środa, 31 grudnia 2014

Książkowe podsumowanie 2014

Tradycyjnie w ostatni dzień grudnia przedstawiam moje blogowe podsumowanie oraz kilka postanowień na rok przyszły.

W mijającym roku przeczytałam w sumie 36 książek, w tym 16 polskich autorów. To mniej więcej ten sam poziom, co rok temu.
Jeśli chodzi o jakość lektur, to niestety mijający rok był dla mnie ... przeciętny. Większość przeczytanych tytułów oceniłam zaledwie na trzy lub cztery, średnia ocen wyniosła (nie uwzględniając plusów i minusów; skala od 1 do 6): 4,38. Na szczęście znalazło się też kilka dobrych książek, które szczerze mogę polecić. I to właśnie one trafiły na listę dziesięciu najlepszych w 2014.

Ponadto w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy moja biblioteczka powiększyła się o kilkadziesiąt nowych tytułów, z których większość kupiłam pod wpływem Waszych rekomendacji, za które serdecznie dziękuję!


A tak wygląda moja lista osobista, czyli subiektywny TOP-10 za 2014:
Przy czym pierwsza piątka to naprawdę książki świetne, a druga połowa to książki dobre, które trafiły na listę nie głównie dlatego, że z każdej dowiedziałam się interesujących i nowych rzeczy.

1. Kobiety Łazarza, Marina Stepnova
2. Dom tęsknot, Piotr Adamczyk
3. Zając o bursztynowych oczach, Edmund de Wall
4. Rodzinna historia lęku, Agata Tuszyńska
5. Miedzianka. Historia znikania, Filip Springer

6. Biała kobieta na zielonym rowerze, Monique Roffey
7. Czas motyli, Julia Alvarez
8. Bieszczady w PRL-u, Krzysztof Potaczała
9. Gdy Panna Emmie była w Rosji, Harvey Pitcher
10. Opowieści z miasta wdów i kroniki z ziemi mężczyzn, James Cañón

A co w 2015?
Chciałabym podnieść nieco statystykę i przeczytać ponad 40 tytułów.
Poza tym na rok pożegnałam się z biblioteką - zamierzam przewietrzyć nieco półki i czytać tylko swoje własne książki. Jako, że kupuję jedynie te pozycje które szczególnie mnie interesują i do których mam pewność, że mi się spodobają, mam nadzieję, że średnia ocen, a co za tym idzie ilość bardzo dobrych lektur, w przyszłym roku będzie wyższa.
12 tytułów na nadchodzący rok wybrałam już w ramach wyzwania "12 książek na 2015 rok".

Życzę nam wszystkim w nadchodzącym roku dużo zdrowia, czasu na lekturę, pieniędzy na nowe książki i mnóstwo fantastycznych literackich nowości!

Zając o bursztynowych oczach, Edmund de Waal

Ostatnia przeczytana w 2014 roku książka to pozycja nie byle jaka. Miałam ogromną przyjemność przeczytać Zająca o bursztynowych oczach. Jest to tytuł, który zdobył wiele międzynarodowych nagród, a na okładce polskiego wydania możemy odnaleźć rekomendację Jacka Dehnela i Antoniego Libery.

Autor książki Edmund de Waal otrzymał w spadku po wuju kolekcję 264 japońskich figurek netsuke, które są w posiadaniu jego rodziny od ponad stu lat. Zafascynowany figurkami wybiera się w podróż w czasie i przestrzeni, by poznać i udokumentować historię kolekcji oraz swoich przodków -  arystokratycznej, żydowskiej rodziny Ephrussich.
Swoją podróż de Waal rozpoczyna w Paryżu, potem trafia do Wiednia, Odessy i Tokio. Tropiąc, szukając, fotografując, czytając stare listy i pamiętniki, rozmawiając z żyjącymi krewnymi i tymi, którzy ich znali i spędzając godziny w archiwach mozolnie zlepia z tysięcy informacji historię swojego rodu i poszczególnych ich członków. Kluczem do opowiedzianej historii jest miłość do przedmiotów, chęć kolekcjonowania i otaczania się tym, co bezużyteczne, ale piękne i wartościowe.

