brak perspektyw na najmniejszą choćby poprawę sytuacji kończył się wyludnianiem całych wiosek i miasteczek.
Tematem są także kulisy całego przemysłu migracyjnego, który powstał i rozwijał się nie tylko w miastach portowych Bremie i Hamburgu, z których to mieszkańcy Galicji wyruszali w podróż, ale na całej trasie łączącej najodleglejsze wioski z wybrzeżem. Masa biednych, niewykształconych i naiwnych imigrantów natrafiała na nieuczciwych pośredników, brutalnych oszustów i skorumpowanych urzędników. Dochodziło do wielu przestępstw: od drobnych kradzieży i sprzedaży fałszywych biletów na statki, aż po handel ludźmi, z którymi władze nie potrafiły sobie poradzić.

Mam do tej książki kilka zastrzeżeń. Po pierwsze autor nie uznał za stosowne używania w tekście cudzysłowu do oznaczenia informacji zapożyczonych z innych tekstów. Mało tego, w książce zabrakło także bibliografii. A szkoda. Bardzo chętnie dowiedziałabym się, gdzie mogę szukać informacji by pogłębić swoją wiedzę na poszczególne tematy reportażu. Ponadto oczywiste jest, że autor wiele informacji czerpał ze źródeł. Brak ich wyraźniego oznaczenia przeszkadzał mi w odbiorze tekstu. Podobnie jak brak podpisów pod zdjęciami.
Drugim zastrzeżeniem jest ewidentna dominacja jednego z tematów, obecna właściwie we wszystkich rozdziałach, a mianowicie kwestia przestępstw emigracyjnych. Opisy procesów, kar, czy prób działań prewencyjnych są momentami bardzo szczegółowe, a kilkakrotnie zdarzają się Pollackowi powtórzenia. W podziękowaniu pod koniec książki autor wspomina pracę Grzegorza Marii Kowalskiego z UJ, którego praca o przestępstwach emigracyjnych w Galicji była dziełem, do którego często sięgał. No właśnie.
Myślę, że gdyby bibliograficzne poszukiwania autora były bardziej staranne i owocne, Cesarz Ameryki stałby się pełniejszym obrazem i zyskał status lektury bardzo dobrej. Brakowało mi np. informacji o losach osób, które do Ameryki docierały, o ich pierwszych krokach w nowym kraju, bez znajomości jego języka i obyczajów. Pollack opisuje jedynie jedną miejscowość, w której w kopalnich pracowało szczególnie dużo Słowaków.
Poza tym lekko chaotyczna struktura i brak wyraźnych tematycznych różnic między rozdziałami utrudniały mi lekturę. Pozostało po niej uczucie niedosytu: poznałam wiele interesujących faktów, ale w mojej głowie powstały nowe pytania i chęć pogłębienia wielu kwestii.

Mimo tych niedociągnięć dostajemy to rąk dobrą, wielowątkową książkę, z której wiele można się dowiedziać na wszelkie tematy związane z falą migracji z Galicji przed pierwszą wojną światową. Tekst napisany jest przystępnie, jego lektura jest interesująca i wciąga.

Małgorzata Szejnert napisała o niej, wydanej w 2011 roku: Książka o piorunującej aktualności, jeśli słuchamy wieści ze świata. Dziś, sześć lat później, ta aktualność jest jeszcze bardziej piorunująca, a Pollack podsuwa odpowiedzi i pomaga zrozumieć, że migracje nie są niczym nowym w historii.
Niedługo zamierzam sięgnąć po reportaż Szejnert Wyspa klucz.

A może ktoś z Was czytał coś na temat wielkiej emigracji i może polecić mi konkretne pozycje?

Ocena: 5/6 

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Kolor herbaty, Hannah Tunnicliffe

Przesłodzona, ociekająca różem okładka powinna była mnie odstraszyć, ale tak się nie stało. Z powodów, których nie jestem już w stanie sobie przypomnieć, kiedyś tę książkę kupiłam i postawiłam na półce... W końcu, po kilku latach, przeczytałam ją w ramach wiosennych porządków.

Główną bohaterką Koloru herbaty jest młoda kobieta o imieniu Grace, która ma całą górę osobistych problemów (toksyczna relacja z matką, brak ojca, niemożność zajścia w ciążę, kłopoty w małżeństwie), a mimo to decyduje się na otworzenie własnej kawiarni. W końcu nie od dawna wiadomo, że pieczenie ciastek i parzenie kawy to, obok otwierania pensjonatu, remedium na wszelkie możliwe życiowe trudności. Produktem flagowym kawiarni są autorskie makaroniki w przeróżnych kolorach i smakach, które Grace wypieka z ogromnym zaangażowaniem.

Aby czytelnikowi się nie nudziło, autorka postarała się o szczyptę egzotyki i na miejsce akcji wybrała Makau. Ta chińska wyspa jest specjalnym regionem administracyjnym i słynie z prężnie działającej gospodarki i kwitnącego hazardu, jest to od lat jeden z najbogatszych regionów na świecie. Związane jest to z pewnością z faktem, że Makau było pierwszą i najdłużej istniejącą europejską kolonią na terenie Chin, ma zatem bogate tradycje w handlu międzynarodowym. (źródło: wikipedia)

Taki stan rzeczy znajduje swoje odzwierciedlenie także w powieści: głównymi klientkami kawiarni  są białe żony bogatych biznesmenów, niepracujące, zmanierowane i głośne. Do pomocy w lokalu Grace zatrudnia dwie młode miejscowe kobiety, z którymi szybko połączy ją wielka przyjaźń, a z czasem i coś więcej... Jest więc w powieści kilka regionalnych smaczków i ciekawostek, ale zdecydowanie zbyt mało, by w pełni poczuć atmosferę tej wyjątkowej wyspy. Tak naprawdę kawiarnia Grace mogłaby równie dobrze istnieć na Majorce albo gdziekolwiek indziej.

Powieść do jednorazowego czytania, która szybko zapada w niepamięć. Autorka miała kilka ciekawych pomysłów, ale poległa na ich realizacji. Zamiast pogłębionych psychologicznie postaci oraz interesująco poprowadzonych wątków dostajemy do rąk czytadło, jakich na rynku księgarskim mnóstwo. Jest przyzwoicie, ale bez fajerwerków.

Ocena: -4/6

Wiosenne porządki

sobota, 8 kwietnia 2017

Neuland, Eshkol Nevo

Od ubiegłorocznego spotkania w Krakowie mam słabość do Eshkola Nevo, tego przystojnego mężczyzny o uroczym uśmiechu, który w rozmowie o swojej twórczości z miłością w głosie kilkakrotnie wspominał o żonie. Z okazji tego spotkania przeczytałam pierwszą powieść jego autorstwa, która została wydana w Polsce w 2012 roku i nosi tytuł Do następnych mistrzostw.

Po najsłynniejszą powieść Nevo pt. Neuland sięgnęłam w ramach marcowego spotkania naszego Klubu Miłośniczek Książek, a jej lektura sprawiła mi sporą przyjemność.

Powieść rozpoczyna się od tekstów maili, które wymieniają między sobą główni bohaterowie Inbar i Dori. Następnie przenosimy się o kilka tygodni wstecz, by poznać historię ich niezwykłej wędrówki po Ameryce Południowej najpierw z jego, a później z jej perspektywy.
On wybiera się w podróż, by odnaleźć zaginionego ojca. Ona wsiada do samolotu spontanicznie, bez konkretnego planu. Spotykają się przypadkiem i razem wyruszają na poszukiwania, które zaprowadzą ich do Argentyny, gdzie odnajdą tytułowy Neuland.
Po drodze czytelnik pozna ich głeboko skrywane tajemnice i pragnienia oraz skomplikowane rodzinne powiązania. Każde z nich dźwiga na ramionach ogromny ciężar związany ze śmiercią bliskiej osoby, każde z nich zostaje zmuszone do stawienia czoła własnym, dotychczas głęboko skrywanym emocjom i przeanalizowania niełatwych relacji z najbliższymi.

Neuland to wielopłaszczyznowa powieść o sensie podróżowania, o szukaniu własnego miejsca - zarówno w kontekście jednostki, jak i całego narodu. Dori i Inbar wyruszając w drogę nie przewidują, że tych kilka tygodni spędzonych z dala od Izraela całkowicie zmieni ich życie. Że podróż przez dzikie tereny Ameryki Południowej będzie dla nich podróżą w głąb siebie, okazją do poznania własnych uczuć i nabrania dystansu do wielu spraw.
Narracja prowadzona jest nie tylko z punktu widzenia dwojga głównych bohaterów, ale i innych postaci. Ta wielorakość perspektyw z jednej strony wzbogaca samą opowieść, z drugiej strony udowadnia, jak łatwo w codziennych relacjach z innymi ludźmi o błędy i nieporozumienia wynikające z nieprzejrzystej komunikacji i problemów na linii nadawca-odbiorca.

