poniedziałek, 19 czerwca 2017

Prawdziwe wspomnienia Mali K., Adrienne Sharp

Matylda Krzesińska urodziła się w 1872 r. w Petersburgu. Miała polskie korzenie i została primabaleriną Teatru Carskiego. Jako siedemnastolatka poznała przyszłego cara Mikołaja II, z którym podobno łączył ją namiętny romans. Była związana z dworem Romanowów aż do rewolucji, w wyniku której przeprowadziła się do Paryża, gdzie mieszkała do śmierci. Zmarła w wieku 99 lat. Takie informacje możemy znaleźć na stronie wikipedii.

Adrienne Sharp postanowiła uczynić z Krzesińskiej bohaterkę swojej książki, a jej biografię uzupełnić porządnie rozbudowaną fikcją literacką. Całość napisana została w formie wspomnień autorki, dzięki czemu jej relacja nabiera intymnego charakteru i pozwala czytelnikowi poznać najskrytsze marzenia i plany Krzesińskiej. A te były od samego początku bardzo ambitne, zważywszy na jej skromne pochodzenie.

W swojej książce Sharp prezentuje kolejną wersję upadku rodziny Romanowów napisaną z perspektywy dumnej i zakochanej w sobie kobiety. Autorce udało się stworzyć postać bardzo wyrazistą: przekonaną o swojej wyjątkowości bezczelną egoistkę, która za wszelką cenę walczy o przyszłość swoją, a później syna. W tle miłosnych przygód, dworskich intryg i teatralnych dramatów rodzą się niepokoje wsród ludu, a widmo rewolucji staje się coraz wyraźniejsze. Autorce dobrze udało się uchwycić dworską dekadencję i arogancję, zupełny brak zainteresowania cara poddanymi oraz jego bezsilność wobec spisków ze strony wojskowych i dalszych członków rodziny.

Jeśli lubicie literackie fantazjowanie wokół historycznych postaci i związanych z nimi wydarzeń, to wspomnienia Mali K. powinny przypaść Wam do gustu. Także dla wielbicieli carskiej Rosji i baletu będzie to z pewnością udana lektura, choć specyficzny styl narratorki może momentami irytować.

Matylda Krzesińska (źródło: https://pl.wikiquote.org)


Ocena: 4/6

Książkowe porządki

niedziela, 18 czerwca 2017

Śladami drzewa sandałowego, Asha Miro i Anna Soler-Pont

Czy zastanawialiście się kiedyś, jaki jest los sierot w krajach, w których spora część społeczeństwa żyje na granicy nędzy? W krajach, w kórych nawet praca kilku członków rodziny strarcza zaledwie na miskę ryżu i dach nad głową? 
Niewielkich rozmiarów książka pt. Śladami drzewa sandałowego, Ashy Miro i Anny Soler-Pont, może stanowić częściową odpowiedź na te pytania. Autorki opowiadają w niej historie trojga sierot, które bardzo wcześnie straciły rodziców, a mimo to, dzięki splotowi szczęśliwych okoliczności, ich życie potoczyło się pomyślnie.

W pierwszej części, która rozgrywa sie w połowie lat siedemdziesiątych, poznajemy losy trojga osieroconych dzieci: indyjskich dziewczynek Sity i Miny oraz Somalijczyka Solomona. Sita po śmierci rodziców najpierw mieszka u krewnych, a potem zostaje rozdzielona z młodszą siostrą i sprzedana do niewolniczej pracy w fabryce dywanów. Po kilku tygodniach udręki ostatecznie trafia jako pomoc domowa do bogatej indyjskiej rodziny. Mina, odkąd pamięta, mieszka w sierocińcu prowadzonym przez zakonnice i marzy o posiadaniu własnych rodziców. Los się do niej uśmiecha i pewnego dnia dziewczynka wsiada na pokład samolotu lecącego do Europy. Najbardziej egzotyczne wydały mi się losy Solomona, który po śmierci rodziców mieszkał ze starszą siostrą. Dzięki programowi pomocowemu wyjechał na stypendium na Kubę, gdzie razem z tysiącem innych somalijskich dzieci chodził do szkoły i pracował.

Część druga opisuje losy tej trójki trzydzieści lat później. Nie będę Wam zbyt wiele zdradzać, ale ich historie są bardzo barwne i niebanalne. Na przykładzie trojga dzieci autorki poruszają wiele istotnych problemów współczesnego świata. Zadają pytania m.in. o słuszność przekazywania dzieci np. z Indii do adopcji w zupełnie inne rejony świata. Z jednej strony to dla tych dzieci często jedyna szansa na tzw. normalne życie, z drugiej strony zostają one oderwane od swoich korzeni, tradycji, kultury i języka.

Niestety główną cechą powieści Śladami drzewa sandałowego jest naiwność w podejściu do poruszanych tematów oraz brak głębszego omówienia tych złożonych kwestii. Dodatkowo irytowało mnie kiepskie, momentami niemalże szkolne, tłumaczenie i niestaranna korekta - co niestety w przypadku starszych książek (ta została wydana w 2009 r.) z wydawnictwa Sonia Draga nie spotkało mnie po raz pierwszy.
Mimo tych braków jest to pozycja, którą błyskawicznie się czyta i która jest wartościowa właśnie ze względu na tematy, jakie porusza. Myślę, że książka może trafić do młodszych czytelników. Zwłaszcza tych, którzy interesują się kwestią migracji we współczesnym świecie, a płonący londyński wieżowiec nie stanowi dla nich powodu do radości...

Ocena: -4/6

środa, 31 maja 2017

Miejsca dla moli i książkowe zakupy

Ubiegły tydzień spędziłam podróżując z mężem po południowej Polsce. Odwiedziliśmy m.in. Katowice, Cieszyn i Kraków, a w każdym z tych miast cudowne miejsca dla każdego, kto kocha książki. Mam na myśli księgarnio-kawiarnie, czyli idealne połączenie dobrych książek i pysznej kawy. Moje ulubione miejsca na książkowe zakupy.
Z podróży, oczywiście, przywiozłam książkowe pamiątki :)

KATOWICE, Muzeum Śląskie
www.muzeumslaskie.pl

Jest to bez wątpienia jedno z najciekawszych muzeów w Polsce. Interaktywna wystawa stała przybliża zwiedzającym skomplikowaną historię Górnego Śląska. Spędziliśmy tam ponad cztery godziny...
Po zwiedzaniu warto zajrzeć do sklepu muzealnego, który oferuje niewielki, ale bardzo ciekawy, wybór książek o Śląsku. Zakupy można dokładniej obejrzeć przy kawie w muzealnej kawiarni :) Moje wyglądają tak:



CIESZYN, Kornel i przyjaciele 
www.korneliprzyjaciele.pl

Przepiękne miasteczko na polsko-czeskiej granicy, a w nim magiczne miejsce z pyszną kawą, ciastem i ciekawą ofertą książek, w którym się zakochałam. I w mieście i w kawiarni. Wybraliśmy się tam z Wisły, w kórej mieszkaliśmy, dwa razy :) Na czerwonym fotelu widocznym poniżej spędziłam bardzo przyjemne chwile. Zapraszam do Kornela:






















Do kawy uzbierałam ogromny stos książek do przejrzenia:

Ostatecznie zdecydowałam się na cztery tytuły:

KRAKÓW, BOOK BOOK

Na klimatycznym Kazimierzu powstało w ubiegłym roku BARDZO przestronne i kolorowe miejsce dla wszystkich, którzy kochają książki. Na gości kawiarni czekają świetnie zaopatrzone regały, na których książki są ustawione tematycznie, w ofercie m.in. spory wybór książek o sztuce, historii i z zakresu szeroko pojętej humanistyki oraz wydawnictwa regionalne. 

 






Także i tu wyszukałam na regałach interesujące tytuły i przy mrożonej kawie zapadłam w widniejący na powyższym zdjęciu zielony fotel...


W Book booku kupiłam dwie książki:



KRAKÓW, De Revolutionibus
www.derevolutionibus.com.pl

W centrum Krakowa, na Brackiej, tuż obok Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego mieści się nowocześnie wyposażona księgarnio-kawiarnia zaopatrzona w bardzo duży wybór tytułów.



Tym razem na moim stoliku wylądowały aż dwa stosy książek do przejrzenia:


Ostatecznie jednak kupiłam tu dwie książki:


Bilans tygodniowego pobytu w Polsce to dwanaście nowych tytułów na mojej półce:


Od dołu:
z Katowic:
Czarny ogród, Małgorzata Szejnert
Pierony. Górny Śląsk po polsku i niemiecku. Antologia, Dariusz Kortko, Lidia Ostałowska
Piąta strona świata, Kazimierz Kutz
Pożegnanie z Afryką, Karen Blixen (kupiona na straganie z używanymi książkami w centrum
miasta, bo od dawna chciałam ją mieć)

z  Cieszyna:
Tu Byłem. Tony Halik, Mirosław Wlekły
Człowiek, który zrozumiał naturę, Andrea Wulf
Rozmowy o Śląsku Cieszyńskim, Andrzej Drobik
Dobrze się myśli literaturą, Ryszard Koziołek

z Krakowa:
Międzymorze, Ziemowit Szczerek 
Oszpicyn, Krzysztof A. Zajas
Złoty notes, Doris Lessing
Wygnani do raju. Szwedzki azyl, Krystyna Naszkowska

piątek, 26 maja 2017

Matka feministka, Agnieszka Graff

Tak mi jakoś wyszło, że opinię o tej pozycji publikuję właśnie dziś, w Dniu Matki. I bardzo dobrze, bo chyba nie ma lepszej okazji, by napisać parę zdań o książce, która w tak zdecydowany sposób porusza kwestię macierzyństwa w Polsce. Matkę feministkę powinni czytać wszyscy bez wyjątku. I to nie tylko 26 maja!

Agnieszka Graff, czołowa polska feministka, w 2009 r. została matką. To wydarzenie zmieniło w jej życiu wszystko, łącznie ze spojrzeniem na polski feminizm. Zauważyła wtedy, że brakuje "...osadzonej w polskich realiach feministycznej książki, która kompleksowo podjęłaby analizę emocjonalnego, ekonomicznego i społecznego wymiaru macierzyństwa, a jednocześnie zarysowała projekt społecznej i politycznej zmiany." (str. 7-8)
Matka feministka
nie jest wprawdzie taką kompleksowa analizą ani gotowym politycznym postulatem, ale stanowi pierwszy krok w podjęciu publicznej dyskusji na temat zmian, które muszą w naszym państwie nastąpić, zwłaszcza w obliczu malejącej liczby urodzeń. To nie zakazy i tabuizacja sfery seksualnej nakłonią Polki do rodzenia więcej niż jednego dziecka, ale prawdziwa polityka prorodzinna i zmiany w myśleniu społeczeństwa.

