piątek, 29 grudnia 2017

Jolanta, Sylwia Chutnik

Regularnie oglądam na you tube Barłóg Literacki, który Sylwia Chutnik prowadzi razem z Karoliną Sulej i bardzo go lubię. Od dłuższego czasu byłam bardzo ciekawa jej twórczości literackiej i w końcu postanowiłam się z nią zapoznać. Na początek wybrałam wydaną w 2015 r. powieść pt. Jolanta.

Końcówka lat osiemdziesiątych. Tytułowa bohaterka mieszka w bloku z wielkiej płyty na warszawskim Żeraniu i prowadzi, oględnie mówiąc, bardzo przeciętne życie. Jej rodzice się rozwiedli, matka popadła w alkoholizm i dość wcześnie zmarła, z bratem niewiele ją łączy, a ojciec nie interesuje się starą rodziną, bo w końcu po coś uciekł do nowej kochanki. Dookoła szary, smutny PRL i dojmujący brak wszystkiego, głównie perspektyw. Po podstawówce Jolanta kończy zawodówkę i zostaje krawcową, choć to w sumie tylko alibi, bo do pracy i tak nigdy nie pójdzie. Zachodzi za to w ciążę i już jako dziewiętnastolatka zostaje żoną. Niby wszystko się wtedy zmienia, ale tak naprawdę ciągle jest tak samo: to samo klaustrofobiczne mieszkanko, ci sami wścibscy sąsiedzi, dziwny dozorca, w ogóle cały ten blok. Jolanta jest klasyczną antybohaterką: pasywna, niedojrzała i zamknięta w swoim własnym świecie. Od początku jest skazana na brak szczęścia w życiu. Chciałoby się ją przytulić albo mocno nią potrząsnąć - zrobić cokolwiek, by wyrwać ją z letargu.

Sylwia Chutnik posługuje się pięknym, stylizowanym, momentami poetyckim językiem, pełnym smaczków, wspomnień i humoru. Książkę czytałam z ogromną przyjemnością, nawet jeśli nic mnie w niej nie zaskoczyło, a jej generalny wydźwięk jest gorzki i po prostu smutny. Autorka fantastycznie oddała duszną atmosferę blokowiska, pozbawione uczuć życie rodzinne i beznadzieję przenoszona z pokolenia na pokolenie. Poruszone przez Chutnik, modne ostatnio tematy, jak depresja poporodowa, schyłek PRLu i codzienność czasów transformacji, nie są zaskakujące ani odkrywcze. Jednak z radością ustawię tę powieść na półce obok Dziewczyn z Portofino Grażyny Plebanek, Doppelgangera Dominiki Słowik i Guguł Wioletty Grzegorzewskiej, a w przyszłym roku na pewno sięgnę po Smutek cinkciarza.

Ocena: 5/6

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz