niedziela, 31 grudnia 2017

Najlepsze książki w 2017

Bardzo lubię końcówkę roku, kiedy na blogach i na BookTube publikujecie swoje podsumowania i osobiste listy najlepszych książek, jakie przeczytaliście w przeciągu ostatnich dwunastu miesięcy.

A jak było u mnie w 2017?

Przeczytałam w sumie 48 książek, czyli o dwie więcej niż rok temu. Niestety nie udało mi się zrealizować zeszłorocznego postanowienia i osiągnąć magicznej liczby 52 tytułów. Na rok 2018 nie podwyższam zatem tej liczby, ale bardzo się postaram czytać średnio 1 książkę w tygodniu.

Trochę statystyk: 22 przeczytane przeze mnie książki zostały napisane przez polskich autorów, a 26 przez zagranicznych. Wśród moich lektur były 34 powieści oraz 14 książek z gatunku reportaż / biografia / esej. Aż dziesięć książek oceniłam na szóstkę, a trzynaście na piątkę. 17 tytułów było ok i dostało czwórkę, siedem trójkę i trafiła się też jedna dwójka. Jednej książki, mimo dobrych chęci, nie udało mi się skończyć.

Mimo intensywnego czytania, pozycji na regale nie ubyło. Liczne nowości na rynku, rabaty w księgarniach internetowych oraz odwiedziny w księgarniach stacjonarnych zaowocowały nowymi książkami. Wg. wirtualnej biblioteczki na lubimyczytac.pl mam na regałach ok. 782 książek, czyli dokładnie 129 więcej niż rok temu. W przyszłym roku zdecydowanie chciałabym więcej czytać, a mniej kupować...

W 2017 byłam w Gdyni na spotkaniach z pisarzami w ramach festiwalu Miasto słowa oraz w Warszawie na Big Book Festivalu. Niestety nie udało mi się dotrzeć do Krakowa na Festiwal Conrada.
Przez cały rok regularnie odbywały się spotkania naszego prywatnego Klubu Miłośniczek Książek. W gronie znajomych kobiet spotykamy raz w miesiącu, by dyskutować o literaturze. Wspólnie wybieramy tytuły do przeczytania, z reguły jeden na miesiąc, a potem zażarcie się o nie spieramy :) Poza tym wymieniamy się przeczytanymi książkami, polecamy sobie tytuły i autorów, rozmawiamy o nowościach oraz o różnych innych okołoliterackich sprawach. Polecam każdemu!


A oto już moja subiektywna lista TOP 10 przeczytanych w 2017 roku: 


1. Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak, Anna Kamińska
2. Pamięć miłości, Aminatta Forna
3. Wyspa łza, Joanna Bator

4. Król, Szczepan Twardoch
5. Anglicy na pokładzie, Matthew Kneale
6. Opowieść podręcznej, Margaret Atwood
7. Budda z przedmieścia, Hanif Kureishi
8. Totalnie nie nostalgia, Wanda Hagedorn & Jacek Frąś
9. Oszpicyn, Krzysztof Zajas
10. Neuland, Eshkol Nevo


Jakie książki podbiły Wasze czytelnicze serca w mijającym roku? Napiszcie w komentarzach, jaki tytuł koniecznie powinnam przeczytać w 2018 roku!

Życzę Wam wspaniale zaczytanego 2018!!! 

piątek, 29 grudnia 2017

Jolanta, Sylwia Chutnik

Regularnie oglądam na you tube Barłóg Literacki, który Sylwia Chutnik prowadzi razem z Karoliną Sulej i bardzo go lubię. Od dłuższego czasu byłam bardzo ciekawa jej twórczości literackiej i w końcu postanowiłam się z nią zapoznać. Na początek wybrałam wydaną w 2015 r. powieść pt. Jolanta.