Książka Graff składa się z dwóch części. W pierwszej znajdziemy rozważania autorki na temat wspomnianej już nieobecności tematu macierzyństwa w polskim dyskursie feministycznym, tekst o pożegnaniu mitu Matki Polki, esej o byciu matką w Polsce oraz teksty trzech wystąpień na Kongresach Kobiet. Część druga to zbiór felietonów publikowanych wcześniej w "Wysokich obcasach" i magazynie "Dziecko", które opisują codzienne zmagania matek z rzeczywistością.

Graff ma świetne pióro i jej przemyślenia dotyczące poważnej kwestii pozycji matek w polskim społeczeństwie czyta się niezwykle szybko i z dużą przyjemnością. Autorka porusza wiele istotnych tematów. Patriarchat, rola kościoła katolickiego, pozostawienie tematu macierzyństwa kręgom konserwatywno-katolickim i jego nieobecność w narracji środowisk nowoczesnej lewicy (choć to zmienia się trochę dzięki partii Razem), pokutujący do dziś mit cierpiącej Matki Polki, to tylko niektóre z nich. Obracając się na płaszczyźnie naukowej, społecznej, jak i politycznej, Graff postuluje konkretne zmiany w przepisach. Zwraca przy tym uwagę, że politycy nie nadążają za zmianami w światopoglądzie Polaków, z czego wynika m.in. brak przełożenia rosnącej liczby ojców, którzy aktywnie opiekują się swoimi dziećmi, na przepisy prawne. Graff zwraca również uwagę na wiele polskich paradoksów wynikających z faktu, iż "Macierzyństwo jest w Polsce "świętością", a o świętościach rozmawia się ogólnikowo i z namaszczeniem, bez wdawania się w takie szczegóły, jak ściągalność alimentów czy podjazdy dla wózków. Każdy i każda, kto usiłuje ten temat wprowadzać do debaty publicznej, oskarżany jest o "roszczeniowość"." (str. 12)

Pamietając, że Matka feministka została wydana w 2014 r. można stwierdzić, że społeczeństwo się zmienia o czym świadczy chociażby rosnąca liczba mężczyzn samotnie pchających przed sobą wózki (z czego wnioskuję, że nie boją się zostać sam na sam z dzieckiem). Z drugiej strony rządzą obecnie w Polsce ludzie, którzy mentalnie tkwią w minionym stuleciu i zakazami chcą wkraczać w prywatne życie Polek. A zatem: walka trwa! Czytajcie Graff!

Ocena: 6/6

niedziela, 21 maja 2017

Siostra, Rosamund Lupton

Ten thriller został wydany w Polsce w 2012 roku i był wtedy obecny na bardzo wielu blogach. Większość czytelników zachwycała się tą książką gorąco ją polecając. Dopisałam ją wtedy na listę "do przeczytania", a niedawno nadarzyła się w końcu okazja, by sprawdzić, o co ten cały szum.

Główną bohaterką jest trzydziestoparoletnia Angielka o imieniu Beatrice, która na wiadomość o zagninięciu siostry przylatuje do Londynu z USA, gdzie robi karierę zawodową i planuje zamążpójście. Kilka dni później zostaje odnalezione ciało siostry, a policja jest przekonana, że Tess popełniła samobójstwo. Jednak Beatrice ani przez moment w to nie wierzy i podejmuje własne śledztwo.
Krok po kroku poznaje tajemnice młodszej siostry, jej znajomych i codzienne życie. Beatrice wprowadza się do mieszkania Tess, podejmuje pracę w pubie, w którym pracowała siostra i zaprzyjaźnia się z Kasią, bliską koleżanką zmarłej. Choć jej działania momentami są chaotyczne i impulsywne, to dzięki żelaznej konsekwencji stopniowo zbliża się do rozwiązania zagadki. Jej zachowanie nosi znamiona obsesji: życie prywatne Beatrice staje na głowie, a jej jedynym celem staje się wykrycie mordercy Tess.

Cała historia jest opowiedziana w formie zeznań Beatrice, które kobieta musiała złożyć na policji tuż po dramatycznym finale całej historii, co od początku pozwala nam założyć, że wyjdzie cało ze wszystkich opresji. Jej relacja jest bardzo osobista, obfituje w emocjonalne wątki rodzinne i zdradza przemyślenia kobiety, które towarzyszyły jej podczas miesięcy, które upłynęły od śmierci siostry.

Książkę czyta się dość szybko, napisana jest sprawnie, choć niektóre fragmenty nieco się dłużyły. Autorka starała się pogłębić sylwetki postaci i podjęła próby psychoanalizy ich zachowań, tym niemniej są to dość powierzchowne próby, dopasowane do oczekiwań masowego czytelnika thrillerów.
Książka dobra na wieczór lub do zabrania w podróż, ale żadna rewelacja.

Ocena: 4/6

niedziela, 14 maja 2017

Wysepka, Andrea Levy

Zanim Karim z powieści Budda z przedmieścia zaczął podbijać Londyn lat siedemdziesiątych, a chwilę później bohaterowie Białych zębów podejmowali mniej lub bardziej udane próby odnalezienia swojego miejsca w angielskim społeczeństwie, do Wielkiej Brytanii, krótko po wojnie, przybyła pierwsza fala emigrantów z Jamajki.

Mieszkańcy wyspy, która od 1655 roku była brytyjską kolonią, w trakcie drugiej wojny światowej ochotniczo wstępowali do armii, by walczyć za ojczyznę. Po szkoleniu w kraju macierzystym, wysyłani byli na różne fronty, m.in. do Indii. I choć w Armii oficjalnie walczono z rasizmem, a ciemnoskórzy żołnierze mieli takie same prawa, jak biali Anglicy (w odróżnieniu od żołnierzy amerykańskich, wśród których panowała silna segregacja rasowa), ich służba naznaczona była niechęcią i szykanami ze strony białych. Chwilę po wojnie, w wyniku zmian politycznych, do walczącej nadal ze skutkami wojny Anglii wyruszają mieszkańcy brytyjskich kolonii.

Ten szczególny moment w historii Wielkiej Brytanii Andrea Levy wybrała na tło swojej powieści, w której poznajemy pogmatwane losy czworga bohaterów. Mamy rok 1948, wśród tysięcy Jamajczyków wsiadających na statki płynące do Londynu jest Gilbert Joseph, były żołnierz RAFu, który w Anglii chce rozpocząć nowe, lepsze życie. Parę miesięcy później jego śladem wyrusza świeżo poślubiona małżonka Gilberta, Hortense, która zamierza podjąć pracę jako nauczycielka. Ich wyobrażenia o życiu w nowej ojczyźnie zostaną boleśnie skonfrontowane z rzeczywistością, a otaczająca ich niechęć i wrogość londyńczyków niejednokrotnie zaskoczy i wywoła szczere zdumienie.
Oboje zamieszkują w małym, obskórnym pokoju na poddaszu domu, który należy do Angielki, pochodzącej z prownicji córki rzeźnika, Quennie Blight, a dokładniej rzecz ujmując do męża Quennie, Bernarda. Ten jednak kilka lat wcześniej wyruszył na front i słuch po nim zaginął. Kobieta przekonana o śmierci męża sama musi sobie radzić w ograniętym powojennym kryzysem kraju, otwiera więc swój dom dla ciemnoskórych imigrantów i samotnych kobiet. Dla konserwatywnych sąsiadów takie zachowanie jest jawną prowokacją.

Dzięki dość szczegółowej retrospekcji poznajemy historię każdego z czworga bohaterów, ich przemyślenia, motywacje, lęki i plany. Cztery życiorysy splatają się ze sobą i udowadniają, jak często ludzie przypisują innym własne cechy i jak trudno im się między sobą dogadać, nawet jeśli mówią tym samym językiem. W małżeństwie, w przyjaźni, w rodzinie, w wojsku - wszędzie pojawiają się problemy wynikające z braku otwartości i z wrodzonej skłonności do oceniania innych. W swej historii autorka poruszyła wiele istotnych kwestii związanych z migracją, które od późnych lat czterdziestych ubiegłego wieku do dzisiaj niewiele się zmieniły.
Z tych czterech opowieści wyłania się niezwykle interesujący i barwny opis niełatwych początków wielokulturowego angielskiego społeczeństwa, jakie znamy obecnie. Dzięki swoim bohaterom, stojącym po dwóch stronach barykady, Andrea Levy tworzy pełny obraz bardzo interesującej epoki. Jednocześnie udowadnia, że każda nasza decyzja, każde działanie niesie ze sobą konsekwencje - zarówno dla jednostek, jak i w skali całego kraju, czy narodu. A rozpędzonej lawiny nie da się powstrzymać.

Powieść czyta się bardzo szybko i przyjemnie, a stworzone przez autorkę obrazy na długo pozostają w pamięci czytelnika. Opowieść zawiera mnóstwo detali i smaczków, które dodatkowo podkreślają brytyjski klimat książki. Stworzeni przez Levy bohaterowie są autentyczni i pełnowymiarowi, niektórzy dają się polubić mniej, inni bardziej, a już na pewno nie wszystkich uda nam się zrozumieć.
Autorka urodziła się w Londynie, ale jej rodzice pochodzą z Jamajki i przybyli do Anglii w 1948 r. Można więc założyć, że stworzona przez nią powieść zawiera wątki zaczerpnięte z biografii jej rodziców.

Książka została wydana w Polsce w 2006 roku i obecnie dość trudno jest znaleźć egzemplarze na sprzedaż. Mnie udało się wypożyczyć książkę ze swojej biblioteki. Warto się wysilić i poszukać Wysepki, bo to bardzo wartościowa lektura.

Ocena: 5+/6

czwartek, 11 maja 2017

Co wy wiecie o Rosji?!, Jacek Matecki

We wstępie Jacek Matecki otwarcie przyznaje, że nie jest ekspertem od Rosji i nic nie wie o tym kraju, a jego książka jest relacją z kilku lat włóczęgi, podczas której poznał Rosję jak mało kto (!?!).
Jednocześnie krytykuje dziennikarzy, intelektualistów (sądzę, że ma na myśli naukowców) oraz innych podróżników, którzy Rosję przemierzyli koleją transsyberyjską lub samochodem terenowym, twierdząc, że w ich tekstach brakuje prawdy.
Jest to dość odważne stanowisko, zwłaszcza gdy weźmieny pod uwagę, że jego książce brakuje naukowych podstaw i umiejętności kontekstualizowania opisywanych zjawisk, dziennikarskiej wnikliwości, zdolności do analizowania oraz umiejętności pisania, aż wreszcie adrenaliny i odrobiny szaleństwa, w które z pewnością obfitują relacje kierowców dżipów.