Zając o bursztynowych oczach to piękna i niezwykle wartościowa książka o Mitteleuropie, której już nie ma. Nie ma bowiem bohemy dziewiętnastowiecznego Paryża, nie ma przedwojennej elegancji arystokratycznego Wiednia. Zostały okruchy wspomnień, kilka zdjęć i kolekcja netsuke.
Mnóstwo w książce cennych informacji o historii, sztuce, literaturze i kulturze oraz oczywiście o Europie na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Opis zmian społecznych i politycznych, dramat drugiej wojny i jej konsekwencje jest wyjątkowo wnikliwy i pozwala wiele zrozumieć. Tekst czyta się wspaniale i mimo natłoku informacji nie nudziłam się ani przez linijkę. Wręcz przeciwnie: trudno mi było robić przerwy w czytaniu, a członkowie rodziny Ephrussich byli obecni w mojej głowie przez kilka dni. Lektura Zająca to wspaniałe intelektualne przeżycie.

Dla miłośników książek historycznych jest to lektura obowiązkowa!

Ocena: 6/6

niedziela, 28 grudnia 2014

Wyzwanie: 12 książek na 2015

Tym razem będzie na odwrót: zanim tradycyjnie w ostatni dzień roku dokonam czytelniczego podsumowania przedstawię swój czytelniczy plan na rok kolejny. A wszystko za sprawą KassWar, autorki bloga achy ochy z książką, która zaproponowała, by z domowej biblioteczki wybrać 12 tytułów, które zalegają na jej półkach nieprzeczytane od dłuższego czasu, ułożyć je w stos, sfotografować, a potem przeczytać w ciągu nadchodzących 12 miesięcy.
Do wyzwania można się zgłaszać do 31 grudnia.



W związku z faktem, że postanowiłam w przyszłym roku zrobić przerwę w korzystaniu z biblioteki i czytać jedynie własne książki, wyzwanie to wspaniale się wpasowuje w moje plany. Świadomie wybrałam książki, które ukazały się min. 2 lata temu i które wreszcie chciałabym przeczytać. Wyszedł z tego bardzo różnorodny i interesujący zbiór. 2015 może się rozpocząć, jestem przygotowana :)

Oto mój stos (od dołu):

- Losy dobrego żołnierza Szwejka czasu wojny światowej, Jaroslav Hašek: jedna z ulubionych książek mojego taty, który czytał ją wielokrotnie, pora się przekonać, dlaczego.

- Matka ryżu, Rani Manicka: polecana na wielu blogach i dobrze oceniana egzotyczna saga. Zapowiada się ciekawie.

- Przewrotność dobra, Jolanta Kwiatkowska: kasia.eire z notatek coolturalnych tak się rozpływała nad tą powieścią, że ją kupiłam. Teraz chcę się przekonać, czy mnie również zachwyci.

- Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął, Jonas Jonasson: w międzyczasie powstał film na jej podstawie (którego nie widziałam), a o samej książce było swojego czasu głośno. Spotkałam się z różnymi opiniami, czas wyrobić sobie własne zdanie.

- Lalka, Bolesław Prus: staram się nadrabiać zaległości w literackim wykształceniu. Jako, że w szkole nie miałam okazji przeczytać Lalki, z przyjemnością zrobię to teraz - i pewnie odbiorę ją inaczej niż jako nastolatka.

- Piąta Aleja, Candace Bushnell: kupiona lata temu pod wpływem miłości do serialu Seks w wielkim mieście, nakręconego na podstawie powieści Bushnell o tym samym tytule, ma na szczęście dużo lepsze oceny niż Seks. Ciekawa jestem.

Mr. Pebble i Gruda, Mariusz Ziomecki: to druga powieść, która trafiła do mnie po lekturze recenzji kasi z notatek. Zapowiada się niezwykle interesująco i jest najgrubszą książką w stosie.

- Stracony poranek, Gabriela Adameşteanu: autorka należy do najlepszych współczesnych pisarek rumuńskich, a jej powieść do historyczna podróż w towarzystwie niebanalnej bohaterki. Mniam.

- Brick Lane, Monica Ali: multikulturowy Londyn i historia silnej młodej kobiety, która urodziła się w Bangladeszu, by potem zmagać się z codziennością w największej europejskiej metropolii. Z miłości do tego miasta :)

- W komnatach Wolf Hall, Hilary Mantel: przez wielu czytelników zaliczana do najlepszych powieści historycznych. Jestem niemalże na 100% pewna, że mi się spodoba.

- Oczyszczenie, Sofi Oksanen: swojego czasu przetoczyła się jak burza przez wiele blogów, zgarniając wspaniałe recenzje, jako książka niełatwa, ale bardzo dobra.

