niedziela, 29 marca 2015

Księgarenka w Big Stone Gap, Wendy Welch

"Na wszystko jest czas: jest czas na chowanie się w piwnicy i czas obwieszczania wszem i wobec swego istnienia, czas spuszczania głowy i czas patrzenia ze zdumieniem, jak ktoś, kogo nawet nie znasz, opowiada wszystkim, jak pięknie rozkwitasz." (str. 112)

Jestem przekonana, że ta książka spodoba się każdemu miłośnikowi czytania :)

Jest to opowieść o spontanicznej i szalonej decyzji podjętej przez Wendy Welch i jej męża Jacka, którzy postanowili porzucić stateczne życie w wielkim mieście, zrezygnować z pewnej pracy i stałego dochodu i założyć księgarnię z używanymi książkami. Nie byłoby to może aż takie szalone, gdyby nie fakt, iż księgarnię tę otworzyli na amerykańskiej prowincji, w liczącej nieco ponad pięć tysięcy mieszkańców miejscowości Big Stone Gap, położonej w centralnych Appalachach...
Wendy i Jack kupili tam stary edwardiański dom z 1903 roku. Na piętrze urządzili mieszkanie dla siebie, dwóch kotów i psa, natomiast cały parter przeznaczyli na księgarnię. Czytelnik towarzyszy tej sympatycznej parze podczas rozkręcania interesu oraz aklimatyzowania się w zupełnie nowym miejscu. Oba te zadania do najłatwiejszych nie należą. Ale z dużą wiarą w słuszność dokonanego wyboru, sporym poczuciem humoru i ogromnym nakładem pracy udaje im się otworzyć swój wymarzony sklep. Bezcenna okazuje się przy tym pomoc mieszkańców miasteczka i licznych przyjaciół pary.

Dom i księgarnia Wendy w Big Stone Gap
Źródło zdjęcia: http://hamptonroads.com/2012/10/drawn-little-bookstore-big-stone-gap

Cenię autorkę za szczerość, z jaką opisała swoją historię, nie ukrywając przy tym trudności i problemów, jakie pojawiały się na jej drodze. Faktem jest, że cel został osiągnięty, a po kilku latach działalności księgarnia ma wierne grono stałych klientów i stanowi ważne centrum kulturalne dla okolicznej społeczności. Z pary zwariowanych obcych Jack i Wendy stali się ważnymi postaciami w życiu Big Stone Gap i jego mieszkańców.

Przykład Jacka i Wendy to kolejny dowód na to, że droga do realizacji marzeń często bywa trudna, pełna wyrzeczeń i wątpliwości. Mimo to ciężką pracą i wytrwałością można osiągnąć cel: zacząć żyć swoim własnym życiem. W tym wypadku wypełnionym tysiącami używanych książek :)
Codzienne obowiązki związane z prowadzeniem księgarni, różnorodnie biografie odwiedzających to miejsce klientów, wgryzanie się w specyfikę rynku książki to tylko niektóre z tematów poruszonych przez Wendy Welch. Oprócz swojej osobistej historii autorka opisuje również zmiany zachodzące na rynku księgarskim w Stanach Zjednoczonych: rosnącą potęgę amazona, likwidacje kolejnych małych księgarń, rozwój czytników i e-booków. Główny wątek "okołoksięgarniany" uzupełniają rozważania Wendy na temat życia niezdominowanego przez konsumpcjonizm i walki z ogromnymi sieciami handlowymi, wspierania lokalnych producentów żywności i rzemieślników oraz świadomego kupowania.
Czytałam ją z ogromnym zainteresowaniem.

Jedyne, do czego mogę się przyczepić, to nieco nieporadny styl, w jakim napisana została ta historia. Nie potrafię się zdecydować, czy jest to wina tłumacza, czy po prostu autorka opublikowała swój pamiętnik bez wystarczającej redakcji i korekty.
Tak, czy inaczej, książkę polecam.

Jack i Wendy w swojej księgarni
Źródło zdjęcia: https://wendywelchbigstonegap.wordpress.com/about/

Na blogu Wendy i Jacka można na bieżąco śledzić losy księgarni i jej właścicieli: www.wendywelchbigstonegap.wordpress.com

Ocena: 4+/6


sobota, 28 marca 2015

Sześć pięter luksusu, Cezary Łazarewicz

Ogromny budynek w centrum Warszawy, przy ulicy Brackiej 25, znany jest z pewnością wielu osobom odwiedzającym stolicę, jak i jej mieszkańcom. Przez dziesięć lat stanowił on swoistą mekkę dla moli ksiażkowych i melomanów – mieścił się tam Traffic Club. Jako wspomnienie po nim pozostała m.in. strona na Facebooku, którą nadal lubi ponad 7.000 osób oraz oczywiście liczne książki i płyty zgromadzone na półkach byłych klientów księgarni.

Przyznaję, że gdy w 2013 roku usłyszałam o zamknięciu Traffic Clubu, byłam oburzona i smutna jednocześnie. Zwyczajnie szkoda mi było miejsca tak ważnego dla miłośników kultury. Do momentu, gdy dowiedziałam się, dlaczego tak się stało.
Otóż po latach walki budynek powrócił w ręce potomków założycieli firmy, do rodziny Jabłkowskich. Niestety nie udało im się porozumieć z właścicielami księgarni i dlatego we wrześniu 2013 roku doszło do jej zamknięcia.