No dobrze, ale w takim razie, czym jest książka Mateckiego?

Chaotyczną gawędą o rosyjskiej prowincji, opisem odwiedzonych miejsc i relacją z odbytych rozmów przetykaną wieloma osobistymi przemyśleniami autora. Nie dostarcza ona rzetelnej wiedzy o Rosji, jest zaledwie zbiorem uwiecznionych przez podróżnika momentów, z kórych wyłania się obraz smutnego kraju, w kórym mieszkają nieszczęśliwi ludzie. Skończyłam lekturę kilka dni temu i nie bardzo mogę sobie przypomnieć, o czym konkretnie czytałam. Matecki odwiedził m.in. kilka klasztorów, mieszkające na odludziu małżeństwo hodujące psy zaprzęgowe, dziesiątki wyludnionych wiosek, kilka miejsc pamięci oraz podejrzancyh spelunek. Swoimi wrażeniami postanowił podzielić się z czytelnikiem.

Matecki ma lekkie pióro i dzięki temu książkę czyta się błyskawicznie. Jej lektura przypomina słuchanie opowieści wujka snutych przy ognisku: dostarcza rozrywki i szybko popada w zapomnienie.

Ocena: 3/6

czwartek, 4 maja 2017

Jest takie miejsce..., Wojciech Zawioła

Dzisiejszy wpis będzie krótki. Dla kronikarskiego porządku (na blogu piszę o każdej przeczytanej książce) muszę wspomnieć o niewielkich rozmiarów książce Wojciecha Zawioły.

Dziennikarz Wojtek poznaje podczas spaceru starsze małżeństwo. Po krótkiej rozmowie kobieta rozpoczyna opowieść o swoim życiu, która rozpoczyna się w okupowanej Warszawie, gdzie Basia i Henryk przeżywają swoją pierwszą miłość. Sielanka zostaje przerwana, gdy Henryk rusza do walki i ślad po nim ginie. Po wojnie Basia wraz z matką powoli odbudowują swoją egzystencję, nie ustając w poszukiwaniach chłopaka. Ze skrawków informacji, które do niej dotarły wynika, że Henryk walczył w podziemiu, a potem uciekł z Polski. Pewnego dnia Basia otrzymuje wiadomość o jego śmierci. Z czasem wychodzi za mąż i rodzi dzieci. Przeszłość zapuka do jej drzwi w najbardziej niespodziewanym momencie.

Jest to jedna z powieści, które kupiłam pod wpływem BARDZO entuzjastycznych recenzji na blogach. Powieść, która na portalu lubimyczytac.pl ma stosunkowo wysoką ocenę 7,47 na 10, a która absolutnie nie przypadła mi do gustu.
Najbardziej przeszkadzał mi styl narracji, który we fragmentach pisanych z perspektywy Wojtka, przypominał pisane w podstawówce sprawozdania. Wspomnienia pani Basi są napisanie nieco lepiej, ale trudno tu mówić o literaturze pięknej. Zawioła posługuje się bardzo prostym, oczywistym językiem i wielokrotnie ociera się o banał. Podejrzewam, że autor spisał zasłyszaną gdzieś opowieść o trwającej całe życie miłości - i tak należy tę książkę czytać: jako wspomnienia starszej osoby.

Ocena: 3/6

Książkowe porządki

sobota, 29 kwietnia 2017

Stosy kwietniowe

W mijającym miesiącu dwa razy skusiłam się na internetowe zakupy książkowe.
Pierwsza paczka przyszła z księgarni nieprzeczytane.pl i zawierała głównie nowości kilku ostatnich miesięcy. Miałam je na liście od dłuższego czasu i postanowiłam w końcu ustawić je na półce.

Stos z lewej:
My, marzyciele, Imbolo Mbue
Dziewięć twarzy Nowego Orleanu,
Dan Daum
Pasja narodzin, 
Sheila Kitzinger
Świat w płomieniach,
Siri Hustvedt
Dom którego nie było,
Łukasz Krzyżanowski
Odessa,
Charles King
Wiolonczelista z Sarajewa,
Steven Galloway

Stos prawy:
Zmiłuj się nad nami,
Andrzej Nowak-Arczewski
Rosyjski romans,
Meir Shalev
Stryjeńska. Diabli nadali,
Angelika Kuźniak
Wróżba,
Agneta Pleijel
Książka najpotężniejszy przedmiot naszych czasów zbadany od deski do deski,
Keith Houston
Bardzo martwy sezon reportaże naoczne,
Marcin Kołodziejczyk

Jakieś dwa dni po złożeniu powyższego zamówienia trafiłam na stronę wydawnictwa Prószyński i S-ka, na której bardzo niskie ceny ponownie skłoniły mnie do zakupów. Tym razem była to klasyka oraz książki nieco starsze:



Wszystko czego wam nie powiedziałam,
Celeste Ng  
Subtelny urok samobójstwa, Judith Claire Mitchell  
Europejczycy, Henry James
Amerykanin,
Henry James
Wojna kobiet,
Sally Armstrong
1914. Rok końca świata,
Paul Ham
W ślady Kolumba. W pępku Ameryki,
Melchior Wańkowicz
W ślady Kolumba. Królik i oceany,
Melchior Wańkowicz

A Wy, poszaleliście w kwietniu? W końcu to wyjątkowy miesiąc, którego jeden dzień poświęcony jest książkom :)

środa, 26 kwietnia 2017

Fioletowy hibiskus, Chimamanda Ngozi Adichie

Fioletowy hibiskus to debiut Chimamandy Ngozi Adichie wydany w Polsce po raz pierwszy w 2004. Odkąd w ubiegłym roku przeczytałam Amerykaanę jasne było dla mnie, że sięgnę po wszystkie książki tej autorki, które zostały lub zostaną wydane w języku polskim.
Chociaż akurat w tym przypadku sprawdziła się zasada, że po książki danego pisarza warto sięgać chronologicznie. Nie ma co ukrywać, że świetnie napisana i wielowątkowa Amerykaana bardzo wysoko ustawiła poprzeczkę.

Fioletowy hibiskus opowiada historię piętnastoletniej Kambili i jej rodziny: brata i rodziców. Należą oni do nigeryjskiej elity i żyją zupełnie inaczej, niż ponad 95 % pozostałych mieszkańców kraju. Rodzina mieszka w ogromnym domu przypomninającym pałac, otoczona wszelkim luksusem. Mimo to w życiu Kambili i jej brata brak jest radości i beztroski. Ich dnie, zaplanowane do ostatniej minuty, wypełnione są nauką, modlitwą i czasem dla rodziny. Zamknięci w złotej klatce nie mają kontaktu z rówieśnikami, nie wolno im oglądać telewizji, wygłupiać się i zwyczajnie nudzić. Nie spotykają się z dalszą rodziną, co sprawia, że nie znają nigeryjskich tradycji i obrzędów, tak istotnych w codziennym życiu mieszkańców tego kraju.
Dzieje się tak, gdyż wszelkie domowe zasady ustala ojciec - religijny fanatyk i sadysta. Najważniejsza
jest dla niego wiara katolicka i jego pozycja w kościelnej wspólnocie, a życie najbliższych musi toczyć się według surowych reguł, za których złamanie grożą ciężkie fizyczne kary. Mimo to Kambila uwielbia swojego ojca, a jego zdanie jest dla niej świętością. Tak została wychowana i nie zna innego życia.
Wszystko zaczyna się zmieniać, gdy Kambila i jej brat wyjeżdżają do swojej ciotki, siostry ojca, która jest profesorką na uniwersytecie. Atmosfera panująca w jej domu, pełna swobody, wzajemnego szacunku i swobodnych dyskusji na wszelkie tematy, sprawia, że dziewczynka po raz pierwszy w życiu zaczyna się zastanawiać nad sytuacją panującą w jej rodzinnym domu. Ten wyjazd okaże się kamykiem wywołującym lawinę, której nie sposób będzie zatrzymać...

Niekwestionowaną zaletą pisarstwa Adichie jest, widoczna już w tym debiucie, umiejętność opisywania świata w przeróżnych odcieniach szarości. Autorka powstrzymuje się od jednoznacznego oceniania swoich bohaterów, pokazując ich w sytuacjach dowodzących złożoności ich charakteru. Dodatkowym atutem jest lekkość stylu pisarki. Tę powieść czyta się bardzo szybko i mimo, iż porusza ciężkie tematy, jest to lektura przyjemna. Tekst Adiche nie epatuje rozwlekłymi opisami scen przemocy, wręcz przeciwnie: zło jest obecne i wyczuwalne w tekście, ale nie dominuje.
Przeszkadzały mi w powieści dwie kwestie: wątek księdza, który jest przerysowany, banalny i nie do końca dopracowany. Łatwo się domyślić, że jest to postać, której przypadła rola osoby mającej wpłynąć na zmiany w zachowaniu Kambili i wzmocnić jej wiarę w siebie. Nie przekonał mnie jednak sposób, w jaki autorka tę postać przedstawiła.
Jednak najbardziej zabrakło mi w powieści wyjaśnienia, dlaczego ojciec rodziny postępuje w taki, a nie inny sposób. Autorka wprawdzie dość dobrze pokazała złożoność jego postaci, która z jednej strony psychicznie terroryzuje i fizycznie rani najbliższych i jednocześnie hojnie wspiera dziesiątki potrzebujących, a z drugiej niejednokrotnie daje upust emocjom świadczącym o miłości do rodziny. Nic nie wiemy o tym, co napędza go do działania i skąd się bierze jego agresja.

Nie zmienia to jednak mojego głębokiego przekonania, że warto czytać Adichie!

