środa, 16 sierpnia 2017

Wanda. Opowieść o sile życia i śmierci, Anna Kamińska

Wanda Rutkiewicz była bez wątpienia postacią wyjątkową. Nazywana królową polskiego himalaizmu jako pierwsza Europejka wspięła się na Mount Everest i jako pierwsza kobieta na świecie zdobyła szczyt K2.

Swoją przygodę z górami wysokimi rozpoczęła w latach 60-tych, co oznaczało, że musiała pokonywać nie tylko własne słabości i lęki, ale i walczyć z peerelowską codziennością, brakiem odpowiedniego sprzętu i pieniędzy na zagraniczne wyprawy. Należy także pamiętać, że ówczesna sytuacja polityczna nie sprzyjała dalekim podróżom.
Zaangażowana członkini Klubów Wysokogórskich, autorka wielu książek i artykułów, znana z gazet i telewizji Wanda Rutkiewicz w życiu prywatnym nie miała wiele szczęścia.

Urodziła się w środku wojny, w 1943 r. w Płungianach, niewielkim miasteczku na terenie obecnej Litwy. Po wojnie jej rodzina na stałe zamieszkała we Wrocławiu, w poniemieckiej willi, która latami miała status ruiny. Po tragicznej śmierci brata, jej rodzice odsunęli się od siebie, a Wanda przejęła rolę głową rodziny. Zawsze niezależna i od najmłodszych lat bardzo ambitna miała najlepsze predyspozycje do uprawiania sportu. Najpierw przez lata grała w siatkówkę, aż pewnego dnia odkryła swoje życiowe przeznaczenie, czyli wspinanie. Pierwsze skałki zdobywała w okolicach Jeleniej Góry podczas wyjazdów studenckich.
Pracowała jako inżynier-elektronik w Instytucie Automatyki Systemów Energetycznych we Wrocławiu, a później w Instytucie Maszyn Matematycznych w Warszawie, ale cały swój wolny od pracy zawodowej czas przeznaczała na organizowanie i realizowanie kolejnych wypraw. Bardzo ważna była dla niej kwestia równouprawnienia kobiet w środowisku himalaistów. Organizowała międzynarodowe wyprawy kobiece i nieustannie udowadniała, że jest równie dobra, albo nawet lepsza od wspinających się z nią mężczyzn. Dwukrotnie wychodziła za mąż, ale nigdy nie została matką. Miała wielu kochanków, ale najwyżej ceniła sobie wolność i niezależność. Zmarła w wieku 49 lat podczas ataku szczytowego na Kanczendzongę (drugiego co do wysokości szczytu w Himalajach).

Anna Kamińska, którą miałam przyjemność poznać podczas prezentacji tej książki na Big Book Festiwalu 2017, wykonała ogromną pracę, której wynikiem jest przepięknie wydana biografia, wzbogacona sporą kolekcją zdjęć. Kamińska nie tylko wykorzystała liczne artykuły prasowe, dokumenty i książki, ale i dotarła do wielu osób, które Wandę znały, także z gór, i podzieliły się z autorką swoimi wspomnieniami. Z tych bardzo osobistych opowieści wyłania się obraz kobiety o bardzo złożonej naturze. Kobiety, która nie miała łatwego charakteru, przez co często wikłała się w przeróżne konflikty. Wreszcie kobiety, która bardzo często była otoczona ludźmi, a mimo to czuła się samotna i niezrozumiana.
  
Na nieszczęście dla Wandy w marcu czytałam Simonę, która dla mnie była książką idealną. W przypadku tej pozycji mam niestety zastrzeżenia. Pierwsze i najważniejsze dotyczy panującego w książce chaosu. Miałam wrażenie, że niektóre informacje pojawiają się w tekście wielokrotnie, co dawało podczas lektury wrażenie powtarzalności. Chwilami gubiłam się w chronologii, męczyły mnie liczne dygresje, brakowało mi w tekście spójności. Pewnie dlatego lektura nieco mi się dłużyła i nie była bardzo wciągająca.
Drugą sprawą jest kwestia ojca Wandy: zarówno jego stopniowe oddalanie się od rodziny, jak i tragczna śmierć. Miałam wrażenie, że Kamińska jednocześnie stara się zaspokoić ciekawość czytelnika dostarczając mu informacji, a z drugiej strony chciała chronić prywatność rodziny Błaszkiewiczów. Wynikiem tego niezdecydowania jest wielokrotnie powtarzający się wątek oraz niedomówienia.