- Singer. Pejzaże pamięci, Agata Tuszyńska: podczas spotkania autorskiego, w którym miałam przyjemność uczestniczyć, pisarka tak fantastycznie opowiadała o tej książce, że niezwłocznie ją kupiłam i z radością przeczytam. A potem sięgnę po twórczość samego Singera.


Jeszcze nie wiem, od którego tytułu zacznę. Ale skłaniam się ku Lalce.
Znacie tytuły z mojego stosu? Coś polecacie szczególnie?
No i przede wszystkim, jakie plany czytelnicze macie na najbliższy rok? Ciekawa jestem :)

czwartek, 25 grudnia 2014

Córka fortuny, Isabel Allende

Córka fortuny to pierwsza z trzech części cyklu, do którego należą jeszcze Portret w Sepii i Dom Duchów.
Bohaterką powieści jest Eliza - sierota, którą, zaledwie kilkudniową, ktoś zostawił na progu domu rodzeństwa Rose i Jeremy'ego Sommersów. Dziecko miało szczęście i trafiło pod opiekuńcze skrzydła trzydziestoletniej Angielki Rose oraz czarnoskórej opiekunki Mamy Frezji.
Pierwsze szesnaście lat swojego życia Eliza spędziła w Chile, w hermetycznej społeczności osiadłych tam Anglików pałających się głównie handlem i uprawą bujnych ziem. Dorastała w dostatku na pograniczu gwóch światów: wychowywana na młodą angielską damę najlepiej czuła się w kuchni szykując pachnące miejscowe potrawy. Sztuczny świat, którzy stworzyli wokół dziewczynki opiekunowie "dla jej własnego dobra" szybko okazał się zbyt ciasny. Pod wpływem namiętnego i niezwykle silnego uczucia do miejscowego młodzieńca, Eliza wsiadła na statek i wyruszyła jego śladem do ogarniętej gorączką złota Kaliforni. W tę podróż nie pojechała jednak sama, ale pod opieką chińskiego lekarza Tao Chien'a, który podczas tygodni na morzu troskliwą opieką uratował jej życie. A i później, na obcej ziemi, stał się jej wiernym towarzyszem.

Druga część powieści toczy się wśród poszukiwaczy złota w ogarniętej szaleństwem Ameryce Północnej. Eliza wiedzie tam niezwykle intensywne i niebezpieczne życie i nie ustaje w poszukiwaniach narzeczonego.

Jak zwykle Isabel Allende wybrała wyjątkowo interesujący fragment historii, w którym umieściła swoich bohaterów i ich perypetie: Chile, Chiny, Anglia i USA w XIX wieku, a do tego morskie podróże i gorączka złota. Autorka dość szczegółowo przedstawiła ówczesne realia: sztywne zasady społeczne, trudy pionierskiego życia, ograniczone prawa kobiet, szalejącą przestępczość i różnice na tle rasowym. Szczególnie ciekawy wydał mi się opis ogarniętej gorączką złota i bezprawiem Ameryki. Liczni drugoplanowi bohaterowie i ich barwne historie dodatkowo urozmaicają powieść.

A jednak czegoś mi w niej zabrakło. W porównaniu z fantastycznymi książkami Allende, które miałam okazę przeczytać: Ines, pani mej duszy i Podmorska wyspa, Córka fortuny wydała mi się blada i niepełna. Może to wina tłumaczenia, że z książki zniknęło to nieuchwytne "coś", co z powieści dobrej czyni powieść wyjątkową? A może to po prostu słabsza książka w dorobku autorki?

Tak czy owak po Córkę fortuny sięgnąć warto, zwłaszcza jeśli się ceni twórczość Allende.
Ja postaram się w przyszłym roku przeczytać pozostałe dwie części cyklu.

Ocena: 4+/6

piątek, 19 grudnia 2014

Dom tęsknot, Piotr Adamczyk

Dom tęsknot na bank trafi na tegoroczną subiektywną listę top 10. Ma nawet poważne szanse, by dostać się do pierwszej trójki....

Jest to bowiem w moich oczach powieść magiczna, niezwykle osobista i niemalże idealna. I to nie tylko dlatego, że obiektywnie rzecz biorąc jest dobra, ale głównie dlatego, że porusza wątki, które są mi bardzo bliskie.