Ocena: 4+/6 

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Wyspa łza, Joanna Bator

Wielu polskich pisarzy regularnie wyznaje w wywiadach prasowych i w rozmowach z udziałem publiczności, jak ciężką i wyczerpującą pracą jest dla nich pisanie powieści. Joanna Bator postanowiła napisać na ten temat książkę.
W tym celu wybrała się na kilka tygodni na Sri Lankę, by podążając tropem zaginionej przed laty amerykańskiej turystki, Sandry Valentine, odnaleźć zagubione natchnienie: "Jadę więc z czarnym zeszytem tropem Innej kobiety, by napisać reportaż literacki z przygód własnego ja w tropikach. Nie ma co liczyć ani na klasyczną autobiografię, ani na historię detektywistyczną, ale wycisnę z miąższu rzeczywistości samą esencję prawdy i doprawię ją zapachem cynamonu." (str. 30)

W wyniku tej podróży powstała bardzo osobista relacja o trudnościach związanych z pisaniem i o szczególnych wymaganiach procesu twórczego. Czytamy w niej o kobiecości, o kryzysie i próbach wyjścia z niego, o życiu i samotnej podróży, o odkrywaniu nowych miejsc, czy wreszcie o towarzyszącym podróżowaniu poczuciu obcości. Ten tekst stanowi mieszankę gatunków literackich, jest opowieścią z pogranicza fantazji i rzeczywstości, a jego wymowa ma refleksyjny, momentami filozoficzny charakter.
 "... bo z grubsza tak to zwykle wygląda, że wyrusza się w życiu po coś innego niż to, z czym się ostatecznie wraca." (str. 90)

Jest to niezwykle intymna książka Bator, w której pisarka momentami bardzo się obnaża. Uważny czytelnik wypatrzy w niej wiele wątków autobiograficznych, motywów z jej twórczości oraz małych, nieszkodliwych dziwactw. Wyspa łza jest tekstem bardzo zmysłowym, gęstym od emocji, głębokich przemyśleń i analiz. Żar tropików niemalże bucha z niektórych stron, a wyobraźnia czytelnika wyrusza w fascynującą podróż.

"Pierwszy etap emancypacji jest ruchem od, a jego energia przypomina w niektórych przypadkach bycie wyrzuconym z katapulty i pędzi się tak coraz dalej i dalej, by w końcu zmierzyć się z bolesną prawdą, że aby wolność smakowała bez winy, trzeba wrócić i spróbować zrozumieć to, przed czym się uciekało." (str. 250)

Spotkałam się w internecie z opiniami, że jest to książka grafomańska. Absolutnie się z tym nie zgadzam. Bator jest mistrzynią w posługiwaniu się polszczyzną, w uwalnianiu słów, tworzeniu nowych związków frazeologicznych. Autorka ma odwagę bawić się słowami, a błyskotliwe, czasem przewrotne zdania, które w ten sposób powstają są po prostu fantastyczne.
Przyznaję, że nie jest to książka dla każdego, nie jest to książka łatwa w odbiorze, którą można czytać na kolanie, w autobusie, w biegu. Jest to lektura wymagająca zastanowienia, czy może nawet kontemplacji. Trzeba się przy czytaniu Wyspy łzy trochę wysilić: pomyśleć, uruchomić wyobraźnię i własną wrażliwość. Ale to proza bez wątpienia piękna i warta uwagi.
Lekturę dodatkowo uprzyjemnia staranne wydanie książki: druk na dobrej jakości papierze, twarda okładka, szyte strony. Doskonale dobrane do tekstu przepiękne, klimatyczne zdjęcia Adama Golca pomagają wyobraźni wtoczyć się na właściwe tory.

"Po raz kolejny dociera do mnie, jak narcystyczną przyjemnością jest podróż, bo przecież człowiek wtedy zajmuje się głównie sobą - od wiecznego niepokoju, czy ma wszystko, co potrzebne, by utrzymać w formie ciało, po o wiele trudniejszą obsługę duszy." (str. 281)

Dla mnie jest to książka absolutnie wyjątkowa!

Ocena: 6/6

czwartek, 20 kwietnia 2017

Sekretne życie pszczół, Sue Monk Kidd

Bohaterką powieści Sue Monk Kidd jest czternastoletnia Lily, półsierota, która mieszka z gburowatym i brutalnym ojcem na farmie pośród plantacji brzoskwiń. Najbliższą jej osobą jest czarnoskóra opiekunka Rosaleen, którą ojciec zatrudnił po śmierci matki Lily, gdy dziewczynka miała zaledwie cztery lata.
Jest połowa lat sześćdziesiątych, w społeczeństwie amerykańskim kwitną rasizm i segregacja rasowa, a w Białym Domu prezydent podpisuje ustawę o prawach obywatelskich, która umożliwi ciemnoskórym m.in. uczestnictwo w wyborach.

I to właśnie podczas drogi do kościoła, w którym rejestrowano nowych wyborców, dochodzi do incydentu, w wyniku którego Lily w towarzystwie Rosaleen ucieka z domu. Po niedługiej podróży autostopem i nocy spędzonej w lesie obie trafiają do różowego domu zamieszkanego przez trzy siostry: August, May i June. Kobiety udzielają schronienia uciekinierkom w zamian za pracę: Lily pomaga przy pszczołach, a Rosaleen w obowiązkach domowych. Mijają tygodnie, podczas których zacieśniają się więzy przyjaźni, a Lily coraz bardziej zbliża się do rozwiązania tajemnicy śmierci matki. W tle rozgrywa się jeszcze kilka dramatycznych i miłosnych wątków, a całość wieńczy szczęśliwe zakończenie.

Gdybym przeczytała tę powieść jakieś piętnaście lat temu, byłabym zachwycona. Zwłaszcza, że jej klimat i poruszona tematyka przypominają mi uwielbianą wtedy książkę Harper Lee pt. "Zabić drozda".
Ale czytałam ją teraz, głównie dla rozluźnienia przed snem, i muszę stwierdzić, że to po prostu sprawnie napisana historia o dorastaniu i szukaniu akceptacji oraz własnego miejsca na świecie.
Brzmi banalnie? No właśnie taka jest ta powieść: prosta, ciepła jak sierpniowe powietrze nad miasteczkiem w Tiburon i przesłodzona, niczym ociekająca miodem kanapka. Sue Monk Kidd sięgnęła po chwytliwy temat, z którego, trzeba jej przyznać, rozwinęła optymistyczną, lekką historię z przesłanie.
Jest to książka dobra na poprawę humoru. I niewiele więcej.

Ocena: 4/6

czwartek, 13 kwietnia 2017

Cesarz Ameryki. Wielka ucieczka z Galicji, Martin Pollack

Pod koniec XIX i na początku XX wieku dziesiątki tysięcy kobiet i mężczyzn z Galicji opuściło rodzinne strony i wyruszyło do Ameryki Północnej lub Brazylii w poszukiwaniu lepszego życia. Dla niektórych była to podróż w jedną stronę, inni pokonywali ocean wielokrotnie, regularnie i z rutyną przemieszczając się między kontynentami.
Wśród odważnych, którzy opuszczali rodzinne wioski i miasteczka Galicji byli Żydzi, Rusini, Słowacy i Polacy. Wszyscy uciekali przed ogromną biedą, sprzedawali wszystko, co tylko dawało się spieniężyć i często w jednej koszuli, bez bagażu, wsiadali na statek. Miganci byli narażeni na wiele niebezpieczeństw: napady, oszustwa i kradzieże były na porządku dziennym. Zawsze istniało także ryzyko, że po długiej podróży urzędnicy zabronią im zejścia na ląd i odeślą z powrotem do Europy. 

Wielka ucieczka, to główny temat książki, ale ten historyczny reportaż porusza dziesiątki aspektów, które z tą masową migracją były związane. Wiele miejsca zajmuje opis katastrofalnej sytuacji materialnej, w jakiej żyły tysiące chłopów galicyjskich. Brak zainteresowania nimi ze strony władz oraz absolutny brak perspektyw na najmniejszą choćby poprawę sytuacji kończył się wyludnianiem całych wiosek i miasteczek.
Tematem są także kulisy całego przemysłu migracyjnego, który powstał i rozwijał się nie tylko w miastach portowych Bremie i Hamburgu, z których to mieszkańcy Galicji wyruszali w podróż, ale na całej trasie łączącej najodleglejsze wioski z wybrzeżem. Masa biednych, niewykształconych i naiwnych imigrantów natrafiała na nieuczciwych pośredników, brutalnych oszustów i skorumpowanych urzędników. Dochodziło do wielu przestępstw: od drobnych kradzieży i sprzedaży fałszywych biletów na statki, aż po handel ludźmi, z którymi władze nie potrafiły sobie poradzić.

Mam do tej książki kilka zastrzeżeń. Po pierwsze autor nie uznał za stosowne używania w tekście cudzysłowu do oznaczenia informacji zapożyczonych z innych tekstów. Mało tego, w książce zabrakło także bibliografii. A szkoda. Bardzo chętnie dowiedziałabym się, gdzie mogę szukać informacji by pogłębić swoją wiedzę na poszczególne tematy reportażu. Ponadto oczywiste jest, że autor wiele informacji czerpał ze źródeł. Brak ich wyraźniego oznaczenia przeszkadzał mi w odbiorze tekstu. Podobnie jak brak podpisów pod zdjęciami.
Drugim zastrzeżeniem jest ewidentna dominacja jednego z tematów, obecna właściwie we wszystkich rozdziałach, a mianowicie kwestia przestępstw emigracyjnych. Opisy procesów, kar, czy prób działań prewencyjnych są momentami bardzo szczegółowe, a kilkakrotnie zdarzają się Pollackowi powtórzenia. W podziękowaniu pod koniec książki autor wspomina pracę Grzegorza Marii Kowalskiego z UJ, którego praca o przestępstwach emigracyjnych w Galicji była dziełem, do którego często sięgał. No właśnie.
Myślę, że gdyby bibliograficzne poszukiwania autora były bardziej staranne i owocne, Cesarz Ameryki stałby się pełniejszym obrazem i zyskał status lektury bardzo dobrej. Brakowało mi np. informacji o losach osób, które do Ameryki docierały, o ich pierwszych krokach w nowym kraju, bez znajomości jego języka i obyczajów. Pollack opisuje jedynie jedną miejscowość, w której w kopalnich pracowało szczególnie dużo Słowaków.
Poza tym lekko chaotyczna struktura i brak wyraźnych tematycznych różnic między rozdziałami utrudniały mi lekturę. Pozostało po niej uczucie niedosytu: poznałam wiele interesujących faktów, ale w mojej głowie powstały nowe pytania i chęć pogłębienia wielu kwestii.

Mimo tych niedociągnięć dostajemy to rąk dobrą, wielowątkową książkę, z której wiele można się dowiedziać na wszelkie tematy związane z falą migracji z Galicji przed pierwszą wojną światową. Tekst napisany jest przystępnie, jego lektura jest interesująca i wciąga.

Małgorzata Szejnert napisała o niej, wydanej w 2011 roku: Książka o piorunującej aktualności, jeśli słuchamy wieści ze świata. Dziś, sześć lat później, ta aktualność jest jeszcze bardziej piorunująca, a Pollack podsuwa odpowiedzi i pomaga zrozumieć, że migracje nie są niczym nowym w historii.
Niedługo zamierzam sięgnąć po reportaż Szejnert Wyspa klucz.

A może ktoś z Was czytał coś na temat wielkiej emigracji i może polecić mi konkretne pozycje?

Ocena: 5/6 

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Kolor herbaty, Hannah Tunnicliffe

Przesłodzona, ociekająca różem okładka powinna była mnie odstraszyć, ale tak się nie stało. Z powodów, których nie jestem już w stanie sobie przypomnieć, kiedyś tę książkę kupiłam i postawiłam na półce... W końcu, po kilku latach, przeczytałam ją w ramach wiosennych porządków.

Główną bohaterką Koloru herbaty jest młoda kobieta o imieniu Grace, która ma całą górę osobistych problemów (toksyczna relacja z matką, brak ojca, niemożność zajścia w ciążę, kłopoty w małżeństwie), a mimo to decyduje się na otworzenie własnej kawiarni. W końcu nie od dawna wiadomo, że pieczenie ciastek i parzenie kawy to, obok otwierania pensjonatu, remedium na wszelkie możliwe życiowe trudności. Produktem flagowym kawiarni są autorskie makaroniki w przeróżnych kolorach i smakach, które Grace wypieka z ogromnym zaangażowaniem.

Aby czytelnikowi się nie nudziło, autorka postarała się o szczyptę egzotyki i na miejsce akcji wybrała Makau. Ta chińska wyspa jest specjalnym regionem administracyjnym i słynie z prężnie działającej gospodarki i kwitnącego hazardu, jest to od lat jeden z najbogatszych regionów na świecie. Związane jest to z pewnością z faktem, że Makau było pierwszą i najdłużej istniejącą europejską kolonią na terenie Chin, ma zatem bogate tradycje w handlu międzynarodowym. (źródło: wikipedia)

Taki stan rzeczy znajduje swoje odzwierciedlenie także w powieści: głównymi klientkami kawiarni  są białe żony bogatych biznesmenów, niepracujące, zmanierowane i głośne. Do pomocy w lokalu Grace zatrudnia dwie młode miejscowe kobiety, z którymi szybko połączy ją wielka przyjaźń, a z czasem i coś więcej... Jest więc w powieści kilka regionalnych smaczków i ciekawostek, ale zdecydowanie zbyt mało, by w pełni poczuć atmosferę tej wyjątkowej wyspy. Tak naprawdę kawiarnia Grace mogłaby równie dobrze istnieć na Majorce albo gdziekolwiek indziej.

Powieść do jednorazowego czytania, która szybko zapada w niepamięć. Autorka miała kilka ciekawych pomysłów, ale poległa na ich realizacji. Zamiast pogłębionych psychologicznie postaci oraz interesująco poprowadzonych wątków dostajemy do rąk czytadło, jakich na rynku księgarskim mnóstwo. Jest przyzwoicie, ale bez fajerwerków.

Ocena: -4/6

Wiosenne porządki

sobota, 8 kwietnia 2017

Neuland, Eshkol Nevo

Od ubiegłorocznego spotkania w Krakowie mam słabość do Eshkola Nevo, tego przystojnego mężczyzny o uroczym uśmiechu, który w rozmowie o swojej twórczości z miłością w głosie kilkakrotnie wspominał o żonie. Z okazji tego spotkania przeczytałam pierwszą powieść jego autorstwa, która została wydana w Polsce w 2012 roku i nosi tytuł Do następnych mistrzostw.

Po najsłynniejszą powieść Nevo pt. Neuland sięgnęłam w ramach marcowego spotkania naszego Klubu Miłośniczek Książek, a jej lektura sprawiła mi sporą przyjemność.

Powieść rozpoczyna się od tekstów maili, które wymieniają między sobą główni bohaterowie Inbar i Dori. Następnie przenosimy się o kilka tygodni wstecz, by poznać historię ich niezwykłej wędrówki po Ameryce Południowej najpierw z jego, a później z jej perspektywy.
On wybiera się w podróż, by odnaleźć zaginionego ojca. Ona wsiada do samolotu spontanicznie, bez konkretnego planu. Spotykają się przypadkiem i razem wyruszają na poszukiwania, które zaprowadzą ich do Argentyny, gdzie odnajdą tytułowy Neuland.
Po drodze czytelnik pozna ich głeboko skrywane tajemnice i pragnienia oraz skomplikowane rodzinne powiązania. Każde z nich dźwiga na ramionach ogromny ciężar związany ze śmiercią bliskiej osoby, każde z nich zostaje zmuszone do stawienia czoła własnym, dotychczas głęboko skrywanym emocjom i przeanalizowania niełatwych relacji z najbliższymi.

Neuland to wielopłaszczyznowa powieść o sensie podróżowania, o szukaniu własnego miejsca - zarówno w kontekście jednostki, jak i całego narodu. Dori i Inbar wyruszając w drogę nie przewidują, że tych kilka tygodni spędzonych z dala od Izraela całkowicie zmieni ich życie. Że podróż przez dzikie tereny Ameryki Południowej będzie dla nich podróżą w głąb siebie, okazją do poznania własnych uczuć i nabrania dystansu do wielu spraw.
Narracja prowadzona jest nie tylko z punktu widzenia dwojga głównych bohaterów, ale i innych postaci. Ta wielorakość perspektyw z jednej strony wzbogaca samą opowieść, z drugiej strony udowadnia, jak łatwo w codziennych relacjach z innymi ludźmi o błędy i nieporozumienia wynikające z nieprzejrzystej komunikacji i problemów na linii nadawca-odbiorca.

Autor jest wnukiem byłego premiera Izraela i szefa Światowej Organizacji Syjonistycznej Lewiego Eszkola, a jego babcia, podobnie jak jedna z bohaterek książki, opuściła Polskę tuż przed wybuchem II wojny światowej. To dlatego w książce pojawiają się zarówno echa holokaustu, motyw rejsu przez Morze Czarne w sierpniu 1939 r. oraz elementy syjonizmu.
Szczególnie interesujący i charakterystyczny dla powieści wydał mi się poniższy fragment rozmowy Inbar ze swoją babcią, Lili (tą, która statkiem przybyła do Izraela):
"Co ty myślisz, cypke fojer, ze jesteś wyjątkowa? Popatrz wokoło, każdy, kto siedzi w tej kawiarni, w wyobraźni siedzi także gdzieś indziej, z kimś innym. Obok każdej pary, którą widzisz przy tych świeczkach, siedzi ktoś jeszcze, ktoś trzeci, kogo jedno z nich ma w głowie. Kogo jedno z nich musi mieć w głowie, żeby móc siedzieć tutaj. Cały ten Tel Awiw – jak moglibyście go znieść, gdybyście nie wyobrażali sobie przez cały czas innego, piękniejszego miasta? A nasze państwo? Wszędzie jest pełno Żydów, którzy żyją w jednym miejscu, w głowie zaś mają inne, z którego tu przyjechali, i jeszcze inne, do którego chcieliby uciec choćby jutro. To wielkie szczęście, że mają to w głowie, cypke fojer, bo tylko w ten sposób, dzięki myślom i wyobrażeniom o wędrówce, można zrezygnować z wędrówki prawdziwej i zostać." (str. 602)

Nuevo nie boi się poruszać trudnych tematów, takich jak traumy spowodowane wojnami prowadzonymi przez Izrael, wszechobecnym konfliktem izraelsko-palestyńskim oraz obowiązkiem trzyletniej służby wojskowej. Jest uważnym, krytycznym obserwatorem izrealskiego społeczeństwa i w swojej książce porusza bardzo wiele bolesnych kwestii, które mają wpływ na obywateli tego kraju. Jednocześnie jego powieść czyta się szybko i z przyjemnością. Jest to jedna z tych książek, które można czytać na wiele sposobów, w której każdy czytelnik odnajdzie inne, dla siebie ważne, treści.
Bardzo polecam!

Ocena: 5+/6

piątek, 31 marca 2017

Stos marcowy

W ten cudownie słoneczny ostatni dzień marca pokażę Wam, jakie książki trafiły ostatnio na moją półkę.


Uwielbiam kupować książki. A jeśli mogę upolować wartościowe tytuły w niskich cenach, to już w ogóle jestem szczęśliwa. Mega szczęśliwa :)
Moim ulubionym źródłem tanich książek od lat jest Dedalus. Z księgarni stacjonarnych przy Placu Solnym we Wrocławiu oraz w warszawskim BUWie pochodzi spora część mojej biblioteczki.
Parę dni temu postanowiłam zajrzeć do ich sklepu internetowego...

... i zamówiłam w sumie 20 pozycji, których przeciętna cena wyniosła 14 zł.

Z lewej są książki, które kupiłam wg. listy. Na niektóre z nich czaiłam się już od dłuższego czasu. Stos prawy to pozycje, które mnie, z różnych powodów, zainteresowały, więc spontanicznie wrzuciłam je do wirtualnego koszyka.


Kupione wg. listy:
Od góry:
Kobiety z miasta Salta, Elsa Drucaroff - trzymająca w napięciu powieść historyczna o kobiecej siatce szpiegowskiej, której akcja osadzona jest w XIX wieku w dzisiejszej północno-wschodniej Argentynie.

To coś na twojej szyi, Chimamanda Ngozi Adichie - bo to książka Adichie

Marcel Reich-Ranicki Polskie lata, Gerhard Gnauck - polowałam na tę biografię od lat

Dom i jego głowa, Ivy Compton-Burnett - pełna wisielczego humoru powieść zbudowana z misternie skomponowanych dialogów rojących się od aluzji i półsłówek. Każde zdanie użyte przez bohaterów jest orężem w bezwzględnej walce o pozycję w hierarchii niewielkiej społeczności późnowiktoriańskiej.

Niebiosa są puste. Odkrywanie zapomnianego miasta, Avrom Bendavid-Val - opowieść o miasteczku, w którym przed wojną mieszkali Polacy, Żydzi i Ukraińcy, a które w sierpniu 1943 roku przestało istnieć.

Zając z Patagonii, Claude Lanzmann - bardzo ciekawie zapowiadająca się autobiografia człowieka, kóry uosabia XX-wieczną historię Europy

Pani Poe, Lynn Cullen - pisarz i jego demony. Kobieta i jej pragnienia. Żona i jej zemsta... Dzieje Edgara Allana Poe, spowiedź jego kochanki i przerażająca obsesja jego żony w literackim miłosnym trójkącie wszech czasów.