Autor jest wnukiem byłego premiera Izraela i szefa Światowej Organizacji Syjonistycznej Lewiego Eszkola, a jego babcia, podobnie jak jedna z bohaterek książki, opuściła Polskę tuż przed wybuchem II wojny światowej. To dlatego w książce pojawiają się zarówno echa holokaustu, motyw rejsu przez Morze Czarne w sierpniu 1939 r. oraz elementy syjonizmu.
Szczególnie interesujący i charakterystyczny dla powieści wydał mi się poniższy fragment rozmowy Inbar ze swoją babcią, Lili (tą, która statkiem przybyła do Izraela):
"Co ty myślisz, cypke fojer, ze jesteś wyjątkowa? Popatrz wokoło, każdy, kto siedzi w tej kawiarni, w wyobraźni siedzi także gdzieś indziej, z kimś innym. Obok każdej pary, którą widzisz przy tych świeczkach, siedzi ktoś jeszcze, ktoś trzeci, kogo jedno z nich ma w głowie. Kogo jedno z nich musi mieć w głowie, żeby móc siedzieć tutaj. Cały ten Tel Awiw – jak moglibyście go znieść, gdybyście nie wyobrażali sobie przez cały czas innego, piękniejszego miasta? A nasze państwo? Wszędzie jest pełno Żydów, którzy żyją w jednym miejscu, w głowie zaś mają inne, z którego tu przyjechali, i jeszcze inne, do którego chcieliby uciec choćby jutro. To wielkie szczęście, że mają to w głowie, cypke fojer, bo tylko w ten sposób, dzięki myślom i wyobrażeniom o wędrówce, można zrezygnować z wędrówki prawdziwej i zostać." (str. 602)

Nuevo nie boi się poruszać trudnych tematów, takich jak traumy spowodowane wojnami prowadzonymi przez Izrael, wszechobecnym konfliktem izraelsko-palestyńskim oraz obowiązkiem trzyletniej służby wojskowej. Jest uważnym, krytycznym obserwatorem izrealskiego społeczeństwa i w swojej książce porusza bardzo wiele bolesnych kwestii, które mają wpływ na obywateli tego kraju. Jednocześnie jego powieść czyta się szybko i z przyjemnością. Jest to jedna z tych książek, które można czytać na wiele sposobów, w której każdy czytelnik odnajdzie inne, dla siebie ważne, treści.
Bardzo polecam!

Ocena: 5+/6

piątek, 31 marca 2017

Stos marcowy

W ten cudownie słoneczny ostatni dzień marca pokażę Wam, jakie książki trafiły ostatnio na moją półkę.


Uwielbiam kupować książki. A jeśli mogę upolować wartościowe tytuły w niskich cenach, to już w ogóle jestem szczęśliwa. Mega szczęśliwa :)
Moim ulubionym źródłem tanich książek od lat jest Dedalus. Z księgarni stacjonarnych przy Placu Solnym we Wrocławiu oraz w warszawskim BUWie pochodzi spora część mojej biblioteczki.
Parę dni temu postanowiłam zajrzeć do ich sklepu internetowego...

... i zamówiłam w sumie 20 pozycji, których przeciętna cena wyniosła 14 zł.

Z lewej są książki, które kupiłam wg. listy. Na niektóre z nich czaiłam się już od dłuższego czasu. Stos prawy to pozycje, które mnie, z różnych powodów, zainteresowały, więc spontanicznie wrzuciłam je do wirtualnego koszyka.


Kupione wg. listy:
Od góry:
Kobiety z miasta Salta, Elsa Drucaroff - trzymająca w napięciu powieść historyczna o kobiecej siatce szpiegowskiej, której akcja osadzona jest w XIX wieku w dzisiejszej północno-wschodniej Argentynie.

To coś na twojej szyi, Chimamanda Ngozi Adichie - bo to książka Adichie

Marcel Reich-Ranicki Polskie lata, Gerhard Gnauck - polowałam na tę biografię od lat

Dom i jego głowa, Ivy Compton-Burnett - pełna wisielczego humoru powieść zbudowana z misternie skomponowanych dialogów rojących się od aluzji i półsłówek. Każde zdanie użyte przez bohaterów jest orężem w bezwzględnej walce o pozycję w hierarchii niewielkiej społeczności późnowiktoriańskiej.

Niebiosa są puste. Odkrywanie zapomnianego miasta, Avrom Bendavid-Val - opowieść o miasteczku, w którym przed wojną mieszkali Polacy, Żydzi i Ukraińcy, a które w sierpniu 1943 roku przestało istnieć.

Zając z Patagonii, Claude Lanzmann - bardzo ciekawie zapowiadająca się autobiografia człowieka, kóry uosabia XX-wieczną historię Europy

Pani Poe, Lynn Cullen - pisarz i jego demony. Kobieta i jej pragnienia. Żona i jej zemsta... Dzieje Edgara Allana Poe, spowiedź jego kochanki i przerażająca obsesja jego żony w literackim miłosnym trójkącie wszech czasów.

Pamiętniki, Zofia Tołstoj - żyli obok siebie prawie 50 lat, w samotności, niezrozumieniu, wzajemnych pretensjach. On, oskarżający Zofię o przyziemność i interesowność, ona – rozgoryczona jego oderwaniem od życia, zaniedbywaniem rodziny i żądzą sławy. Bywało, że porozumiewali się tylko podsuwając sobie własne wpisy w pamiętnikach, bo słowa nie przechodziły im już przez usta.

Wardęga. Opowieści z pobocza drogi, Lechosław Herz  - książka jest zapisem krajoznawczych wypraw autora, miłośnika krajobrazu mazowieckiego i beskidzkiego, zbieracza ciekawostek z przeszłości odwiedzanych miasteczek, wsi i zapomnianych szlacheckich zaścianków. 


 Zakupione spontanicznie:
Od góry:
Ponad nasze siły. Czesi, Żydzi i Niemcy, Milena Jesenska - latawica zamknięta przez rodzonego ojca w domu wariatów, naiwna kobietka, zdradzana przez rozpustnego męża, muza Franza Kafki, matka Jany Černej - femme fatale czeskiego undergroundu, wreszcie dziennikarka. Jej reportaże z lat 1937-1939 to niezwykła kronika tragicznych wypadków, które stały się udziałem Czechów, Niemców i Żydów w przededniu II wojny światowej.

Ludzie i miejsca, Szewach Weiss - to podróż w czasie i w przestrzeni w towarzystwie Szewacha Weissa – „ambasadora Izraela w Polsce i Polski w Izraelu”

Afrykańska love story, Daphne Sheldrick - życie autorki jest podróżą przez cały XX wiek, tak rzadko oglądany przez nas z afrykańskiej perspektywy; od ugruntowywania się europejskiego osadnictwa, przez niełatwy okres dwóch wojen światowych, aż po równie burzliwe czasy dekolonizacji.

Żony polarników. Siedem niezwykłych historii, Kari Herbert - Książka Herbert skonstruowana jako zbiór epizodów, wspomnień i listów przybliża czytelnikom życie tych niezwykłych par i rzuca nowe światło na ich relacje i na rolę kobiet-żon polarników. Polarnicy często traktowali swe żony jak wyrocznie i uzależniali od nich powodzenie swych wypraw.

Zakazane wrota, Tiziano Terzani - W 1980 roku pisarz razem z rodziną zamieszkał w Pekinie. Przez ponad cztery lata próbował żyć jak przeciętny Chińczyk, dotarł do miejsc, do których turyści nie mieli wstępu. Rozmawiał z ludźmi, z którymi jako zagraniczny dziennikarz nie powinien był rozmawiać. Zobaczył kraj zwykłych ludzi, rozdarty między bogactwem tradycji a biedą wynikającą z dyktatury, ogłuszony kakofonią propagandy, obarczony balastem maoizmu.

Pieśń Aborygenki. Podróż w głąb duszy Australii, Ros Moriarty - autorka opisuje inicjacyjną podróż, jaką odbyła z rdzennymi Australijkami. Jako jedna z nielicznych białych dopuszczonych do plemiennych tajemnic próbuje w niezwykłym, bardzo osobistym reportażu dociec prawdy o tak zwanych skradzionych pokoleniach i poznać duchowość najstarszej kultury istniejącej dzisiaj na Ziemi.
  
Ach, te Czeszki, Mariusz Surosz - Poprzez jednostkowe kobiece doświadczenia autor ukazuje historię Czechosłowacji – od lat 20. XX w., przez czasy wojenne i tuż powojenne, aż po Praską Wiosnę i aksamitną rewolucję. Interesują go m.in. takie zagadnienia, jak emigracja Czechów na Wołyń, dzieje Zaolzia, historia Czechosłowackiego Kościoła Husyckiego, literatura, muzyka, kino i sport.

Pepiki. Dramatyczne stulecie Czechów, Mariusz Surosz - w szesnastu esejach poświęconych ważnym, choć w większości mało znanym w Polsce postaciom autor opowiada o ludzkich losach, ukazuje dramaty i tragedie, jakich wielka historia nie skąpiła Czechom w XX stuleciu.

Reporterzy bez fikcji. Rozmowy z polskimi reporterami, Agnieszka Wójcińska - fascynujący zbiór siedemnastu wywiadów z najlepszymi polskimi reporterami.

Podróże do Polski, Jarosław Iwaszkiewicz - opisy wypraw zarówno do pięknych miast - Warszawy, Poznania, Krakowa, Sandomierza, Lublina, jak i na prowincje - miejsc nacechowanych przeszłością i wspomnieniami. Całość przeplata się z elementami autobiografii i refleksjami natury historycznej, kulturalnej i estetycznej. Publikacja ta, okraszona wspaniałymi zdjęciami, stanowi wyjątkowy obraz Polski z punktu widzenia jednego z najważniejszych twórców literatury polskiej XX wieku.

Po co ci szczęście, jeśli możesz być normalna?, Jeanette Winterson - podróż w głąb szaleństwa i z powrotem, którą autorka odbyła w poszukiwaniu biologicznej matki. Historia o tym, jak dążyć do szczęścia. O dziewczynie, która nie mogąc dostać się do domu, spędza noc na jego progu. O religijnej fanatyczce oczekującej na Armagedon. O dorastaniu na północy Anglii, w przemysłowym miasteczku podlegającym drastycznym przemianom. Wreszcie o wszechświecie jako kosmicznym koszu na odpadki.

środa, 29 marca 2017

Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak, Anna Kamińska

Książka, która skradła mi cały weekend. Zamiast rozkoszować się piękną pogodą i budzącą się wiosną, wolałam wcisnąć się w fotel i przenieść do świata wyjątkowej Simony Kossak.

