poniedziałek, 27 lutego 2017

Bibliotekarki, Teresa Monika Rudzka

Pierwsza książka ze stosu pt. "wiosenne porządki". Cóż mogę o niej mądrego napisać: jest to definitywnie jednorazowa lektura i to dla osób z dużą cierpliwością i silnym samozaparciem...
W zasadzie jej jedyną zaletą jest fakt, że na miejsce akcji autorka wybrała bibliotekę. Miejsce ważne i fascynująca dla (prawie) każdego mola książkowego musiało zadziałać na czytelników jak magnes. Szkoda tylko, że powieść Teresy Rudzkiej ma czytelnikowi tak niewiele do zaoferowania.

Główna bohaterka Żywia po długich i nużących staraniach otrzymuje wymarzoną posadę w niewielkiej filii bibliotecznej. Opisy jej codziennych obowiązków, utarczek słownych z koleżankami i czytelnikami oraz różnorodnych intryg stanowią treść Bibliotekarek.
Mimo najlepszych chęci nie jestem w stanie napisać nic pozytywnego na temat tego gniota. Jest to wyjątkowo słaba powieść, pełna stereotypów i nienawiści kobiet do innych kobiet. Bohaterkom absolutnie brakuje jakiejkolwiek solidarności, czy poczucia wspólnoty. Autorka wykorzystuje szereg schematów i przejaskrawień, a wykreowany przez nią świat biblioteki jest miejscem odpychającym i nie mającym wiele wspólnego z literaturą. Autorka posługuje się niestarannym, często potocznym językiem, a jej bohaterki są wstrętnymi, zawistnymi babsztylami, z których każda ukrywa jakąś tajemnicę.

Być może powieść w założeniu miała być satyrą. Inaczej naprawdę trudno mi wytłumaczyć sobie tak karykaturalne przedstawienie środowiska bibliotekarek.

Nie będę więcej o tej książce pisać. Oddam ją bez wahania... do biblioteki może?

Ocena: 2/6
Wiosenne porządki 

2 komentarze:

  1. Uuu ładnie, współczuję i podziwiam samozaparcie :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, że lektura okazała się nietrafiona :/

    OdpowiedzUsuń