Końcówka lat osiemdziesiątych. Tytułowa bohaterka mieszka w bloku z wielkiej płyty na warszawskim Żeraniu i prowadzi, oględnie mówiąc, bardzo przeciętne życie. Jej rodzice się rozwiedli, matka popadła w alkoholizm i dość wcześnie zmarła, z bratem niewiele ją łączy, a ojciec nie interesuje się starą rodziną, bo w końcu po coś uciekł do nowej kochanki. Dookoła szary, smutny PRL i dojmujący brak wszystkiego, głównie perspektyw. Po podstawówce Jolanta kończy zawodówkę i zostaje krawcową, choć to w sumie tylko alibi, bo do pracy i tak nigdy nie pójdzie. Zachodzi za to w ciążę i już jako dziewiętnastolatka zostaje żoną. Niby wszystko się wtedy zmienia, ale tak naprawdę ciągle jest tak samo: to samo klaustrofobiczne mieszkanko, ci sami wścibscy sąsiedzi, dziwny dozorca, w ogóle cały ten blok. Jolanta jest klasyczną antybohaterką: pasywna, niedojrzała i zamknięta w swoim własnym świecie. Od początku jest skazana na brak szczęścia w życiu. Chciałoby się ją przytulić albo mocno nią potrząsnąć - zrobić cokolwiek, by wyrwać ją z letargu.

Sylwia Chutnik posługuje się pięknym, stylizowanym, momentami poetyckim językiem, pełnym smaczków, wspomnień i humoru. Książkę czytałam z ogromną przyjemnością, nawet jeśli nic mnie w niej nie zaskoczyło, a jej generalny wydźwięk jest gorzki i po prostu smutny. Autorka fantastycznie oddała duszną atmosferę blokowiska, pozbawione uczuć życie rodzinne i beznadzieję przenoszona z pokolenia na pokolenie. Poruszone przez Chutnik, modne ostatnio tematy, jak depresja poporodowa, schyłek PRLu i codzienność czasów transformacji, nie są zaskakujące ani odkrywcze. Jednak z radością ustawię tę powieść na półce obok Dziewczyn z Portofino Grażyny Plebanek, Doppelgangera Dominiki Słowik i Guguł Wioletty Grzegorzewskiej, a w przyszłym roku na pewno sięgnę po Smutek cinkciarza.

Ocena: 5/6

środa, 27 grudnia 2017

Żywopłot, Dorit Rabinyan


Żywopłot autorstwa Dorit Rabinyan jest współczesną historią miłosną przypominającą tragiczne losy Romea i Julii.

Liat zajmuje się zawodowo tłumaczeniem tekstów naukowych, pochodzi z Izraela i przebywa w Stanach na stypendium. Hilmi jest Palestyńczykiem i malarzem z aspiracjami. Poznają się pewnej zimy w Nowym Jorku i spędzają razem wspaniałe, pełne namiętności miesiące. Ale od początku jest oczywiste, przynajmniej dla niej, że jest to związek na czas. Nieważne jak głębokie byłoby łączące ich uczucie - przywiązana do rodziny i tradycji Liat doskonale wie, że w maju zakończy je powrót do normalnego życia, do Izraela. Liat od zawsze uważała Arabów za wrogów, podczas nauki w szkole i później podczas dwuletniej służby wojskowej karmiona była oficjalną propagandą kipiącą nienawiścią wobec Palestyńczyków. W jej głowie co rusz pobrzmiewają echa oskarżeń, czy negatywnych opinii wyrażanych przez mieszkańców Izraela na temat Arabów. 

I pewnego dnia to właśnie ona, szczerze kochająca swój kraj patriotka, zakochuje się w jednym z nich, we wrogu. W mężczyźnie, który ma głęboki głos, miękkie, kręcone włosy i najpiękniejsze spojrzenie w Nowym Jorku. Ma ze sobą także swój życiowy bagaż: tygodnie, które jako nastolatek przesiedział w izraelskim więzieniu za malowanie sprayem po murach. Mimo, iż jego doświadczenia są kompletnie odmienne niż jej, bardzo wiele ich łączy – dziesiątki wspólnych drobnostek, które odkrywają każdego dnia. Podobnie brzmiące słowa w ich ojczystych językach, podobne potrawy i tak samo głęboka tęsknota za słońcem i ciepłem ojczystego kraju.

