wtorek, 28 lutego 2017

Stos lutowy

Pierwsze tegoroczne tulipany (w najpiękniejszych kolorach) posłużyły za tło lutowego stosu. Książki są efektem zakupów w księgarni internetowej Wydawnictwa Literackiego, która na początku miesiąca oferowała spore rabaty (do 60%) na wybrane tytuły literatury amerykańskiej. Nie zwlekałam zbyt długo, zresztą sami popatrzcie:


Uwielbiam kupować ksiażki w okazyjnych cenach, choć przyznam, że trudno mi się czasami podczas takich zakupów trzymać w ryzach. Lubię także być na bieżąco. Dlatego regularnie zaglądam tu (wchodzicie na własną odpowiedzialność...): www.promocjeksiazkowe.pl.

poniedziałek, 27 lutego 2017

Bibliotekarki, Teresa Monika Rudzka

Pierwsza książka ze stosu pt. "wiosenne porządki". Cóż mogę o niej mądrego napisać: jest to definitywnie jednorazowa lektura i to dla osób z dużą cierpliwością i silnym samozaparciem...
W zasadzie jej jedyną zaletą jest fakt, że na miejsce akcji autorka wybrała bibliotekę. Miejsce ważne i fascynująca dla (prawie) każdego mola książkowego musiało zadziałać na czytelników jak magnes. Szkoda tylko, że powieść Teresy Rudzkiej ma czytelnikowi tak niewiele do zaoferowania.

Główna bohaterka Żywia po długich i nużących staraniach otrzymuje wymarzoną posadę w niewielkiej filii bibliotecznej. Opisy jej codziennych obowiązków, utarczek słownych z koleżankami i czytelnikami oraz różnorodnych intryg stanowią treść Bibliotekarek.
Mimo najlepszych chęci nie jestem w stanie napisać nic pozytywnego na temat tego gniota. Jest to wyjątkowo słaba powieść, pełna stereotypów i nienawiści kobiet do innych kobiet. Bohaterkom absolutnie brakuje jakiejkolwiek solidarności, czy poczucia wspólnoty. Autorka wykorzystuje szereg schematów i przejaskrawień, a wykreowany przez nią świat biblioteki jest miejscem odpychającym i nie mającym wiele wspólnego z literaturą. Autorka posługuje się niestarannym, często potocznym językiem, a jej bohaterki są wstrętnymi, zawistnymi babsztylami, z których każda ukrywa jakąś tajemnicę.

Być może powieść w założeniu miała być satyrą. Inaczej naprawdę trudno mi wytłumaczyć sobie tak karykaturalne przedstawienie środowiska bibliotekarek.

Nie będę więcej o tej książce pisać. Oddam ją bez wahania... do biblioteki może?

Ocena: 2/6
Wiosenne porządki 

wtorek, 21 lutego 2017

Wiosenne porządki

 Od lat mam na półce książki, które raczej mnie odpychają niż przyciągają. Prawie wszystkie trafiły do mnie w ramach nieprzemyślanych i nieplanowanych zakupów na przecenach i wyprzedażach w internecie, „taniej książce” lub w supermarketach. Kilka z nich jest efektem spontanicznych zakupów pod wpływem bardzo entuzjastycznych recenzji blogowych.

Z biegiem czasu udało mi się znacznie ograniczyć takie zakupowe ekscesy. Opracowałam całą strategię, dzięki której na półkę trafiają tylko starannie wybrane tytuły. Nawet podczas zakupów w bardzo tanich miejscach omijam tzw. czytadła i skupiam się na reportażach, biografiach, dobrych powieściach - czyli na książkach z mojej listy. Ta samokontrola nawet całkiem dobrze się sprawdza :)

Niemniej jednak te grzeszki z przeszłości wiszą nade mną i zawadiacko spoglądają z regału: A widzisz, ja ciągle tu stoję....

Jestem przekonana, że są to książki do jednorazowego czytania, które potem puszczę w świat robiąc miejsce na regale. Jednak nie chcę się ich pozbywać, bez dania im szansy. W końcu, coś mnie kiedyś skłoniło do zakupu. Może jednak nie są takie złe... Może kryje się wśród nich perełka, albo chociaż porządne zaskoczenie? Zobaczymy.

Tytułów do odstrzału jest w sumie 21 (na razie). Chciałabym się z nimi uporać do końca roku.
Czytaliście któryś z nich? Coś polecacie lub odradzacie szczególnie mocno? A może którejś książki poszukujecie?