Teraz, dzięki lekturze książki Łazarkiewicza wiem znacznie więcej o bogatej przeszłości budynku i jego właścicieli. Barwna historia pierwszego polskiego domu handlowego z prawdziwego zdarzenia jest wspaniałą podróżą w czasie dla wszystkich miłośników historii i zakupów :)

Jej początek to rok 1884 i drewniana skrzynia, w kórej towary na sprzedaż przechowywała Aniela Jabłkowska. Śledzimy rozwój firmy na przestrzeni lat i poznajemy tajniki prowadzenia tak ogromnego interesu. Rozwój strategii marketingowych, organizacja sprzedaży wysyłkowej, kreowanie sloganów reklamowych, pozyskiwanie i kształcenie personelu, dobór towarów – to tylko niektóre z zadań, jakie każdego dnia stały przed właścielami, braćmi Jabłkowskimi. Ważne były dla niech nie tylko zysk i rozwój firmy, ale i dobrobyt jej pracowników. Liczne udogodnienia socjalne i świetne warunki zatrudnienia sprawiały, że dom handlowy przy ulicy Brackiej był dla wielu warszawiaków wymarzonym miejscem pracy.
Spektakularny rozwój firmy przerwał wybuch drugiej wojny światowej, a ostatecznie zakończyły go zmiany polityczne po 1945 roku. W 1950 roku założyciel firmy dziewięćdziesięcioletni Józef Jabłkowski po raz ostatni opuścił wnętrza już nie swojego sklepu. Rozpoczął się niszczycielski okres peerelowskiego chaosu, zakończony jeszcze większym chaosem lat dziewięćdziesiątych. Członkowie rodziny Jabłkowskich rozproszyli się po świecie, a ocalały po wojnie budynek stopniowo niszczał.

Atutem publikacji są liczne archiwalne zdjęcia. Choć umieszczenie ich opisów na końcu książki, jest w moich oczach jawnym drażnieniem czytelnika. Ponadto rozczarowała mnie stosunkowo niewielka ilość tekstu. Gdyby usunąć fotografie, przerwy pomiędzy rozdziałami i długie odstępy między akapitami, wyszłoby w sumie jakieś 100 stron. A szkoda, bo wiele wątków możnaby opisać dokładniej, wyszukując dodatkowe informacje choćby na temat handlu i upodobań klientów w dwudziestoleciu międzywojennym, czy też inspiracji i wzorców pochodzących z innych krajów. Także okres PRL-u wypadł blado - wiele aspektów działalności sklepu nie zostało w książce poruszonych. Zamiast tego autor kilkakrotnie posiłkuje się cytatami z „Lalki”, która nie wydaje mi się właściwym źródłem dla książki będącej historycznym reportażem siłą rzecy opartym na faktach. Z kolei podczas opisywania machlojek popełnianych przez nowego właściciela Jerzego Kowalewskiego w latach 90-tych zabrakło obiektywizmu - tekst stylistycznie przypomina fragmenty z „Faktu”.
Autor rozbudził mój apetyt i niestety go nie zaspokoił. Stąd moje rozczarowanie spowodowane głównie niewielką objętością książki.

Więcej o aktualnej działalności firmy Dom Towarowy Bracia Jabłkowscy S.A. dowiecie się tu: www.dtbj.pl.

Jeśli zgląda tu ktoś z Warszawy, to może wie, co się obecnie dzieje na Brackiej 25? Podczas kolejnej wizyty w stolicy z pewnością pójdę sprawdzć :)

Ocena: 3+/6

niedziela, 1 marca 2015

Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął, Jonas Jonasson

Właściwie to nie zniknął, tylko wsiadł do autobusu z ukradzioną walizką i wybrał się w kolejną podróż życia. Allan Karlsson, tytułowy stulatek i główny bohater powieści Jonasa Jonassona to żwawy szwedzki staruszek, który podobno zachwycił ponad półtora miliona czytelników na całym świecie.
Cóż. Mnie nie zachwycił.

Ale po kolei.
Po ucieczce z przyjęcia szykowanego w domu starców z okazji setnych urodzin Allana, jego codzienność znowu nabiera rumieńców. W wyniku nieprawdopodobnej serii absurdalnych zbiegów okoliczności staruszek poznaje całą klikę nowych przyjaciół i słonia, a jego życie po raz kolejny ulega kompletnej przemianie.
Między rozdziały o szalonej ucieczce wpleciona została biografia głównego bohatera. Niezwykle bogata i obfitująca w dramatyczne zwroty wydarzeń biografa. Allan posiada bowiem niezwykłą skłonność do pakowania się w kłopoty, przy czym zawsze udaje mu się wyjść z nich obronną ręką - w innym przypadku nie dożyłby przecież setki. W trakcie swojego długiego życia odwiedza kilkanaście krajów, pracuje w najdziwniejszych miejscach, poznaje wielu przywódców państw (głównie dyktatorów) od Franco, przez Trumana i Stalina po Mao Zedonga, a przy tym ciągle pozostaje sobą.

Tuż po rozpoczęciu lektury przeczytałam gdzieś porównanie Stulatka do Forresta Gumpa. Ten drugi należy do moich ulubionych filmów i widziałam go wielokrotnie, ale w tym porównaniu coś jest. Łatwo pomyśleć, że Jonasson być może za bardzo zainspirował się Forrestem, a ten, jak każdy wie jest tylko jeden. I żaden, nawet najsympatyczniejszy szwedzki staruszek o nieprawdopodobnych przeżyciach nie jest w stanie mu dorównać.
Powieść czyta się szybko, czasem z uśmiechem na ustach. Jednak ogrom wydarzeń odebrał całości wiarygodność, a mnie przyjemność z czytania, która pod koniec powieści niemalże znikła....

Ocena: 3/6