niedziela, 18 czerwca 2017

Śladami drzewa sandałowego, Asha Miro i Anna Soler-Pont

Czy zastanawialiście się kiedyś, jaki jest los sierot w krajach, w których spora część społeczeństwa żyje na granicy nędzy? W krajach, w kórych nawet praca kilku członków rodziny strarcza zaledwie na miskę ryżu i dach nad głową? 
Niewielkich rozmiarów książka pt. Śladami drzewa sandałowego, Ashy Miro i Anny Soler-Pont, może stanowić częściową odpowiedź na te pytania. Autorki opowiadają w niej historie trojga sierot, które bardzo wcześnie straciły rodziców, a mimo to, dzięki splotowi szczęśliwych okoliczności, ich życie potoczyło się pomyślnie.

W pierwszej części, która rozgrywa sie w połowie lat siedemdziesiątych, poznajemy losy trojga osieroconych dzieci: indyjskich dziewczynek Sity i Miny oraz Somalijczyka Solomona. Sita po śmierci rodziców najpierw mieszka u krewnych, a potem zostaje rozdzielona z młodszą siostrą i sprzedana do niewolniczej pracy w fabryce dywanów. Po kilku tygodniach udręki ostatecznie trafia jako pomoc domowa do bogatej indyjskiej rodziny. Mina, odkąd pamięta, mieszka w sierocińcu prowadzonym przez zakonnice i marzy o posiadaniu własnych rodziców. Los się do niej uśmiecha i pewnego dnia dziewczynka wsiada na pokład samolotu lecącego do Europy. Najbardziej egzotyczne wydały mi się losy Solomona, który po śmierci rodziców mieszkał ze starszą siostrą. Dzięki programowi pomocowemu wyjechał na stypendium na Kubę, gdzie razem z tysiącem innych somalijskich dzieci chodził do szkoły i pracował.

Część druga opisuje losy tej trójki trzydzieści lat później. Nie będę Wam zbyt wiele zdradzać, ale ich historie są bardzo barwne i niebanalne. Na przykładzie trojga dzieci autorki poruszają wiele istotnych problemów współczesnego świata. Zadają pytania m.in. o słuszność przekazywania dzieci np. z Indii do adopcji w zupełnie inne rejony świata. Z jednej strony to dla tych dzieci często jedyna szansa na tzw. normalne życie, z drugiej strony zostają one oderwane od swoich korzeni, tradycji, kultury i języka.

Niestety główną cechą powieści Śladami drzewa sandałowego jest naiwność w podejściu do poruszanych tematów oraz brak głębszego omówienia tych złożonych kwestii. Dodatkowo irytowało mnie kiepskie, momentami niemalże szkolne, tłumaczenie i niestaranna korekta - co niestety w przypadku starszych książek (ta została wydana w 2009 r.) z wydawnictwa Sonia Draga nie spotkało mnie po raz pierwszy.
Mimo tych braków jest to pozycja, którą błyskawicznie się czyta i która jest wartościowa właśnie ze względu na tematy, jakie porusza. Myślę, że książka może trafić do młodszych czytelników. Zwłaszcza tych, którzy interesują się kwestią migracji we współczesnym świecie, a płonący londyński wieżowiec nie stanowi dla nich powodu do radości...

Ocena: -4/6

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz