poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Kolor herbaty, Hannah Tunnicliffe

Przesłodzona, ociekająca różem okładka powinna była mnie odstraszyć, ale tak się nie stało. Z powodów, których nie jestem już w stanie sobie przypomnieć, kiedyś tę książkę kupiłam i postawiłam na półce... W końcu, po kilku latach, przeczytałam ją w ramach wiosennych porządków.

Główną bohaterką Koloru herbaty jest młoda kobieta o imieniu Grace, która ma całą górę osobistych problemów (toksyczna relacja z matką, brak ojca, niemożność zajścia w ciążę, kłopoty w małżeństwie), a mimo to decyduje się na otworzenie własnej kawiarni. W końcu nie od dawna wiadomo, że pieczenie ciastek i parzenie kawy to, obok otwierania pensjonatu, remedium na wszelkie możliwe życiowe trudności. Produktem flagowym kawiarni są autorskie makaroniki w przeróżnych kolorach i smakach, które Grace wypieka z ogromnym zaangażowaniem.

Aby czytelnikowi się nie nudziło, autorka postarała się o szczyptę egzotyki i na miejsce akcji wybrała Makau. Ta chińska wyspa jest specjalnym regionem administracyjnym i słynie z prężnie działającej gospodarki i kwitnącego hazardu, jest to od lat jeden z najbogatszych regionów na świecie. Związane jest to z pewnością z faktem, że Makau było pierwszą i najdłużej istniejącą europejską kolonią na terenie Chin, ma zatem bogate tradycje w handlu międzynarodowym. (źródło: wikipedia)

Taki stan rzeczy znajduje swoje odzwierciedlenie także w powieści: głównymi klientkami kawiarni  są białe żony bogatych biznesmenów, niepracujące, zmanierowane i głośne. Do pomocy w lokalu Grace zatrudnia dwie młode miejscowe kobiety, z którymi szybko połączy ją wielka przyjaźń, a z czasem i coś więcej... Jest więc w powieści kilka regionalnych smaczków i ciekawostek, ale zdecydowanie zbyt mało, by w pełni poczuć atmosferę tej wyjątkowej wyspy. Tak naprawdę kawiarnia Grace mogłaby równie dobrze istnieć na Majorce albo gdziekolwiek indziej.

Powieść do jednorazowego czytania, która szybko zapada w niepamięć. Autorka miała kilka ciekawych pomysłów, ale poległa na ich realizacji. Zamiast pogłębionych psychologicznie postaci oraz interesująco poprowadzonych wątków dostajemy do rąk czytadło, jakich na rynku księgarskim mnóstwo. Jest przyzwoicie, ale bez fajerwerków.

Ocena: -4/6

Wiosenne porządki

4 komentarze:

  1. Mnie taka lukrowana okładka chyba by odstraszyła. Na półce mam kilka takich lekkich i odstresowujących książek, więc "Kolor herbaty" chyba sobie odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja czasem lubię takie czytadełko przeczytać, ale nie wiem czy sięgnę akurat po tę książkę. Jak piszesz, wybór jest spory :)

    OdpowiedzUsuń
  3. OJ, faktycznie okładka przesłodzona. Nie wiem czy bym się skusiła. Jednak recenzja rewelacyjna i szczera . Na pewno mojej mamie książka przypadła by do gustu.

    Zapraszam do mnie

    czytankanadobranoc.blogspot.ie, jestem dopiero początkującą recenzentką dlatego liczę na małą pomoc w rozwoju bloga.

    Z góry dziękuję i będę obserwować Twojego bo recenzje są niezwykle trafne i widzę, że podobnie jak ja jesteś uzależniona od kupowania książek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za bardzo miłe słowa. Cieszę się, że moja recenzja Ci się spodobała. Zawsze piszę szczerze co o danej książce myślę, nawet jeśli to nie jest pozytywna opinia.
      Zajrzałam na Twojego bloga i będę zaglądać reguarnie, ale nie nazwałabym Cię początkującą blogerką, w końcu piszesz już od 2014 :)
      Tak, uzależniona jestem na pewno i od kupowania i od czytania. Pozdrawiam!

      Usuń