Pamiętniki, Zofia Tołstoj - żyli obok siebie prawie 50 lat, w samotności, niezrozumieniu, wzajemnych pretensjach. On, oskarżający Zofię o przyziemność i interesowność, ona – rozgoryczona jego oderwaniem od życia, zaniedbywaniem rodziny i żądzą sławy. Bywało, że porozumiewali się tylko podsuwając sobie własne wpisy w pamiętnikach, bo słowa nie przechodziły im już przez usta.

Wardęga. Opowieści z pobocza drogi, Lechosław Herz  - książka jest zapisem krajoznawczych wypraw autora, miłośnika krajobrazu mazowieckiego i beskidzkiego, zbieracza ciekawostek z przeszłości odwiedzanych miasteczek, wsi i zapomnianych szlacheckich zaścianków. 


 Zakupione spontanicznie:
Od góry:
Ponad nasze siły. Czesi, Żydzi i Niemcy, Milena Jesenska - latawica zamknięta przez rodzonego ojca w domu wariatów, naiwna kobietka, zdradzana przez rozpustnego męża, muza Franza Kafki, matka Jany Černej - femme fatale czeskiego undergroundu, wreszcie dziennikarka. Jej reportaże z lat 1937-1939 to niezwykła kronika tragicznych wypadków, które stały się udziałem Czechów, Niemców i Żydów w przededniu II wojny światowej.

Ludzie i miejsca, Szewach Weiss - to podróż w czasie i w przestrzeni w towarzystwie Szewacha Weissa – „ambasadora Izraela w Polsce i Polski w Izraelu”

Afrykańska love story, Daphne Sheldrick - życie autorki jest podróżą przez cały XX wiek, tak rzadko oglądany przez nas z afrykańskiej perspektywy; od ugruntowywania się europejskiego osadnictwa, przez niełatwy okres dwóch wojen światowych, aż po równie burzliwe czasy dekolonizacji.

Żony polarników. Siedem niezwykłych historii, Kari Herbert - Książka Herbert skonstruowana jako zbiór epizodów, wspomnień i listów przybliża czytelnikom życie tych niezwykłych par i rzuca nowe światło na ich relacje i na rolę kobiet-żon polarników. Polarnicy często traktowali swe żony jak wyrocznie i uzależniali od nich powodzenie swych wypraw.

Zakazane wrota, Tiziano Terzani - W 1980 roku pisarz razem z rodziną zamieszkał w Pekinie. Przez ponad cztery lata próbował żyć jak przeciętny Chińczyk, dotarł do miejsc, do których turyści nie mieli wstępu. Rozmawiał z ludźmi, z którymi jako zagraniczny dziennikarz nie powinien był rozmawiać. Zobaczył kraj zwykłych ludzi, rozdarty między bogactwem tradycji a biedą wynikającą z dyktatury, ogłuszony kakofonią propagandy, obarczony balastem maoizmu.

Pieśń Aborygenki. Podróż w głąb duszy Australii, Ros Moriarty - autorka opisuje inicjacyjną podróż, jaką odbyła z rdzennymi Australijkami. Jako jedna z nielicznych białych dopuszczonych do plemiennych tajemnic próbuje w niezwykłym, bardzo osobistym reportażu dociec prawdy o tak zwanych skradzionych pokoleniach i poznać duchowość najstarszej kultury istniejącej dzisiaj na Ziemi.
  
Ach, te Czeszki, Mariusz Surosz - Poprzez jednostkowe kobiece doświadczenia autor ukazuje historię Czechosłowacji – od lat 20. XX w., przez czasy wojenne i tuż powojenne, aż po Praską Wiosnę i aksamitną rewolucję. Interesują go m.in. takie zagadnienia, jak emigracja Czechów na Wołyń, dzieje Zaolzia, historia Czechosłowackiego Kościoła Husyckiego, literatura, muzyka, kino i sport.

Pepiki. Dramatyczne stulecie Czechów, Mariusz Surosz - w szesnastu esejach poświęconych ważnym, choć w większości mało znanym w Polsce postaciom autor opowiada o ludzkich losach, ukazuje dramaty i tragedie, jakich wielka historia nie skąpiła Czechom w XX stuleciu.

Reporterzy bez fikcji. Rozmowy z polskimi reporterami, Agnieszka Wójcińska - fascynujący zbiór siedemnastu wywiadów z najlepszymi polskimi reporterami.

Podróże do Polski, Jarosław Iwaszkiewicz - opisy wypraw zarówno do pięknych miast - Warszawy, Poznania, Krakowa, Sandomierza, Lublina, jak i na prowincje - miejsc nacechowanych przeszłością i wspomnieniami. Całość przeplata się z elementami autobiografii i refleksjami natury historycznej, kulturalnej i estetycznej. Publikacja ta, okraszona wspaniałymi zdjęciami, stanowi wyjątkowy obraz Polski z punktu widzenia jednego z najważniejszych twórców literatury polskiej XX wieku.

Po co ci szczęście, jeśli możesz być normalna?, Jeanette Winterson - podróż w głąb szaleństwa i z powrotem, którą autorka odbyła w poszukiwaniu biologicznej matki. Historia o tym, jak dążyć do szczęścia. O dziewczynie, która nie mogąc dostać się do domu, spędza noc na jego progu. O religijnej fanatyczce oczekującej na Armagedon. O dorastaniu na północy Anglii, w przemysłowym miasteczku podlegającym drastycznym przemianom. Wreszcie o wszechświecie jako kosmicznym koszu na odpadki.

środa, 29 marca 2017

Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak, Anna Kamińska

Książka, która skradła mi cały weekend. Zamiast rozkoszować się piękną pogodą i budzącą się wiosną, wolałam wcisnąć się w fotel i przenieść do świata wyjątkowej Simony Kossak.

Już w liceum zaczytywałam się w książkach autorstwa ciotki Simony, Magdaleny Samozwaniec. Dlatego klimat słynnej Kossakówki oraz niektóre tajemnice poważanej krakowskiej rodziny wielkich malarzy nie były mi obce. Jednak skupiając się na osobie Simony, Anna Kamińska pokazała tę familię od całkiem nowej strony.

Biografia podzielona jest, tak jak życie Simony, na dwie odrębne części: krakowską i białowieską. Poznajemy dzieciństwo Simony, wypełnione miłością do zwierząt i godzinami spędzonymi w ogrodzie, jej dorastanie i wypełnione bujnym życiem towarzyskim czasy studenckie. Ten okres spędzony w domu rodzinnym dominowała praca zarobkowa, trudne relacje z matką-tyranką i poczucie niezrozumienia.

Prawdziwe dorosłe i niezależne życie Simony rozpoczęło się w lutym 1971 roku, gdy podjęła pracę w Zakładzie Badania Ssaków Polskiej Akademii Nauk PAN w Białowieży. Dwa miesiące później przeprowadziła się do Dziedzinki, leśniczówki położonej w puszczy, sześć kilometrów od Białowieży, jej prywatnego raju i miejsca na ziemi. Mieszkała tam do śmierci razem z artystą fotografem Lechem Wilczkiem i niezliczonymi zwierzętami. Jej codzienność wypełniała praca naukowa oraz opieka nad zwierzętami. Przez miejscowych nazywana Cyrkówką była silną, mądrą kobietą, która w szarym PRLu walczyła o prawa zwierząt i ochronę puszczy. Była wielkim autorytetem w świecie naukowym, nagrywała filmy przyrodnicze i audycje radiowe, pisała książki. Zmarła o wiele za wcześnie, w 2007 roku, w wieku 64 lat.

Anna Kamińska bardzo plastycznie opisała życie Simony. Z nieodzowną ciekawością dziennikarki, ale szanując prywatność swojej bohaterki, stworzyła portret kobiety, która pod wieloma względami wyprzedzała epokę, w której żyła. Każdą informację autorka starała się sprawdzać trzykrotnie i w swej pracy wykorzystała liczne dokumenty i materiały prasowe. Swoją książkę zakończyła bardzo osobistym listem do Simony Kossak, w którym m.in wyraża żal, że nie było jej dane poznać tej wyjątkowej postaci. Jej biografię czyta się wspaniale, jest wciągająca niczym najlepsza powieść.
Serdecznie polecam!

Ocena: 6/6

poniedziałek, 27 marca 2017

Niebko, Brygida Helbig

Podwórko. Godzinami bawiła się z dziećmi na dworze; łazili wokół bloków, zbierali szkiełka spod kiosków i śmietników, bo tam leżało najwięcej butelek porozrzucancyh przez pijaków. Zbierali porozrzucane, kolorowe papierki od cukierków, listki. I robili z nich tak zwane niebka. Skąd się wzięła ta zabawa, nie wiadomo. Wykopywali dołki, układali w nich śliczne wzorki ze złotek, sreberek, znalezionych kwiatków i traw, przykrywali szkiełkiem, zasypywali. Trzeba było dokładnie zapamiętać topografię miejsca, wiedzieć, gdzie ukryło się skarb. O sekrecie wiedziało zawsze kilku przyjaciół. (str. 284)

Powieść Brygidy Helbig jest takim literackim niebkiem: składa się z fragmentów, krótkich akapitów, z których powoli wyłania się skomplikowana rodzinna historia. Jej tło stanowi druga wojna światowa i związane z nią geopolityczne przemiany, a jednym z głównych tematów jest tożsamość. Helbig otwarcie stawia pytania o polskość i niemieckość, o punkty ich przecięcia, zacierające się między nimi granice, a wreszcie o ich znaczenie w różnych momentach historii. Jest w Niebku miejsce zarówno na bezmyślnie powielane stereotypy, ale i na głębsze przemyślenia i próbę odpowiedzi na to, kim właściwie jesteśmy...

Główna bohaterka, Marzena, na podstawie własnych wspomnień z dzieciństwa oraz poszarpanych, często niedokończonych opowieści rodziców stara się zrekonstruować historię swojej rodziny. Historię o tyle ciekawą, że nieoczywistą: dziadkowie urodzili się w zupełnie różnych zakątkach Europy, w różnych krajach, a rodzice poznali się na tzw. ziemiach odzyskanych, w powojennym Szczecinie.
Ojciec Marzeny Willie/Waldek urodził się w Galicji, w biednej niemieckiej rodzinie. Wcześnie stacił ojca, na początku wojny z matką i braćmi został przesiedlony nad Wartę, nie udało mu się uciec przed Armią Czerwoną do Niemiec więc został Polakiem. Matka Basia w wieku sześciu lat została wywieziona z rodziną do Kazachstanu, a ojciec wstąpił do armii gen. Andersa. Po jego powrocie z wojny, w 1946 roku, rodzina wyruszyła na zachód Polski, by szukać szczęścia. Wojenna trauma rodziców, ich lęki, problemy z tożsamością i poszukanie własnego miejsca, mają ogromny wpływ na życie Marzeny i jej siostry Ewy.