Wiosenne porządki:


Bibliotekarki, Tresa Monika Rudzka
Ja, pani woźna, Ewa Ostrowska
Jest takie miejsce..., Wojciech Zawioła

Między książkami, Gabrielle Zevin
Czarownica z Radosnej, Zofia Staniszewska
Gypsy, Lesley Pearse

Tam, gdzie urodził się Orfeusz, Ałbena Grabowska
Saszeńka, Simon Montefiore
Czysta ziemia, Alan Spence

Chaszcze, Jan Grzegorczyk
Amerykańska żona, Curtis Sittenfeld
Kolor herbaty, Hannah Tunnicliffe

Prawdziwe wspomnienia Mali K., Adrienne Sharp
Hormon nieszczęścia, Danuta Noszczyńska
Lawendowy pył, Ewa Marcinkowska-Schmidt, Danuta Marcinkowska, Klaudyna Schmidt

Kolęda dla umarłych, Patrick Dunne
Loża, Joanna Oparek
Wódka, Boris Starling

Ostatni kucharz chiński, Nicole Mones
Zbrodnia w błękicie, Katarzyna Kwiatkowska
Teufel, Izabela Żukowska







A jak jest na Waszych półkach? Planujecie wiosenne książkowe porządki?
Pozbywacie się książek bez czytania, czy każdej dajecie szansę? A może nie usuwacie z biblioteczki żadnych książek, tylko dostawiacie ciągle nowe?

niedziela, 19 lutego 2017

Polska odwraca oczy, Justyna Kopińska

Podczas zeszłorocznego Big Booka przysłuchiwałam się, między innymi, rozmowie na temat zła w Polsce prowadzonej przez Tomasza Sekielskiego, w której uczestniczyli: Justyna Kopińska, Łukasz Orbitowski i Przemysław Semczuk. Doskonale pamiętam, że to właśnie ona, jedyna kobieta na podium, zrobiła na mnie największe wrażenie. Jej opowieści na temat pracy nad tą książką, relacje ze spotkań i rozmów z bohaterami zebranych w tym tomie reportaży były bardzo poruszające. Najbardziej zapadła mi w pamięć relacja Kopińskiej z rozmów z Anną Trynkiewicz, bohaterką pierwszego reportażu. Może dlatego, że udzieliły mi się emocje, tak silne u autorki nawet po kilku miesiącach od tych rozmów, a może dlatego, że przeczuwałam, że lektura tego i pozostałych reportaży będzie wstrząsającym przeżyciem.

To nie jest książka dla każdego. Należy się do lektury dobrze przygotować psychicznie, odpowiednio się na nią nastawić. A i tak walnie nas w twarz. I to nie raz. Zebrane w niej historie, każda z osobna, opowiadają bowiem o niewyobrażalnym ludzkim cierpieniu, o krzywdzie i niesprawiedliwości. Autorka opowiada historie ofiar, ale także, na ile to możliwe, przybliża czytelnikowi sylwetki sprawców. Oraz demaskuje słabości i błędy systemów, dzięki którym funkcjonuje państwo. Więzienia, szpitale, ośrodki opiekuńcze, sądownictwo - w licznych instytucjach dochodzi do nadużyć, do przesępstw, do sytuacji, w których osoby posiadające władzę stają się oprawcami, za ofiary wybierając zawsze tych słabszych, których, przynajmniej w teorii, powinni chronić.

Mnie najbardziej zapadła w pamięć historia ośrodka opiekuńczego prowadzonego przez zgromadzenie sióstr boromeuszek, pod kierownictwem siostry Bernadetty. Historia prawdziwego domu grozy, w którym wychowankowie latami byli psychicznie i fizycznie maltretowani przez siostry oraz gwałceni przez starszych wychowanków. LATAMI. Nie reagował nikt. Ani rodzice, ani pracownicy "cywilni" ośrodka, ani nauczyciele, ani pracownicy przedszkola, do którego uczęszczały dzieci, ani lekarze i pielęgniarki ze szpitala, to którego regularnie trafiali wychowankowie z wyraźnymi śladami pobicia, złamaniami, ranami... Sprawa ujrzała światło dzienne dopiero w trakcie przesłuchań dwóch byłych wychowanków ośrodka, którzy zabili kilkuletniego chłopca.

Szok, niedowierzanie, poczucie bezsilności, wściekłość - głównie te uczucia towarzyszyły mi podczas lektury tej, w sumie niewielkich rozmiarów książeczki o ogromnej sile rażenia. Oraz o ogromnej sile sprawczej, bo reportaże Kopińskiej niejednokrotnie już poruszały sumienia urzędników, czy ministrów i przyczyniały się do zmiany przepisów lub podjęcia działań w konkretnych sprawach. Skłaniały także kolejne ofiary do opowiedzenia swoich historii.

