poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Wyspa łza, Joanna Bator

Wielu polskich pisarzy regularnie wyznaje w wywiadach prasowych i w rozmowach z udziałem publiczności, jak ciężką i wyczerpującą pracą jest dla nich pisanie powieści. Joanna Bator postanowiła napisać na ten temat książkę.
W tym celu wybrała się na kilka tygodni na Sri Lankę, by podążając tropem zaginionej przed laty amerykańskiej turystki, Sandry Valentine, odnaleźć zagubione natchnienie: "Jadę więc z czarnym zeszytem tropem Innej kobiety, by napisać reportaż literacki z przygód własnego ja w tropikach. Nie ma co liczyć ani na klasyczną autobiografię, ani na historię detektywistyczną, ale wycisnę z miąższu rzeczywistości samą esencję prawdy i doprawię ją zapachem cynamonu." (str. 30)

W wyniku tej podróży powstała bardzo osobista relacja o trudnościach związanych z pisaniem i o szczególnych wymaganiach procesu twórczego. Czytamy w niej o kobiecości, o kryzysie i próbach wyjścia z niego, o życiu i samotnej podróży, o odkrywaniu nowych miejsc, czy wreszcie o towarzyszącym podróżowaniu poczuciu obcości. Ten tekst stanowi mieszankę gatunków literackich, jest opowieścią z pogranicza fantazji i rzeczywstości, a jego wymowa ma refleksyjny, momentami filozoficzny charakter.
 "... bo z grubsza tak to zwykle wygląda, że wyrusza się w życiu po coś innego niż to, z czym się ostatecznie wraca." (str. 90)

Jest to niezwykle intymna książka Bator, w której pisarka momentami bardzo się obnaża. Uważny czytelnik wypatrzy w niej wiele wątków autobiograficznych, motywów z jej twórczości oraz małych, nieszkodliwych dziwactw. Wyspa łza jest tekstem bardzo zmysłowym, gęstym od emocji, głębokich przemyśleń i analiz. Żar tropików niemalże bucha z niektórych stron, a wyobraźnia czytelnika wyrusza w fascynującą podróż.

"Pierwszy etap emancypacji jest ruchem od, a jego energia przypomina w niektórych przypadkach bycie wyrzuconym z katapulty i pędzi się tak coraz dalej i dalej, by w końcu zmierzyć się z bolesną prawdą, że aby wolność smakowała bez winy, trzeba wrócić i spróbować zrozumieć to, przed czym się uciekało." (str. 250)

Spotkałam się w internecie z opiniami, że jest to książka grafomańska. Absolutnie się z tym nie zgadzam. Bator jest mistrzynią w posługiwaniu się polszczyzną, w uwalnianiu słów, tworzeniu nowych związków frazeologicznych. Autorka ma odwagę bawić się słowami, a błyskotliwe, czasem przewrotne zdania, które w ten sposób powstają są po prostu fantastyczne.
Przyznaję, że nie jest to książka dla każdego, nie jest to książka łatwa w odbiorze, którą można czytać na kolanie, w autobusie, w biegu. Jest to lektura wymagająca zastanowienia, czy może nawet kontemplacji. Trzeba się przy czytaniu Wyspy łzy trochę wysilić: pomyśleć, uruchomić wyobraźnię i własną wrażliwość. Ale to proza bez wątpienia piękna i warta uwagi.
Lekturę dodatkowo uprzyjemnia staranne wydanie książki: druk na dobrej jakości papierze, twarda okładka, szyte strony. Doskonale dobrane do tekstu przepiękne, klimatyczne zdjęcia Adama Golca pomagają wyobraźni wtoczyć się na właściwe tory.

"Po raz kolejny dociera do mnie, jak narcystyczną przyjemnością jest podróż, bo przecież człowiek wtedy zajmuje się głównie sobą - od wiecznego niepokoju, czy ma wszystko, co potrzebne, by utrzymać w formie ciało, po o wiele trudniejszą obsługę duszy." (str. 281)

Dla mnie jest to książka absolutnie wyjątkowa!

Ocena: 6/6

1 komentarz:

  1. Tak, tak, tak!
    Książka o kryzysie i procesie. Coś dla mnie!
    Pożyczysz???

    OdpowiedzUsuń