Mimo tych dwóch niedociągnięć książkę oczywiście serdecznie polecam. Zdecydowanie warto zapozać się z pełnym pasji, wyrzeczeń i ciągłej walki życiem Wandy Rutkiewicz... a potem sięgnąć po opowieść o Simonie Kossak :)

Ocena: 4+/6 

czwartek, 10 sierpnia 2017

Totalnie nie nostalgia, Wanda Hagedorn & Jacek Frąś

Wśród wydawanych w ostatnim czasie sentymentalnych opowieści o sielskim dzieciństwie w PRLu książka Wandy Hagedorn bardzo się wyróżnia. Nie tylko różową okładką i sporym formatem.

Po pierwsze jest to komiks. Sugestywne, dość blade i mroczne rysunki Jacka Frąsia silnie działają na wyobraźnię i potęgują przekaz tekstu, na który, siłą rzeczy, nie ma w komiksie zbyt wiele miejsca. Po drugie jest to opowieść autobiograficzna, która bez wątpienia stanowiła ważny element terapii autorki. Jest więc opowieścią poszarpaną, w której na kolejnych stronach odkrywamy przeszłość Wandy Hagedorn i jej wybiórcze wspomnienia. Po trzecie memuar ten jest bardzo szczerą, bolesną i osobistą relacją z dorastania w kraju, którego obywatele musieli się codziennie zmagać z przeróżnymi opresjami i brakami. Podważanie autorytetów i zdradzanie rodzinnych tajemnic jest w tym przypadku obowiązkowym elementem całości. Po czwarte mamy po raz kolejny do czynienia z autorką mieszkającą od lat za granicą (podobnie jak np. Grażyna Plebanek czy Wioletta Grzegorzewska), która w niezwykle trafny sposób wypunktowuje bolesne tematy, tak chętnie od pokoleń zamiatane w naszym kraju pod dywan. Wynika z tego, że dystans geograficzny i kulturowy ułatwia pisarkom spojrzenie na Polskę z innej perspektywy i dodaje odwagi w poruszaniu w swych książkach tzw. trudnych tematów.

Uważam, że jest to BARDZO ważna pozycja na polskim rynku. Książka, która okaże się dla wielu czytelników drogowskazem w rozprawianiu się z własnym dzieciństwem i w nazywaniu pewnych zjawisk po imieniu. Główna bohaterka, mała Wandzia, ma trzy młodsze siostry, pasywną matkę i ojca tyrana. Dzieciństwo spędza w poniemieckim Szczecinie, gdzie żywe wspomnienie wojny jest wszechobecne, choć nie do końca nazwane. Hagedorn otwarcie porusza trudne kwestie: chorobę Alzheimera, molestowanie seksualne, dojrzewanie płciowe, patriarchat i brak głębokich rodzinnych więzi. Ale poruszanych tematów jest dużo więcej - myślę, że każdy wyłuska z Totalnie nie nostalgii inne treści, w zależności od własnych doświadczeń i wrażliwości.
Trzeba przy tym pamiętać, że różowy kolor okładki jest bardzo zwodniczy. Należy raczej zwrócić uwagę na nosorożca: lektura memuaru nie jest przyjemnością. Wręcz przeciwnie: jest to trudna, momentami bolesna, podróż w przeszłość, podczas której głęboko skrywane sekrety mogą się wydostać na powierzchnię. Książka zadra. Książka, o której można gadać godzinami. Czytałyśmy ją na lipcowe spotkanie Klubu Miłośniczek Książek razem z Gugułami. Te dwie pozycje wiele łączy: kobieca narracja, opisywany kraj i poruszane tematy: dorastanie i rodzina. Mimo to są to dwa kompletnie różne spojrzenia i dwie odmienne narracje. To jest moc literatury!
I owszem można się przyczepić, że cała historia nieco się rozłazi i brak jej głównego wątku trzymającego całość w ryzach. Ale to chyba nie o to w tej książce chodzi.

Czytajcie ten wyjątkowy memuar - moim zdaniem warto!

Ocena: 5/6