Już w liceum zaczytywałam się w książkach autorstwa ciotki Simony, Magdaleny Samozwaniec. Dlatego klimat słynnej Kossakówki oraz niektóre tajemnice poważanej krakowskiej rodziny wielkich malarzy nie były mi obce. Jednak skupiając się na osobie Simony, Anna Kamińska pokazała tę familię od całkiem nowej strony.

Biografia podzielona jest, tak jak życie Simony, na dwie odrębne części: krakowską i białowieską. Poznajemy dzieciństwo Simony, wypełnione miłością do zwierząt i godzinami spędzonymi w ogrodzie, jej dorastanie i wypełnione bujnym życiem towarzyskim czasy studenckie. Ten okres spędzony w domu rodzinnym dominowała praca zarobkowa, trudne relacje z matką-tyranką i poczucie niezrozumienia.

Prawdziwe dorosłe i niezależne życie Simony rozpoczęło się w lutym 1971 roku, gdy podjęła pracę w Zakładzie Badania Ssaków Polskiej Akademii Nauk PAN w Białowieży. Dwa miesiące później przeprowadziła się do Dziedzinki, leśniczówki położonej w puszczy, sześć kilometrów od Białowieży, jej prywatnego raju i miejsca na ziemi. Mieszkała tam do śmierci razem z artystą fotografem Lechem Wilczkiem i niezliczonymi zwierzętami. Jej codzienność wypełniała praca naukowa oraz opieka nad zwierzętami. Przez miejscowych nazywana Cyrkówką była silną, mądrą kobietą, która w szarym PRLu walczyła o prawa zwierząt i ochronę puszczy. Była wielkim autorytetem w świecie naukowym, nagrywała filmy przyrodnicze i audycje radiowe, pisała książki. Zmarła o wiele za wcześnie, w 2007 roku, w wieku 64 lat.

Anna Kamińska bardzo plastycznie opisała życie Simony. Z nieodzowną ciekawością dziennikarki, ale szanując prywatność swojej bohaterki, stworzyła portret kobiety, która pod wieloma względami wyprzedzała epokę, w której żyła. Każdą informację autorka starała się sprawdzać trzykrotnie i w swej pracy wykorzystała liczne dokumenty i materiały prasowe. Swoją książkę zakończyła bardzo osobistym listem do Simony Kossak, w którym m.in wyraża żal, że nie było jej dane poznać tej wyjątkowej postaci. Jej biografię czyta się wspaniale, jest wciągająca niczym najlepsza powieść.
Serdecznie polecam!

Ocena: 6/6

poniedziałek, 27 marca 2017

Niebko, Brygida Helbig

Podwórko. Godzinami bawiła się z dziećmi na dworze; łazili wokół bloków, zbierali szkiełka spod kiosków i śmietników, bo tam leżało najwięcej butelek porozrzucancyh przez pijaków. Zbierali porozrzucane, kolorowe papierki od cukierków, listki. I robili z nich tak zwane niebka. Skąd się wzięła ta zabawa, nie wiadomo. Wykopywali dołki, układali w nich śliczne wzorki ze złotek, sreberek, znalezionych kwiatków i traw, przykrywali szkiełkiem, zasypywali. Trzeba było dokładnie zapamiętać topografię miejsca, wiedzieć, gdzie ukryło się skarb. O sekrecie wiedziało zawsze kilku przyjaciół. (str. 284)

Powieść Brygidy Helbig jest takim literackim niebkiem: składa się z fragmentów, krótkich akapitów, z których powoli wyłania się skomplikowana rodzinna historia. Jej tło stanowi druga wojna światowa i związane z nią geopolityczne przemiany, a jednym z głównych tematów jest tożsamość. Helbig otwarcie stawia pytania o polskość i niemieckość, o punkty ich przecięcia, zacierające się między nimi granice, a wreszcie o ich znaczenie w różnych momentach historii. Jest w Niebku miejsce zarówno na bezmyślnie powielane stereotypy, ale i na głębsze przemyślenia i próbę odpowiedzi na to, kim właściwie jesteśmy...

Główna bohaterka, Marzena, na podstawie własnych wspomnień z dzieciństwa oraz poszarpanych, często niedokończonych opowieści rodziców stara się zrekonstruować historię swojej rodziny. Historię o tyle ciekawą, że nieoczywistą: dziadkowie urodzili się w zupełnie różnych zakątkach Europy, w różnych krajach, a rodzice poznali się na tzw. ziemiach odzyskanych, w powojennym Szczecinie.
Ojciec Marzeny Willie/Waldek urodził się w Galicji, w biednej niemieckiej rodzinie. Wcześnie stacił ojca, na początku wojny z matką i braćmi został przesiedlony nad Wartę, nie udało mu się uciec przed Armią Czerwoną do Niemiec więc został Polakiem. Matka Basia w wieku sześciu lat została wywieziona z rodziną do Kazachstanu, a ojciec wstąpił do armii gen. Andersa. Po jego powrocie z wojny, w 1946 roku, rodzina wyruszyła na zachód Polski, by szukać szczęścia. Wojenna trauma rodziców, ich lęki, problemy z tożsamością i poszukanie własnego miejsca, mają ogromny wpływ na życie Marzeny i jej siostry Ewy.

Wyjątkowość tej powieści polega na przedstawieniu trudnej, ale nie nowej, historii bardzo specyficznym, pięknym językiem. Brygida Helbig posługuje się głównie krótkimi zdaniami, które nadają tekstowi swoisty rytm. Autorka bawi się słowami, wtrąca niemieckie wyrazy, używa licznych kolokwializmów, zdań wykrzyknikowych oraz powszechnie znanych fraz zaczerpniętych z m.in. reklam, literatury - przyciąga to uwagę czytelnika, bawi oraz skłania do głębszych refleksji. Podział tekstu na krótkie akapity, króre nie zawsze są ułożone chronologicznie, zmusza do aktywnego czytania - każdy wyciągnie własne wnioski, każdy tę książkę odczyta inaczej.

Powieść wymaga skupienia i uwagi, ale zdecydowanie warto poświęcić jej czas. Polecam!

Ocena: 5/6

sobota, 18 marca 2017

Białe zęby, Zadie Smith

TĘ powieść Zadie Smith czytałam po raz pierwszy w 2010 roku. Z ogromną przyjemnością sięgnęłam po nią ponownie, gdy została lekturą na styczeń w naszym Klubie Miłośniczek Książek (razem ze wspaniałym Buddą z przedmieścia).

Przygotowując ten tekst sęgnęłam po swoją recenzję sprzed siedmiu lat. Porównywanie własnych wrażeń z lektury wtedy i teraz okazało się bardzo ciekawym zabiegiem.
Lektura pierwszych stu stron szła mi wtedy jak krew z nosa. Nie mogłam się wgryźć w tekst, nadążyć za specyficzną narracją Smith, zrozumieć wielowarstwowości powieści. Ale powoli, jak w układance, wszystko zaczęło do siebie pasować i już nie mogłam się od lektury oderwać. Teraz wsiąknęłam w powieść od pierwszej strony. Nie od razu udało mi się przypomnieć sobie bohaterów i powiązań między nimi. Wspomnienia te powracały powoli, z każdą stroną kolejne, ale do końca nie byłam pewna co wydarzy się na kolejnej stronie. Dzięki temu podczas lektury towarzyszyła mi radość odkrywania oraz brak zachłannej ciekawości, który pozwolił skupić się na języku powieści i jej smakowitych detalach.

Demonstrowała swoją seksualność ze swobodą dojrzalszej od siebie kobiety, a nie (...) jak nieporęczną torebkę, z którą nigdy nie wiadomo co zrobić: gdzie ją powiesić, albo kiedy po prostu odłożyć. (str. 33)

Bohaterami powieści są członkowie trzech rodzin: Jonesów, Iqbalów i Chalfenów mieszkający w Londynie, których bardzo wiele różni, a wspólnym mianownikiem są ich pogmatwane historie rodzinne. Najpierw poznajemy ojców: Anglika Archibalda Jonesa i pochodzącego z Bangladeszu Samada Iqubala, których losy splotły się nierozerwalnie podczas drugiej wojny światowej. Następnie na scenę wkraczają pochodząca z Jamajki żona Archibalda, Clara oraz wybrana mu przez rodzinę małżonka Samada, Arsana. Na końcu pojawiają się dzieci: córka pierwszej pary Irie oraz bliźniaki Samada i Arsany - Millat i Magid, które zawierają znajomość z rodziną typowych przedstawicieli angielskiej klasy średniej: Marcusa i Joyce Chalfenów. Tak złożona lista głównych bohaterów odzwierciedla, mniej więcej, skomplikowaną strukturę książki, której nie sposób streścić, nie spłycając jej przy tym. A tego bym nie chciała.

To n a u k a - Archie wymawia słowo "nauka" w taki sam sposób jak słowo "nowoczesny", zupełnie jakby ktoś mu pożyczył te słowa i kazał przysiąc, że ich nie popsuje. (str. 500)

W swojej wielowątkowej powieści Smith porusza całą masę problemów współczesnych społeczeństw Europy Zachodniej, która jest wymarzonym celem milionów potencjalnych emigrantów z całego świata. Po osiągnięciu tego celu niejednokrotnie muszą stwierdzić, że wyidealizowane wspólne życie w zachodniej kulturze w zderzeniu z rzeczywistością rodzi problemy i konflikty. Tolerancja, tradycja, dorastanie, konflikt pokoleń, patriotyzm, religia, tożsamość, fanatyzm, dojrzałość, uprzedzenia, zrozumienie, rasizm, przemoc - wszystkie te elementy odnajdziemy w powieści Smith śledząc losy bohaterów. Bohaterów świetnie dopracowanych, charakternych i mających własne zdanie, którzy często kłócą się ze sobą, próbując narzucić innym własne poglądy i w ten sposób okiełznać choć niewielki fragment rzeczywistości. Ich relacje stanowią fascynujący temat do wielogodzinnych dyskusji i rozważań.