Pierwszy z nich to główny bohater książki, czyli Wrocław. Polski od 1945, przepełniony był w okresie powojennym historiami i przedmiotami wcześniejszych mieszkańców. Ci nowi przybyli z daleka, niejednokrotnie dźwigając bagaż wojennych traum, czuli się tu obco, niepewnie i nie u siebie. Administracyjny chaos i samowolka, pionierski duch spolszczania miasta i wszechobecne ślady niedawnej obecności wroga oraz niemalże namacalna niepewność jutra – ówczesna atmosfera musiała być z jednej strony straszna, ale z drugiej absolutnie fascynująca.

W tym mieście duchów i socjalistycznych planów dorasta Piotr, jeden z mieszkańców starej kamienicy, która sama w sobie jest kolejną ważną bohaterką powieści. Ten przepełniony tajemnicami poprzednich lokatorów i dziwactwami obecnych mikrokosmos jest sceną dla rozgrywających się dramatów i nudnawej codzienności. Mieszkańcy kamienicy - kolorowa i różnorodna mieszanka charakterów - są dla dorastającego Piotra jak rodzina, w której żadne tajemnice na długo nie pozostaną w ukryciu. I czy chodzi o szczenięcą, ale wielką i zapalczywą miłość Piotrka i Laurki, wynoszone skrycie z piwnicy słoiki ze smalcem, spalonego żywcem sąsiada, czy wreszcie Niemców poszukujących legendarnego kielicha Lutra - każda z tych tajemnic znajdzie w końcu mniej lub bardziej wiarygodne wyjaśnienie.
Ale wróćmy do głównego bohatera i narratora. Jego rodzina jest zaprogramowana na bycie inną: ojciec to były partyzant, prosty rolnik z Wielkopolski, który po wojnie trafił do Wrocławia. Tu poznał swoją przyszłą żonę, Niemkę, która w mieście pozostała i przez wiele lat nie pozwalała ruszać rzeczy pozostawionych w mieszkaniu przez poprzednich właścicieli, rodzinę Freytagów, przekonana, że pewnego dnia Niemcy wrócą do miasta. Tak więc w przestronnym mieszkaniu ze ścian na Piotra zerkał dostojny pan domu, jego małżonka w koronkach i trójka dzieci, na półkach piętrzyły się książki pokryte niezrozumiałymi znakami, a półki i szuflady wypełnione były wszelkiej maści bibelotami. Stopniowo i powoli, tak jak Wrocław stawał się polski, rzeczy po Freytagach trafiały do piwnicy, która przekształcała się w muzeum...
Dzieciństwo Piotra wypełnione polskim patriotyzmem i niemieckimi przysmakami było schizofreniczne: opowieści matki o atlantach nijak się miały do informacji o niemieckich zbrodniach wojennych. Przysyłane przez krewnych z Niemiec, wypełnione słodyczami i płynem do prania, paczki zadawały kłam PRL-owskiej propagandzie głoszącej dobrobyt i wyższość socjalizmu nad zgniłym kapitalistycznym zachodem.

Temat Domu tęsknot jest mi szczególnie bliski, jako, że po wojnie do Wrocławia przyjechała ze swoją mamą i siostrą moja babcia. Część z opisywanych w książce dziecięcych przygód i wnikliwych obserwacji głównego bohatera była z pewnością jej udziałem, gdy jako młoda kobieta próbowała rozpocząć nowe życie w obcym mieście. Ponadto temat polsko-niemieckich relacji przedsatwiony przez autora rzeczowo i obiektywnie, jest "moim" tematem.

Nie sposób przedstawić w kilku zdaniach rozlicznych wątków tej powieści, które powiązane cienkimi nićmi tworzą idealną całość łącząc przeszłość z teraźniejszością. Autor zebrał w książce wiele historycznych informacji, rzetelnie wyjaśniając związki między nimi. Pozwala to czytelnikowi na lepsze zrozumienie tej drugiej strony.

W tej książce podobało mi sie wszystko i dlatego polecam ją z całego serca!

Ocena: 6/6

środa, 17 grudnia 2014

Ziarno prawdy, Zygmunt Miłoszewski

Jest to powieść o niesamowitych właściwościach: skraca odczuwalny czas podróży pociągiem z pięciu godzin, do powiedzmy dwóch. Chwile z nią spędzone mijają błyskawicznie - czy może być lepsza rekomendacja dla kryminału?

