niedziela, 23 lipca 2017

Wolność, Jonathan Franzen

Wolność to mój pierwszy kontakt z twórczością Jonathana Franzena, który zaliczany jest do grona najważniejszych współczesnych pisarzy amerykańskich. Książkę czytałam przez wiele tygodni z mniejszym lub większym zainteresowaniem. Miałam dość wysokie oczekiwania wobec tak uznanego i chwalonego autora, którym niestety nie udało mu się sprostać.

Wolność to rozłożona na kilka głosów niezwykle obszerna i pełna szczegółów historia małżeństwa Patty i Waltera Berglundów. Opowieść rozpoczyna się wyznaniem Patty na temat gwałtu, którego ofiarą padła jako nastolatka. Sposób, w jaki sprawa została przed laty zamieciona pod dywan oraz zachowanie rodziców w tamtym kluczowym momencie, miały (moim zdaniem) głęboki wpływ na psychikę dziewczyny i położyły się cieniem na całym jej dorosłym życiu.
Na kolejnych stronach Franzen opisuje okres dzieciństwa bohaterów, czasy studiów oraz kolejne fazy ich małżeństwa. Oprócz małżonków narratorami w powieści są: Richard (przyjaciel Waltera ze studiów i uosobienie tęsknot Patty) oraz syn Patty i Waltera Joey.
Tytułowa wolność jest tym, czego bohaterom tej książki brakuje najbardziej. Na pozór wydaje się, że ci typowi przedstawiciele białej klasy średniej mają wszystko: dom, zdrowe dzieci, stabilną pracę... Tymczasem każde z nich samo stoi sobie na drodze do szczęścia, a ich działaniami kierują lęki, nierealne tęsknoty czy widma z przeszłości. Zamiast skupiać się na życiu tu i teraz, ciąglę błądzą po przeszłości lub wyobrażają sobie przyszłość. Kiedy w końcu decydują się na zmianę, lub ktoś decyduje za nich, okazuje się, że nadal nie osiągnęli szczęścia i zaczynają tęsknić za tym co utracili.

Powieść bez wątpienia ma liczne dobre i wciągające momenty, ale generalnie bardzo mnie znudziła i rozczarowała. Niepotrzebne dłużyzny (np. niekończące się wywody Waltera na temat ekologii) i nie do końca jasne przesłanie, to to, co z Wolności zapamiętałam najlepiej.
Podobało mi się, że autor w kilku różnych konstelacjach pokazał złożoność relacji dzieci-rodzice, choć i tu jest sztampowo, bo konflikty międzypokoleniowe dotyczą wszystkich jego bohaterów, więc łatwo je przewidzieć. Ponadto mam do niego żal za nieumiejętność kreowania kobiecych postaci. Podczas gdy Walter, Richard i Joey są bohaterami autentycznymi i wyrazistymi, jedyna postać kobieca, której Franzen daje głos, czyli Patty, to rozhisteryzowana kobieta w depresji. Niby sporo wiemy o jej życiu i najgłębszych przemyśleniach, a mimo to pozostaje postacią płaską i mało wiarygodną. Natomiast pozostałe bohaterki funkcjonują w powieści jako uzupełnienie męskich bohaterów i ich przeżyć. Słabo.

Najwyraźniej powieść ta nie trafiła u mnie na najlepszy moment, albo zwyczajnie nie jest w moim stylu. Na pewno sięgnę po bardziej znane i lepiej oceniane Korekty z nadzieją, że pomogą mi zrozumieć i docenić twórczość Franzena.

Ocena: 4/6

3 komentarze:

  1. A bo kochana Frazen słynie z takich dłużyzn i wtrętów na xxxxxx linijek :) Ale lubię jego książki, choć do najłatwiejszych w odbiorze nie należą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dobra, ale są dłużyzny i dłużyzny :) W tym wypadku nie poczułam się zainteresowana, ale znudzona. Nie myślałam: "chcę więcej", tylko: "skończ już"... Niestety. Miałam inne oczekiwania wobec tego autora po prostu. Ciekawa jestem, jak będzie z "Korektami".
      A którą jego książkę Ty polecasz najbardziej?

      Usuń
    2. Właśnie Korekty i Bez skazy. Najbardziej mi się podobały.

      Usuń