Jeśli religia jest opium dla ludu, to tradycja bywa jeszcze groźniejszym środkiem uśmierzającym, po prostu dlatego, że rzadko dostrzega się tę jej złowrogość. (...) tradycja jest bardziej swojską miksturą: herbatą z dodatkiem zmielonego maku, słodkim kakao z domieszką kokainy, czymś, co mogłaby przyrządzić poczciwa babcia. (str. 191-192)

Język Zadie Smith jest niezwykle inteligentny, pełen humoru i delikatnej ironii, a Zbigniew Batko wspaniale poradził sobie z tłumaczeniem. Podczas czytania miałam nieustannie pod ręką ołówek. Mam nadzieję, że wybrane cytaty pozwolą Wam poczuć wyjątkowość tej książki. Cóż mogę dodać: jest to wspaniała, wielowątkowa powieść o życiu napisana lekko, ale niejednokrotnie trafiająca w punkt. Po mistrzowsku.
Jeśli ktoś jeszcze nie czytał, to polecam gorąco!

Było to stulecie egzotycznych przybyszów, brązowych, żółtych i białych. Stulecie wielkiego imigracyjnego eksperymentu. Pod koniec tego stulecia na placu zabaw można było natknąć się na Isaaca Leunga nad sadzawką z rybkami, Danny'ego Rahmanna w bramce na boisku piłki nożnej, Quanga O'Rourke grającego w kosza i Irie Jones, nucącą jakąś melodyjkę. Imiona i nazwiska tych dzieci zderzały się czołowo. Kryły w sobie tajemnicę masowego exodusu, zatłoczonych łodzi i samolotów, chłodnego przyjęcia w nowym kraju, badań lekarskich. (str. 318) (...)
Ale imigrantów śmieszą lęki nacjonalistów, bojących się panicznie zarazy, penetracji, wymieszania ras, bo to małe piwo, pestka w porównaniu z lękami imigrantów - przed rozpuszczeniem się, zniknięciem. (str. 319)

Ocena: 6/6

czwartek, 16 marca 2017

Między książkami, Gabrielle Zevin

Głównym bohaterem tej niewielkich rozmiarów książeczki jest Ajay Fikry, smutny wdowiec, właściciel księgarni położonej na wyspie Alice Island. Jego monotonne i pozbawione radości, choć wypełnione po brzegi książkami, życie staje na głowie, gdy pewnego dnia w swojej księgarni znajduje dwuletnią Maję. Bez większych trudności zostaje jej prawnym opiekunem i całkowicie poświęca się wychowaniu dziewczynki...
Aż do momentu, gdy w księgarni i w życiu Ajay'a pojawi się kolejna kobieta. Tym razem jest to Amelia, która pracuje jako przedstawicielka handlowa wydawnictwa i od kilku lat zaopatruje sklep w nowości. Nie jest to jednak miłość od pierwszego wejrzenia, oboje potrzebują czasu, by zaangażować się w związek.

Tak w skrócie przedstawia się fabuła Między nami. Fabuła prosta i pozbawiona niespodzianek. W powieści występuje jeszcze kilkoro przyjaciół i członków rodziny głównych bohaterów, a całość kończy się dość dramatycznie. Generalnie jest to dość naiwna i powierzchowna opowiastka o tym, że każdy ma prawo do szczęścia, tylko sam musi sobie na nie pozwolić. Doprawdy trudno w tym przypadku o jakieś głębsze przemyślenia - mamy do czytnienia z przeciętnym czytadłem.

Książka nadaje się doskonale jako towarzyszka podróży komunikacją miejską, nawet z licznymi przesiadkami. Czyta się ją migiem i nie trzeba zbytnio skupiać się na treści. Za to najdalej po tygodniu trudno sobie przypomnieć, o czym była...

Ocena: 3+/6

Wiosenne porządki

poniedziałek, 13 marca 2017

Chrapiący ptak. Rodzinna podróż przez stulecie biologii, Bernd Heinrich

Książka wydana wiosną ubiegłego roku przez wydawnictwo Czarne w serii Menażeria przykuła moją uwagę od samego początku. Zaintrygował mnie zwłaszcza podtytuł Rodzinna podróż przez stulecie biologii. Skojarzył mi się z Zającem o bursztynowych oczach (tak, wiem, że tam nie ma słowa o biologii, ale ta rodzinna podróż przez stulecie...) i miałam wielką nadzieję, na podobnie udaną czytelniczą przygodę.

Jednak lektura tego sześciuset stronicowego tomiszcza ciągnęła się tygodniami i nie sprawiła mi, niestety, oczekiwanej radości. Heinrich junior szczegółowo opisał swoją historię rodzinną, bardzo skoncentrowaną wokół postaci ojca przyrodnika i podróżnika Gerda Hermanna Heinricha. Był on badaczem starej daty, jednym z ostatnich, którzy wiedzę o owadach i ptakach zdobywali w sposób bardzo tradycyjny: biegając z siatką po lasach, łąkach i stepach zbierając i preparując tysiące obiektów. Jego pierwsza wyprawa miała miejsce już w 1927 roku na Elbrus i do północnej Persji. W ciągu całego swojego życia takich ekspedycji odbył kilkanaście, podróżując m.in. do różnych krajów Afryki i Azji. Gerd Heinrich opublikował kilka znaczących dzieł na temat ptaków, owadów i ssaków, odkrył nowe gatunki ptaków i owadów, współpracował z wieloma uniwersytetami i muzeami w Europie i USA. Mimo to fakt, iż nie posiadał wykształcenia akademickiego, znacznie zahamował jego karierę, zwłaszcza po drugiej wojnie światowej. W środowisku akademickim był traktowany jako zbieracz-amator, a nie jako poważny naukowiec.

Książka autorstwa jego syna jest lekturą niełatwą z wielu względów. Jest to bardzo subiektywne przedstawienie historii ojca, z kórym autora łączyły niełatwe stosunki. Między wierszami można odczytać, że Heinrich senior był ogromnym egoistą, zadufanym w sobie i przekonanym o swojej nieomylności. Miał wielką słabość do kobiet, które traktował jak służące i asystentki, a uczuciom ojcowskim rzadko dawał upust.
Tekst jest bardzo nierówny. Autor ewidentnie skupił się na wydarzeniach, które doskonale pamięta, lub, kóre dzięki rodzinnym opowieściom potrafił dokładnie odtworzyć, inne zaś są ledwie zarysowane, mimo, iż były istotne dla historii rodziny. Bardzo wiele jest w książce szczegółowych opisów owadów, ich poszukiwań i badań nad nimi. Jest to nużące i nie ułatwia lektury. Wprawdzie wiele się z książki dowiedziałam na temat rozwoju biologii i zoologii, na temat prowadzenia i organizacji badań i ekspedycji naukowych, ale i tak chętnie skróciłabym ją o połowę i porządnie zredagowała. Pod względem literackim tekst pozostawia bowiem wiele do życzenia. Autor, który sam jest profesorem biologii na uniwersytecie w Vermont, chętnie zagłębia się w naukowe opisy i definicje, zwłaszcza pod koniec książki, kiedy pisze o własnej karierze naukowej. Nie jest jednak utalentowanym pisarzem, stąd lektura Chrapiącego ptaka, nie dostarcza szczególnych literackich uniesień.

Niestety nie poczułam sympatii ani do ojca ani do syna Heinricha, co niewątpliwie miało wpływ na niezbyt pozytywny odbiór tej pozycji. Sądzę jednak, że dla zainteresowanych historią biologii i ekspedycjami naukowymi Chrapiący ptak będzie z pewnością ciekawą i wartościową lekturą.

(Podczas pisania recenzji korzystałam z obszernego artykułu o Gerdzie Heinrichu z niemieckojęzycznej wikipedii).

Ocena: 4/6

środa, 8 marca 2017

#girlpower: 8 świetnych książek na 8 marca


Hasztagu #girlpower w kontekście książkowym użyły niedawno dziewczyny z bloga niespodziegadki.pl. Jako, że wspaniale pasuje, postanowiłam wykorzystać go w dzisiejszym dniu. Dniu kobiet i dniu protestów kobiet.

Dość spontanicznie, wybrałam z mojej półki "do przecztania na wczoraj" osiem tytułów. Wszystkie zostały napisane przez wyjątkowe kobiety i opowiadają o kobietach na różnych etapach życia, z różnych epok historycznych i w kompletnie różnych sytuacjach życiowych.
W związku z faktem, że Dzień Kobiet jest Międzynarodowy, to i wybrane pisarki pochodzą z ośmiu różnych krajów, choć niejednokrotnie reprezentują wiele kultur.

Zapraszam więc na mój subiektywny wybór lektur na 8 marca (opisy książek pochodzą od wydawców) #girlpower. Może to ryzykowne układać taki zestaw z książek jeszcze nie przeczytanych, ale zdaję się na mój czytelniczy instynkt. A ten podpowiada, że są to tytuły zdecydowanie warte zainteresowania :)

Ósme życie, Nino Haratischwili - autorka pochodzi z Gruzji, mieszka i tworzy w Niemczech, jest tam uznana za wielkie odkrycie ostatnich lat. Bohaterkami jej gruzińskiej sagi są kobiety z rodu Jaszi, potomkinie najsłynniejszego w carskiej Rosji gruzińskiego wytwórcy czekolady.

Bracia Burgess, Elizabeth Strout - autorka mieszka w Nowym Jorku i jest laureatką Pulitzera z 2009 roku. Tytułowymi bohaterami powieści są wprawdzie bracia, ale to na wezwanie siostry Susan powracają do rodzinnego domu. Owo spotkanie po latach stanie się punktem wyjścia do analizy rodzinnych stosunków.

Kobiety w kąpieli, Tie Ning - wg. wydawcy autorka należy do grona najbardziej cenionych i najczęściej nagradzanych współczesnych chińskich pisarzy i pisarek. Jej powieść, częściowo oparta na motywach autobiograficznych, to wielopłaszczyznowy obraz życia kobiet we współczesnych Chinach – kraju, w którym nikt nie jest czystą kartą, a historia na każdym mocno odciska swoje piętno.

Jasne dni, Zsuzsa Bánk - niemiecka pisarka, z pochodzenia Węgierka. Lata sześćdziesiąte, w małym południowoniemieckim miasteczku wschodzą i zachodzą jasne dni dzieciństwa. Seri spędza je z Karlem i Ają, córką węgierskich artystów, która wraz z matką mieszka w prowizorycznej chatce na obrzeżach. Jest to historia trzech rodzin i trojga młodych bohaterów, którzy pokonują prądy i mielizny życia, szukając jego głębi.

Ból, Zeruya Shalev najczęściej tłumaczona współczesna pisarka izraelska, laureatka wielu międzynarodowych nagród literackich. Przypadkowe spotkanie z niewidzianym od lat Ejtanem, wielką młodzieńczą miłością Iris, na nowo otwiera nie do końca zagojone rany. Mimo żalu i gniewu, jątrzących się w kobiecie przez długi czas, uczucie nie wygasło i odradza się na nowo. Iris gotowa jest poświęcić szczęście swojej rodziny i zadać bliskim ból, którego sama doświadczała przez lata.

Dom żółwia. Zanzibar, Małgorzata Szejnert - dziennikarka przez wielu uznawana za królową polskiego reportażu. Opowieść o kraju, który jest przedsionkiem Afryki. Kraju, który był bazą handlarzy niewolników. Kraju, który wyzwolił się z arabskiego ucisku i wpadł w sidła rewolucji. Teraz znów jest rządzony przez religijnych Arabów. A ja chciałabym w tej opowieści doszukać się kobiecych historii.

Żony polarników. Siedem niezwykłych historii, Kari Herbert – brytyjska pisarka podróżnicza, dziennikarka, fotografka i prezenterka telewizyjna. Historia siedmiu niesamowitych kobiet. Skazane na samotne życie, często nawet przez kilka lat z rzędu, potrafiły znaleźć w sobie siłę, by przezwyciężyć tęsknotę i oddać się swoim pasjom. Zbiór epizodów, wspomnień i listów przybliża czytelnikom życie niezwykłych par i rzuca nowe światło na ich relacje i na rolę kobiet-żon polarników, którzy często traktowali swe żony jak wyrocznie i uzależniali od nich powodzenie swych wypraw.

Przeprawa. Moja podróż do pękniętego serca Syrii, Samar Yazbek - syryjska dziennikarka, pisarka i aktywistka, od 2011 roku mieszka z córką we Francji. Wstrząsający dokument o wojnie w Syrii. Autorka jeździ po kraju i rozmawia z kobietami i mężczyznami, z tymi, którzy stracili wszystkich bliskich, i z tymi, którym udało się zachować resztki nadziei, z Syryjczykami i z zagranicznymi bojownikami, którzy zasilają szeregi ISIS. „Gdybym przeczytała o czymś takim w książce, nigdy bym nie uwierzyła” – pisze Yazbek o tym, co widzi. I rzeczywiście, trudno uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Łatwiej jednak zrozumieć, kim są tysiące uchodźców, którzy przekraczają dziś granice Europy, dlaczego opuszczają Syrię i przed czym uciekają.

A jakie są Wasze kobiece lektury na ósmego marca?

piątek, 3 marca 2017

Dzieci gniewu, Paul Grossman

Dzieci gniewu to kryminał historyczny, na który zwróciłam uwagę ze względu na czas i miejsce akcji. Paul Grossmann zabrał mnie bowiem w podróż do Berlina przełomu lat dwudziestych i trzydziestych. Willi Kraus, komisarz berlińskiej policji żydowskiego pochodzenia, staje przed bardzo trudnym zadaniem. Otóż pewnego dnia odnajduje worek pełen ugotowanych dziecięcych kości...
Sprawa natychmiast staje się dla berlińskiej policji priorytetowa, a Kraus zostaje odsunięty od śledztwa. Sprawa zostaje przekazana jego koledze, Niemcowi. Mimo to detektyw na własną rękę stara się odnaleźć psychopatycznego mordercę dzieci, narażając przy tym na niebezpieczeństwo siebie i i swoją rodzinę.

Wątek kryminalny jest całkiem sprawnie poprowadzony, choć samo rozwiązanie zagadki, a także niektóre poszlaki, charakteryzuje pewna teatralność i efekciarstwo. Mnie jednak szczególnie zainteresowało tło historyczne powieści. W roku 1929, w którym akcja się rozpoczyna, NSDAP jeszcze nie przejęło władzy w Niemczech, a mimo to jego groźne pomruki stają się coraz głośniejsze. Główny bohater jest na codzień narażony na antysemickie obelgi i "żarciki" kolegów policjantów oraz bezpośredniego przełożonego. Jego pochodzenie stanowi przeszkodę w zdobyciu awansu i sprawia, że zostaje odsunięty od sprawy dzieciobójcy.
Autor ciekawie zarysował panoramę międzywojennego Berlina, którego już nie ma. Wiele historycznych miejsc opisanych w książce, jak np. zentraler Viehof (centralna rzeźnia), pozwala nam wyobrazić sobie, jak funkcjonowało tak olbrzymie miasto. Interesujący jest także opis niemieckiego społeczeństwa, który mimo iż niezbyt wnikliwy, pozwala wyczuć różnice społeczne oraz panujące ówcześnie nastroje...

Dzieci gniewu czyta się szybko i sprawnie, choć osobom nie znającym języka niemieckiego może przeszkadzać fakt, że w tekście co rusz pojawiają się niemieckie słowa, które nie zostaly przetłumaczone.
Dla zainteresowanych epoką i Berlinem będzie to z pewnością interesująca lektura.

Ocena: 4+/6

wtorek, 28 lutego 2017

Stos lutowy

Pierwsze tegoroczne tulipany (w najpiękniejszych kolorach) posłużyły za tło lutowego stosu. Książki są efektem zakupów w księgarni internetowej Wydawnictwa Literackiego, która na początku miesiąca oferowała spore rabaty (do 60%) na wybrane tytuły literatury amerykańskiej. Nie zwlekałam zbyt długo, zresztą sami popatrzcie:


Uwielbiam kupować ksiażki w okazyjnych cenach, choć przyznam, że trudno mi się czasami podczas takich zakupów trzymać w ryzach. Lubię także być na bieżąco. Dlatego regularnie zaglądam tu (wchodzicie na własną odpowiedzialność...): www.promocjeksiazkowe.pl.

poniedziałek, 27 lutego 2017

Bibliotekarki, Teresa Monika Rudzka

Pierwsza książka ze stosu pt. "wiosenne porządki". Cóż mogę o niej mądrego napisać: jest to definitywnie jednorazowa lektura i to dla osób z dużą cierpliwością i silnym samozaparciem...
W zasadzie jej jedyną zaletą jest fakt, że na miejsce akcji autorka wybrała bibliotekę. Miejsce ważne i fascynująca dla (prawie) każdego mola książkowego musiało zadziałać na czytelników jak magnes. Szkoda tylko, że powieść Teresy Rudzkiej ma czytelnikowi tak niewiele do zaoferowania.

Główna bohaterka Żywia po długich i nużących staraniach otrzymuje wymarzoną posadę w niewielkiej filii bibliotecznej. Opisy jej codziennych obowiązków, utarczek słownych z koleżankami i czytelnikami oraz różnorodnych intryg stanowią treść Bibliotekarek.
Mimo najlepszych chęci nie jestem w stanie napisać nic pozytywnego na temat tego gniota. Jest to wyjątkowo słaba powieść, pełna stereotypów i nienawiści kobiet do innych kobiet. Bohaterkom absolutnie brakuje jakiejkolwiek solidarności, czy poczucia wspólnoty. Autorka wykorzystuje szereg schematów i przejaskrawień, a wykreowany przez nią świat biblioteki jest miejscem odpychającym i nie mającym wiele wspólnego z literaturą. Autorka posługuje się niestarannym, często potocznym językiem, a jej bohaterki są wstrętnymi, zawistnymi babsztylami, z których każda ukrywa jakąś tajemnicę.

Być może powieść w założeniu miała być satyrą. Inaczej naprawdę trudno mi wytłumaczyć sobie tak karykaturalne przedstawienie środowiska bibliotekarek.

Nie będę więcej o tej książce pisać. Oddam ją bez wahania... do biblioteki może?

Ocena: 2/6

Wiosenne porządki

wtorek, 21 lutego 2017

Wiosenne porządki

 Od lat mam na półce książki, które raczej mnie odpychają niż przyciągają. Prawie wszystkie trafiły do mnie w ramach nieprzemyślanych i nieplanowanych zakupów na przecenach i wyprzedażach w internecie, „taniej książce” lub w supermarketach. Kilka z nich jest efektem spontanicznych zakupów pod wpływem bardzo entuzjastycznych recenzji blogowych.

Z biegiem czasu udało mi się znacznie ograniczyć takie zakupowe ekscesy. Opracowałam całą strategię, dzięki której na półkę trafiają tylko starannie wybrane tytuły. Nawet podczas zakupów w bardzo tanich miejscach omijam tzw. czytadła i skupiam się na reportażach, biografiach, dobrych powieściach - czyli na książkach z mojej listy. Ta samokontrola nawet całkiem dobrze się sprawdza :)

Niemniej jednak te grzeszki z przeszłości wiszą nade mną i zawadiacko spoglądają z regału: A widzisz, ja ciągle tu stoję....