Wyjątkowość tej powieści polega na przedstawieniu trudnej, ale nie nowej, historii bardzo specyficznym, pięknym językiem. Brygida Helbig posługuje się głównie krótkimi zdaniami, które nadają tekstowi swoisty rytm. Autorka bawi się słowami, wtrąca niemieckie wyrazy, używa licznych kolokwializmów, zdań wykrzyknikowych oraz powszechnie znanych fraz zaczerpniętych z m.in. reklam, literatury - przyciąga to uwagę czytelnika, bawi oraz skłania do głębszych refleksji. Podział tekstu na krótkie akapity, króre nie zawsze są ułożone chronologicznie, zmusza do aktywnego czytania - każdy wyciągnie własne wnioski, każdy tę książkę odczyta inaczej.

Powieść wymaga skupienia i uwagi, ale zdecydowanie warto poświęcić jej czas. Polecam!

Ocena: 5/6

sobota, 18 marca 2017

Białe zęby, Zadie Smith

TĘ powieść Zadie Smith czytałam po raz pierwszy w 2010 roku. Z ogromną przyjemnością sięgnęłam po nią ponownie, gdy została lekturą na styczeń w naszym Klubie Miłośniczek Książek (razem ze wspaniałym Buddą z przedmieścia).

Przygotowując ten tekst sęgnęłam po swoją recenzję sprzed siedmiu lat. Porównywanie własnych wrażeń z lektury wtedy i teraz okazało się bardzo ciekawym zabiegiem.
Lektura pierwszych stu stron szła mi wtedy jak krew z nosa. Nie mogłam się wgryźć w tekst, nadążyć za specyficzną narracją Smith, zrozumieć wielowarstwowości powieści. Ale powoli, jak w układance, wszystko zaczęło do siebie pasować i już nie mogłam się od lektury oderwać. Teraz wsiąknęłam w powieść od pierwszej strony. Nie od razu udało mi się przypomnieć sobie bohaterów i powiązań między nimi. Wspomnienia te powracały powoli, z każdą stroną kolejne, ale do końca nie byłam pewna co wydarzy się na kolejnej stronie. Dzięki temu podczas lektury towarzyszyła mi radość odkrywania oraz brak zachłannej ciekawości, który pozwolił skupić się na języku powieści i jej smakowitych detalach.

Demonstrowała swoją seksualność ze swobodą dojrzalszej od siebie kobiety, a nie (...) jak nieporęczną torebkę, z którą nigdy nie wiadomo co zrobić: gdzie ją powiesić, albo kiedy po prostu odłożyć. (str. 33)

Bohaterami powieści są członkowie trzech rodzin: Jonesów, Iqbalów i Chalfenów mieszkający w Londynie, których bardzo wiele różni, a wspólnym mianownikiem są ich pogmatwane historie rodzinne. Najpierw poznajemy ojców: Anglika Archibalda Jonesa i pochodzącego z Bangladeszu Samada Iqubala, których losy splotły się nierozerwalnie podczas drugiej wojny światowej. Następnie na scenę wkraczają pochodząca z Jamajki żona Archibalda, Clara oraz wybrana mu przez rodzinę małżonka Samada, Arsana. Na końcu pojawiają się dzieci: córka pierwszej pary Irie oraz bliźniaki Samada i Arsany - Millat i Magid, które zawierają znajomość z rodziną typowych przedstawicieli angielskiej klasy średniej: Marcusa i Joyce Chalfenów. Tak złożona lista głównych bohaterów odzwierciedla, mniej więcej, skomplikowaną strukturę książki, której nie sposób streścić, nie spłycając jej przy tym. A tego bym nie chciała.

To n a u k a - Archie wymawia słowo "nauka" w taki sam sposób jak słowo "nowoczesny", zupełnie jakby ktoś mu pożyczył te słowa i kazał przysiąc, że ich nie popsuje. (str. 500)

W swojej wielowątkowej powieści Smith porusza całą masę problemów współczesnych społeczeństw Europy Zachodniej, która jest wymarzonym celem milionów potencjalnych emigrantów z całego świata. Po osiągnięciu tego celu niejednokrotnie muszą stwierdzić, że wyidealizowane wspólne życie w zachodniej kulturze w zderzeniu z rzeczywistością rodzi problemy i konflikty. Tolerancja, tradycja, dorastanie, konflikt pokoleń, patriotyzm, religia, tożsamość, fanatyzm, dojrzałość, uprzedzenia, zrozumienie, rasizm, przemoc - wszystkie te elementy odnajdziemy w powieści Smith śledząc losy bohaterów. Bohaterów świetnie dopracowanych, charakternych i mających własne zdanie, którzy często kłócą się ze sobą, próbując narzucić innym własne poglądy i w ten sposób okiełznać choć niewielki fragment rzeczywistości. Ich relacje stanowią fascynujący temat do wielogodzinnych dyskusji i rozważań.

Jeśli religia jest opium dla ludu, to tradycja bywa jeszcze groźniejszym środkiem uśmierzającym, po prostu dlatego, że rzadko dostrzega się tę jej złowrogość. (...) tradycja jest bardziej swojską miksturą: herbatą z dodatkiem zmielonego maku, słodkim kakao z domieszką kokainy, czymś, co mogłaby przyrządzić poczciwa babcia. (str. 191-192)

Język Zadie Smith jest niezwykle inteligentny, pełen humoru i delikatnej ironii, a Zbigniew Batko wspaniale poradził sobie z tłumaczeniem. Podczas czytania miałam nieustannie pod ręką ołówek. Mam nadzieję, że wybrane cytaty pozwolą Wam poczuć wyjątkowość tej książki. Cóż mogę dodać: jest to wspaniała, wielowątkowa powieść o życiu napisana lekko, ale niejednokrotnie trafiająca w punkt. Po mistrzowsku.
Jeśli ktoś jeszcze nie czytał, to polecam gorąco!

Było to stulecie egzotycznych przybyszów, brązowych, żółtych i białych. Stulecie wielkiego imigracyjnego eksperymentu. Pod koniec tego stulecia na placu zabaw można było natknąć się na Isaaca Leunga nad sadzawką z rybkami, Danny'ego Rahmanna w bramce na boisku piłki nożnej, Quanga O'Rourke grającego w kosza i Irie Jones, nucącą jakąś melodyjkę. Imiona i nazwiska tych dzieci zderzały się czołowo. Kryły w sobie tajemnicę masowego exodusu, zatłoczonych łodzi i samolotów, chłodnego przyjęcia w nowym kraju, badań lekarskich. (str. 318) (...)
Ale imigrantów śmieszą lęki nacjonalistów, bojących się panicznie zarazy, penetracji, wymieszania ras, bo to małe piwo, pestka w porównaniu z lękami imigrantów - przed rozpuszczeniem się, zniknięciem. (str. 319)

Ocena: 6/6

czwartek, 16 marca 2017

Między książkami, Gabrielle Zevin

Głównym bohaterem tej niewielkich rozmiarów książeczki jest Ajay Fikry, smutny wdowiec, właściciel księgarni położonej na wyspie Alice Island. Jego monotonne i pozbawione radości, choć wypełnione po brzegi książkami, życie staje na głowie, gdy pewnego dnia w swojej księgarni znajduje dwuletnią Maję. Bez większych trudności zostaje jej prawnym opiekunem i całkowicie poświęca się wychowaniu dziewczynki...
Aż do momentu, gdy w księgarni i w życiu Ajay'a pojawi się kolejna kobieta. Tym razem jest to Amelia, która pracuje jako przedstawicielka handlowa wydawnictwa i od kilku lat zaopatruje sklep w nowości. Nie jest to jednak miłość od pierwszego wejrzenia, oboje potrzebują czasu, by zaangażować się w związek.

Tak w skrócie przedstawia się fabuła Między nami. Fabuła prosta i pozbawiona niespodzianek. W powieści występuje jeszcze kilkoro przyjaciół i członków rodziny głównych bohaterów, a całość kończy się dość dramatycznie. Generalnie jest to dość naiwna i powierzchowna opowiastka o tym, że każdy ma prawo do szczęścia, tylko sam musi sobie na nie pozwolić. Doprawdy trudno w tym przypadku o jakieś głębsze przemyślenia - mamy do czytnienia z przeciętnym czytadłem.

Książka nadaje się doskonale jako towarzyszka podróży komunikacją miejską, nawet z licznymi przesiadkami. Czyta się ją migiem i nie trzeba zbytnio skupiać się na treści. Za to najdalej po tygodniu trudno sobie przypomnieć, o czym była...

Ocena: 3+/6

Wiosenne porządki

poniedziałek, 13 marca 2017

Chrapiący ptak. Rodzinna podróż przez stulecie biologii, Bernd Heinrich

Książka wydana wiosną ubiegłego roku przez wydawnictwo Czarne w serii Menażeria przykuła moją uwagę od samego początku. Zaintrygował mnie zwłaszcza podtytuł Rodzinna podróż przez stulecie biologii. Skojarzył mi się z Zającem o bursztynowych oczach (tak, wiem, że tam nie ma słowa o biologii, ale ta rodzinna podróż przez stulecie...) i miałam wielką nadzieję, na podobnie udaną czytelniczą przygodę.

Jednak lektura tego sześciuset stronicowego tomiszcza ciągnęła się tygodniami i nie sprawiła mi, niestety, oczekiwanej radości. Heinrich junior szczegółowo opisał swoją historię rodzinną, bardzo skoncentrowaną wokół postaci ojca przyrodnika i podróżnika Gerda Hermanna Heinricha. Był on badaczem starej daty, jednym z ostatnich, którzy wiedzę o owadach i ptakach zdobywali w sposób bardzo tradycyjny: biegając z siatką po lasach, łąkach i stepach zbierając i preparując tysiące obiektów. Jego pierwsza wyprawa miała miejsce już w 1927 roku na Elbrus i do północnej Persji. W ciągu całego swojego życia takich ekspedycji odbył kilkanaście, podróżując m.in. do różnych krajów Afryki i Azji. Gerd Heinrich opublikował kilka znaczących dzieł na temat ptaków, owadów i ssaków, odkrył nowe gatunki ptaków i owadów, współpracował z wieloma uniwersytetami i muzeami w Europie i USA. Mimo to fakt, iż nie posiadał wykształcenia akademickiego, znacznie zahamował jego karierę, zwłaszcza po drugiej wojnie światowej. W środowisku akademickim był traktowany jako zbieracz-amator, a nie jako poważny naukowiec.