Żywopłot to napisana pięknym językiem opowieść o trudnej miłości, która nie ociera się o banał. Jest to zapis związku młodych ludzi reprezentujących narody, które od lat żyją ze sobą w nierozwiązywalnym, jak się wydaje, konflikcie.
Autorce udało się opisać historię swoich bohaterów bez popadania w sentymentalizm. Zamiast tego umiejętnie przedstawiła różnorodne emocje targające Liat i Hilmim oraz głębię i skomplikowany charakter łączącej ich relacji. W tle pobrzmiewa echo odległego Izraela, z jego współczesnymi problemami.

Bardzo polecam!

Ocena: 5+/6

sobota, 23 grudnia 2017

Bohaterowie pogranicza, Dave Eggers

Główna bohaterka powieści czterdziestoletnia dentytstka Josie pewnego dnia wyrusza starym wypożyczonym kamperem w podróż po Alasce. Nie jest to jednak zwykła wakacyjna wyprawa. Kobieta postanowiła uciec ze swojego dotychczasowego życia zabierając ze soba dwójkę dzieci - ośmioletniego Paula i pięcioletnią Anę oraz trzy tysiace dolarów w gotówce. Bez dokładniejszych planów podąża na północ stanu, nie zrażona faktem, iż szaleją tam ogromne pożary.
Na kolejnych stronach pokonujemy z tą trójką setki kilometrów i stopniowo dowiadujemy się, co skłoniło Josie do podjęcia decyzji o wyjeździe.

Nie udało mi się polubić głównej, lekko rozhisteryzowanej, bohaterki z silną skłonnością do paranoi, która z łatwością podejmuje liczne lekkomyślne decyzje, niejednokrotnie narażając na niebezpieczeństwo siebie i swoje dzieci. Nie potrafiłam zrozumieć jej motywacji ani nadążyć za jej tokiem myślenia.

Krótko mówiąc, nie przemówiła do mnie ta książka. I mam nieodparte wrażenie, że sporą winę za to ponosi BARDZO złe tłumaczenie. Niestety nie po raz pierwszy zdarza się, że powieść wydana przez wydawnictwo Sonia Draga została tak kiepsko przetłumaczona. Kalki językowe, pozbawione sensu zdania, używanie absolutnie nieprawidłowych odpowiedników angielskich słów, to tylko niektóre z wykroczeń tłumacza.
Przyjaciółka czytała tę książkę w języku niemieckim i była nią zachwycona, chociażby ze względu na bardzo trafne obserwacje współczesnej Ameryki. Szkoda, że wydawnictwo pozbawiło polskich czytelników tej przyjemności - jakość tekstu pozostawia bowiem tak wiele do życzenia, że nie sposób skupić się na treści...

Ocena: 3/6

środa, 20 grudnia 2017

Milionerka, Ewa Winnicka

Milionerka to trzecia, po Londyńczykach i Angolach, przeczytana przeze mnie książka Ewy Winnickiej. W przeciwieństwie do poprzednich, które miały wielu bohaterów i bohaterek, ta skupia się na jednej, za to wyjatkowo interesującej postaci: milionerce i filantropce Barbarze Piaseckiej-Johnson.

Barbara urodziła się w 1937 roku na Polesiu, ukończyła historię sztuki na Uniwersytecie Wrocławskim i w 1968 r. wyjechała do USA. Po trzech latach osiągnęła "sukces": wyszła za mąż za 87-letniego milionera Johna Sewarda Johnsona, jednego ze spadkobierców firmy Johnson & Johnson. Ich małżeństwo trwało 12 lat, a zakończyła ją śmierć Johnsona. Kolejne lata upłynęły na bataliach sądowych, które Piasecka stoczyła z sześciorgiem dzieci swojego męża (sama była bezdzietna). Ostatecznie sąd przyznał jej 350 mln. dolarów.
Pod koniec życia tytułowa milionerka mieszkała we Włoszech i w Monako, by ostatecznie osiąść w Polsce, gdzie przez lata angażowała się w walkę o wolność, m.in. wspierając finansowo Solidarność, w działania charytatywne, m.in. na rzecz dzieci dotkniętych autyzmem oraz w propagowanie sztuki, m.in. organizację wystawy Opus sacrum w 1990 r. na Zamku Królewskim w Warszawie. Jednak jej największym życiowym projektem była budowa i urządzanie gigantycznej posiadłości Jasna Polana położonej w Princeton. Niezwykła kobieta, która pod wieloma względami prześcignęła czasy, w których żyła i która wywarła silny wpływ na życie setek osób, które bezpośrednio lub poprzez fundację wsparła finansowo.