Jestem przekonana, że są to książki do jednorazowego czytania, które potem puszczę w świat robiąc miejsce na regale. Jednak nie chcę się ich pozbywać, bez dania im szansy. W końcu, coś mnie kiedyś skłoniło do zakupu. Może jednak nie są takie złe... Może kryje się wśród nich perełka, albo chociaż porządne zaskoczenie? Zobaczymy.

Tytułów do odstrzału jest w sumie 21 (na razie). Chciałabym się z nimi uporać do końca roku.
Czytaliście któryś z nich? Coś polecacie lub odradzacie szczególnie mocno? A może którejś książki poszukujecie?

Wiosenne porządki:


Bibliotekarki, Tresa Monika Rudzka
Ja, pani woźna, Ewa Ostrowska
Jest takie miejsce..., Wojciech Zawioła

Między książkami, Gabrielle Zevin
Czarownica z Radosnej, Zofia Staniszewska
Gypsy, Lesley Pearse

Tam, gdzie urodził się Orfeusz, Ałbena Grabowska
Saszeńka, Simon Montefiore
Czysta ziemia, Alan Spence

Chaszcze, Jan Grzegorczyk
Amerykańska żona, Curtis Sittenfeld
Kolor herbaty, Hannah Tunnicliffe

Prawdziwe wspomnienia Mali K., Adrienne Sharp
Hormon nieszczęścia, Danuta Noszczyńska
Lawendowy pył, Ewa Marcinkowska-Schmidt, Danuta Marcinkowska, Klaudyna Schmidt

Kolęda dla umarłych, Patrick Dunne
Loża, Joanna Oparek
Wódka, Boris Starling

Ostatni kucharz chiński, Nicole Mones
Zbrodnia w błękicie, Katarzyna Kwiatkowska
Teufel, Izabela Żukowska







A jak jest na Waszych półkach? Planujecie wiosenne książkowe porządki?
Pozbywacie się książek bez czytania, czy każdej dajecie szansę? A może nie usuwacie z biblioteczki żadnych książek, tylko dostawiacie ciągle nowe?

niedziela, 19 lutego 2017

Polska odwraca oczy, Justyna Kopińska

Podczas zeszłorocznego Big Booka przysłuchiwałam się, między innymi, rozmowie na temat zła w Polsce prowadzonej przez Tomasza Sekielskiego, w której uczestniczyli: Justyna Kopińska, Łukasz Orbitowski i Przemysław Semczuk. Doskonale pamiętam, że to właśnie ona, jedyna kobieta na podium, zrobiła na mnie największe wrażenie. Jej opowieści na temat pracy nad tą książką, relacje ze spotkań i rozmów z bohaterami zebranych w tym tomie reportaży były bardzo poruszające. Najbardziej zapadła mi w pamięć relacja Kopińskiej z rozmów z Anną Trynkiewicz, bohaterką pierwszego reportażu. Może dlatego, że udzieliły mi się emocje, tak silne u autorki nawet po kilku miesiącach od tych rozmów, a może dlatego, że przeczuwałam, że lektura tego i pozostałych reportaży będzie wstrząsającym przeżyciem.

To nie jest książka dla każdego. Należy się do lektury dobrze przygotować psychicznie, odpowiednio się na nią nastawić. A i tak walnie nas w twarz. I to nie raz. Zebrane w niej historie, każda z osobna, opowiadają bowiem o niewyobrażalnym ludzkim cierpieniu, o krzywdzie i niesprawiedliwości. Autorka opowiada historie ofiar, ale także, na ile to możliwe, przybliża czytelnikowi sylwetki sprawców. Oraz demaskuje słabości i błędy systemów, dzięki którym funkcjonuje państwo. Więzienia, szpitale, ośrodki opiekuńcze, sądownictwo - w licznych instytucjach dochodzi do nadużyć, do przesępstw, do sytuacji, w których osoby posiadające władzę stają się oprawcami, za ofiary wybierając zawsze tych słabszych, których, przynajmniej w teorii, powinni chronić.

Mnie najbardziej zapadła w pamięć historia ośrodka opiekuńczego prowadzonego przez zgromadzenie sióstr boromeuszek, pod kierownictwem siostry Bernadetty. Historia prawdziwego domu grozy, w którym wychowankowie latami byli psychicznie i fizycznie maltretowani przez siostry oraz gwałceni przez starszych wychowanków. LATAMI. Nie reagował nikt. Ani rodzice, ani pracownicy "cywilni" ośrodka, ani nauczyciele, ani pracownicy przedszkola, do którego uczęszczały dzieci, ani lekarze i pielęgniarki ze szpitala, to którego regularnie trafiali wychowankowie z wyraźnymi śladami pobicia, złamaniami, ranami... Sprawa ujrzała światło dzienne dopiero w trakcie przesłuchań dwóch byłych wychowanków ośrodka, którzy zabili kilkuletniego chłopca.

Szok, niedowierzanie, poczucie bezsilności, wściekłość - głównie te uczucia towarzyszyły mi podczas lektury tej, w sumie niewielkich rozmiarów książeczki o ogromnej sile rażenia. Oraz o ogromnej sile sprawczej, bo reportaże Kopińskiej niejednokrotnie już poruszały sumienia urzędników, czy ministrów i przyczyniały się do zmiany przepisów lub podjęcia działań w konkretnych sprawach. Skłaniały także kolejne ofiary do opowiedzenia swoich historii.

Bardzo poważnie zastanawiam się na tym, w jaki sposób Justyna Kopińska radzi sobie z tym ogromem ludzkiego nieszczęścia, które opisuje w swoich tekstach. Tekstach, które literacko są bardzo dobrze dopracowane, wyważone i niezwykle celne. Nie ma w nich zbędnego słowa. Są po prosu bardzo dobre.
Lektura obowiązkowa.

Ocena: 6/6

czwartek, 16 lutego 2017

Król, Szczepan Twardoch

Dawno żadna książka tak mnie nie porwała. Porwała i nie wypuszczała ze swoich zadrukowanych sideł przez kilka dni.
Dawno nie spotkałam bohatera literackiego, który tak mało zasługiwałby na sympatię, jak Jakub Szapiro, a którego tak bardzo polubiłam i tak mocno trzymałam kciuki za powodzenie jego niecnych działań.

Król to opowieść o przedwojennej, kryminalnej Warszawie. Bohaterami pierwszoplanowymi są silni mężczyźni, gangsterzy: Szapiro, Kaplica, Pantaleon, Munja i Radziwiłek, którym towarzyszą wyraziste kobiety: Ryfka, Emilia i Anna. 
 
Ale co to jest za powieść! Soczysta, pełna życia i prawdziwych emocji. Pokazująca życie przedwojennej Warszawy bez pudru i lukru. Twardoch nie mitologizuje. Twardoch nazywa rzeczy po imieniu i opisuje napiętą sytuację polityczną w kraju, „elity” pozbawione realnego wpływu na władzę i szalejącą na ulicach przemoc, mającą często swoje źródło w rosnącym nacjonaliźmie. Nie ma się co oszukiwać, życie w dwudziestoleciu miedzywojennym, epoce bardzo idealizowanej w polskiej literaturze, było bardzo trudne i niebezpieczne. Szczególnie mocno poruszyła mnie sytuacja kobiet i dzieci, które nie posiadały praktycznie żadnych praw i miały niewiele do powiedzenia. W pełni zależne od swoich ojców lub mężów często bywały ofiarami przemocy w najróżniejszych jej formach.

Powieść jest bardzo realistyczna, chwilami można ją czytać jak reportaż z międzywojnia. Jest to z pewnością skutek dziesiątek godzin, które Szczepan Twardoch spędził w archiwach przeglądając prasę z tamtego okresu.
Jednocześnie autor zdecydował się na szereg interesujących zabiegów literackich. Najbardziej oczywista jest żonglerka postacią narratora, bardzo ciekawie poprowadzona i skłaniająca do dyskusji nad jego osobowością. Oraz, oczywiście, wiszący nad Warszawą kaszalot. Moim zdaniem jest to widmo nadchodzącego holokaustu - wobec którego nawet najniebezpieczniejsi gangsterzy stolicy okazali się bezradni i który bezpowrotnie zakończył pewną epokę w życiu polskiej stolicy. Liczne powtórzenia, które na pierwszych stronach nieco mnie irytowały, nadały opowieści odpowiedni rytm, a zakończenie wyjaśniło ich zasadność. Literacko Król jest wspaniale dopracowany, czytanie tego tekstu to prawdziwa przyjemność.

Wiem na pewno, że do Króla będę wracać, by, wiedząc już, jak ta historia się zakończyła, skupić się na detalach, które u Twardocha są bardzo istotne. Są w książce zdania, od których przeszywał mnie dreszcz, które waliły mnie w twarz, jak rękawica bokserska. Niestety nie wynotowałam cytatów, bo tempo czytania nie pozwalało na ich zaznaczanie.

Król to powieść bardzo męska. I to jest wspaniałe, bo pozwoliła mi zajrzeć do świata, który jest mi zupełnie obcy: przepełnionego testosteronem, przemocą i rywalizacją. Na szczęście mogłam z niego uciec :)

BARDZO polecam!

Ocena: 6/6

To było moje drugie, po rozmowie na Festiwalu Conrada w Krakowie, spotkanie z Twardochem. W następnej kolejności sięgnę po Morfinę.

Szczepan Twardoch podpisuje mojego Króla.

wtorek, 14 lutego 2017

O przyjemności łamania postanowień

Ponad dwa lata (!!!) wytrzymałam bez biblioteki.
Ostatni raz wypożyczyłam książki jesienią 2014 roku. Od tamtej pory z żelazną konsekwencją czytałam swoje własne oraz okazyjnie pożyczałam coś od znajomych moli.

Aż do ostatniego piątku, kiedy to przeglądając swoje wirtualne półki na portalu lubimy czytać zauważyłam, że "do przeczytania" zaznaczyłam kilka tytułów, które nie są już dostępne w księgarniach. Kilka innych chciałabym przeczytać, ale niekoniecznie kupić. I tak mnie jakoś naszło, że rozwiązanie jest bardzo proste: biblioteka :)

Wypożyczyłam sześć książek i mam ogromną nadzieję, że po tym wyskoku dalej będę grzecznie czytać swoje....



Te tytuły miałam na liście od dawna:

Wysepka, Andrea Levy: Londyn i losy powojennej emigracji. W tle wojna, miłość i uprzedzenia rasowe.

Fioletowy hibiskus, Chimamanda Ngozi Adichie: Debiut nigeryjskiej pisarki, której powieść Amerykaana została moją książką roku 2016.

Śladami drzewa sandałowego, Asha Miró i Anna Soler-Pont: Trójka sierot, która podróżując po trzech kontynentach, szuka swego przeznaczenia. 
 


Bez kupowania chcę przeczytać:
Siostra, Rosamund Lupton: Historia kobiety, która nie wierzy w samobójstwo siostry.

Dzieci gniewu, Paul Grossmann:  Berlin przełomu lat 20. i 30. Schyłek kosmopolitycznego miasta będącego na krawędzi ekonomicznej zagłady i politycznego terroru. Żydowski policjant na własną rękę poszukuje mordercy dzieci...

Spontanicznie dorzuciłam nowość: Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak Anna Kamińska 

A jak Wam idzie realizacja noworocznych postanowień książkowych?
Mam nadzieję, że lepiej niż mi :)

piątek, 10 lutego 2017

Felix Austria, Sofija Andruchowycz

Sofija Andruchowycz jest córką Jurija Andruchowycza i przedstawicielką najmłodszego pokolenia ukraińskich pisarek, które mówią coraz silniejszym głosem, pewnie wkraczając w dyskurs publiczny na Ukrainie. Andruchowycz pięknie mówi po polsku, jest pisarką, tłumaczką literatury oraz publicystką. Poznałam ją podczas ubiegłorocznego Festiwalu Conrada. Bardzo zafascynowała mnie ta piękna, drobna kobieta o ciemnych włosach i wyrazistych ustach. Pod wpływem opowieści Sofiji o swojej najnowszej książce postanowiłam ją kupić i przeczytać. I to była bardzo dobra decyzja.

Główną bohaterką Felix Austria i zarazem narratorką powieści jest Stefania Czorneńko, służąca dbająca o dom Adeli i Petra w Stanisławowie w roku 1900. Pewnego dnia rodzina powiększa się o wyjątkowego chłopca, Felixa, a odnowiona znajomość sprzed lat doprowadzi do dramatycznych wydarzeń. Tak w skrócie możnaby streścić tę powieść, która jest zdecydowanie za krótka. 

Bardzo osobiste rozważania Stefanii często krążą wokół przyziemnych domowych obowiązków, które wypełniają jej całe dnie. Zakupy, sprzątanie oraz gotowanie najwymyślniejszych potraw stanowią główne zajęcia służącej. Myli się jednak ten, kto uważa, że jej wynurzenia są banalne lub mało interesujące. Stefania ma mianowicie niezwykły zmysł obserwacyjny, który pozwala czytelnikowi przenieść się do nieistniejącego świata galicyjskiej prowincji. 

Praktyczna codzienność zajmuje jedynie część wyznań Stefani. Równie ważna jest dla niej relacja, bardzo toksyczna, ze swoją pracodawczynią Adelą. Po tragicznym pożarze, w którym zginęli rodzice Stefanii, ojciec Adeli, szanowany lekarz, postanowił się nią zaopiekować i wychować na służącą dla swojej córki. Dziewczynki dorastały razem i mimo różnicy w pochodzeniu całe dnie spędzały razem, niczym siostry. Ta łącząca je bliskość sprawiła, że w dorosłym życiu Stefania często balansuje na granicy rzeczywistości i własnych wyobrażeń, nie potrafiąc odnaleźć swojego miejsca w swoistym trójkącie z Adelą i Peterem. Jej stosunek do nich przepełniają skrajne uczucia: nienawiść i miłość, troska i wstręt, czułość i wrogość - w pięknym domu z ogrodem aż kipi od emocji.

Powieść zawiera wiele różnorodnych wątków i rozgrywa się na kilku płaszczyznach - możnaby o niej pisać i pisać... Felix Austria jest prawdziwą literacką perełką. Cacuszkiem, które sprawia czytelnikowi wielką radość. Piękny, niemalże poetycki język, fascynujący świat przedstawiony oraz bohaterowie z krwi i kości i ich skomplikowane relacje - to wszystko znajdziecie w tej książce.
Bardzo jestem ciekawa, jak potoczy się pisarska kariera Sofiji Andruchowycz i już teraz czekam niecierpliwie na jej kolejne książki.
Polecam!

Ocena: 5+/6 

Autorka podpisuje dla mnie swoją powieść w Krakowie, podczas Festiwalu Conrada 2016

niedziela, 29 stycznia 2017

Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd, Kazimierz Nowak

"Czy pan nie boi się lwa? A takiego lamparta? A tych żmij i innych potwornych węży? - tym podobne pytania zadają mi ludzie czy to tu w Afryce, w Europie, czy w Azji Mniejszej.
Zawsze wtedy wyrywa mi się odpowiedź jednakowa: boję się stworzonego przez ludzi świata cywilizowanego, pełnego wiz, kaucji, urzędników emigracyjnych, gwarancji i innych nowości mających niby ułatwiać życie i zwiększających "wolność" cywilizowanego człowieka. Każdy dzień na świecie przynosi nowe prawa, ustawy, rozporządzenia..." (str. 219)

Od tego świata Kazimierz Nowak postanowił uciec i to w dość niekonwencjonalny sposób. W 1931 roku wyruszył z Poznania w trwającą pięć lat podróż przez Afrykę. Przemierzył ten kontynent o własnych siłach, głównie na rowerze. Z bardzo ograniczonymi zasobami finansowymi wybrał się w drogę z Trypolisu, przez Libię, Egipt, Sudan, Kongo Belgiskie, Rodezję aż do Kapsztadu. Po kilku dniach odpoczynku na południowym skrawku Afryki, wyruszył w drogę powrotną na północ przez Angolę, Francuską Afrykę Równikową i Zachodnią, do Algierii. Pokonał ponad czterdzieści tysięcy kilometrów na rowerze, pieszo, czółnem, konno i na dromaderze. Tylko niewielki odcinek drogi przebył pociągiem. Podążał, zazwyczaj sam, przez dżungle, puszcze, pustynie, stepy, swój namiot rozbijał gdzie bądź, żywił się przeważnie tym, co znalazł, wymienił, upolował, albo czym go ugoszczono. Na swojej drodze spotkał wielu ludzi, zarówno rdzennych mieszkańców Afryki, przedstawicieli najróżniejszych plemion, jak i kolonizatorów i misjonarzy z całego świata. Wielokrotnie, w najbardziej zadziwiających miejscach, spotykał rodaków. Możliwość posługiwania się mową ojczystą na obczyźnie była dla Nowaka za każdym razem wyjątkowo wzruszającym przeżyciem. Nowak był poliglotą, na co dzień posługiwał się kilkoma językami europejskimi i wyjątkowo szybko uczył się podstawowych zwrotów w miejscowych językach.

Minimalista Kazimierz Nowak z dwoma najważniejszymi
przedmiotami w podróży: rowerem i namiotem.
(źródło: wikipedia)
Zapis jego podróży jest z wielu względów lekturą wyjątkową. Mamy do czynienia ze szczerą relacją pokonywania kolejnych kilometrów w chłodzie, w upale czy w ulewie. W książce znajdziemy wiele opisów praktycznych rozwiązań w skrajnych sytuacjach - to taki trochę poradnik survivalowy retro. Fascynujący jest obraz całej ówczesnej podróżniczej logistyki: Nowak otrzymywał listy, paczki i przekazy pieniężne w najodleglejszych miejscach Afryki. Informacje o jego wędrówce przesyłane były z miejsca na miejsce telegrafem, dźwiękiem tamtamów lub przez posłańców. Dzięki temu w kolejnych osadach oczekiwano dziwnego białego rowerzysty. Czasami władze kolonialne wysyłały w jego kierunku komitety powitalne, co raz czy dwa uratowało Nowakowi życie. Podczas pięciu lat podróżnik niejednokrotnie otarł się o śmierć, ciężko chorował na malarię, cierpiał głód i pragnienie.