Bardzo poważnie zastanawiam się na tym, w jaki sposób Justyna Kopińska radzi sobie z tym ogromem ludzkiego nieszczęścia, które opisuje w swoich tekstach. Tekstach, które literacko są bardzo dobrze dopracowane, wyważone i niezwykle celne. Nie ma w nich zbędnego słowa. Są po prosu bardzo dobre.
Lektura obowiązkowa.

Ocena: 6/6

czwartek, 16 lutego 2017

Król, Szczepan Twardoch

Dawno żadna książka tak mnie nie porwała. Porwała i nie wypuszczała ze swoich zadrukowanych sideł przez kilka dni.
Dawno nie spotkałam bohatera literackiego, który tak mało zasługiwałby na sympatię, jak Jakub Szapiro, a którego tak bardzo polubiłam i tak mocno trzymałam kciuki za powodzenie jego niecnych działań.

Król to opowieść o przedwojennej, kryminalnej Warszawie. Bohaterami pierwszoplanowymi są silni mężczyźni, gangsterzy: Szapiro, Kaplica, Pantaleon, Munja i Radziwiłek, którym towarzyszą wyraziste kobiety: Ryfka, Emilia i Anna. 
 
Ale co to jest za powieść! Soczysta, pełna życia i prawdziwych emocji. Pokazująca życie przedwojennej Warszawy bez pudru i lukru. Twardoch nie mitologizuje. Twardoch nazywa rzeczy po imieniu i opisuje napiętą sytuację polityczną w kraju, „elity” pozbawione realnego wpływu na władzę i szalejącą na ulicach przemoc, mającą często swoje źródło w rosnącym nacjonaliźmie. Nie ma się co oszukiwać, życie w dwudziestoleciu miedzywojennym, epoce bardzo idealizowanej w polskiej literaturze, było bardzo trudne i niebezpieczne. Szczególnie mocno poruszyła mnie sytuacja kobiet i dzieci, które nie posiadały praktycznie żadnych praw i miały niewiele do powiedzenia. W pełni zależne od swoich ojców lub mężów często bywały ofiarami przemocy w najróżniejszych jej formach.

Powieść jest bardzo realistyczna, chwilami można ją czytać jak reportaż z międzywojnia. Jest to z pewnością skutek dziesiątek godzin, które Szczepan Twardoch spędził w archiwach przeglądając prasę z tamtego okresu.
Jednocześnie autor zdecydował się na szereg interesujących zabiegów literackich. Najbardziej oczywista jest żonglerka postacią narratora, bardzo ciekawie poprowadzona i skłaniająca do dyskusji nad jego osobowością. Oraz, oczywiście, wiszący nad Warszawą kaszalot. Moim zdaniem jest to widmo nadchodzącego holokaustu - wobec którego nawet najniebezpieczniejsi gangsterzy stolicy okazali się bezradni i który bezpowrotnie zakończył pewną epokę w życiu polskiej stolicy. Liczne powtórzenia, które na pierwszych stronach nieco mnie irytowały, nadały opowieści odpowiedni rytm, a zakończenie wyjaśniło ich zasadność. Literacko Król jest wspaniale dopracowany, czytanie tego tekstu to prawdziwa przyjemność.

Wiem na pewno, że do Króla będę wracać, by, wiedząc już, jak ta historia się zakończyła, skupić się na detalach, które u Twardocha są bardzo istotne. Są w książce zdania, od których przeszywał mnie dreszcz, które waliły mnie w twarz, jak rękawica bokserska. Niestety nie wynotowałam cytatów, bo tempo czytania nie pozwalało na ich zaznaczanie.

Król to powieść bardzo męska. I to jest wspaniałe, bo pozwoliła mi zajrzeć do świata, który jest mi zupełnie obcy: przepełnionego testosteronem, przemocą i rywalizacją. Na szczęście mogłam z niego uciec :)

BARDZO polecam!

Ocena: 6/6

To było moje drugie, po rozmowie na Festiwalu Conrada w Krakowie, spotkanie z Twardochem. W następnej kolejności sięgnę po Morfinę.

Szczepan Twardoch podpisuje mojego Króla.

wtorek, 14 lutego 2017

O przyjemności łamania postanowień

Ponad dwa lata (!!!) wytrzymałam bez biblioteki.
Ostatni raz wypożyczyłam książki jesienią 2014 roku. Od tamtej pory z żelazną konsekwencją czytałam swoje własne oraz okazyjnie pożyczałam coś od znajomych moli.

Aż do ostatniego piątku, kiedy to przeglądając swoje wirtualne półki na portalu lubimy czytać zauważyłam, że "do przeczytania" zaznaczyłam kilka tytułów, które nie są już dostępne w księgarniach. Kilka innych chciałabym przeczytać, ale niekoniecznie kupić. I tak mnie jakoś naszło, że rozwiązanie jest bardzo proste: biblioteka :)

Wypożyczyłam sześć książek i mam ogromną nadzieję, że po tym wyskoku dalej będę grzecznie czytać swoje....