Książka Winnickiej to doskonałe potwierdzenie starego powiedzenia, że pieniądze szczęścia nie dają.
Z licznych zebranych przez autorkę wspomnień i cytatów jasno wynika, że Barbara Piasecka była osobą kłótliwą, wybuchową i niesprawiedliwą. W porywach wściekłości zrywała na zawsze kontakty z rodziną i zwalniała wieloletnich, zaufanych pracowników, kórym wiele zawdzięczała. Była podejrzliwa wobec wszystkich i uważała, że ludzie cenią ją jedynie ze względu na jej majątek, a nie na nią samą. Jednocześnie za ogromne pieniądze kupowała uwagę i uznanie znanych osobistości. Piasecka-Johnson pod koniec swojego życia nie ufała nikomu i umarła w samotności we Wrocławiu.

Barwny, żywy język, szybka narracja, częsta zmiana tematów i wątków sprawiają, że Milionerkę czyta się niczym kryminał. Choć niechronologiczna, momentami nieco chaotyczna narracja z pewnością nie spodoba się każdemu.
Problem z pisaniem biografi osób, zwłaszcza kontrowersyjnych, które już nie żyją i nie mogą same o sobie opowiedzieć, polega na tym, że autor lub autorka są skazani na korzystanie z materiałów i informacji, które w taki lub inny sposób uda im się zebrać. Zazwyczaj mają także ograniczony dostęp do świadków wydarzeń, członków rodziny czy współpracowników. Siłą rzeczy takie relacje nie są kompletne i nie uwzględniają wszystkich aspektów życia danej osoby.
W przypadku Piaseckiej-Johnson dowiadujemy się mnóstwa szczegółów z okresu budowy i urządzania Jasnej Polany, natomiast stosunkowo niewiele czytamy o 12 latach małżeństwa Johnsonów, o ich wzajemnych relacjach i wspólnych przedsięwzięciach. Ta książka charakteryzuje się także bardzo wyraźną polską perspektywą - autorce niestety nie udało się porozmawiać z żadnym z dzieci Johnsona, lub z kimś z kręgu ich bliskich przyjaciół. To wielka strata dla książki, której ewidentnie brakuje perspektywy drugiej strony konfliktu. Winnicka nie napisała także, niestety, co po śmierci Barbary stało się z jej ogromnym majątkiem oraz fundacją, którą stworzyła.

Uważam, że warto po tę ksiażkę sięgnąć, choć mnie pozostawiła ona z pewnym niedosytem i sprowokowała pytania, na które podczas lektury niestety nie uzyskałam odpowiedzi.

Ocena: 4+/6

sobota, 16 grudnia 2017

Księżyc myśliwych, Katarzyna Krenz i Julia Bielak

Mam wielką słabość do wysp. W zasadzie, to jestem przekonana, że w poprzednim życiu byłam wyspiarką. Uwielbiam też statki i wszystko, co jest związane z morzem - szkoda tylko, że choroba morska nie pozwala mi na dłuższe morskie wyprawy...

Chwilę po premierze miałam Księżyc myśliwych w planach zakupowych, ale jakoś do końca nie byłam do tej pozycji przekonana. Recenzje tej powieści, które czytałam w internecie, były dość podzielone: od zachwytów po miażdżącą krytykę. Jednak gdy tylko zobaczyłam ten tytuł na półce w bibliotece, od razu wzięłam go ze sobą do domu i dość szybko przeczytałam.