Książka autorstwa jego syna jest lekturą niełatwą z wielu względów. Jest to bardzo subiektywne przedstawienie historii ojca, z kórym autora łączyły niełatwe stosunki. Między wierszami można odczytać, że Heinrich senior był ogromnym egoistą, zadufanym w sobie i przekonanym o swojej nieomylności. Miał wielką słabość do kobiet, które traktował jak służące i asystentki, a uczuciom ojcowskim rzadko dawał upust.
Tekst jest bardzo nierówny. Autor ewidentnie skupił się na wydarzeniach, które doskonale pamięta, lub, kóre dzięki rodzinnym opowieściom potrafił dokładnie odtworzyć, inne zaś są ledwie zarysowane, mimo, iż były istotne dla historii rodziny. Bardzo wiele jest w książce szczegółowych opisów owadów, ich poszukiwań i badań nad nimi. Jest to nużące i nie ułatwia lektury. Wprawdzie wiele się z książki dowiedziałam na temat rozwoju biologii i zoologii, na temat prowadzenia i organizacji badań i ekspedycji naukowych, ale i tak chętnie skróciłabym ją o połowę i porządnie zredagowała. Pod względem literackim tekst pozostawia bowiem wiele do życzenia. Autor, który sam jest profesorem biologii na uniwersytecie w Vermont, chętnie zagłębia się w naukowe opisy i definicje, zwłaszcza pod koniec książki, kiedy pisze o własnej karierze naukowej. Nie jest jednak utalentowanym pisarzem, stąd lektura Chrapiącego ptaka, nie dostarcza szczególnych literackich uniesień.

Niestety nie poczułam sympatii ani do ojca ani do syna Heinricha, co niewątpliwie miało wpływ na niezbyt pozytywny odbiór tej pozycji. Sądzę jednak, że dla zainteresowanych historią biologii i ekspedycjami naukowymi Chrapiący ptak będzie z pewnością ciekawą i wartościową lekturą.

(Podczas pisania recenzji korzystałam z obszernego artykułu o Gerdzie Heinrichu z niemieckojęzycznej wikipedii).

Ocena: 4/6

środa, 8 marca 2017

#girlpower: 8 świetnych książek na 8 marca


Hasztagu #girlpower w kontekście książkowym użyły niedawno dziewczyny z bloga niespodziegadki.pl. Jako, że wspaniale pasuje, postanowiłam wykorzystać go w dzisiejszym dniu. Dniu kobiet i dniu protestów kobiet.

Dość spontanicznie, wybrałam z mojej półki "do przecztania na wczoraj" osiem tytułów. Wszystkie zostały napisane przez wyjątkowe kobiety i opowiadają o kobietach na różnych etapach życia, z różnych epok historycznych i w kompletnie różnych sytuacjach życiowych.
W związku z faktem, że Dzień Kobiet jest Międzynarodowy, to i wybrane pisarki pochodzą z ośmiu różnych krajów, choć niejednokrotnie reprezentują wiele kultur.

Zapraszam więc na mój subiektywny wybór lektur na 8 marca (opisy książek pochodzą od wydawców) #girlpower. Może to ryzykowne układać taki zestaw z książek jeszcze nie przeczytanych, ale zdaję się na mój czytelniczy instynkt. A ten podpowiada, że są to tytuły zdecydowanie warte zainteresowania :)

Ósme życie, Nino Haratischwili - autorka pochodzi z Gruzji, mieszka i tworzy w Niemczech, jest tam uznana za wielkie odkrycie ostatnich lat. Bohaterkami jej gruzińskiej sagi są kobiety z rodu Jaszi, potomkinie najsłynniejszego w carskiej Rosji gruzińskiego wytwórcy czekolady.

Bracia Burgess, Elizabeth Strout - autorka mieszka w Nowym Jorku i jest laureatką Pulitzera z 2009 roku. Tytułowymi bohaterami powieści są wprawdzie bracia, ale to na wezwanie siostry Susan powracają do rodzinnego domu. Owo spotkanie po latach stanie się punktem wyjścia do analizy rodzinnych stosunków.

Kobiety w kąpieli, Tie Ning - wg. wydawcy autorka należy do grona najbardziej cenionych i najczęściej nagradzanych współczesnych chińskich pisarzy i pisarek. Jej powieść, częściowo oparta na motywach autobiograficznych, to wielopłaszczyznowy obraz życia kobiet we współczesnych Chinach – kraju, w którym nikt nie jest czystą kartą, a historia na każdym mocno odciska swoje piętno.

Jasne dni, Zsuzsa Bánk - niemiecka pisarka, z pochodzenia Węgierka. Lata sześćdziesiąte, w małym południowoniemieckim miasteczku wschodzą i zachodzą jasne dni dzieciństwa. Seri spędza je z Karlem i Ają, córką węgierskich artystów, która wraz z matką mieszka w prowizorycznej chatce na obrzeżach. Jest to historia trzech rodzin i trojga młodych bohaterów, którzy pokonują prądy i mielizny życia, szukając jego głębi.

Ból, Zeruya Shalev najczęściej tłumaczona współczesna pisarka izraelska, laureatka wielu międzynarodowych nagród literackich. Przypadkowe spotkanie z niewidzianym od lat Ejtanem, wielką młodzieńczą miłością Iris, na nowo otwiera nie do końca zagojone rany. Mimo żalu i gniewu, jątrzących się w kobiecie przez długi czas, uczucie nie wygasło i odradza się na nowo. Iris gotowa jest poświęcić szczęście swojej rodziny i zadać bliskim ból, którego sama doświadczała przez lata.

Dom żółwia. Zanzibar, Małgorzata Szejnert - dziennikarka przez wielu uznawana za królową polskiego reportażu. Opowieść o kraju, który jest przedsionkiem Afryki. Kraju, który był bazą handlarzy niewolników. Kraju, który wyzwolił się z arabskiego ucisku i wpadł w sidła rewolucji. Teraz znów jest rządzony przez religijnych Arabów. A ja chciałabym w tej opowieści doszukać się kobiecych historii.

Żony polarników. Siedem niezwykłych historii, Kari Herbert – brytyjska pisarka podróżnicza, dziennikarka, fotografka i prezenterka telewizyjna. Historia siedmiu niesamowitych kobiet. Skazane na samotne życie, często nawet przez kilka lat z rzędu, potrafiły znaleźć w sobie siłę, by przezwyciężyć tęsknotę i oddać się swoim pasjom. Zbiór epizodów, wspomnień i listów przybliża czytelnikom życie niezwykłych par i rzuca nowe światło na ich relacje i na rolę kobiet-żon polarników, którzy często traktowali swe żony jak wyrocznie i uzależniali od nich powodzenie swych wypraw.

Przeprawa. Moja podróż do pękniętego serca Syrii, Samar Yazbek - syryjska dziennikarka, pisarka i aktywistka, od 2011 roku mieszka z córką we Francji. Wstrząsający dokument o wojnie w Syrii. Autorka jeździ po kraju i rozmawia z kobietami i mężczyznami, z tymi, którzy stracili wszystkich bliskich, i z tymi, którym udało się zachować resztki nadziei, z Syryjczykami i z zagranicznymi bojownikami, którzy zasilają szeregi ISIS. „Gdybym przeczytała o czymś takim w książce, nigdy bym nie uwierzyła” – pisze Yazbek o tym, co widzi. I rzeczywiście, trudno uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Łatwiej jednak zrozumieć, kim są tysiące uchodźców, którzy przekraczają dziś granice Europy, dlaczego opuszczają Syrię i przed czym uciekają.

A jakie są Wasze kobiece lektury na ósmego marca?

piątek, 3 marca 2017

Dzieci gniewu, Paul Grossman

Dzieci gniewu to kryminał historyczny, na który zwróciłam uwagę ze względu na czas i miejsce akcji. Paul Grossmann zabrał mnie bowiem w podróż do Berlina przełomu lat dwudziestych i trzydziestych. Willi Kraus, komisarz berlińskiej policji żydowskiego pochodzenia, staje przed bardzo trudnym zadaniem. Otóż pewnego dnia odnajduje worek pełen ugotowanych dziecięcych kości...
Sprawa natychmiast staje się dla berlińskiej policji priorytetowa, a Kraus zostaje odsunięty od śledztwa. Sprawa zostaje przekazana jego koledze, Niemcowi. Mimo to detektyw na własną rękę stara się odnaleźć psychopatycznego mordercę dzieci, narażając przy tym na niebezpieczeństwo siebie i i swoją rodzinę.

Wątek kryminalny jest całkiem sprawnie poprowadzony, choć samo rozwiązanie zagadki, a także niektóre poszlaki, charakteryzuje pewna teatralność i efekciarstwo. Mnie jednak szczególnie zainteresowało tło historyczne powieści. W roku 1929, w którym akcja się rozpoczyna, NSDAP jeszcze nie przejęło władzy w Niemczech, a mimo to jego groźne pomruki stają się coraz głośniejsze. Główny bohater jest na codzień narażony na antysemickie obelgi i "żarciki" kolegów policjantów oraz bezpośredniego przełożonego. Jego pochodzenie stanowi przeszkodę w zdobyciu awansu i sprawia, że zostaje odsunięty od sprawy dzieciobójcy.
Autor ciekawie zarysował panoramę międzywojennego Berlina, którego już nie ma. Wiele historycznych miejsc opisanych w książce, jak np. zentraler Viehof (centralna rzeźnia), pozwala nam wyobrazić sobie, jak funkcjonowało tak olbrzymie miasto. Interesujący jest także opis niemieckiego społeczeństwa, który mimo iż niezbyt wnikliwy, pozwala wyczuć różnice społeczne oraz panujące ówcześnie nastroje...

Dzieci gniewu czyta się szybko i sprawnie, choć osobom nie znającym języka niemieckiego może przeszkadzać fakt, że w tekście co rusz pojawiają się niemieckie słowa, które nie zostaly przetłumaczone.
Dla zainteresowanych epoką i Berlinem będzie to z pewnością interesująca lektura.

Ocena: 4+/6