poniedziałek, 23 stycznia 2017

Miejsce na ziemi, Umi Sinha

Miejsce na ziemi to doskonały przykład modnych ostatnio powieści zawierających trzy niezbędne elementy: fakt historyczny, dotychczas rzadko w literaturze tematyzowany, narrację prowadzoną na trzech płaszczyznach czasowych (a więc i troje narratorów) oraz rodzinną tajemnicę. Z tych, już na starcie gwarantujących sukces składników, Umi Sinha stworzyła opowieść o Anglii i Indiach oraz o życiu w czasach przełomów naznaczonych wojnami i przemocą. Powieść o miłości, tęsknocie i skomplikowanych fascynacjach.
Mimo, iż sięgnęła po przepis gwarantujący sukces, udało jej się napisać powieść zaledwie przeciętną.

Gównym motywem historycznym, wokół którego skupiają się wydarzenia opisane w książce, jest angielski kolonializm w Indiach, a zwłaszcza skomplikowane stosunki panujące między białymi i Hindusami. Zaś centralnym wydarzeniem jest antybrytyjskie powstanie sipajów i oblężenie Kanpuru w 1857 roku, podczas którego bestialsko zamordowano 200 brytyjskich kobiet i dzieci.
Pierwszą narratorką jest Lili, główna bohaterka książki. Dziewczynka urodziła się i wychowała w Indiach, a po śmierci ojca, w wieku dwunastu lat, w 1907 roku, została odesłana do Anglii. Tam zamieszkuje w Sussex u niezamężnej ciotki - siostry swojej babki ze strony ojca. Zagmatwaną przeszłość Lily i jej krewnych poznajemy także z listów i wspomnień pozostałej pary narratorów: ojca Henry'ego oraz babki Cecily.
Tajemnicy rodzinnej Wam nie zdradzę. Wyznam jedynie, że rozwiązanie całej historii nie do końca mnie przekonało.

Generalnie w przypadku Miejsca na ziemi mamy do czynienia z literaturą środka, która nie zachwyca. Nie zachwyca ani nużąca momentami narracja, ani dość naiwne podejście autorki do  kwestii tożsamości i straty, ani pobieżne traktowanie poruszanych tematów. Autorka zdecydowała się na wprowadzenie do powieści wielu poważnych problemów społecznych, takich jak molestowanie seksualne, rasizm, trauma wojenna, choroba psychiczna, a to tylko niektóre (!) z nich, ale nie pokusiła się niestety o sensowne pogłębienie żadnego z nich. W efekcie czytelnik błyskawicznie przekłada kolejne strony, a czytany tekst ani na moment nie wmaga od niego skupienia i zadumy.

Powieść przypomina mi nieco Dziedzictwo Orchana, z tą jednak istotną różnicą, że książka Aline Ohanesian wywołała u mnie emocje, a stworzeni przez nią bohaterowie byli dużo bardziej wiarygodni
Myślę, że Miejsce na ziemi miało ogromny potencjał, przy realizacji którego autorka poległa. Książce zabrakło obiecywanego na okładce rozmachu i głębi. Zamiast wielopokoleniowej sagi, wielowątkowej, soczystej i pasjonującej mamy w tym wypadku do czynienia ze średniej jakości czytadłem z dramatycznymi historycznymi wydarzeniami w tle. Wielka szkoda.

Ocena: -4/6

6 komentarzy:

  1. Uuuu ja lekturę odkładam z tygodnia na tydzień. Widzę po Twojej recenzji, ze książka jeszcze poczeka na swoja kolej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem wprawdzie, jakie tytuły czekają u Ciebie w kolejce, ale jest mnóstwo książek bardziej zasługujących na lekturę niż ta.
      Ale może Tobie się spodoba - przekonaj się sama, a potem podyskutujemy :)

      Usuń
  2. Książka raczej nie dla mnie.
    PS: Bardzo ładny blog, na pewno będę tutaj zaglądać :)
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło :)
      Dziękuję za miłe słowa i zapraszam do regularnych odwiedzin!

      Usuń
  3. Mnie też szczególnie nie zachwyciła. Czytałam o wiele więcej lepszych książek, z tej tak zwanej literatury środka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli mamy podobne wrażenia po lekturze :)

      Usuń