Dwie polskie autorki napisały powieść, której akcja dzieje się na położonej na Morzu Północnym niemieckiej wyspie dla bogaczy - Sylt. Moim zdaniem fenomenalnie oddały atmosferę małej, zamkniętej, wyspiarskiej społeczności. Momentami nie mogłam się oderwać od bardzo morskich i bardzo klimatycznych opisów. Wyjątkowy nastrój to bez wątpienia najmocniejsza strona tej powieści.
Niestety opowiadana w książce historia już tak bardzo nie porywa. Księżyc myśliwych ma wielu bohaterów, ale żadnego głównego. Autorki stworzyły całą galerię barwnych postaci, ale żadnej z nich nie mamy szansy poznać bliżej. Obce pozostają nam ich przemyślenia czy motywacje. Również wątki powieści co rusz się rozłażą i plączą, a żaden z nich nie zostaje odpowiednio pogłębiony. Rozwiązanie tajemnic nie do końca jest logiczne, a samo zakończenie dość powierzchowne. Szkoda.

Dodatkowo autorki pokusiły się na literacki eksperyment i między rozdziałami powieści umieściły listy, w których komentują kolejne działania bohaterów i różne szczegóły powieści. Piszą tam także m.in. o sztuce, filmach, literaturze - istne pomieszanie z poplątaniem. W połączeniu z dość chaotyczną narracją głównej opowieści całość momentami bywa bardzo męcząca.

Generalnie książkę czyta się dobrze, ale bez rewelacji. Choć muszę przyznać, że po kilku tygodniach, które minęły od lektury, ciągle towarzyszą mi widoki zamglonych plaż Syltu, choć nigdy na tej wyspie nie byłam...

Ocena: 4/6

wtorek, 5 grudnia 2017

Odłamki, Ismet Prcić

Na debiutancką powieść Ismeta Prcicia trafiłam w bibliotece przypadkowo. Dzięki temu przeczytałam wypełnioną emocjami historię o dorastaniu w ekstremalnych warunkach.
Zawierająca liczne elementy autobiograficzne powieść Odłamki została napisana w ramach terapii autora. Jest to bardzo szczere i bezpośrednie, czasem zabawne, czasem przerażające, spojrzenie na wojnę w byłej Jugosławii.

Główny bohater powieści Ismet mieszka z bratem i rodzicami w Tuzli, niewielkiej miejscowości położonej w północnej części obecnej Bośni i Hercegowiny. W 1992 roku w jego nudnawe życie nastolatka brutalnie wkracza wojna. Z dnia na dzień zmienia się całe życie rodziny, która na różne sposoby radzi sobie z nową rzeczywistością. Z biegiem czasu Ismet trafia jako uchodźca wojenny do Ameryki Północnej, gdzie kompletnie nie potrafi się odnaleźć w obcej pod wieloma względami kulturze.

Od pierwszej strony uwagę czytelnika przykuwa barwny i żywy język powieści, której akcja toczy się szybko, mimo iż napisana została w formie wspomnień głównego bohatera. Całość składa się z literackich odłamków, niechronologicznych fragmentów. Stopniowo wyłania się z nich obraz nieszczęśliwego, straumatyzowanego młodego mężczyzny, którym targają wyrzuty sumienia, bo przeżył wojnę i uniknął bezpośredniej walki. Taka struktura dodatkowo podkreśla emocjonalne rozchwianie głównego bohatera i chos panujący w jego głowie i w sercu. Czytamy o sielskim dzieciństwie, ucieczce i powrocie do rodzinnego miasta i aktywnym udziale w teatralnym projekcie, który umożliwił Ismetowi wyjazd do USA. Tekst Prcica charakteryzują szczere, osobiste przemyślenia i bardzo indywidualne spojrzenie na wojnę.   

Początkowa euforia, z którą przewracałam kolejne strony, pod koniec książki nieco opadła. Autor trochę mnie zmęczył coraz bardziej chaotycznym stylem narracji i niezbyt udanym zakończeniem. Mimo to uważam, że jest to dobra książka, po którą zdecydowanie warto sięgnąć. Książka na wskroś współczesna, która bardzo dosadnym językiem opisuje piekło jednostki w kraju ogarniętym wojną. W dodatku okazuje się, że wyjazd z kraju nie zawsze jest lekarstwem dla straumatyzowanej duszy - bardzo aktualny temat, nie sądzicie?

Ocena: -5/6