Nowak dzielił się z czytelnikami swoimi filozoficznymi niemalże rozważaniami na temat otaczającej go dzikiej natury, często bezkarnie niszczonej przez białych, którzy tworzyli olbrzymie plantacje lub wydobywali tony cennych surowców nie zważając ani na środowisko, ani na rdzennych mieszkańców. Autor nie szczędził czytelnikom krytyki kolonializmu na wielu płaszczyznach: "Nic tak zgubnie nie działa na pierwotne ludy Afryki, ich kulturę i moralność, jak nasza wybujała cywilizacja, przeszczepiona gwałtownie na odległe ziemie Czarnego Lądu". (str. 160) Rozważania na temat brutalnego wykorzystywania przez białych bogatych zasobów tego kontynentu pojawiają się w książce wielokrotnie i są często bardzo gorzkie.
Emocjonalny dziennik podróży wzbogacony jest dziesiątkami czarno-białych zdjęć z odwiedzanych miejsc. Dzięki nim dużo łatwiej wyobrazić sobie opisywane sceny, lepiej można poznać Afrykę i jej mieszkańców. Owe fotografie stanowią nie tylko bezcenne świadectwo jego wojaży, to dzięki nim Nowak finansował całe przedsięwzięcie. Na bieżąco, gdy tylko sprzyjały temu warunki, wysyłał zdjęcia do redakcji gazet w wielu krajach Europy oraz sprzedawał je na miejscu.
Część trasy Nowak pokonał łodzią ochrzczoną imieniem jego żony "Maryś".
(źródło: wikipedia)

W 1933 roku Nowak pisał: "Świat staje się coraz bardziej szary, przeraźliwie monotonny. Wszystkie pięć kontynentów ulega temu samemu prawu, zanikają piękne stroje ludowe i architektura, stworzona fantazją poszczególnych ludów i ras. Nawet florę i faunę modernizuje się, nagina do woli wygodnych ludzi XX wieku, którzy każdą kwestię starają sie ująć w ramy prawa, z wykluczeniem odrębnych potrzeb poszczególnych ras, zamieszkałych pod różnymi długościami i szerokościami geograficznymi." (str. 178) Brzmi znajomo?

Pod względem literackim możnaby się trochę nad tekstem poznęcać. Liczne powtórzenia, chaotyczność i brak struktury tekstu momentami mogą czytelnika nużyć. Tekst jest nierówny: znać po autorze wyczerpanie i trudy pięciu lat w podróży. Ostatnie rozdziały stają się coraz krótsze, coraz więcej pokonanych kilometrów Nowak opisuje na coraz mniejszej ilości stron. Z tekstu biją: ogromne zmęczenie i tęsknota za domem, które zastąpiły początkową euforię podróżowania.
Jednak to są tylko drobnostki, które nie mają znaczenia dla odbioru tekstu. A ten jest fascynującym dziennikiem szalonej podróży i krytycznym opisem Afryki lat trzydziestych - tego magicznego świata, którego już nie ma.

Wyjątkowa, wspaniała lektura. Serdecznie polecam!

Ocena: 5+/6


poniedziałek, 23 stycznia 2017

Miejsce na ziemi, Umi Sinha

Miejsce na ziemi to doskonały przykład modnych ostatnio powieści zawierających trzy niezbędne elementy: fakt historyczny, dotychczas rzadko w literaturze tematyzowany, narrację prowadzoną na trzech płaszczyznach czasowych (a więc i troje narratorów) oraz rodzinną tajemnicę. Z tych, już na starcie gwarantujących sukces składników, Umi Sinha stworzyła opowieść o Anglii i Indiach oraz o życiu w czasach przełomów naznaczonych wojnami i przemocą. Powieść o miłości, tęsknocie i skomplikowanych fascynacjach.
Mimo, iż sięgnęła po przepis gwarantujący sukces, udało jej się napisać powieść zaledwie przeciętną.

Gównym motywem historycznym, wokół którego skupiają się wydarzenia opisane w książce, jest angielski kolonializm w Indiach, a zwłaszcza skomplikowane stosunki panujące między białymi i Hindusami. Zaś centralnym wydarzeniem jest antybrytyjskie powstanie sipajów i oblężenie Kanpuru w 1857 roku, podczas którego bestialsko zamordowano 200 brytyjskich kobiet i dzieci.
Pierwszą narratorką jest Lili, główna bohaterka książki. Dziewczynka urodziła się i wychowała w Indiach, a po śmierci ojca, w wieku dwunastu lat, w 1907 roku, została odesłana do Anglii. Tam zamieszkuje w Sussex u niezamężnej ciotki - siostry swojej babki ze strony ojca. Zagmatwaną przeszłość Lily i jej krewnych poznajemy także z listów i wspomnień pozostałej pary narratorów: ojca Henry'ego oraz babki Cecily.
Tajemnicy rodzinnej Wam nie zdradzę. Wyznam jedynie, że rozwiązanie całej historii nie do końca mnie przekonało.

Generalnie w przypadku Miejsca na ziemi mamy do czynienia z literaturą środka, która nie zachwyca. Nie zachwyca ani nużąca momentami narracja, ani dość naiwne podejście autorki do  kwestii tożsamości i straty, ani pobieżne traktowanie poruszanych tematów. Autorka zdecydowała się na wprowadzenie do powieści wielu poważnych problemów społecznych, takich jak molestowanie seksualne, rasizm, trauma wojenna, choroba psychiczna, a to tylko niektóre (!) z nich, ale nie pokusiła się niestety o sensowne pogłębienie żadnego z nich. W efekcie czytelnik błyskawicznie przekłada kolejne strony, a czytany tekst ani na moment nie wmaga od niego skupienia i zadumy.

Powieść przypomina mi nieco Dziedzictwo Orchana, z tą jednak istotną różnicą, że książka Aline Ohanesian wywołała u mnie emocje, a stworzeni przez nią bohaterowie byli dużo bardziej wiarygodni
Myślę, że Miejsce na ziemi miało ogromny potencjał, przy realizacji którego autorka poległa. Książce zabrakło obiecywanego na okładce rozmachu i głębi. Zamiast wielopokoleniowej sagi, wielowątkowej, soczystej i pasjonującej mamy w tym wypadku do czynienia ze średniej jakości czytadłem z dramatycznymi historycznymi wydarzeniami w tle. Wielka szkoda.

Ocena: -4/6

sobota, 14 stycznia 2017

Stosik styczniowy

Dwa tygodnie nowego roku za nami, więc myślę, że to już pora, by pochwalić się najnowszymi tytułami na półce.
Poniższy stos jest wynikiem przecen w księgarni bonito.

Bardzo przypadł mi do gustu :)



Miłego sobotniego czytania!

niedziela, 8 stycznia 2017

Budda z przedmieścia, Hanif Kureishi

Ale mi się trafiła lektura na rozpoczęcie roku!
WSPANIAŁA!
W sumie spodziewałam się, że będzie dobrze, bo to powieść, która zainspirowała Zadie Smith do napisania jej kultowych Białych zębów. Jednak odrobinka ryzyka zawsze istnieje. W tym wypadku okazało się, że Budda z przedmieścia jest świetną lekturą, poruszającą ważne tematy i skłaniającą do dyskusji - i bardzo dobrze, bo jest to książka stycznia (razem z Białymi zębami) w naszym Klubie Miłośniczek Książek.

Zacznę od wstępu, którym opatrzone jest polskie tłumaczenie książki wydanej przez Znak. Napisane zostało przez samą Zadie Smith i zwraca uwagę czytelnika na szczegóły, bo to w nich tkwi wielka moc Buddy. Smith opisuje także swoje wrażenia z lektury oraz to, jak wielkie wrażenie książka zrobiła na niej i jej rówieśnikach. Jednocześnie dokonuje krótkiej analizy powieści i umieszcza ją w szerszym kontekście literackim. Bardzo interesujące.

Humor, sarkazm i ironia - za pomocą tej zabójczej trójki Hanif Kureishi opowiada historię dorastania. Ale opowiada ją tak, tak nikt przed nim tego nie uczynił. Kiedy książka ukazała się w 1990 roku w Anglii stała się niemałą sensacją i przyniosłą pisarzowi nagrodę Whitbread Award za najlepszy debiut powieściowy. Porównując fakty z biografii autora z informacjami o Karimie nietrudno wywnioskować, że autor umieścił w powieści sporo obserwacji z własnego życia na Wyspie.

Głównym bohaterem Buddy z przedmieścia jest Karim, którego matka jest Angielką, a ojciec pochodzi z Pakistanu. On sam czuje się wprawdzie Anglikiem, ale ludzie, których spotyka na codzień na ulicach Londynu, nie zawsze postrzegają go jako pełnoprawnego obywatela Królestwa. Powieść rozpoczyna się z wielkim rozmachem, jest przepełniona cierpkim humorem, bezkompromisowym podejściem do życia głównego bohatera oraz szczerymi do bólu obserwacjami codziennego życia na przedmieściach Londynu. Karim ma siedemnaście lat i poznaje życie na swój sposób, sporo uwagi przywiązując do swojego ciała, wyglądu i kontaktów seksualnych z przedstawicielami obu płci.

W drugiej części chłopak przeprowadza się z ojcem i jego kochanką do Londynu i rozpoczyna karierę aktorską. Nieustannie przy tym poszukuje: akceptacji, miłości i własnej tożsamości. Nie jest to łatwe w buzującym od emocji, alkoholu i narkotyków Londynie lat siedemdziesiątych, który stanowi fenomenalne tło dla przeżyć bohaterów...
Z upływem czasu zmienia się nieco charakter Karima: bunt ustępuje miejsca chęci odniesienia sukcesu, zmienia się też styl narracji, która staje się mniej zadziorna i humorystyczna, a bardziej  refleksyjna.

Jednak treścią powieści nie jest jedynie historia Karima. Kureishi stworzył całą galerię wyrazistych, oryginalnych postaci, których większość uosabia stereotypy i uprzedzenia do dziś świetnie funkcjonujące w angielskim społeczeństwie. Ja bardzo polubiłam niezależną Dżamilę, przyjaciółkę Karima od zawsze, oraz Evę, kochankę jego ojca.
Wyjątkowość Buddy polega także na mnogości istotnych tematów, jakie zostały w książce poruszone. Oprócz tych oczywistych, takich jak rasizm, postkolonializm czy tożsamość kulturowa, autor zajmuje się kwiestią społeczeństwa klasowego, nowymi ruchami młodzieżowymi, czy polityką.

Cóż mogę dodać. Budda z przedmieścia to kawał świetnej literatury środka. Inteligentnej, ambitnej, tryskającej pełnym ironii humorem. Kto nie czytał, powinien to zmienić. POLECAM!

Ocena: 6/6