Te tytuły miałam na liście od dawna:

Wysepka, Andrea Levy: Londyn i losy powojennej emigracji. W tle wojna, miłość i uprzedzenia rasowe.

Fioletowy hibiskus, Chimamanda Ngozi Adichie: Debiut nigeryjskiej pisarki, której powieść Amerykaana została moją książką roku 2016.

Śladami drzewa sandałowego, Asha Miró i Anna Soler-Pont: Trójka sierot, która podróżując po trzech kontynentach, szuka swego przeznaczenia. 
 


Bez kupowania chcę przeczytać:
Siostra, Rosamund Lupton: Historia kobiety, która nie wierzy w samobójstwo siostry.

Dzieci gniewu, Paul Grossmann:  Berlin przełomu lat 20. i 30. Schyłek kosmopolitycznego miasta będącego na krawędzi ekonomicznej zagłady i politycznego terroru. Żydowski policjant na własną rękę poszukuje mordercy dzieci...

Spontanicznie dorzuciłam nowość: Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak Anna Kamińska 

A jak Wam idzie realizacja noworocznych postanowień książkowych?
Mam nadzieję, że lepiej niż mi :)

piątek, 10 lutego 2017

Felix Austria, Sofija Andruchowycz

Sofija Andruchowycz jest córką Jurija Andruchowycza i przedstawicielką najmłodszego pokolenia ukraińskich pisarek, które mówią coraz silniejszym głosem, pewnie wkraczając w dyskurs publiczny na Ukrainie. Andruchowycz pięknie mówi po polsku, jest pisarką, tłumaczką literatury oraz publicystką. Poznałam ją podczas ubiegłorocznego Festiwalu Conrada. Bardzo zafascynowała mnie ta piękna, drobna kobieta o ciemnych włosach i wyrazistych ustach. Pod wpływem opowieści Sofiji o swojej najnowszej książce postanowiłam ją kupić i przeczytać. I to była bardzo dobra decyzja.

Główną bohaterką Felix Austria i zarazem narratorką powieści jest Stefania Czorneńko, służąca dbająca o dom Adeli i Petra w Stanisławowie w roku 1900. Pewnego dnia rodzina powiększa się o wyjątkowego chłopca, Felixa, a odnowiona znajomość sprzed lat doprowadzi do dramatycznych wydarzeń. Tak w skrócie możnaby streścić tę powieść, która jest zdecydowanie za krótka. 

Bardzo osobiste rozważania Stefanii często krążą wokół przyziemnych domowych obowiązków, które wypełniają jej całe dnie. Zakupy, sprzątanie oraz gotowanie najwymyślniejszych potraw stanowią główne zajęcia służącej. Myli się jednak ten, kto uważa, że jej wynurzenia są banalne lub mało interesujące. Stefania ma mianowicie niezwykły zmysł obserwacyjny, który pozwala czytelnikowi przenieść się do nieistniejącego świata galicyjskiej prowincji. 

Praktyczna codzienność zajmuje jedynie część wyznań Stefani. Równie ważna jest dla niej relacja, bardzo toksyczna, ze swoją pracodawczynią Adelą. Po tragicznym pożarze, w którym zginęli rodzice Stefanii, ojciec Adeli, szanowany lekarz, postanowił się nią zaopiekować i wychować na służącą dla swojej córki. Dziewczynki dorastały razem i mimo różnicy w pochodzeniu całe dnie spędzały razem, niczym siostry. Ta łącząca je bliskość sprawiła, że w dorosłym życiu Stefania często balansuje na granicy rzeczywistości i własnych wyobrażeń, nie potrafiąc odnaleźć swojego miejsca w swoistym trójkącie z Adelą i Peterem. Jej stosunek do nich przepełniają skrajne uczucia: nienawiść i miłość, troska i wstręt, czułość i wrogość - w pięknym domu z ogrodem aż kipi od emocji.

Powieść zawiera wiele różnorodnych wątków i rozgrywa się na kilku płaszczyznach - możnaby o niej pisać i pisać... Felix Austria jest prawdziwą literacką perełką. Cacuszkiem, które sprawia czytelnikowi wielką radość. Piękny, niemalże poetycki język, fascynujący świat przedstawiony oraz bohaterowie z krwi i kości i ich skomplikowane relacje - to wszystko znajdziecie w tej książce.
Bardzo jestem ciekawa, jak potoczy się pisarska kariera Sofiji Andruchowycz i już teraz czekam niecierpliwie na jej kolejne książki.
Polecam!

Ocena: 5+/6 

Autorka podpisuje dla mnie swoją powieść w Krakowie, podczas Festiwalu Conrada 2016