Nie będę się za wiele rozpisywać: każdy, kto czytał Miłoszewskiego wie, jaka to przyjemność, a kto jeszcze tego nie uczynił, powinien niebawem to niedopatrzenie nadrobić. Po lekturze Domofonu, Uwikłania i Bezcennego niewątpliwie należę do grona fanek jego soczystego i żywego stylu. Przekonują mnie wymyślane przez niego historie i zdecydowanie podoba mi się sposób, w jaki autor skupia moja uwagę. Oczywiście możnaby wyliczać niedoskonałości i nieścisłości w książce. Ale po co?

Czytelnik dostaje świetnie napisany kryminał z atrakcyjnym bohaterem, ciekawą historią i szybko postępującą akcją.
Jako, że podczas tegorocznych wakacji miałam przyjemność odwiedzić Sandomierz, ba nawet weszłam na stare miasto przez widniejacą na okładce książki bramę, tym przyjemniej przyszło mi zagłębić się zarówno w przeszłość miasta, jak i jego małomiasteczkową teraźniejszość, nawet jeśli jest ona literacką fikcją. Tajemnice z przeszłości, rodzinne powiązania i znajomości od przedszkola, prowincjonalna dwulicowość i obłuda – a wśród tego wszystkiego zmęczony prokurator z Warszawy, który ma niemale problemy z własnym życiem osobistym. No i oczywiście trup. A potem kolejne...
Od lektury trudno się oderwać i po przewróceniu ostatniej strony pojawia się lekki niedosyt i żal, że to już koniec.

Na szczęście przede mną lektura Gniewu. Choć przyznam szczerze, że podobnie jak setki innych czytelników, mam ogromną nadzieję, że autor się złamie i jednak napisze kolejne powieści z prokuratorem Szackim w roli głównej.

Ocena: 5/6
 

środa, 10 grudnia 2014

Pruska zagadka, Piotr Schmandt

Akcja pierwszego tomu przygód inspektora Brauna rozgrywa się na początku XX wieku w pruskim Wejherowie. Główny bohater, wspomniany Ignaz Braun, przyjeżdża na prowincję prosto z Berlina, by wspomóc działania lokalnej policji szukającej mordercy siedemnastoletniego gimnazjalisty. Zadanie nie należy do najłatwiejszych, zwłaszcza, że początkowo inspektor nie ma nawet do czynienia z kompletnym ciałem ofiary, a jedynie z jego fragmentami.

W licznych internetowych recenzjach książki ich autorzy podkreślają, że jej główną zaletę stanowi tło opisywanych zdarzeń. Rzetelnie i z finezją przedstawiony został małomiasteczkowy klimat ówczesnego Wejherowa: sympatie i antypatie bohaterów, ich romanse, intrygi i zwykłe codzienne problemy. A wszystko w wielokulturowym i wielojęzycznym środowisku, gdzie obok siebie żyli Niemcy, Polacy i Żydzi. Mocną stroną książki jest zamiłowanie Piotra Schmandta do detali: staranne opisy strojów, potraw, wnętrz pozwalają wyobrazić sobie, jak żyli ludzie ponad sto lat temu. Sporo też w tekście informacji historycznych, m.in. o stanie kolei żelaznej, rozwoju kryminalistyki oraz oczywiście o historii samego Wejherowa. Wiele opisywanych miejsc i budynków można do dziś odnaleźć na mapie miasta.

Na tym tle sama intryga kryminalna wypada raczej średnio i nie stanowi w żadnym wypadku osi powieści. Oczywiście kibicowałam inspektorowi, ale nie byłam w stanie znaleźć powiązań między informacjami, które zdobywał. Ogromna ich ilość, związana z ciągle rosnącą liczbą podejrzanych i przesłuchiwanych nie ułatwiała zadania. Końcowa scena, w której poznajemy rozwiązanie zagadki nie przekonała mnie ani trochę. Pogubiłam się w monologu Brauna i ani motywy zabójcy nie są dla mnie jasne, ani logika rozumowania inspektora. :(
Mimo to polubiłam tego eleganckiego i w uczuciach nieśmiałego inspektora, który w Wejherowie zgubił serce i odnalazł przyjaciół.

Na półce stoi tom drugi cyklu, po który z pewnością niebawem sięgnę. Choćby z ciekawości, co dalej z Wejherowem i jego mieszkańcami...

Ocena: 4+/6